Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Gabriele Adinolfi: Szantaż Erdogana. W co gra Turcja?

Od Redakcji: Od paru dni jesteśmy świadkami bez precedensowego nacisku fal uchodźców na zewnętrzną granicę Europy. O ile stosunek nacjonalistów do tego zagadnienia jest całkowicie jasny, to jednak warto się głębiej zastanowić nad tym zjawiskiem. Polecamy krótki komentarz Gabriele Adinolfiego, który pisze o neo-ottomańskiej strategii Erdogana i o tym czego powinniśmy się spodziewać w najbliższym czasie.

**********

Niespotykany dotąd wcześniej nacisk imigrantów, próbujących przedostać się z Turcji do Grecji, to bez wątpienia akt wojny przeciwko Europie.

Nie ulega żadnej wątpliwości, że Ankara w ten sposób wyraża swoją wrogość wobec swojego sąsiada, jednak to tylko jeden element tej sytuacji, który jest częścią znacznie szerszego zjawiska.

Turcja, podobnie zresztą jak Rosja czy Iran, zyskała ostatnio dodatkową przestrzeń oraz możliwość działania w rejonie Bliskiego Wschodu. Okazało się to możliwe głównie ze względu na to, że Amerykanie przesuwając swoje zaangażowanie od pewnego czasu w kierunku Azji i Pacyfiku zmniejszyli swoją obecność w tym regionie, a Europa podzielona i skłócona jak nigdy dotąd nie tylko nie stanowi żadnej alternatywy w tym temacie, lecz nawet straciła wypracowane wcześniej wpływy.

Ankara poruszając się w imię przyjętej przez siebie strategii neo-ottomańskiej, pragnie wykreować się w szczególności w świecie muzułmańskim na jedynego obrońcę miecza Mahometa. Dlatego wspiera bojówki dżihadystów w Libii i Syrii, oraz popiera Bractwo Muzułmańskie (które jest dla niej wygodnym narzędziem służącym do destabilizacji konkurencyjnego Egiptu).

Z uwagi na te działania, sytuacja musiała w końcu ustawić Turcję na kursie kolizyjnym wobec dotychczasowych sprzymierzeńców. Sojusz z Rosją osiadł na mieliźnie podczas syryjskiej kampanii w prowincji Idlib, oraz w Libii gdzie pojawili się tureccy żołnierze wspierający fundamentalistycznego prezydenta Sarradża, podczas gdy Moskwa, a także niektóre państwa UE wolały przenieść swoje poparcie na nacjonalistycznego generała Haftara, który dowodzi siłami Libijskiej Armii Narodowej.

Turecka strategia ma także określony plan wobec Półwyspu Bałkańskiego. To musi w bliskiej w przyszłości stać się kolejnym polem starcia z Federacją Rosyjską, ponieważ ekspansja turecka w tym kierunku bezpośrednio zagrozi rosyjskim wpływom i sojusznikom tego państwa takim jak np. Serbia.

Erdogan pragnie wykorzystać zagrożenie terrorystyczne oraz fale uchodźców do szantażowania państw europejskich, a także do podtrzymania i wzmacniania ognisk islamskich radykałów w każdym większym mieście Europy.

To bez wątpienia bardzo poważne zagrożenie dla nas wszystkich. Trzeba zauważyć, że nawet jeśli konieczność jednoczesnego ścierania się na wielu frontach z Rosją, Iranem, Europą i Egiptem okaże się zbyt ciężka dla Turcji to jednak to państwo nie jest osamotnione. Może liczyć na wsparcie między innymi Wielkiej Brytanii. Po powtórnym wyborze Borysa Johnsona na stanowisko premiera (historia jego rodziny jest związana z Turcją) stosunki pomiędzy tymi krajami stale się poprawiają, a niedawny Brexit tworzy dla nich jedynie nowe możliwości.

Poza tym trzeba pamiętać, że Brytyjczycy mają spore doświadczenie w tym temacie. W końcu to oni jako pierwsi zaczęli wykorzystywać islamski ekstremizm do swoich celów (brytyjskie służby stoją m.in. za powstaniem Bractwa Muzułmańskiego). Interesy Wielkiej Brytanii są w dodatku sprzeczne z interesami Europy, dlatego Turcja może liczyć na wsparcie tego kraju zarówno w sposób pośredni (dostawy broni dla dżihadystów, wsparcie finansowe), jak i pośrednie (parasol dyplomatyczny i polityczny).

Dlatego należy się spodziewać tego, że Turcja będzie niedługo próbować rozszerzyć swoje wpływy w Mołdawii i na Ukrainie (przy wydatnym wsparciu Brytyjczyków, którzy za pomocą kreowania sztucznego napięcia w tym regionie pragną przeszkodzić jakiemukolwiek niemiecko-rosyjskiemu zespoleniu).

Atak migrantów na granicę w Grecji to jedynie część szerszego scenariusza i wkrótce powinniśmy się spodziewać kolejnych ruchów Turcji przeciwko Europie.

Powyższe tłumaczenie stanowi własność portalu 3droga.pl. Kopiowanie go i publikowanie go bez zgody Redakcji jest zabronione

Źródło tekstu: https://www.eurhopethinktank.eu

One thought on “Gabriele Adinolfi: Szantaż Erdogana. W co gra Turcja?

  1. Prawda jest taka, że w razie czego Rosja i Asad dadzą PKK i DHKP/C ciężki i wyspecjalizowany sprzęt wojskowy i Turcy będą mieli problem destabilizacji wewnątrz własnych granic. Poza tym Kurdowie, którzy na ogół są laiccy mają wyższą dzietność od Turków (ci mają poniżej 2 dzieci na kobietę, Kurdowie – 3-4 dzieci na kobietę). Zachód Turcji i miasta tureckie są ześwieczczone i liberalne, a prowincja turecka w centrum Anatolii (która i tak przenosi się stopniowo do miast, które są bardziej ekonomicznie rozwinięte) bardziej konserwatywna. A więc islamskie rządy Erdogana nie przetrwają długo, nawet ‚turecki’ kształt Turcji nie przetrwa długo, są opinie, że przy obecnej tureckiej demografii Kurdowie staną się większością w Turcji za 20 lat, albo nawet już w latach 30′. Turcja to tak naprawdę papierowy tygrys, kolos na glinianych nogach. Dopóki Turcja będzie Rosji potrzebna, będzie trwała współpraca rosyjsko-turecka (głównie chodzi tu o kwestie ekonomiczne). Potem Rosja sama przyłoży rękę do destabilizacji wewnętrznej Turcji i cała „potęga” Turcji pójdzie się… wiadomo co. A Ameryka? Jak dogada się z Ruskimi co do Turcji to pewnie nie kiwnie palcem w obronie Turków (zwłaszcza, że z Kurdami niejednokrotnie wspólpracowali, Kurdów mieli za własnych wasali). Obecnie Turcja próbuje prowadzić własną inicjatywę, podzielona Turcja stanie się całkowicie zależna od Rosji i USA, w najgorszym dla Amerykanów przypadku albo Kurdystan, albo reszta Turcji wejdzie do strefy wpływów Rosji, a w najlepszym oba państwa skłócone ze sobą będą zależne od USA. A co do samych imigrantów – nie wiadomo nawet czy faktycznie uda im się przekroczyć granicę z Grecją. Jeśli nie to Turcy będą mieli z nimi problem, będą im dodatkowo destabilizować kraj. Co wtedy zrobi Erdogan?
    Erdogan wszystko spartaczył, bo próbuje grać kogoś, kim nie jest, żyje mirażami myśląc, że Turcja może dorównać takim mocarstwom, jak Rosja, czy USA, a w rzeczywistości jeśli chodzi o doświadczenie manewrowania w polityce zagranicznej, wpływy zagraniczne i możliwości, Turcja nawet nie dorównuje Iranowi.
    Erdogan gdyby prowadził mądrą politykę zagraniczną to by nie wspierał wrogów Asada, tylko sam przynajmniej nieoficjalnie współpracowałby z nim mając jednocześnie swoich „rebeliantów” (tak jak ma ich w Afrinie), po porzuceniu Amerykanów dogadałby się z Asadem, że on zajmie cały pólnocny pas przygraniczny do 30 km szerokości, a potem Asad uzależnia Kurdów całkowicie od siebie. Erdogan kontrolowałby cały ten pas (a obecnie kontroluje jego niewielki skrawek, nie oddzielił Rożawy od tureckiego Kurdystanu), osiedliłby na nim syryjskich uchodźców i dzięki temu tamten obszar stałby się gęsto zaludniony i całkowicie zarabizowany. Podobnie w Idlib – gdyby był na tyle inteligentny to nie wchodziłby w sojusze z dżihadystami, a raczej sam razem ze swoimi „rebeliantami” zaatakowałby ten obszar (dzięki temu ludność nie uchodziłaby do Turcji, tylko w inne rejony Idlib w kierunku przeciwnym do granicy z Turcją), zająłby pas przygraniczny w promieniu 30 km, następnie by go zamknął dla ewentualnych uchodźców przed działaniami wojennymi armii syryjskiej w Idlib, a na końcu pozwoliłby Asadowi na operację militarną w Idlib. Mógłby też wymusić na nim utworzenie na obszarach przygranicznych stałych tureckich baz wojskowych. W czasie procesu pokojowego wynegocjowałby specjalny status dla obszarów przygranicznych kontrolowanych przez protureckich „rebeliantów” w zamian za rozbrojenie protureckich bojówek i powrót tych obszarów pod administrację Damaszku. W takim modelu osiągnąłby wszystko – stabilizację we własnym kraju i w sąsiedniej Syrii, święty spokój z uchodźcami, z Kurdami syryjskimi (którzy jakby już mieli uzyskać autonomię, to na południe od swych tradycyjnych miejsc zamieszkania i w dodatku z dominacją ludności niekurdyjskiej), normalizację relacji z Asadem, wpływy w Syrii. Pewnie, że Asad chciałby takiego obrotu spraw, choćby po to, żeby nie zostać całkowicie uzależnionym od Rosji, po to, żeby osłabić Kurdów oraz po to, żeby Turcja nie konfrontowała się z Rosją o Syrię, a przez dalsze porozumienia z Rosją, (pośrednio) z Iranem i tym bardziej z Syrią jeszcze dalej oddalała się od USA i NATO. Erdogan przez swój nieudolny neo-osmanizm wszystko spieprzy i narobi sobie i Turcji problemów. Albo w takiej Libii – zamiast bronić do upadłego rządu as-Saradża, który i tak przegra (bo poza Turcją nikt go nie popiera) powinien dogadać się potajemnie z Haftarem, że np tamten zgodzi się na turecką bazę wojskową u wybrzeży Libii, jeśli wycofa wsparcie dla Saradża. Dla Haftara na pewno będzie to na rękę, jak Turcja przestanie wspierać jego rywala i jak zyska nowego sojusznika, bo wtedy będzie mógł bardziej manewrować w polityce zagranicznej i może być beneficjentem porozumienia libijsko-tureckiego o rozgraniczeniu stref na Morzu Śródziemnym. Jak Turcja utrwali swoje wpływy na MŚ to w zamian za określone korzyści powinna przerzucić swoje poparcie na Haftara, który i tak wygra tę wojnę.
    Zresztą, Erdogan może zrobić to samo przy granicy z Irakiem, co zrobił w Syrii. Na północy irackiego Kurdystanu też sytuację kontrolują bojówki związane z PKK, mogliby zająć te obszary (Irak pewnie poparłby Turków), zasiedlić je Arabami, a potem oddać je bezpośrednio Irakowi. Irak zmusiłby Kurdów do tego, by ci oddali te tereny przygraniczne w zamian za oddanie Kurdystanowi części terytoriów zamieszkałych przez Kurdów, które oficjalnie nie wchodzą w skład Kurdystanu lub kontroluje je Bagdad. No i Turcy porozumieliby się z Irakiem, że zbudowaliby sobie tam bazy wojskowe, by utrzymać tam stabilność. Turcja zdobyłaby wpływy w kolejnym kraju.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.