#2 Tygodnik Antysystemowy. W każdą niedzielę

Od Redakcji: W swoim założeniu formuła Tygodnika Antysystemowego ma na celu osiągnięcie czegoś więcej, niźli pełnienia roli zwykłego serwisu informacyjnego powielającego kolejne wiadomości za pomocą czarodziejskich słów „kopiuj wklej”. Pragniemy się rozwijać i poruszać określone – niekoniecznie zawsze ważne i poważne – sprawy z innej, niecodziennej perspektywy, determinującej nową jakość i kreującej nowy obraz rzeczywistości, również z dozą specyficznego poczucia humoru. Z przyczyn praktycznych nieuniknionym jest przeoczenie przez nas wielu bez wątpienia ciekawych tematów, które chcielibyśmy podjąć, lecz mamy nadzieję, że takie sytuacje będą miały miejsce jak najrzadziej. Jeśli masz uwagi napisz na redakcja@3droga.pl, bądź pozostaw komentarz.

*

Szwajcaria. W zeszłym roku organizacja Neue Rütlibund deklarująca się jako konserwatywno-chrześcijańska zainicjowała petycję o pozostawienie krzyży w miejscach publicznych. Jak przekonuje jej przewodniczący Pirmin Müeller jest to reakcja na postępowanie władz, które pragną usunąć chrześcijańskie symbole z instytucji administracji publicznej, szkół, szpitali, czy też pozbyć się sporych rozmiarów tzw. alpejskich krzyży przydrożnych, z których słynie Szwajcaria.

Nie jest tajemnicą wstręt demoliberalnych władz do symboli, które są wyrazem czegoś więcej, niż kultu pieniądza. Szczególnie jeśli odnoszą się do katolicyzmu i jego opozycyjnych wartości względem materialistycznej cywilizacji, która trapi dzisiejszy świat.

Do tej pory w kancelarii federalnej Konfederacji Szwajcarskiej pod apelem zainicjowanym przez Neue Rütlibund złożyło podpisy ponad 25 tysięcy obywateli.

Szwajcarskie miasta przybierają kształt coraz większych aren zamieszkałych przez bezduszne atomy. Przeważają w nich osoby deklarujące się jako ateiści, a znaczący odsetek stanowią muzułmanie. Katolicy wespół z protestantami stanowią w nich coraz mniejszy odłamek – w samym Zurychu już tylko połowa obywateli przynależy do Kościoła Katolickiego lub wspólnot protestanckich.

*

Powszechnie panuje przekonanie, że żyjemy w czasach solidarności, równości i braterstwa, których dobrodziejstw mamy doświadczać na co dzień dzięki procesowi globalizacji i jego państwowego wyrazu, jakim jest Unia Europejska na Starym Kontynencie.

Jak przekonuje rzeczywistość globalizacja służy jedynie monopolizującym rynek kapitalistycznym przedsiębiorstwom, które niszczą narodowe gospodarki.

Według ubiegłorocznych badań naukowców z Wyższej Szkoły Chemiczno-Technicznej w Pradze zagraniczne koncerny przeznaczają dla krajów Europy Środkowej tańsze odpowiedniki i zamienniki produktów z zachodnich supermarketów, dodatkowo w droższych cenach.

Z artykułu dostępnego na forsal.pl dowiadujemy się, że Czesi i Słowacy od ponad sześciu lat narzekają na jakość spożywczych produktów, a odpowiedzią Brukseli na naciski polityków tych euroregionów było odesłanie do lektury o zasadach kapitalistycznego świata:

„Mamy wolny rynek, póki koncerny nikogo nie trują i podają listę składników na opakowaniu, to nie łamią prawa.”

Trwająca do końca roku prezydencja Słowacji w UE w ostatnim czasie poruszyła ten problem, lecz aby uzyskać wpływ na zmianę procederu nie wystarczają rzekome „kompetencje państw narodowych”, których posiadaniem mami społeczeństwo prawica, lecz zmiana unijnych dyrektyw, które w swoim założeniu służą międzynarodowemu kapitałowi. Nie ma więc podstaw do przypuszczenia, by demoliberalnym wasalom udało się coś zdziałać, szczególnie, że Bruksela nie wyraża entuzjazmu dla zmian w prawie, a Słowacja – jak na dobrego niewolnika przystało – nie pragnie iść na noże.

Ciekawym zjawiskiem jest, że nagle w biurokratycznej machinie specjalizującej się w utrudnianiu ludziom życia, zmiana sporej ilości aktów prawnych stała się barierą nie do przeskoczenia i obudziła obawę o lobbing, który mógłby wypłynąć na tej fali.

Alternatywne względem wielkich koncernów produkty nie stanowią konkurencji – ekologiczne produkty „od rolnika”, „bez ulepszaczy”, są dużo droższe od tych dostępnych w gigantycznych sieciach, a ich dostępność jest ograniczona. Nie jest tajemnicą, że nie tylko w euroregionie Nadwiślańskim ludzi nie jest stać na kierowanie się jakością, a decydującym kryterium przy wyborze danego produktu jest jego cena.

Na dodatek firm produkujących taką żywność na rodzimych rynkach środkowoeuropejskich ubywa. W III RP sytuacja nie jest już nawet alarmująca – według raportu Fundacji Republikańskiej sektory produkcji na tutejszym rynku są zdominowane przez kilku zagranicznych gigantów, którzy odpowiadają za 80-90% dostaw.

Na koniec przestroga dla tzw. patriotów gospodarczych, która znajduje się w raporcie:

„Nawet jeśli produkt ma polską markę, nie oznacza to, że jest produkowany w firmie kontrolowanej przez rodzimy kapitał – w większości przypadków w wyniku prywatyzacji marka ta trafiła w zagraniczne ręce.”

*

Adrian Zandberg, lider partii Razem, zareagował na słowa Mateusza Kijowskiego. Szef KOD wyraził nadzieję, że w ciągu dwóch lat jego ugrupowaniu uda się zachęcić narodowców do wspólnego świętowania 11 listopada w Marszu Niepodległości.

„Mam nadzieję, że następnym razem albo za dwa lata pójdziemy razem z narodowcami. Mam nadzieję, że zobaczymy, jak wiele mamy wspólnego i będziemy się starać działać razem.” – powiedział Kijowski.

Zandberga oburzyło, że lider kodeinistów nie tylko nie wziął udziału w organizowanym przez partię Razem marszu tzw. antyfaszystów, lecz pozwolił sobie kokietować organizatorów Marszu Niepodległości i w następujących słowach skrytykował te poczynania:

„Kiedy KOD – zamiast dołączyć do demonstracji organizowanej co roku przez środowiska demokratyczne i antyfaszystowskie – postanowił być osobno i zorganizować własne wydarzenie, myślałem, że to po prostu gwiazdorzenie. Ale dziś Mateusz Kijowski poinformował w Radiu TokFM – w języku godnym mediów PiSowskich – że brzydzi się antyfaszystami, a następnie wystąpił na demonstracji, gdzie noszono portrety Romana Dmowskiego.”

„Ciekaw jestem, co o planach wspólnego demonstrowania z wrogami demokracji z ONR sądzą członkowie i sympatycy Komitetu Obrony DEMOKRACJI.”

Jak widać rykoszetem dostało się nieocenionemu mężowi stanu i architektowi niepodległej Polski, Romanowi Dmowskiemu. Zważając na poglądy Zandberga nie trudno dziwić się opanowującej go odrazie na widok postaci człowieka, którego ciężka praca zaowocowała pogłębieniem świadomości narodowej, rozbudzeniem narodowej siły oraz przywróceniem Polski na mapy świata, ale postawa Kijowskiego jest zaskakująca.

W każdym razie wzburzenie Zandberga jest uzasadnione. W całym zamęcie powoli można zacząć gubić się kto jest osławionym obrońcą demokracji i kto ma na nią wyłączność i dlaczego ani jeden, ani drugi, ani tym bardziej rząd – dla nas demokratycznym w wymiarze gospodarczym jest dystrybucjonizm, ekonomicznym – korporacjonizm, a polityczno-społecznym ustrój powszechny. ONR jedyne co może zrobić, to odrzucić demoliberalną gangrenę nazywaną dla niepoznaki „demokracją”, podziękować po dżentelmeńsku Kijowskiemu za współpracę i obstawiać przy korzeniach swoich narodowo radykalnych protoplastów.

*

Podczas tegorocznego Marszu Niepodległości żenującą prowokację przeprowadził reporter Gazety Wyborczej Jacek Hugo-Bader. Wpadł on na pomysł, że ucharakteryzuje się na murzyna i weźmie udział w manifestacji narodowców szukając rasistowskich zaczepek. Jak relacjonował:

„Przede mną przeszło kilkadziesiąt tysięcy ludzi, którym towarzyszyło zdziwienie: „Matko, czarnuch przyszedł”. Nawet jak tego nie wypowiadali, czułem to. To był jeden z najmniej przyjemnych dni w moim życiu.”

Musimy przyznać, że w skórze murzyna również czulibyśmy się nieswojo, jednak żeby był to aż taki dramat? On to czuł, pewnie stąd ta trauma.

Więcej wart i zapewniający więcej atrakcji eksperyment mógłby przeprowadzić wyjeżdżając do Afryki biorąc udział w tubylczym święcie, bądź do murzyńskich wspólnot amerykańskich, znanych jako getta. Ciekawe z jaką spotkałby się reakcją i dlaczego byłaby rasistowska.

Przebieraniec przyznał, że nie został na manifestacji do końca. Wcześniej miał zostać zaczepiony przez mężczyzn, przed którymi uratowali go inni uczestnicy Marszu. W mniemaniu reportera prawdopodobnie byli to nieumundurowani policjanci.

Z agresją podbudowywaną rasizmem nie spotkał się natomiast urodzony w Krakowie doktor teologii i wolontariusz Fundacji PRO – Prawo do życia Bawer Aondo-Akaa, który biorąc udział w Marszu Niepodległości emanował zadowoleniem.

*

W rynsztoku zwanym potocznie mainstreamem potrafią znaleźć się rzetelne osoby, dla których obiektywizm – przynajmniej niekiedy – jest ważniejszy od błysków fleszy. Na antenie tvn24 podczas programu „Arena Idei. Debata o nacjonalizmie i patriotyzmie” dr Marek Kochan, pisarz, badacz języka z Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, ekspert ds. komunikacji i ścisła czołówka fachowców od marketingu politycznego w euroregionie Nadwiślańskim na przekór demoliberalnym tendencjom w następujący sposób ocenił nacjonalizm:

„Myślę, że pojęcia [nacjonalizm i patriotyzm – przyp. red.] mają część wspólną, natomiast na ogół są zestawiane jako rodzaj takiej kontry, że patriotyzm jest dobry, a nacjonalizm jest zły. Myślenie o nacjonalizmie jako czymś złym, to jest dziedzictwo propagandy komunistycznej. Jak wiadomo, Rosjanie, czy Sowieci zderzali nacjonalizm z internacjonalizmem. Internacjonalizm był dobry, natomiast nacjonalizm był zły, bo zacierał konflikty klasowe.”

„Mam wrażenie, że kiedy dyskutujemy o nacjonalizmie, to brzemię komunizmu jest bardzo ciężkie. Faszyzm i nacjonalizm to zjawiska na tyle różne, że zestawianie ich spowodowałoby jeszcze większy kłopot. Nacjonalizm w Polsce funkcjonuje jako epitet. To jest powiedziałbym bardziej pałka medialna, niż pojęcie, które cokolwiek realnie opisuje, ponieważ jest to pojęcie wieloznaczne. Możemy mówić o nacjonalizmie jako pewnej ideologii, jakimś prądzie myślowym, czy wreszcie w takim neutralnym sensie.”

„Szowinizm to wywyższenie, ubóstwienie własnego narodu. Natomiast nacjonaliści są bardzo często krytyczni wobec własnego narodu, ponieważ chcąc rozwijać interes narodowy, wspólnotę, często piętnują zachowania, które ich zdaniem w tym przeszkadzają. Więc utożsamianie nacjonalizmu z szowinizmem czy faszyzmem jest jakąś, przepraszam bardzo, impotencją intelektualną i nie prowadzi donikąd.”

W czasach, kiedy kłamstwo, fałsz i obłuda dominują w medialnych przekaźnikach, spotkanie się z wyrazem obiektywnego myślenia jest niemałym szokiem. Na tle medialnej paranoi dotyczącej nacjonalizmu i autorytetów błyszczących wypowiedziami na ten temat, dr Kochan wypada naprawdę rewelacyjnie.

*

Doktor nauk humanistycznych, historyk i kandydatka na prezydenta z ramienia SLD w ostatnich wyborach, Magdalena Ogórek, podjęła się prowadzenia programu „W tyle wizji” na antenie TVP Info. Nie spodobało się to Tomaszowi Lisowi, który skomentował jej postawę „starała się, starała i w końcu coś skapnęło”. Kilka słów – co by nie mówić – prawdy z kolei nie spodobały się Ogórek, ale nie ma co drążyć tego żenującego tematu.

Magdalena Ogórek w swoim programie zachęcała widzów do obejrzenia filmu, który opisuje historię komunistycznej zbrodniarki Julii Brystygierowej. W jej opinii najnowszy film Ryszarda Bugajskiego ,,Zaćma” będzie drugim tego typu wydarzeniem po „Wołyniu”. Podczas nadawania „W tyle wizji” z ust Ogórek padły znamienne słowa, za które nacjonaliści przez lata byli wysyłani przez swoich rozmówców i różnej maści odbiorców do psychiatryka, tudzież więzienia.

„W stalinowskim aparacie bezpieczeństwa była nadreprezentacja osób z korzeniami żydowskimi. Myślę, że jest to szalenie ważne, aby to przypomnieć.”

W opisie filmu czytamy:

„Druga połowa lat. 50. Julia Brystygierowa, zwana „Krwawą Luną”, to eks-funkcjonariuszka Ministerstwa Bezpieczeństwa. Tam, jako szefowa owianego złą sławą Departamentu V, osobiście i z sadystyczną zawziętością katowała więźniów politycznych. Słynęła z donosów do NKWD, nie oszczędzając swoich partyjnych towarzyszy. Teraz, szukając porady duchowej, ubiega się o prywatną audiencję u prymasa Stefana Wyszyńskiego (Marek Kalita). Zanim jednak dojdzie do spotkania z głową Kościoła, Brystygierowa będzie musiała przekonać do swoich racji oślepionego księdza (Janusz Gajos) i cierpiącą na kryzys wiary zakonnicę (Małgorzata Zajączkowska).”

*

Już – właściwie dopiero – 11 tysięcy internautów podpisało petycję w obronie prof. Chazana i klauzuli sumienia. Kampania, która jest dostępna pod TYM adresem, jest odpowiedzią organizacji prorodzinnych na realia panujące w III RP.

„Szanowni Państwo,

na Państwa ręce składam wyrazy mojej wdzięczności za wzorową postawę etyczną prof. Bogdana Chazana, który przywrócił świadomości społecznej piękny wizerunek lekarza sumienia, wiernego zasadzie, wedle której to zdrowie chorego jest najwyższym prawem (salus aegroti suprema lex esto). Takiej właśnie postawy oczekujemy od profesjonalistów, którym powierzamy nasze życie i zdrowie, ufni w ich wiedzę, wierność zasadom etycznym, niezależność od nacisków społecznych, finansowych i administracyjnych.”

Powyższymi słowami rozpoczyna się treść petycji, która trafić ma do Prezesa Naczelnej Izby Lekarskiej dr n. med. Macieja Hamankiewicza, Naczelnego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej lek. med. Grzegorza Wrony, Przewodniczącego Naczelnego Sądu Lekarskiego lek. Wojciecha Łąckiego, Okręgowego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej prof. dr hab. med. Zbigniewa Czernickiego oraz Przewodniczącego Okręgowego Sądu Lekarskiego lek. med. Romana Jasińskiego.

Zachęcamy do wsparcia inicjatywy.

*

W Polsce rodzi się coraz więcej nieślubnych dzieci. W ubiegłym roku prawie co czwarte dziecko zostało urodzone przez niezamężną mamę. Tendencja ta jest szczególnie silna w miastach, noworodków spoza małżeństw przybywa również na wsiach, lecz w mniejszym stopniu.

„W ubiegłym roku urodziło się 370,4 tys. dzieci. Wśród nich 90,7 tys., czyli 24,6 proc. miało niezamężną mamę. Z roku na rok odsetek pozamałżeńskich urodzeń wzrósł o niespełna 0,5 proc., ale w perspektywie ćwierćwiecza przemian skok jest gigantyczny. W 1990 roku z nieformalnych związków pochodziło zaledwie 6,2 proc. dzieci” – sygnalizuje Dziennik Gazeta Prawna.

W ostatnim ćwierćwieczu odsetek nieślubnych dzieci w miastach zwiększył się aż o 19,1 pkt proc., do 26,9 proc, z kolei na wsiach o 16,8 pkt proc., do 21,2 proc. Obecnie najwięcej nieślubnych dzieci rodzi się w zachodniej części Polski.

Eksperci uspokajają, że pomimo tego, że zachodzą u nas zmiany obyczajowe, to na tle Zachodu wciąż jesteśmy krajem konserwatywnym. Dla porównania w Francji, Słowenii, Dani, Szwecji, czy Belgii ze związków pozamałżeńskich rodzi się ponad połowa dzieci.

My natomiast alarmujemy, że jeśli III RP i społeczeństwo polskie w obecnym stanie są dla kogoś wzorem, to dramat przy nazwaniu tego stanu rzeczy jest tylko igraszką.

*

Kardynał Robert Sarah, prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego powiedział kilka gorzkich słów odnośnie Europy.

„Nie rodzą się dzieci. A wy przeżywacie teraz inwazję innych kultur, innych ludów, które stopniowo was zdominują pod względem liczebnym i całkowicie zmienią waszą kulturę, wasze przekonania i wartości.”

Trudno znaleźć subtelniejsze słowa i zgrabniejszą formę wypowiedzi o obecnym stanie naszego kontynentu od poniższego cytatu:

„Najbardziej niepokoi mnie to, że Europa nie uświadamia już sobie skąd pochodzi. Straciła własne korzenie, a drzewo bez korzeni obumiera.”

*

Francja. Z kieszeni angażującej się od lat w ruchy pro-life Christine Boutin wymiar sprawiedliwości wyciągnął 7000 tysięcy euro. Jest to kara dla parlamentarzystki za powoływanie się na Pismo Święte oraz Katechizm Kościoła Katolickiego.

W udzielonym ponad dwa lata temu wywiadzie Boutin powiedziała:

„Nigdy nie potępiałam homoseksualistów. Homoseksualizm jest obrzydliwością, ale nie homoseksualista. Grzech nie jest akceptowalny, chociaż grzesznika nigdy nie można odrzucać.”

Wspomniała również o przyczynach zniszczenia przez Boga Sodomy i Gomory, wśród których bezapelacyjnie znajdują się wykroczenia homoseksualne. Swoją wypowiedź wsparła też o List do Rzymian św. Pawła, który wyraźnie akcentuje brak możliwości wejścia do Królestwa Niebieskiego dla sodomitów.

Sąd odrzucił linię obrony polityk, co wywołało zadowolenie w sodomickich środowiskach przekonujących, że sąd dał społeczeństwu czytelny sygnał. Boutin musi zapłacić 5000 euro grzywny oraz 2000 euro na poczet homoseksualnych organizacji.

„Mają rację. Po tym wyroku stało się jasne, że na Zachodzie oficjalnie rozpoczęła się era wrogości do chrześcijan, przeciwko wszystkim katolikom, którzy cytują Pismo Święte […] Powrócił czas katakumb” – komentuje zadowolenie sodomitów Mauro Faverzani na łamach Corrispondenza Romana.

Christine Boutin krytykuje obowiązujące nad Sekwaną regulacje prawne dopuszczające dużą swobodę zabijania życia poczętego, legalne związki sodomickie i możliwość określania ich od 2013 roku „małżeństwem”.

*

Na przychylność wymiaru sprawiedliwości mogą za to liczyć gwałciciele w Szwecji. Korespondentka „Rzeczpospolitej” przekonuje, że coraz częstszą praktyką sądów zza morza Bałtyckiego jest przychylanie się do linii obrony, według której przekonują oni, iż popełnili przestępstwo we śnie (sic!).

Osoba dotknięta zespołem Morfeusza, czyli tzw. seksomnią, przejawia się niepożądanym zachowaniem w trakcie snu. Zaburzenie to jest trudne do zweryfikowania, a sądy stosują zasadę rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonych.

Pomimo relacji kobiet mówiących o rozbudzonych sprawcach, czy uwag amerykańskiego badacza snu Carlosa Schencka, który zauważył, że żaden uniewinniony opisywany przez radio Eko nie został zdiagnozowany jako lunatyk, sądy uznają niewinność „nieświadomych” gwałcicieli.

Schenck twierdzi, że w grę wchodzi raczej nietrzeźwość, niż zespół Morfeusza, nie zmienia to faktu, że sądy korzystały z opinii jednego eksperta, który nie opublikował żadnych badań na ten temat.

Motyw z zespołem Morfeusza w swoich liniach obrony wykorzystują również osoby oskarżone o dokonanie innych czynów zabronionych.

*

Polska. W wigilię uroczystości Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata wierni wraz z hierarchami Kościoła przyjęli Akt potwierdzający Panowanie i Królowanie Jezusa Chrystusa w sercach Polaków. Na sobotnich uroczystościach, które miały miejsce w Łagiewnikach, obecne były władze państwowe, w tym prezydent euroregionu Nadwiślańskiego Andrzej Duda we własnej osobie.

Przy tej okazji należy przypomnieć, że Intronizacja Jezusa Chrystusa powinna mieć przełożenie w wymiarze doczesnym. Nie można uznawać Jezusa Chrystusa za Króla i oddawać się pod Jego władzę, a przy tym nie praktykować Jego nauki w segmentach życia zbiorowego, jak i osobistego. Oznacza to stworzenie warunków optymalnych dla osiągnięcia ostatecznego celu człowieka, jakim jest zbawienie, skutkiem czego cywilizacja, którą prof. Feliks Koneczny słusznie nazwał metodą ustroju życia zbiorowego, musi być oparta o Jego nauczanie przechowywane w depozycie przez Kościół Katolicki i wyrosłą z niego naukę społeczną. Mamy nadzieję, że dożyjemy tych pięknych czasów, lecz nie tylko przeczucie mówi nam, że nie nastanie to za realnych rządów PiSu.

W niedzielę wierni wypowiadając Akt będą mogli dołączyć do tych osób, które dokonały tego już w sobotę podczas adoracji Najświętszego Sakramentu po Mszy Świętej w krakowskim Sanktuarium.

*

Uwzględniliśmy kolejną kandydaturę w konkursie na Kosmitę Roku 2016. Tym razem jest to pan Kontradmirał Korsarskiej Floty Morskiej, Sławomir Ziembiński. Zobaczcie sami:

*

Każdy Tygodnik postanowiliśmy wieńczyć cytatem. Przy tej okazji będzie to fragment przemówienia, jakie wygłosił Ignacy Jan Paderewski z okazji 100-lecia urodzin Fryderyka Chopina w 1910 roku we Lwowie.

„Uczą nas szacunku do obcych, a pogardy dla swoich. Każą nam miłować wszystkich, choćby ludożercę, a nienawidzić ojców i braci, za to, że nie gorzej, lecz inaczej tylko myślą. Chcą nas wyzuć zupełnie z rasowego instynktu, cały pokoleń dorobek i dobytek oddać na pastwę nieokreślonej przyszłości, na łup chaosowi, którego potworne kształty lada godzina ukazać się mogą ponad tonią czasu.”

***

Na podstawie:
pch24.pl/forsal.pl/FB/gazteta.pl/tvn24.pl/rp.pl/DGP/wpolityce.pl/YT/polsatnews/niezlomni.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.