Bliski Wschód: Iran za wolną Palestyną; Izrael na jego celowniku. „Zagrożeniem jest Iran, nie ISIS”

Szef irańskiej Gwardii Rewolucyjnej Hossein Salami powiedział, że jeżeli władze Izraela podejmą „złą decyzję” w kwestii Palestyny, to Islamska Republika Iranu jest w stanie zniszczyć okupujące palestyńskie ziemie państwo, w stronę którego – jak zapewnia – mają mieć wycelowanych 100 tys. głowic.

„Hezbollah ma 100 tysięcy głowic wycelowanych w Izrael, które mogą zostać odpalone w każdej chwili, by wyswobodzić tereny Palestyny” – informuje Salami oraz dodał, że „Szanse na zniszczenie syjonistycznego reżimu są dziś większe niż kiedykolwiek”. Ponadto wysokiej rangi członkowie Gwardii Rewolucyjnej zapewniali, że terytorium okupowane przez syjonistyczne państwo jest również w zasięgu rakiet islamskiej republiki. Prezydent republiki Hassan Rowhani dodał, że „wspieramy wysiedlony naród palestyński” oraz zwrócił uwagę, że nieporozumienia między muzułmanami „odciągnęły nas od ważnego problemu jaki stanowi Palestyna.”

„Reżim syjonistyczny stanowi regionalną bazę dla Ameryki i globalnej arogancji. Brak jedności i nieporozumienia między muzułmanami, a także działalność grup terrorystycznych odciągnęły nas od ważnego problemu jaki stanowi Palestyna.”

Rowhani uważa, że USA wraz z sojusznikami pragną „wytworzyć rozdźwięk między muzułmanami”, a „jedynym sposobem na przywrócenie stabilności w regionie jest jedność” i przyznaje, że Iran wspiera grupy zbrojne na terytorium Palestyny i Libanu.

Informacja zbiegła się z irańskimi masowymi propalestyńskimi demonstracjami, których uczestnicy protestowali przeciwko izraelskiej polityce prowadzonej wobec Palestyńczyków. Irańczycy palili kukły z flagami Izraela oraz mieli transparenty z antysyjonistycznymi treściami – min. „Śmierć Izraelowi”, czy „Śmierć Ameryce”. Pozostaje mieć nadzieję, że słowa Salamiego znajdują pokrycie w rzeczywistości.

Około dwóch tygodni temu szef izraelskiego wywiadu Herzi Halevy podkreślał, że syjonistyczne państwo nie chce porażki Państwa Islamskiego w Syrii, ponieważ w przeciwieństwie do Iranu nie stanowi dla nich zagrożenia – w zgodzie z powiedzeniem, że nie karmi się ręki, która karmi – a właściwie preferuje, by ISIS nie zostało pokonane, gdyż dzięki niemu izraelskie państwo jest bezpieczniejsze. Warto przypomnieć, że były szef Mossadu Efraim Halevy przyznaje, że Izrael udziela wsparcia Państwu Islamskiemu – pisaliśmy o tym tutaj.

Halevy uznał ostatnie trzy miesiące najcięższymi dla ISIS od powstania kalifatu oraz powiedział, że sytuacja, w której islamistyczne państwo zostanie pokonane, nie będzie Izraelowi na rękę.

„Jeśli po pokonaniu ISIS mocarstwa wycofają siły z regionu i zostawią Izrael sam z Hezbollahem i Iranem, to postawią nas w trudnej sytuacji.”

Podobnie w styczniu wypowiadał się izraelski minister obrony Moshe Ya’alon, który w konflikcie na terenach Syrii popiera siły Daeszu, a nie wspierające prezydenta Bashara al-Assada irańskie siły zbrojne. Iran bowiem nie uznaje państwa Izrael i Ya’alon obawia się irańskich dążeń do osiągnięcia roli hegemona w regionie.

Na podstawie:
rmf24.pl/rp.pl/gazetaprawna.pl/3droga.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.