Wrocław: Żebrzące dzieci napastują klientów lokali. „Żebracy to najczęściej obcokrajowcy, często Romowe, bez dokumentów”

Restauracje na wrocławskim rynku uskarżają się na problem żebrzących dzieci, które natarczywie wymuszają na klientach pieniądze – zjawisko to nasila się szczególnie latem. Pojawiają się najczęściej w porze obiadowej, czasem towarzyszy im ktoś dorosły, lecz zawsze niezmiernie ciężko jest się z nimi uporać.

Portal gazetawrocławska.pl przytacza wypowiedzi osób, które dotyczy problem. Manager jednej z restauracji relacjonuje:

„Żebrzące dzieci skaczą po stolikach, rzucają kamykami, łamią kwiaty. Na prośbę o opuszczenie lokalu reagują agresywnie, wyzywają ludzi. Dzwonimy na policję i straż miejską. Próbują ich łapać, ale oni i tak wracają. Prywatna ochrona jest dopiero od godziny 23.00, co zapewnia nam spokój. Tylko ochroniarzy się boją.”

Kelnerka pracująca w innym lokalu dodaje:

„Wkładają ręce w jedzenie, plują do niego, wyzywają i spluwają na ludzi. Inni siadają na ogródku i nie ma podstaw do interwencji pracowników lokalu, ani straży miejskiej. Nie można nic zrobić, a taka osoba odstrasza klientów. Jesteśmy bezradni, zwłaszcza jeśli chodzi o dzieci. Co wtedy mamy zrobić?”

Manager restauracji mówi:

„Nie mają wstydu. Podsuwają kubeczki na pieniądze pod nos i nie chcą odejść. Żeby przegonić dzieci, oblewamy je wodą lub wodą z sokiem. To jedyne co na nie działa, ale czasem słyszymy od oburzonych klientów, że to są tylko dzieci. Ostatecznie dzwonimy po straż miejską.”

A co na to wrocławska Staż Miejska? Jej rzecznik Waldemar Forysiak wyjaśnia kto głównie stoi za tego typu wybrykami: „Żebracy to najczęściej obcokrajowcy, często Romowe, bez dokumentów.”

„Rzeczywiście jest dużo takich zgłoszeń. Żebractwo jest wykroczeniem, więc strażnicy próbują łapać, dawać mandaty. W ostateczności sprawa może trafić do sądu, ale to rzadkość. Żebracy to najczęściej obcokrajowcy, często Romowe, bez dokumentów. A całym procederem zajmują się zazwyczaj duże kilkunastoosobowe grupy. Idą w często odwiedzane miejsca – oblegany jest szczególnie Rynek – rozdzielają się, a potem spotykają i dzielą zyskami.”

Prezes fundacji Ludzie Ludziom Erazm Humienny, która min. zajmuje się niesieniem pomocy bezdomnym wypowiedział się na temat relacji z tymi ludźmi.

„Na takim żebraniu można zarobić do 120 zł dziennie. Gdy pytamy tych ludzi, dlaczego to robią, zaczynają kręcić, uchylać się od odpowiedzi. Czasem tłumaczą, że to najłatwiejszy zarobek. Przyjeżdżają głównie z Bułgarii lub mieszkają na stałe w Polsce na koczowiskach.”

Na pytanie, czy Ci ludzie faktycznie potrzebują pomocy udziela odpowiedzi, że „Nie. Osoba naprawdę potrzebująca wsparcia przyjdzie do ośrodka.”

Podobnego zdania jest rzecznik Caritasu Archidiecezji Wrocławskiej Paweł Trawka:

„Biedni i bezdomni nie domagają się od nas pieniędzy tylko jedzenia i opieki. Ludzie, którzy żebrzą wiedzą gdzie mamy placówki, lecz się do nas nie zgłaszają, bo tego nie potrzebują. Często też nie przysługują im świadczenia socjalne bo tak naprawdę biedni nie są. Żebranie to po prostu sposób na życie.”

Erazm Humienny wespół z Katarzyną Janas z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej we Wrocławiu twierdzą, że rozwiązaniem nie jest dawanie im pieniędzy. Janas dodaje:

„Najważniejsze są chęci osoby potrzebującej. Jeśli żebrzący nie będzie chciał współpracować, nie możemy nic zrobić. Osoby, które potrzebują wsparcia, faktycznie się do nas zgłaszają. Reszta obrała żebractwo jako formę zarobków.”

Na pytanie portalu gazetawrocławska.pl, czy „może należy otworzyć punkt w centrum miasta, gdzie naprawdę potrzebujący otrzymaliby niezbędną pomoc”, Humienny odpowiedział:

„To nic nie zmieni, ale właściciele restauracji, kelnerzy i klienci mieliby argument. Jeśli osoba żebrząca po wskazaniu jej miejsca pomocy odchodzi to widać, że nie zależy jej na jedzeniu tylko na pieniądzach.”

Źródło:
gazetawrocławska.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.