Trzecia Droga

Portal Nacjonalistyczny

Adam Busse: „Człowiek niepokorny”, czyli rzecz o wojennej działalności i życiu Władysława Studnickiego (cz. 2)

Rok temu, na 79. rocznicę wybuchu II wojny światowej postanowiłem przy pomocy klawiatury i pióra podjąć się publicystycznej próby syntezy biograficznej zapomnianego ojca polskiej niepodległości, czołowego propagatora proniemieckiej orientacji geopolitycznej i zasłużonego patrioty, Władysława Studnickiego. Efektem tego jest artykuł na portalu 3droga.pl, pod tytułem „Człowiek niepokorny”, czyli rzecz o działalności politycznej Władysława Studnickiego w okresie międzywojnia, który ukazał się w minionym roku 2018. Z racji mijających równo ośmiu dekad od tej tragicznej rocznicy przyszła w mojej głowie myśl nad kontynuacją tego wątku, trzeba go zakończyć, by oddać pełen honor i uznanie dla człowieka, który przewidział wybuch i przebieg II wojny światowej, i to, jaką katastrofą były dla nas nieodpowiedzialne decyzje i zagrania polityczne ostatnich sanacyjnych rządów lat 1935-1939. Tym razem przejdziemy do omówienia czasów wojennych i ostatnich lat życia Studnickiego.

***

Rozpoczynając ten wątek warto wrócić do ostatnich spostrzeżeń Studnickiego i prób działania w celu zapobieżenia decyzji o wejściu Polski w potencjalną wojnę jako pierwszą, przypadającą na okres od kwietnia do sierpnia 1939 roku. Przybliżę ten problem syntetycznie w oparciu o fakty przedstawione w zwięzły i ujęty całościowo sposób w swoim poprzednim tekście:

„Po udzieleniu wzajemnych gwarancji przez Polskę i Wielką Brytanię w kwietniu 1939 roku Władysław Studnicki zdał sprawę z tego, że zmiana orientacji politycznej równać się będzie wojnie polsko-niemieckiej. 13 kwietnia 1939 roku napisał list do ministra spraw zagranicznych, Józefa Becka, w którym ostrzegał, iż wzajemnie udzielone gwarancje między Warszawą a Londynem spowodują wybuch wojny polsko-niemieckiej, która w jego opinii byłaby dla Polski katastrofą. 5 maja 1939 roku wystosował głośny „Memoriał przeciwko wojnie z Niemcami” (rozesłany do wszystkich członków rządu), w którym pisał m.in.: „Przez udział w wojnie nie mamy nic do zyskania, a wszystko do stracenia. Zyskać na przegranej Niemiec nie możemy. Aneksja Prus Wschodnich lub niemieckiego Śląska zmusiłaby Niemcy do przymierza z Rosją, które zakończyłoby się rozbiorem Polski i wspólną granicą rosyjsko-niemiecką, tak pożądaną dla Francji. Wielka Brytania w swej prasie i wystąpieniach w parlamencie stale uważa osiągnięcie przez nas ziem wschodnich za jakiś imperializm karygodny, jak wszystkie imperializmy nieangielskie. Idea granicy Curzona: Białystok – Brześć jest w wysokim stopniu zakorzeniona w Anglii. Z czystym sumieniem będą oddawali nasze wschodnie dzielnice. Francja robiła trudności co do przynależności Wilna do Polski. Inne ukształtowanie granic Polski, dające wspólną granicę niemiecko-rosyjską, jest dla niej rzeczą pożądaną. Jeśli Niemcy zostaną zwyciężone przy współpracy koalicji z Rosją Sowiecką, musi ona być wynagrodzona, a może być wynagrodzona tylko naszym kosztem. W razie zwycięstwa Niemiec, przy naszym wystąpieniu przeciwko nim, tracimy Pomorze i Śląsk. Przymierze z Francją po Locarno stało się fikcją. Briand w parlamencie francuskim wypowiedział się wyraźnie, że Francja nie przyjdzie ze zbrojną pomocą Polsce. W sprawie litewskiej, w sprawie czechosłowackiej, mieliśmy Francję przeciwko sobie. Trzeba wiedzieć, że różne traktaty sprzymierzeńcze nie wytrzymują próby wojny. W danej chwili chodzi o byt naszego państwa i byt naszego narodu.”[1] Wg Studnickiego: „Grożących nam katastrof można uniknąć przez porozumienie z Niemcami, które byłoby związane z zobowiązaniem się Polski do neutralności na wypadek wojny na Zachodzie, odrzuceniem paktu wzajemnej gwarancji z Anglią i wycofaniem wojsk z granicy zachodniej na granicę sowiecką dla obrony naszej neutralności oraz uznaniem w zasadzie przeprowadzenia autostrady i powrotu Gdańska do Rzeszy z zastrzeżeniem naszych interesów gospodarczych i wolnego portu autonomicznego w Gdańsku.” Neutralność miała oznaczać przy tym brak zgody na przepuszczenie Armii Czerwonej przez terytorium Polski, wg Gawła Strządały oznaczała przekreślenie budowy bloku środkowoeuropejskiego, a była wyłącznie próbą odwleczenia w czasie nieuchronnego konfliktu polsko-niemieckiego i zachowania niepodległości Polski.

W czerwcu 1939 roku Studnicki wydał książkę zatytułowaną „Wobec nadchodzącej drugiej wojny światowej”, której nakład został skonfiskowany na polecenie Józefa Becka, a nawet premier, gen. Felicjan Sławoj-Składkowski na posiedzeniu Rady Ministrów złożył wniosek o internowanie go w Berezie Kartuskiej (co spotkało się ze sprzeciwem ministrów oraz samego marszałka Edwarda Śmigłego-Rydza). Cat-Mackiewicz po wojnie nawet pisał: „Studnickiemu zagrożono, że zostanie osadzony w szpitalu wariatów, jeśli zacznie osłabiać hasło „Silni, zwarci, gotowi”. A no – było to logiczne. W społeczeństwie ogarniętym powszechną wariacją miejsce jedynego człowieka przytomnego było w szpitalu wariatów.” W tej książce Studnicki trafnie przewidział przebieg wojny – prognozował wojnę polsko-niemiecką, niewykonanie zobowiązań sojuszniczych przez Francję i Wielką Brytanię, utratę Kresów Wschodnich na rzecz ZSRS, klęskę w wojnie, zdradę Zachodu i w dalszej perspektywie – zwycięstwo Związku Sowieckiego i sowiecką okupację Polski. Tak m.in. ocenił politykę brytyjską wobec Polski w tym okresie: „Ponieważ obecnie zarysowuje się na horyzoncie wojna państw Osi z Wielką Brytanią, deklaracja angielska może wciągnąć Polskę do wojny, gdyż Polska będzie uważana za sprzymierzeńca Wielkiej Brytanii. Deklaracja formalnie nie narusza paktu o nieagresji z Niemcami r. 1934, lecz została potraktowana przez Niemcy jako wejście Polski w przymierze z wrogim obozem. Może mieć to dla Polski opłakane konsekwencje. Przy wojnie na dwa fronty usiłuje się zlikwidować najpierw słabszego przeciwnika, a tym słabszym jest Polska, i wojna światowa może się rozpocząć wojną polsko-niemiecką.”[2] Pisał, że: „Największe niebezpieczeństwo ze strony Anglii polega na tym, że pragnie udziału Rosji sowieckiej w koalicji. Czym jednak za ten udział może Rosji zapłacić? Tylko ziemiami polskimi. Tylko naszym wschodem, t.j. województwami będącymi za Bugiem i Sanem. Nie ulega wątpliwości, że będzie to klauzula tajna, Polsce nieznana.”[3] Książka ta została skonfiskowana, a w lipcu 1939 roku rozpatrywano przed sądem sprzeciw Studnickiego wobec konfiskaty jego książki. Wspominał on, że: „Był to okres bodaj najcięższy w moim życiu. Gdy nocą dochodziły mnie odgłosy maszerującego wojska, dostawałem palpitacji serca, czując boleśnie zbliżanie się katastrofy. W wyobraźni mojej zarysowywały się klęski, jakie spotkać nas miały, lecz przyznam, że rzeczywistość przewyższyła wszystko co narysować by mogła najczarniejsza wyobraźnia.”[4]”

Mówiąc o swojej sytuacji jednoznacznie konstatował konsekwencje polskiej polityki przed wybuchem wojny: „Wiemy, do jakich konsekwencji doprowadziła nasza polityka r. 1939, którą zwalczałem, wysuwając jako koncepcję zbrojną neutralność Polski podczas wojny Niemiec z państwami zachodnimi: zbrojną – by nie dopuścić przemarszu wojsk rosyjskich przez nasze terytorium. To niedopuszczenie leżałoby w interesach Niemiec, i dla obrony tej neutralności dałyby one nam pomoc. Mówiłem i pisałem: nasza armia walcząca z armią niemiecką – słabizna, która nie wytrzyma dwutygodniowego natarcia, natomiast nasza armia – w razie nieuszanowania naszej neutralności przez Rosję – walcząca wspólnie z armią niemiecką, mająca fachowe kierownictwo niemieckie, czołgi i samoloty dostarczone przez Niemców, z instruktorami niemieckimi, to olbrzymia siła, zabezpieczająca zwycięstwo na wschodzie. Po zwycięstwie na wschodzie nastąpić by musiał kompromisowy pokój na zachodzie. Rosja bolszewicka zwyciężona. Europa sfederowana.” [5] W sierpniu 1939 roku Studnicki wyjechał do Rabki spotkać się m.in. ze swoim synem Konradem. O dalej idącym ultimatum Adolfa Hitlera wobec Polski dowiedział się 28 sierpnia, w tymże ultimatum żądania były już daleko idące: przeprowadzenie plebiscytu mającego rozstrzygnąć o przynależności Pomorza do Polski lub Trzeciej Rzeszy, przy czym niezależnie od jego wyników Gdynia miała pozostać przy Polsce, z kolei jednym z państw nadzorujących przebieg plebiscytu miał być Związek Sowiecki. Jak Studnicki uważał w powojennych fragmentach „Tragicznych manowców” (które są bardzo dobrym źródłem wiedzy na temat wojennych poglądów i działalności Studnickiego): „W ten sposób Hitler akcentował porzucenie wrogiego stanowiska wobec Rosji i zaproszenie jej do spółki. Był to dla Polski sygnał ostrzegawczy, z którego ani rząd ani społeczeństwo nie skorzystało.” [6]

***

2 września 1939 roku wojska niemieckie wkroczyły do Rabki. Cztery dni później padł Kraków. Studnicki, posiadając list od lokalnych władz wojskowych Rabki, wyjechał do Krakowa celem spotkania się z polskimi profesorami i dyskusji na temat dalszych losów Polski. Spotkał się on z profesorami z Polskiej Akademii Umiejętności, Stanisławem Kutrzebą i Stanisławem Estreicherem. Dyskusja miała dość dramatyczny przebieg:

(…) 6 września padł Kraków. Udałem się tam natychmiast, ale mało kogo zastałem. Poszedłem do Polskiej Akademii Umiejętności: zastałem prof. Stanisława Kutrzebę, prezesa Akademii, i prof. Stanisława Estreichera. Gdy powiedziałem im, że nie tylko nastąpi obcięcie Polski na zachodzie, ale że wkrótce wystąpi Rosja sowiecka, która zagarnie nasze ziemie za Sanem i Bugiem, obaj jednogłośnie zaprotestowali:

Nie. Rosja tego nie uczyni. Ona ma tyle ziem, że nie potrzebuje naszych wschodnich województw…

Ujawniło się tu niezrozumienie tendencji zaborczych Rosji, urobionych przez jej historię, niezrozumienie znaczenia geograficzno-politycznego Małopolski Wschodniej. Dzięki Małopolsce Wschodniej Rosja z dwóch stron otacza Rumunię, szachuje Węgry, zdobywa węgierską Ruś Karpacką, otwiera sobie drogę do Europy środkowej. A nasze ziemie wschodnie, to podstawa do zaboru państw bałtyckich. Po aneksji naszych ziem wschodnich państwa bałtyckie upadną i staną się republikami Rosji sowieckiej. Panowie profesorowie nie rozumieli tych argumentów. Zniecierpliwiony powiedziałem:

Są głowy wzmocnione nauką, są głowy obciążone nauką. Nie mam z wami o czym gadać.

Kilku profesorów przyrodników zgadzało się z moją argumentacją, lecz byli to ludzie nie biorący udziału w życiu politycznym.” [7]

Po pewnym czasie Studnicki otrzymał od okupacyjnych władz Krakowa kilka propozycji. Pierwszą z nich była organizacja wyjazdu do Berlina z inicjatywy niemieckiego naczelnika wydziału propagandy oraz przedstawiciela MSZ, jednak odmówił wymawiając się brakiem gwarancji przyjęcia go przez najwyższe władze niemieckie. Inną z propozycji było zaproszenie do pisania na łamach gadzinowego „Gońca Krakowskiego”, w tym wypadku Studnicki również odpowiedział odmownie, ponieważ jest to pismo niemieckie:

Naczelnik wydziału propagandy prosił mnie bym pisywał do „Gońca Krakowskiego”, organu władz okupacyjnych. Powiedziałem, że pisać nie będę, gdyż to jest pismo niemieckie.

Ale pan pisywał do pism niemieckich.

Co innego pismo niemieckie dla Niemców, co innego pismo niemieckie dla Polaków, – odpowiedziałem, – niepotrzebnie nas obrażacie, drukując w „Gońcu Krakowskim” artykuły piętnujące rząd polski. Byliśmy z niego niezadowoleni i mogliśmy mu wymyślać, lecz to nie była obraza narodu. Gdy kto zrobi głupstwo, może sobie powiedzieć: „Jestem dureń”, ale jeżeli kto inny to powie, będzie to obraza wymagająca satysfakcji honorowej.” [8]

Mimo późniejszego podejmowania dalszych działań o charakterze politycznym Studnicki w swoich tekstach opisywał okupacyjną rzeczywistość i zdecydowanie potępiał brutalną politykę okupacyjną Niemców wobec polskiej ludności i inteligencji. W jednej z części „Tragicznych dni” wskazał jako pierwsze objawy charakteryzujące politykę Gestapo pierwsze aresztowania młodych ludzi, intelektualistów oraz lokalnych działaczy z Krakowa. Wskazał, że: „Przed 15 października 1939 Niemcy nie były zdecydowane, jaką politykę prowadzić w Polsce. Ścierały się dwie koncepcje: 1) pozostawienie bytu politycznego Polsce okrojonej na zachodzie; 2) znaczniejsza aneksja i stworzenie generał-gubernatorstwa, wzorowanego na koloniach angielskich w murzyńskiej Afryce. Tę koncepcję poparł Hitler, entuzjastą jej był Himmler, autorem Frank. Przed wyjazdem do Berlina przedstawiciel propagandy oraz przedstawiciel ministerstwa spraw zagranicznych zapewniali mnie, że stosunki ułożą się korzystnie dla obu stron, obiecywali samochód do Warszawy. Po przyjeździe z Berlina byli nadal uprzejmi, ale twierdzili, że do Warszawy nie mam po co jechać, że Warszawa została zburzona, że od Goebbelsa otrzymam list. Otóż żadnego listu nie otrzymałem.” [9] W drugiej połowie października 1939 roku Studnicki pojechał na własną rękę do Łodzi i stamtąd chciał przedostać się do Warszawy, co udało się 3 listopada 1939 roku. W mieście Łodzi obserwował rosnącą dumę z niemieckości i Hitlera przez część mieszkających w tymże mieście Niemców, jednocześnie odwiedził Niemców politycznie propolskich, przemysłowców Roberta Geyera i Kindermana. Pierwszy kilka tygodni po przyjeździe Studnickiego został zamordowany przez Gestapo wraz ze swoim szwagrem, w międzyczasie jego brata aresztowali Niemcy za odmowę rozkazu usunięcia Polaków ze swojej fabryki, a śmierć Roberta Geyera była tragiczną konsekwencją interwencji u lokalnego generała niemieckiego z żądaniem uwolnienia brata. Kinderman z kolei został zmuszony pod groźbą zarekwirowania fabryki do wypisania polskich dzieci z łódzkiego gimnazjum, choć później zaangażował nauczycieli Polaków do ich nauki w domu. Studnicki wspominał również, iż na pewnym poufnym zebraniu rozważano jego kandydaturę na naczelnika polskiego państwa będącego pod zwierzchnictwem Niemiec: „(…) w pierwszych dniach października przyjechał do Łodzi wysoki urzędnik niemiecki. Urządził zebranie poufne dla Niemców i zapowiedział, że Polska pozostanie państwem niepodległym, ale pierwszy naczelnik państwa będzie wyznaczony przez rząd niemiecki. Do rozważania dano kilka kandydatur: Janusza Radziwiłła, moją i jeszcze kilku osób. Niemcy łódzcy uznali, że ja najbardziej nadawałbym się na to stanowisko. Otóż pogłoska, która dostała się do prasy zagranicznej, że proponowano mi objęcie rządów, powstała prawdopodobnie w rezultacie tego zebrania.” [10]

3 listopada 1939 roku Studnicki przybył do Warszawy, jednak przez trudy podróży zachorował na grypę. Mimo choroby w tym, jak i późniejszym okresie, odwiedzało go wielu ludzi reprezentujących różne warstwy społeczne: „Do mnie zgłaszali się ludzie przeważnie ze starszego społeczeństwa, różnych warstw i kierunków. Byli robotnicy, rzemieślnicy, ludowcy, przedstawiciele inteligencji zawodowej, przeważnie adwokaci, dziennikarze, przemysłowcy, wielu arystokratów. Twierdzili, że trzeba rokować z Niemcami, stworzyć, komitet narodowy, wysłać delegację do Berlina. Trzeba ratować to co jest do uratowania. Moim obowiązkiem – mówiono mi – jest się tym zająć, gdyż posiadam większe zaufanie u Niemców ze względu na stanowisko zajęte przeze mnie podczas pierwszej wojny światowej i w państwie polskim. Najzupełniej się z tym zgadzałem, mówiłem, że nie możemy zrezygnować z państwa, że musimy je odbudować, a siłą motorową do odbudowy musi być armia polska. Wskazywałem, że w obecnych warunkach, przy próbach ze strony Niemiec kupienia neutralności Rosji i dania za ową neutralność połowy Polski, Niemcy nie mogą tworzyć armii polskiej pod hasłem wojny z Rosją lecz że wojna ta jest nieunikniona. Delegacja, wysłana do Berlina, według mego planu miałaby żądać zachowania państwa polskiego w granicach zapewniających mu żywotność, bez precyzowania tych granic, żądać tego w imię środkowej Europy, podstawy naturalnej dla Pan-Europy. Wśród odwiedzających mnie idee te znajdowały poklask. Wiedziałem, że mogę mieć za sobą poważne siły, które zwielokrotnią się w miarę otrzymywanych koncesji.” [11] Równolegle dalej poddawał krytyce niemieckich okupantów i ich politykę wobec Polaków: „Niemcy swą administracją, S.S., Gestapo pracowali usilnie nad tym aby po kilku miesiącach zapanowała sympatia do Anglii. Młodzież masowo przekradała się do tworzącej się na zachodzie armii. Przed upadkiem Francji wielu odczuwało wstyd, że tak szybko zostaliśmy zwyciężeni. „Trzeba bohaterstwem na zachodzie odkupić naszą nieudolność w Polsce” – mówił mi młodzieniec wybierający się na zachód. Idea tworzenia nowej P.O.W. była popularna, przyczyniała się do tego legenda, mało zresztą zgodna z rzeczywistością, o znaczeniu P.O.W. podczas pierwszej wojny światowej i pamięć o tym, że peowiacy doszli do władzy w Polsce. „Tworzymy organizację militarną, nie wiemy, z kim będziemy walczyli, może z Niemcami, może z Rosją” – głoszono w rozmowach ze mną.” [12] Po dojściu do zdrowia i odzyskaniu sił Studnicki spotykał się z wieloma osobami mających różne opinie na temat podjęcia próby porozumienia z Niemcami celem ratowania substancji biologicznej narodu polskiego przed represjami, m.in. Janusza Radziwiłła, Maurycego Potockiego czy Macieja Rataja, żywiącego z kolei obawy przed rośnięciem w siłę partyzantki mogącej w przyszłości wywołać powstanie zbrojne przeciwko okupantowi (mogące zakończyć się klęską militarną oraz wzmożeniem i zaostrzeniem represji wobec rodaków). Studnicki również zaczął uruchamiać swoje kontakty z Niemcami celem ratowania Polaków uwięzionych, wziętych w charakterze zakładników oraz zagrożonych karą śmierci w 1939 roku: „9 listopada aresztowano w Warszawie trzysta osób w charakterze zakładników, dla zapobieżenia ewentualnej akcji antyniemieckiej 11 listopada. Wśród arsztowanych był mój przyjaciel. Pragnąłem go oswobodzić. Pojechałem do gmachu Gestapo. Był on zabarykadowany drutami kolczastymi i chroniony karabinami maszynowymi. Dotrzeć do Gestapo nie mogłem. Pojechałem do komendy miasta, gdzie mnie przyjął gen. von Nelrode. Kiedy wyjaśniłem, po co przychodzę, odmówił wszelkiej interwencji. Powiedziałem mu, że chcę skorzystać ze sposobności i pomówić z nim o sprawach polityczno-wojskowych, na co chętnie przystał.” [13]

15 listopada 1939 roku Studnicki skierował „Memoriał w sprawie odtworzenia Armii Polskiej i w sprawie nadchodzącej wojny niemiecko-sowieckiej”, w którym postulował odtworzenie Wojska Polskiego, mającego wziąć udział w przyszłej wojnie z ZSRR po stronie niemieckiej. Był to rezultat przedstawienia tegoż projektu niemieckiemu gubernatorowi Warszawy, Karlowi von Neumannowi-Neurode. Mimo iż to był okres rozkwitu sojuszu niemiecko-sowieckiego, to Studnicki bezbłędnie przewidział sytuację wojny między dotychczasowymi sojusznikami. W zamian za militarny sojusz polsko-niemiecki przeciw ZSRR Studnicki postulował: rozwiązanie obozów jenieckich, zakończenie brutalnej polityki okupacyjnej, oddania Generalnej Guberni Polakom, usunięcie Gestapo i zaprzestanie represji. Memoriał spotkał się z pozytywnym odzewem wśród oficerów i dowódców Wehrmachtu, zupełnie inaczej zareagowały cywilne władze okupacyjne i Gestapo. Jak wyglądało to oczami Studnickiego, poczytajmy: „15 listopada złożyłem odbity na roneo memoriał o odbudowie Polski i armii polskiej. Adiutanci Nelrode prosili bym dał im po egzemplarzu, potem przyjeżdżali do mnie po ten memoriał oficerowie niemieccy. Wysłałem go też gubernatorowi generalnemu Frankowi i gubernatorowi Warszawy Fischerowi. Pewnego wieczoru zjawiło się u mnie Gestapo, przeprowadziło powierzchowną rewizję, zabrało odbitkę mego listu do Mussoliniego i zażądało bym się z nimi udał. W siedzibie Gestapo zawiadomiono mnie, że generalny gubernator Frank jest bardzo z memoriału niezadowolony i że żąda kategorycznie, bym go nie rozpowszechniał, oficerom nie dawał i żadnych dalszych pism nie składał, bo będę internowany.” [14] W tym samym czasie Studnicki przygotowywał kolejny memoriał, potępiający politykę okupantów wobec narodu polskiego. W grudniu 1939 roku sporządził i zawiózł do Berlina „Memoriał dla Rządu Niemieckiego w sprawie polityki okupacyjnej w Polsce”, w którym protestował przeciwko terrorowi Niemców i polityce brutalnych represji na polskim społeczeństwie. Był on wielkim aktem oskarżenia pod adresem niemieckiego okupanta. Studnicki wskazywał m.in., że terror okupanta uniemożliwia młodzieży naukę i wciąga ją przez to do ruchu oporu, podnosił sprawę wywłaszczeń i kradzieży majątków na rzecz przekazania ich niemieckim osadnikom, krytykował zamknięcie Polskiej Akademii Umiejętności oraz politykę rabunkową wobec polskich instytucji naukowych, dóbr i zabytków kultury. Potępił asymetrię terroru niemieckiego wobec Polaków w porównaniu z faktycznymi bądź rzekomymi przewinami z polskiej strony (m.in. masową egzekucję polskiej ludności w Wawrze w odwecie za zabicie dwóch żołnierzy niemieckich przez kryminalistów). Memoriał został rozesłany do Adolfa Hitlera, Josepha Goebbelsa, Joachima von Ribbentropa, Hermanna Goeringa oraz naczelnego dowództwa niemieckich sił zbrojnych. [15] Studnicki ostatecznie został aresztowany przez Gestapo, a później (w międzyczasie odbył spotkanie z Goebbelsem, w którym bronił swoich tez) internowany w sanatorium w Babelsberg. [16] Zwolniono go i odwieziono do Warszawy po klęsce Francji pod koniec czerwca 1940 roku.

***

Władysław Studnicki podejmował – mimo zachowania swojej proniemieckiej orientacji – szereg działań mających na celu ocalenie polskich dóbr kultury oraz ratowanie rodaków, którzy zostali aresztowani przez Niemców.

Udało mu się uratować przedwojennego przywódcę RNR Falanga i wojennego konspiratora Bolesława Piaseckiego: „Nazajutrz przyszedł do mnie prof. Zygmunt Cybichowski z wiadomością, że Piaseckiego aresztowano, i prosił abym starał się go wyciągnąć. Opowiedziałem mu o utworzeniu przez Piaseckiego szkodliwej organizacji i dodałem:

Jeżeli będą go trzymali w więzieniu, nie uczynię żadnego kroku; jeżeli by zaś groziło mu rozstrzelanie, będę nawet z narażeniem osobistym starał się go uchronić.

W kilka dni potem bardzo sympatyczna narzeczona Piaseckiego doniosła mi, że Piasecki ma być rozstrzelany, i prosiła, bym starał się go ratować. Udałem się natychmiast do Gestapo, gdzie mnie przyjął jeden z wyższych urzędników w randze majora. Powiedziałem mu, że Piasecki stał na czele grupy zbliżonej ideowo do niemieckiego narodowego socjalizmu.

Piasecki musi być zwolniony – dodałem. – Jest on popularny wśród młodzieży, której nie powinno się prowokować.

Na trzeci czy czwarty dzień po mojej interwencji Piaseckiego zwolniono, co nie przeszkodziło, że w kilka tygodni potem był znów poszukiwany i że musiał się ukrywać.” [17]

Kolejną osobą, której Studnicki dzięki swojej interwencji ocalił życie, był Adolf Nowaczyński, znany polski człowiek pióra:

W kilka dni potem przyszedł do mnie jeden z przyjaciół Adolfa Nowaczyńskiego i doniósł, że Nowaczyński wraz z kilku innymi pisarzami, przebywającymi w sanatorium w pobliżu Warszawy, został aresztowany. Prosił żebym interweniował w sprawie Nowaczyńskiego, nie wysuwając na razie sprawy innych aresztowanych, Nowaczyński bowiem, liczący 65 lat, jest bardzo schorowany.

Nowaczyński zajmował się gorąco losem literatów i dziennikarzy. Zwracał się do bogatych ludzi i uzyskiwał od nich ofiary pieniężne lub w naturze dla pisarzy polskich. Otóż firma Haberbusch i Schiele, zarabiająca miliony na piwie, otworzyła kredyt dla literatów i dziennikarzy w pierwszorzędnym sanatorium. Oczywiście kto mógł, korzystał z dwutygodniowego darmowego pobytu. Gestapo wpadło na pomysł, że skoro tylu literatów i dziennikarzy przebywa w drogim sanatorium, dzieje się to prawdopodobnie z ramienia tajnej organizacji i prawdopodobnie redaguje się tam „ulotki”. Pewnego poranku aresztowano wszystkich goszczących w sanatorium pisarzy.

Pojechałem niezwłocznie do Müllera. Powiedziałem mu, że Nowaczyński jest autorem dramatycznym o światowej sławie, że dramat jego „Fryderyk Wielki” spotkał się z życzliwym przyjęciem krytyki niemieckiej, że jest to człowiek stary, który może umrzeć w więzieniu. Müller polecił mi zgłosić się nazajutrz i zapewnił, że jeżeli sprawa nie przedstawia się poważnie, Nowaczyński zostanie zwolniony. Nazajutrz spotkał mnie okrzykiem:

Nowaczyński zwolniony!” [18]

Oprócz Nowaczyńskiego udało się Studnickiemu uratować kilku innych literatów, których Gestapo wytypowało do Oświęcimia.

Wiadomo również z źródeł, że Studnicki starał się o uwolnienie Jana Mosdorfa i niejakiego Chacińskiego, niestety bezskutecznie:

Byłem przekonany, że wojna z Sowietami się zbliża, i korzystając z tego motywowałem potrzebę zmniejszenia represji lub zwolnienia tego czy innego działacza politycznego argumentem, że jest to działacz antybolszewicki. Przypominałem np., że Chaciński stał na czele chrześcijańskich demokratów o nastawieniu antykomunistycznym. Chacińskiego zwolniono. Chodziło mi bardzo o zwolnienie Barlickiego. Podnosiłem więc, że w r. 1920 mobilizował on robotników polskich do walki z Rosją sowiecką. Niestety, nie udało się go oswobodzić.

Dowiedziałem się, że Mosdorf ma być wysłany do Oświęcimia. Napisałem list do Müllera, w którym zaznaczyłem, że Mosdorf w r. 1939 współdziałał mojej akcji przeciwko wojnie z Niemcami. Jest to publicysta dużej miary. Nie zawsze stosunek Niemców do Polski będzie oparty na terrorze, przyjdzie czas, że publicyści typu Mosdorfa będą potrzebni dla obu stron. Oświęcim może go tylko zniszczyć lub wytworzyć wrogi stosunek do Niemiec pod wpływem osobistych krzywd i cierpień, w imię więc przyszłych stosunków polsko-niemieckich proszę o zwolnienie Mosdorfa. Müller doniósł mi telefonicznie, że wprawdzie nie może obecnie zwolnić Mosdorfa z Pawiaka, ale skreślił go z listy przeznaczonych do Oświęcimia. Böhm miał jednak większe wpływy w partii od Müllera, mimo że ten był jego zwierzchnikiem, więc gdy Müller chwilowo wyjechał z Warszawy, unieważnił jego zarządzenie i Mosdorfa wysłano do Oświęcimia.” [19]

Jak sam Studnicki wyliczał skuteczność swoich interwencji w sprawie więźniów: „(…) po kilku miesiącach zrobiłem zestawienie: w pierwszym miesiącu po przybyciu ok. 30% pomyślnych załatwień, po kilku miesiącach 10%, i mniej.” [20] To tylko pokazuje powagę sytuacji, w jakiej on się znajdował. Z powodu działań na rzecz ratowania życia Polakom narażał się wielokrotnie na konflikty z Gestapo.

W końcu 10 lipca 1941 roku został ponownie aresztowany i osadzony na Pawiaku. Po ponad rocznym pobycie został zwolniony w wyniku interwencji hrabiego Maurycego Stanisława Potockiego w dniu 15 sierpnia 1942 roku. Tak opisywał swój pobyt na Pawiaku:

W kilka dni potem zostałem aresztowany i odwieziony na Pawiak, gdzie przesiedziałem 14 miesięcy. Było to dla mnie całkiem zrozumiałe. „Warschauer Zeitung”, stale pisała, że zasadnicza polityka Niemiec wobec Polski nie ulegnie zmianie – a oto zjawił się Polak, który usiłuje zmienić kurs przez oddziaływanie na władze wojskowe. Jest on bardziej niepożądany niż uczestnicy ruchu podziemnego. Za udział Polski w wojnie przeciw Sowietom trzeba było zapłacić wyrzeczeniem się koncepcji kolonii białych Murzynów, a ta pomoc wydawała się Hitlerowi et compagnie zbędna. Zresztą umowa Sikorskiego z Sowietami czyniła wątpliwym znaczniejsze zmobilizowanie sił polskich przeciw Sowietom. Na fakt, że Niemcom zabraknie ludzi do zarządzania rozległymi przestrzeniami, że nie tylko bandy sowieckie będą grasowały w Polsce w celu akcji sabotażowej, lecz że wezmą w niej udział Polacy, rządy Hitlera i Himmlera nie zwróciły uwagi. Narodowy socjalizm wychodził z założenia, że wszystko można osiągnąć drogą nakazu, sankcji karnej, terroru.

Na pierwszym przesłuchaniu doniósł mi urzędnik Gestapo, pomocnik Böhma, że główny komendant Gestapo w Krakowie żąda albo mego przeniesienia się na stałe do Niemiec albo trzymania mnie w więzieniu. Odpowiedziałem, że bez wahania wybieram wyjazd do Niemiec i że proszę o natychmiastowe zwolnienie w celu zlikwidowania moich interesów, sprzedaży mebli i t.p. Na to referent powiedział:

Trzeba z tym poczekać. Może da się w inny sposób załatwić sprawę pana.

Po kilku dniach zawiadomił mnie, że wobec prowadzenia przeze mnie propagandy wśród inteligencji niemieckiej przeciwko polityce Niemiec w Polsce, pobyt mój w Niemczech jest niewskazany i że mam pozostać w więzieniu. Była to, jak się domyślałem, sprawka Böhma. Władze wojskowe ujmowały się za mną, uzyskiwałem pewne ulgi, możność otrzymywania paczek żywnościowych, książek, oraz pisania. Przez pewien czas korzystałem ze swobody ruchu w gmachach więziennych, ale potem zostało to cofnięte.

Więzienie unieruchomiło mnie na najważniejszy, decydujący okres wojny.

Naród szedł na samobójstwo polityczne, objawem tego było powstanie warszawskie, któremu nie mogłem zapobiec.” [21]

Jak pisał później na temat polityki okupacyjnej wobec kultury: „Starałem się uratować to co zdawało się było jeszcze do uratowania: wyciągać ludzi z więzień i obozów, bronić kulturalnych dóbr narodu. Księgarnie otrzymały listę dwóch tysięcy polskich książek, które muszą być wycofane z obiegu. Na liście tej była prawie cała nasza literatura historyczna i polityczna bez względu na kierunek: figurowały na niej nawet książki antyrosyjskie i antybolszewickie. Nie brakowało curiosów: zakazano np. powieści „Rycerz ostrej ostrogi”, sądząc, że jest to powieść patriotyczna. W istocie rzeczy była to powieść o kogucie. Na liście znalazły się niemal wszystkie moje książki. Korzystając z tego napisałem skargę na 23 stronach pisma maszynowego, w której wykazywałem całą absurdalność wycofywania książek. Jeśli nawet zostaną zniszczone wszystkie książki historyczne, pozostanie ustna legenda, legenda, która bardziej będzie przemawiała do wyobraźni, niż krytyczne rozważania faktów historycznych przez fachowców.” [22]

***

W pierwszych miesiącach 1944 roku Studnicki został zaproszony do komitetu krajowego Polskiej Ligi Antybolszewickiej. On jednak odmówił argumentując słusznie, że w warunkach straszliwego terroru niemieckiego nie widzi szans na jakąkolwiek współpracę z okupantem. [23]. Nie udały się podejmowane kolejne próby pozyskania go przez oficerów niemieckiej służby bezpieczeństwa na czele z Obersturmbannfuhrerem SS, Hansem Schindhelmem, oraz szefa wydziału propagandy Generalnego Gubernatorstwa, Wilhelma Ohlenbuscha: „Studnicki był ze mną u Obersturmbannfuhrera SS Hansa Schindhelma – wspominał pośredniczący w rozmowach hrabia Adam Ronikier – który po wysłuchaniu jego lapidarnego wykładu poprosił, by przedstawił na piśmie odpowiednie wnioski i rozpoczął pertraktacje. Na to Studnicki z wrodzoną sobie rubasznością powiedział, że pertraktować będzie dopiero z Czwartą Rzeszą.” [24] „Jeszcze weselszy przebieg miała rozmowa czołowego polskiego germanofila z Wilhelmem Ohlenbuschem, szefem propagandy Generalnego Gubernatorstwa:

– Hans Frank jest teraz bardzo przyjaźnie usposobiony wobec Polski i Polaków. Prosił mnie, abym pana spytał, co obecnie mógłby zrobić dla Polaków?

– Niech spakuje walizki i opuści Polskę. – odrzekł bez wahania Studnicki.

– Jak to?! Gubernator Frank poznał Polskę i Polaków, zerwał ze swoimi przesądami i zyskał pewną sympatię.

– Kto przez lata uprawiał politykę wyniszczania, wysiedlania naszych chłopów, sprowadzał Niemców z innych krajów i chciał wytworzyć stosunki kolonialne, ten nawet gdyby chciał uprawiać teraz inną politykę, nie zdobędzie już zaufania i każda, nawet najbardziej przyjazna deklaracja spotka się z niewiarą i będzie miała cierpki posmak.” [25]

W marcu 1944 roku Studnickiego ściągnął do Wilna niemiecki komisarz Wileńszczyzny Horst Wulff. Studnicki wówczas w dzisiejszej stolicy Litwy działał na rzecz powołania Polskiego Komitetu Opiekuńczego, mającego stanowić lokalny ośrodek polskiej władzy i reprezentanta społeczności wileńskiej w kontaktach z Niemcami. W zamian za to domagał się: zwolnienia więźniów, przywrócenia w Wilnie polskiego nazewnictwa ulic oraz organizacji na nowo polskiego szkolnictwa. Udało się powołać polski komitet, gimnazjum w Wilnie oraz sześć szkół na prowincji, a także uwolnić więzionych przez Gestapo katolickich duchownych na czele z księdzem biskupem Romualdem Jałbrzykowskim. Jak wskazał w „Opcji niemieckiej” Piotr Zychowicz, inicjatywa Studnickiego cieszyła się poparciem części polskiej ludności Wilna, która pokładała w niej nadzieję na ulżenie ciężkiej doli, stąd z nadzieją przywitano zapowiedź złagodzenia terroru i rozpoczęcia długofalowej akcji charytatywnej dla rodaków najbardziej potrzebujących pomocy. Wśród wilniuków szerzyła się pogłoska, że Studnicki może zostać burmistrzem Wilna. Kiedy rozkręcała się już akcja „Burza” Armii Krajowej i wiadomym było, że akcja nie ominie Wilna, Studnicki spotykał się z przedstawicielami Armii Krajowej i żądał od nich nieujawniania się przed Armią Czerwoną. Wobec nowo powstałej sytuacji politycznej i militarnej w Wilnie wszelkie plany Studnickiego szybko straciły na znaczeniu. [26] Warto w późniejszym okresie jeszcze odnotować, iż Studnicki prowadził w 1944 roku wspólnie z szefem galicyjskiej Rady Głównej Opiekuńczej Leopoldem Tesznarem negocjacie z Niemcami (tj. z gubernatorem Dystryktu Galicja Ottonem Wachterem) na temat przekazania broni polskim cywilom w Galicji Wschodniej celem obrony przed oddziałami UPA, które w 1944 roku prowadziły czystkę etniczną na polskiej ludności wzorem Rzezi Wołyńskiej. [27]

W lipcu 1944 roku wyjechał na Węgry, następnie do Austrii, gdzie wciąż apelował o zwolnienie Polaków z niemieckich obozów koncentracyjnych. W marcu 1945 roku starał się o utworzenie polskiej formacji wojskowej mającej walczyć z Armią Czerwoną u boku Niemiec, co w jego zamyśle miało stać się zaczątkiem łagodzenia wrogości narosłej w trakcie II wojny światowej i stanowić wstęp do współpracy w przyszłości. Oczywiście ta próba zakończyła się fiaskiem, a Studnicki udał się na emigrację. [28] W 1945 roku zamieszkał w Rzymie, rok później przeniósł się do Londynu. Jak podaje Jan Sadkiewicz we wstępie do „Wobec nadchodzącej drugiej wojny światowej”: „Nigdy nie porzucił idei współpracy polsko-niemieckiej. „Chciałem przytłumić poczucie doznanych krzywd i ugasić pragnienie zemsty – pisał. Zadaniem polityki nie jest podżeganie do zemsty, lecz poprawianie sytuacji narodu.” Nie wierzył w możliwość utrzymania przez Polskę nowych nabytków, z których utratą – przekonywał – zachodni sąsiad nigdy się nie pogodzi. Postulował powiązanie zwrotu Ziem Zachodnich z hasłem odzyskania przez Polskę Kresów Wschodnich, kluczowych dla przetrwania i rozwoju narodu. Realizacja tej koncepcji, jego zdaniem, wymagała zwycięskiej wojny Zachodu z ZSRR, o której rychłym wybuchu był przekonany, w związku z czym, podobnie jak 30 lat wcześniej, wzywał do psychicznej gotowości i organizacji sił zbrojnych. Za absurd uważał natomiast pomysły odzyskania Kresów Wschodnich przy jednoczesnym utrzymaniu status quo na zachodzie, wierny głoszonej od czasów pierwszej wojny zasadzie, że antagonizm z oboma wielkimi sąsiadami będzie dla Polski zgubny.” [29] Publikował na łamach „Lwowa i Wilna”, żywił głęboką nadzieję na przywrócenie przedwojennej konfiguracji politycznej oraz realizację idei integracji państw europejskich. [30] Polsce przeznaczał miejsce w bloku z Węgrami i Rumunią, sceptycznie oceniał szansę na współpracę Polski z Litwą, odrzucił potencjalną współpracę z Czechami oraz – co ściągnęło na niego krytykę paryskiej „Kultury” – Ukrainą. [31] Jego stosunek do obecnego kształtu granic Polski wywoływał spory z Polakami w kraju i środowiskach emigracyjnych na Zachodzie. W 1948 roku relacje Studnickiego z rodakami zaostrzyły się wskutek zgłoszenia się go na świadka obrony w procesie feldmarszałka Ericha von Mansteina, jednak ostatecznie nie wezwano Studnickiego na salę rozpraw. [32]

W 1951 roku wszystkie teksty i dzieła Studnickiego zostały objęte w PRL cenzurą i podlegały natychmiastowemu wycofaniu z bibliotek. [33] Przed śmiercią opublikował wspomnienia, pt. „Tragiczne manowce. Próby przeciwdziałania katastrofom narodowym 1939-1945”, które wielokrotnie cytowałem w celu przybliżenia wojennej działalności Studnickiego, a w których próbował on wyjaśniać swoją proniemiecką orientację polityczną czasu Międzywojnia.

Zmarł 10 stycznia 1953 roku w Londynie. Tydzień później pochowano go na cmentarzu St. Mary’s w Kensal Green w północno-zachodniej części Londynu (numer grobu: 89 GK).

***

I tą drugą częścią kończę publicystyczną próbę biografii Władysława Studnickiego. Warto w 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej powrócić do myśli politycznej jego i wielu podobnie jak on myślących (m.in. Stanisława Cat-Mackiewicza czy Adolfa Bocheńskiego), ponieważ mimo iż część tez mogła się zdezaktualizować, nadal pozostaje wiele myśli, które można by adekwatnie odnieść do czasów współczesnych. Należy tym bardziej się zająć problemem, bo z perspektywy czasu Polska, a szczególnie sprawujący władzę w naszym kraju politycy, nadal nie wyciągnęli wniosków z historii. Nadal popełniają szereg błędów w zakresie szczególnie geopolityki i polityki zagranicznej, co może w niedalekiej lub dalszej przyszłości przynieść naszemu Narodowi i państwu katastrofalne skutki. Równie katastrofalne jak katastrofa, której preludium stał się wrzesień 1939 roku. Czytajmy i studiujmy myśl Cata, Studnickiego i wielu innych, studiujmy również z aparatem krytycznym naszą historię, by móc nauczyć się wyciągać z niej wnioski, ponieważ „Historia magistra vitae est.”

Wspominałem w pierwszej części biografii Studnickiego o tym, że jego myśl obecnie jest już szerzej znana wśród polskiej inteligencji, w publicystyce etc. Tu natomiast ograniczę się do słów Stanisława Cata-Mackiewicza, które też tam przywołałem:

Mówiąc o Studnickim nie sposób pominąć jeszcze jednej jego cechy. Oto politycy mają zwykle ambicje co do swej koncepcji, związane z ambicjami co do swej osoby. „To moja idea” – woła każdy z polityków i ma prawo wołać. O ile potępia się polityków, którzy robiąc politykę dorabiają się równocześnie majątku, o tyle nie sposób się na nich gniewać, jeśli z ambicją co do swej idei łączą ambicje co do swej osoby. Dwóch znałem tylko ludzi pod tym względem całkowicie bezinteresownych: Sławka i Studnickiego. Studnickiemu było naprawdę wszystko jedno, czy będzie się to nazywało koncepcją Studnickiego czy Mackiewicza lub Bocheńskiego, byleby koncepcja mogła mieć jakieś szanse realizacji. Dbał tylko o swoją ideę, nic a nic o swoje przy niej nazwisko. Gotów był do człowieka, który mu wyrządził największą krzywdę, pójść z rękami wyciągniętymi, o ile uważał, że człowiek ten powiedział coś rozsądnego politycznie. Studnicki to człowiek o przeroście odwagi cywilnej, przeroście bezinteresowności. Naród polski może być dumny, że wydaje takich ludzi. Niech się wstydzą ci, którzy nim poniewierali, a którzy przeważnie niegodni są rzemyka zawiązać u jego obuwia.” [34]

***

Przypisy:

[1] W. Studnicki, Memoriał przeciwko wojnie z Niemcami, 5 maja 1939 (fragment przedruk. za fp „Polecam poczytać Studnickiego”, Facebook, data dostępu: 29 sierpnia 2018).

[2] W. Studnicki, Z tragicznych dni (1). W przededniu drugiej wojny światowej, „Wiadomości” 1947, rok 2, nr 19 (przedruk w: http://retropress.pl/wiadomosci/z-tragicznych-dniw-przededniu-drugiej-wojny-swiatowej/).

[3] Tamże.

[4] Tamże.

[5] W. Studnicki, Z tragicznych dni (1). W przededniu…

[6] W. Studnicki, Z tragicznych dni (2). W Krakowie i w Łodzi, „Wiadomości” 1947, rok 2, nr 22 (przedruk w: http://retropress.pl/wiadomosci/z-tragicznych-dniw-krakowie-i-w-lodzi/).

[7] Tamże.

[8] Tamże.

[9] Tamże.

[10] Tamże.

[11] W. Studnicki, Z tragicznych dni (3). W Warszawie do końca 1939, „Wiadomości” 1947, rok 2, nr 25 (przedruk w: http://retropress.pl/wiadomosci/z-tragicznych-dniw-warszawie-do-konca-1939/).

[12] Tamże.

[13] Tamże.

[14] Tamże.

[15] W. Studnicki, Z tragicznych dni (5). Akt oskarżenia polityki okupacyjnej, „Wiadomości” 1947, rok 2, nr 31 (przedruk w: http://retropress.pl/wiadomosci/z-tragicznych-dni-akt-oskarzenia-polityki-okupacyjnej/).

[16] W. Studnicki, Z tragicznych dni (6). Reakcja Niemców na akt oskarżenia, „Wiadomości” 1947, rok 2, nr 33 (przedruk w: http://retropress.pl/wiadomosci/z-tragicznych-dni-reakcja-niemcow-na-akt-oskarzenia/).

[17] W. Studnicki, Z tragicznych dni (4). Psychologia okupanta, „Wiadomości” 1947, rok 2, nr 28 (przedruk w: http://retropress.pl/wiadomosci/z-tragicznych-dni-psychologia-okupanta/).

[18] W. Studnicki, Z tragicznych dni (7). Moje interwencje, „Wiadomości” 1947, rok 2, nr 35 (przedruk w: http://retropress.pl/wiadomosci/z-tragicznych-dni-moje-interwencje/).

[19] Tamże.

[20] Tamże.

[21] W. Studnicki, Z tragicznych dni (8). Aneksje i wojna z Sowietami, „Wiadomości” 1947, rok 2, nr 41 (przedruk w: http://retropress.pl/wiadomosci/z-tragicznych-dni-8-aneksje-i-wojna-z-sowietami/).

[22] W. Studnicki, Z tragicznych dni (8). Aneksje i wojna z Sowietami, „Wiadomości” 1947, rok 2, nr 41 (przedruk w: http://retropress.pl/wiadomosci/z-tragicznych-dni-8-aneksje-i-wojna-z-sowietami/).

[23] P. Zychowicz, Opcja niemiecka, czyli jak polscy antykomuniści próbowali porozumieć się z Trzecią Rzeszą, Poznań 2014, s. 308-309.

[24] Tamże, s. 309-310.

[25] Tamże, s. 310.

[26] Tamże, s. 291-293.

[27] P. Zychowicz, Wołyń zdradzony, czyli jak dowództwo AK porzuciło Polaków na pastwę UPA, Poznań 2019, s. 418.

[28] J. Sadkiewicz, Kasandra polska,

[w:]

W. Studnicki, Wobec nadchodzącej drugiej wojny światowej, Kraków 2018, s. 21.

[29] Tamże, s. 22.

[30] Twórcy polskiej myśli zachodniej, red. W. Wrzesiński, Olsztyn 1996, s. 164.

[31] M. Figura, Rosja w myśli politycznej Władysława Studnickiego, Poznań 2008, s. 255, 266, 275.

[32] J. Mackiewicz, Droga pani, Warszawa 1988, s. 43.

[33] Cenzura PRL, posłowie Zbigniew Żmigrodzki, Wrocław 2002, s. 40.

[34] S. Cat-Mackiewicz, Historia Polski od 11 listopada 1918 r. do 17 września 1939 r., Londyn 1992, s. 70-71.

***

Wybrana bibliografia:

A. Busse, „Człowiek niepokorny”, czyli rzecz o działalności politycznej Władysława Studnickiego w okresie Międzywojnia, „3droga.pl”, dostęp: 7 września 2019.

M. Figura, Rosja w myśli politycznej Władysława Studnickiego, Poznań 2008.

S. Cat-Mackiewicz, Historia Polski od 11 listopada 1918 r. do 17 września 1939 r., Londyn 1992.

J. Mackiewicz, Droga pani, Warszawa 1988.

W. Studnicki, Memoriał przeciwko wojnie z Niemcami, 5 maja 1939 (fragment przedruk. za fp „Polecam poczytać Studnickiego”, Facebook, data dostępu: 29 sierpnia 2018.

W. Studnicki, Tragiczne manowce. Próby przeciwdziałania katastrofom narodowym 1939-1945, Toruń 2001.

W. Studnicki, Wobec nadchodzącej drugiej wojny światowej, Kraków 2018.

W. Studnicki, Z tragicznych dni (1). W przededniu drugiej wojny światowej, „Wiadomości” 1947, rok 2, nr 19 (przedruk w: http://retropress.pl/wiadomosci/z-tragicznych-dniw-przededniu-drugiej-wojny-swiatowej/).

W. Studnicki, Z tragicznych dni (2). W Krakowie i w Łodzi, „Wiadomości” 1947, rok 2, nr 22 (przedruk w: http://retropress.pl/wiadomosci/z-tragicznych-dniw-krakowie-i-w-lodzi/).

W. Studnicki, Z tragicznych dni (3). W Warszawie do końca 1939, „Wiadomości” 1947, rok 2, nr 25 (przedruk w: http://retropress.pl/wiadomosci/z-tragicznych-dniw-warszawie-do-konca-1939/).

W. Studnicki, Z tragicznych dni (4). Psychologia okupanta, „Wiadomości” 1947, rok 2, nr 28 (przedruk w: http://retropress.pl/wiadomosci/z-tragicznych-dni-psychologia-okupanta/).

W. Studnicki, Z tragicznych dni (5). Akt oskarżenia polityki okupacyjnej, „Wiadomości” 1947, rok 2, nr 31 (przedruk w: http://retropress.pl/wiadomosci/z-tragicznych-dni-akt-oskarzenia-polityki-okupacyjnej/).

W. Studnicki, Z tragicznych dni (6). Reakcja Niemców na akt oskarżenia, „Wiadomości” 1947, rok 2, nr 33 (przedruk w: http://retropress.pl/wiadomosci/z-tragicznych-dni-reakcja-niemcow-na-akt-oskarzenia/).

W. Studnicki, Z tragicznych dni (7). Moje interwencje, „Wiadomości” 1947, rok 2, nr 35 (przedruk w: http://retropress.pl/wiadomosci/z-tragicznych-dni-moje-interwencje/).

W. Studnicki, Z tragicznych dni (8). Aneksje i wojna z Sowietami, „Wiadomości” 1947, rok 2, nr 41 (przedruk w: http://retropress.pl/wiadomosci/z-tragicznych-dni-8-aneksje-i-wojna-z-sowietami/).

P. Zychowicz, Opcja niemiecka, czyli jak polscy antykomuniści próbowali porozumieć się z Trzecią Rzeszą, Poznań 2014.

P. Zychowicz, Wołyń zdradzony, czyli jak dowództwo AK porzuciło Polaków na pastwę UPA, Poznań 2019.

Polski Słownik Biograficzny, tom 45/1, wyd. 2007.

Twórcy polskiej myśli zachodniej, red. W. Wrzesiński, Olsztyn 1996.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.