Ryszard Petru: Polska może być bezpieczna, optymistyczna i bogata tylko pod butem UE(sic!)

Cechą charakterystyczną ludzi, a już szczególnie polityków, jest chęć osiągnięcia czegoś od „zaraz”. Nie potrafią oni podjąć się długofalowej, lecz jakże trwalszej budowy, a najmniejsze niepowodzenie wzbudza w nich gniew i wybuch niekontrolowanych emocji. Najlepszym przykładem takiego „polytyka” jest Rysiu Petru, który już teraz apeluje do Jarka żądając przyśpieszonych wyborów, ponieważ boi się, „że za trzy i pół roku Polski nie poznamy”. Jednak zbyt wiele się nie zmieni, bo wizja Petru była już dokładnie przerabiana i to przez wszystkie ekipy, które rządziły, czyli:

„Będzie to kraj, który będzie w kryzysie gospodarczym, gdzie mamy chaos prawny, gdzie konstytucja nie będzie obowiązywała. Najgorsze jest to, że Polacy będą ze sobą skłóceni, nie będą ze sobą rozmawiać w rodzinach, w szkole, w pracy. Do takiego scenariusza nie można dopuścić.”

Zupełnie jakby opowiadał o osobistym doświadczeniu przy zastanej po poprzedniej ekipie rządowej rzeczywistości na salonach, i zupełnie tak samo, jak będzie ona wyglądała po tej obecnej.

Petru nie zapomniał powiedzieć dobrego słowa o Unii Europejskiej, wierząc – niczym wyborcy PiSu – w rządowy eurosceptycyzm, któremu ten sam rząd wielokrotnie zaprzeczał.

„Polska dzieli się na tych, którzy chcą budować bezpieczną bogatą, optymistyczną Polskę w UE i na tych, którzy chcą nas z tej UE wyprowadzić.”

Petru nie powinien obawiać się o członkostwo III RP w Unii Europejskiej, ponieważ sam prezydent zapewniał, że tylko niepoważni politycy pragną opuszczenia unijnych struktur.

W ocenie Petru „w konsekwencji polityka rządu zależeć będzie od jednej osoby – premiera Węgier, który deklarował, że nie zgodzi się na unijne sankcje wobec Polski. To wyjątkowa forma suwerenności – uzależnienie się od premiera Węgier i jego sytuacji gospodarczej. Przypomnę, że premier Węgier ma znacznie większe interesy z Władimirem Putinem, z Rosją, niż z nami. Jeżeli cała polityka zagraniczna polskiego rządu ma być w rękach jednego człowieka, czyli Viktora Orbana, to jest tak naprawdę wywieszenie białej flagi i kapitulacja w wykonaniu Jarosława Kaczyńskiego.”

Ryszard prezentuje typowo niewolniczą mentalność, sugerując, że albo UE, albo Węgry przy ewentualnym poddaniu się rosyjskiej okupacji. My uważamy, że przejście pod jakiekolwiek zwierzchnictwo jest wywieszeniem białej flagi, a politycy niezależnie od tego, czy zasiadają w rządzie, czy są od niego odsunięci, od tego, czy są na stanowisku premiera, czy medialnej szczekaczki, nie różnią się niczym w tym, że rozważają jedynie nad tym przed kim tę flagę wywiesić. I podczas gdy oni zastanawiają się na wyborem Pana oraz partyjną walką, na polskich wsiach i w polskich miastach toczy się życie ludzi umęczonych funkcjonowaniem w tym systemie. W systemie, w którym interes partyjny jest ważniejszy od wprowadzania rozwiązań realnie wpływających na poprawę jakości życia zbiorowego i prywatnego milionów Polaków, którym zdradzieccy politycy rzekomo mają służyć.

Na podstawie:
wp.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.