#9 Tygodnik Antysystemowy. W każdą niedzielę

Od Redakcji: W swoim założeniu formuła Tygodnika Antysystemowego ma na celu osiągnięcie czegoś więcej, niźli pełnienia roli zwykłego serwisu informacyjnego powielającego kolejne wiadomości za pomocą czarodziejskich słów „kopiuj wklej”. Pragniemy się rozwijać i poruszać określone – niekoniecznie zawsze ważne i poważne – sprawy z innej, niecodziennej perspektywy, determinującej nową jakość i kreującej nowy obraz rzeczywistości, również z dozą specyficznego poczucia humoru, a nade wszystko zależy nam na pobudzeniu refleksji Czytelnika. Z przyczyn praktycznych nieuniknionym jest przeoczenie przez nas wielu bez wątpienia ciekawych tematów, które chcielibyśmy podjąć, lecz mamy nadzieję, że takie sytuacje będą miały miejsce jak najrzadziej. Jeśli masz uwagi napisz na redakcja@3droga.pl, bądź pozostaw komentarz.

*

Donald Trump nazwał politykę imigracyjna RFN za katastrofalny błąd i wyraził nadzieję, że USA nie podąży w taką samą stronę. Problem polega na tym, że – co by dużo nie mówić – pod kątem multikulturalizmu oba kraje nie różnią się zbytnio od siebie i nie ma co zanadto oczekiwać zmiany tego rdzenia w czasie prezydentury Trumpa. Polityka Angeli Merkel faktycznie jest błędem, ale sama w sobie nie jest owocem błądzenia, lecz twardej, umyślnie i stanowczo obranej linii światopoglądowej. Zbrodnią na pewno jest to, jakie spustoszenie niosą za sobą gromadnie przemieszczający się ludzie z obcych kręgów cywilizacyjnych i kulturowych. Czynniki te nie pozostają bez wpływu na życie Starego Kontynentu, ale mogą przynieść i pozytywny skutek, czyli przyczynić się do odrodzenia łacińskich wartości w urządzonej na materialistycznych i zdemoralizowanych podstawach metodzie ustroju życia zbiorowego w Europie. Paradoksalnie może okazać się, że działania demoliberalnego systemu ostatecznie staną się przyczyną jego zguby – mogą też przyczynić się do doszczętnego unicestwienia wszystkiego, co nam, katolickim nacjonalistom, jest drogie.

*

Znamienne są również słowa prezydenta elekta USA na temat Brexitu oraz NATO. Pragnie on dołożyć swoją cegiełkę w budowie świata przy wykorzystaniu nowych trendów. Można ulec wrażeniu, że świat zaznaje świeżego powiewu zmieniającego jego własne oblicze, prawdą jest jednak, że jego istota pozostaje taka sama, a ów wiatr jest zmyślnym dziełem spryciarzy zza zamkniętych drzwi gabinetów. Grzechem przeciw zdrowemu rozsądkowi jest pozbawianie światowej oligarchii i podlegających jej wpływom lokalnych odpowiedników zdolności umiejętnego monitorowania pądów wybijających się w społeczeństwie, które swoją drogą kształtują się pod ich wspólnym patronatem. Unia Europejska może ulec rozwiązaniu, tak samo przestarzałe w oczach Trumpa NATO. Nie można przy tym sądzić, że nie zostanie zawiązana nowa formacja zbrojna stojąca na straży zachodniego demoliberalizmu, a choćby w przyszłości sztuczny organizm UE nie został zastąpiony inną „wspólnotową” strukturą, to nie jest to gwarantem powstania łacińskich państw narodowych i odrodzenia Europy. Obłudne jest myślenie, że dominująca kasta dopuści do zniszczenia swojej władzy, co pozwala uważać, że utrwala swoją pozycję nie używając broni i bomb, ale przetasowując formę systemu, nie jego treść, używając do tego wszystkich dostępnych – i humanitarnych jak ekrany telewizorów, radiowe odbiorniki, czy monitory komputerów – środki.

*

Andrzej Duda ponowie w sposób godny najgorliwszych tropicieli mitycznego faszyzmu przestrzegł przed antysemityzmem. Przy okazji wizyty w muzeum holokaustu, dla podkreślenia doniosłości słów, ostrzegł przed żniwem, jakie zbiera nienawiść. Przy tego typu deklaracjach – dziwnym zbiegiem okoliczności, tym bardziej, że odnoszą się przecież do każdego jej typu i rodzaju – nikt z politycznej społeczności nie waży się wspominać o arenie współczesnego świata okaleczanego jarzmem syjonizmu, ani podnosić publicznie tego problemu, dając upust powszechnej niekonsekwencji.

*

Nie potrafimy pojąć argumentów, jakimi operuje rząd III RP, tym bardziej, kiedy obrzuca swoich oponentów rusofilią. Antoni Macierewicz przekonuje, że gwarantem niepodległości Polski są wojska NATO i amerykańscy żołnierze. Siły te mają zapobiegać naciskom Federacji bynajmniej nie Rosyjskiej na Nadwiślański kraj. Daleko jest mu jednak od opinii, a przynajmniej nią się publicznie nie dzieli, by to NATO i żołnierze z USA byli czynnikiem forsującym obce narodowi polskiemu interesy. Jest to dziwne z uwagi na fakt, że niezależnie od motywów zwaśnionych stron i sprzeczek polegających na wykłócaniu się o to, na ołtarzu którego imperium wyrzec się wolności, godności i niepodległości, faktem pozostaje podległość i zależność od zewnętrznych ośrodków władzy. Mało interesujące jest już to nad zdaniem kogo mielibyśmy się zastanawiać: Kremla, Brukseli, czy Waszyngtonu.

*

Polscy emeryci, pomimo pieczołowicie odciąganych przez całe ich dotychczasowe życie funduszy z zarobków, nie mają wystarczających środków do egzystencji, dlatego padają ofiarą pożyczek, których nie mają jak spłacać. Lichwiarskie banki wykorzystują tragiczną sytuację traktując seniorów jako solidnych klientów i ochoczo zarzucają na sędziwe karki jarzmo kredytów. Osoby te często nie potrafią przystosować się do jeszcze niższego standardu życia na emeryturze, niż dotychczasowego, a nieodosobnionym przypadkiem jest utrudniająca sprawę śmierć bliskiej osoby, współodpowiedzialnej za spłatę rat. Owocem są zobowiązania finansowe przybierające postać niekończącego się zadłużenia. Osoby starsze wystawione są na dramat przez systemowe patologie III RP – jest to wdzięczność, jaką okazuje państwo za lata trudów pracy, znoju, straty zdrowia i wylanego potu w charakterze osoby pozbawionej własności prywatnej i pobierającej pensję uwłaczającą godności ludzkiej, a również „patriotycznego” płacenia podatków i innych wymyślnych danin. Nie każdy człowiek, a tym bardziej poczciwy, może liczyć na rekompensatę, jaka spotkała komunistycznych aparatczyków w „demokratycznym” państwie za zasługi i wkład w budowę realnego socjalizmu oraz utrzymywanie porządku, następnie zaś pookrągłostołowej republiki kapitalizmu, ani tym bardziej gratyfikacji, jaka spotyka ludzi parających się zawodowo polityką, gdy odchodzą z zajmowanego dotychczas urzędu.

*

Elżbieta Rafalska z dumą głosi światu o podwyżce płacy minimalnej. Zmiana ta w uszach odbiorców brzmi dobrze, nie mniej jednak w rzeczywistości nie rozwiązuje ani o trochę sytuacji armii pracowników zatrudnionych w oparciu o umowy śmieciowe. Stawka godzinowa może zostać zwiększona nawet do pułapu sum zarabianych przez polityków, nie wpłynie ona jednocześnie na oferowaną przez sprytnych kapitalistów podstawę zatrudnienia, ani nie będzie ona hamulcem przed wyzyskiem, dopóki gruntownej reformie nie ulegnie całokształt prawa i stosunków pracy. Póki mogą korzystać z narzędzi wynikających z nieudolności i niekompetencji państwa  oraz instytucji stanowiących prawo, podwyżka płacy minimalnej na pewno nie będzie skuteczną ochroną godności pracownika. Na tym polu nacjonalizm od lat postuluje rewolucję w duchu małych zakładów pracy zrzeszonych w niezależnych od państwa korporacjach regulujących min. stosunki zawodowe na linii pracodawca-pracownik, czy między firmami, a więc dystrybucjonizmu i Katolickiej Nauki Społecznej. Tylko upowszechnienie własności prywatnej oraz ochrona korporacji łączących w duchu godności wspólny interes pracownika, pracodawcy i samorządu zawodowego może ustrzec wolność ekonomiczną człowieka przed zakusami monopolistów tak państwowych, jak i prywatnych – niezależnie od tego, czy o kapitale obcym, czy rodzimym.

*

Im częściej jesteśmy informowani o potrzebie demokratyzacji świata, im częściej słyszymy o solidarności, tym bardziej zwiększa się dysproporcja między ludźmi pławiącymi się w przesycie, a ubogimi. Jesteśmy świadkami tego, jak wygląda upowszechnienie własności w opiewanym przez liberałów kapitalizmie – ośmioro najbogatszych ludzi świata posiada równowartość majątku połowy ludności kuli ziemskiej – 3,6 miliardów ludzi. Naczelny argument zwolenników liberalizmu gospodarczego o puszczeniu wszelkich cugli nie zdaje egzaminu, tak samo, jak oblewa go globalizacja, otwarcie granic i niepohamowany przepływ międzynarodowego kapitału czy ludności ponad nimi. Według osób odrzucających wszelki interwencjonizm, nawet zdroworozsądkowy, i oskarżających wszystkich wkoło o socjalizm, który jest niczym innym, jak państwowym kapitalizmem, aby naprawić świat i uczynić konkurencję uczciwszą, należy zagwarantować jeszcze więcej narzędzi do swawoli.

Podczas gdy przekonuje się nas o  rozpowszechniającym dobrobycie i wspaniałomyślności naszych czasów, możni stają się coraz możniejsi, a 10% ludzkości żyje za mniej niż 2 dolary dziennie. W praktyce gdakanie ekonomistów i mądrości kapitalistów przy proponowanych przezeń rozwiązaniach przypominają narzekanie na to, że finansowe molochy i najbogatsi nie są dostatecznie wielcy, a ich skutkiem może być jedynie zwiększenie ich dominacji. My natomiast jesteśmy zwolennikami rzeczy przyziemnych, dlatego cenimy ustroje mniejsze, kapitalista mógłby rzec – ograniczone.

Uważamy jednak za dużo atrakcyjniejszą opcję wielości odmian wspólnot lokalnych przybierających kształt samorządu terytorialnego, czy to politycznego, czy gospodarczego, niż bezgraniczną dominację bogaczy.

***

Na podstawie: rmf24/telewizja/forbes/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.