Czy homozwiązki zostaną przeforsowane?

Trzeba przyznać lobby homoseksualnemu, że metodą kropli drążącej skałę potrafiło wywrócić do góry nogami regulacje prawne i w wielu państwach osiągnąć sukces – zalegalizować związki partnerskie. Społeczeństwo polskie jest jednak przekonane o tym, że u nas do czegoś takiego nie dojdzie. Tymczasem System nigdy nie pytał Polaków o zdanie, a jak pytał, to robił to w taki sposób, aby przeforsować to, co pragnie – bez względu na wolę społeczeństwa.
Jak się okazuje w przestrzeni najbliższych lat homozwiązki mogą zostać zalegalizowane i u nas, a to ze względu na Koalicję na Rzecz Związków Partnerskich, która uzbrojona jest w ludzi biegłych w prawie i sojusz z takimi organizacjami jak Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Kampania Przeciw Homofobii, Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego oraz prywatne kancelarie. Zamierzają oni przejść najpierw przez krajową drogę sądowniczą, jednakże jeśli ta nie przyniesie oczekiwanego skutku, pragną skorzystać z tej zewnętrznej i udać się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, aby ten wymusił wydaniem wyroku na Polsce, by ta zalegalizowała homozwiązki. Adwokat Mikołaj Pietrzak powiedział:

„Myślę, że szanse na wygraną, zważywszy na ostatnie orzecznictwo tego trybunału, są ogromne i Polska będzie zmuszona do wprowadzenia regulacji, które przywrócą godność par nieheteroseksualnych. Im szybciej, tym lepiej i o to się będziemy starać”

Jeżeli wraz z rozwojem sytuacji będzie zwiększać się prawdopodobieństwo przeforsowania homozwiązków w Polsce, to ciekawi mnie reakcja ludzi. Pomimo wielu twierdzeń, że „u nas to nie przejdzie”, bo [tutaj dowolna deklaracja, np. zrobimy rozpierdol], najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest to, że przez chwilę będzie wyrażany sprzeciw na różnych płaszczyznach, następnie zaś ludzie widząc, że nic to nie daje, wygłuszą się sami i wrócą zatroskani do domów. No i przeszło. Znając życie po kilku tygodniach i tak nikt nie będzie pamiętał o tym jak był pewny tego że „to nie przejdzie”.

Źródło:
http://gosc.pl/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.