Trzecia Droga

Portal Nacjonalistyczny

Marcin Madej: LGBT, uczucia religijne i wykastrowani Polacy

sprawozdanie z bitwy, która już trwa

Pytam przyjaciela o czym pisać kolejny felieton. Mówi „pisz o marszu równości w Lublinie, dużo kontrowersji”. A ja nie jestem przekonany co do tego, że należy koniecznie zajmować się właśnie tym, co budzi kontrowersje. Ale… chleba i igrzysk! – wołał lud rzymski – zatem o igrzyskach pisać poniekąd należy.

Co do marszu w Lublinie – dopiero teraz sięgnąłem do Internetu w poszukiwaniu informacji na ten temat. Muszę przyznać, że dopóki nie padła propozycja „pisz o marszu”, nie miałem nawet świadomości, że takowy się odbył. Być może nie jestem na bieżąco, ale są ważniejsze sprawy – Bach, Requiem Mozarta i Kucie kos Grottgera. Myślę, że to sprawy bardziej zasługujące na uwagę człowieka, który chciałby coś wartościowego poznać a następnie przekazać innym, toteż niechętnie zabieram się za śmierdzący temat LGBT. No cóż… Lud chce tematu marszu równości. Vox populi – vox Dei.

Co zdarzyło się w Lublinie?

Odbył się wspomniany marsz. To wystarcza, aby sformułować pierwszy komentarz do sprawy. Marsz się odbył i w żadnym wypadku nie jest to fakt neutralny moralnie. Jak oceniam tę rzeczywistość? Negatywnie. W Lublinie, gdzie żywota w roku 1584 dokonał Jan z Czarnolasu, Mistrz Słowa i Ojciec kultury polskiej epoki renesansu, kiedy stawił się na sejmie konwokacyjnym, w tym samym Lublinie dzisiaj, to jest w roku 2019 odbył się marsz antykulturowców – ludzi, którzy wyżej cenią najprostsze żądze niż znamiona cywilizacji, religię, kulturę i ludzką godność. Trudno mi się zabrać za ten temat, bo mam wrażenie, że muszę od początku wyjaśnić, jak ja sam widzę n o r m a l n e państwo i normalny świat. Otóż… Świat, który uważam za normalny, świat o który zabiegam i chcę w moim życiu walczyć wygląda zgoła inaczej, niż otaczająca nas rzeczywistość. Przede wszystkim, nie jestem demokratą. Uważam demokrację za jedno z największych nieszczęść tego świata. Za pomocą demokracji nieraz zamyka się usta prawdzie, relatywizuje się moralność. Można przegłosować każdy wymysł pustej (lub, co gorsza) złej głowy – wystarczy, że dana ideologia znajdzie wystarczającą ilość popleczników. W głębi serca jestem monarchistą. Nie przeraża mnie widok królewskiej korony, nie odczuwam fobii przed dyktaturami. Jednak przede wszystkim jestem katolikiem. Nie znajduję wartości wyższej nad osobowe Dobro, Prawdę i Piękno. Precyzyjnie rozumiem hasło Bóg, Honor, Ojczyzna (tylko w tej kolejności!). Normalny świat, o którym myślę, nie ma tysięcy zawiłych konstytucji i przepisów. Pierwszą Konstytucją jest w nim Dekalog. Przypomnijmy; oto kolejne paragrafy każdego kodeksu, każdej konstytucji normalnego państwa:

  • Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną
  • Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno
  • Pamiętaj, abyś dzień święty święcił
  • Czcij ojca twego i matkę twoją
  • Nie zabijaj
  • Nie cudzołóż
  • Nie kradnij
  • Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu twemu
  • Nie pożądaj żony bliźniego twego
  • Ani żadnej rzeczy, która jego jest

Tak wygląda prawo, jeśli prawodawcą jest Bóg. Ktoś, a właściwie sam szatan wmówił człowiekowi w jego głupocie, że sam dla siebie może być prawodawcą. Pierwszy raz w Raju. Potem wiele razy w historii. Wielu było prawodawców i ideologii, które za nimi stały. Był Hammurabi, Luter, Hitler, Stalin, Jaruzelski. I wiecznie w historii przewija się motyw owocu z rajskiego drzewa. Czuję się jednak w obowiązku zawalczyć o Prawdę i Ciebie, Czytelniku, również do tego wezwać.

Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną!

Śp. Bp Kazimierz Ryczan w jednej ze swoich jasnogórskich homilii zapytał przed laty swoich słuchaczy:

(…) Czy zauważyliście bożka stojącego na straży władzy, któremu na imię demokracja? (…)
A Jezus powie: „Usuńcie fałszywych bożków spośród was” (…)

Dzisiaj mamy wielu bożków. A może to jeden bożek, szatan, który przyjmuje rozmaite imiona w zależności od okoliczności? Jego najnowsze imiona to Tolerancja, Wolność, Równość, Sprawiedliwość Społeczna, Różnorodność, Wielokulturowość et caetera, caeteraque. Znajduje wielu wyznawców, którzy nie wahają się atakować świętości. To mnie nie dziwi, ani zbytnio nie oburza – Kościół założony przez Chrystusa atakowany jest nieustannie już od dwóch tysięcy lat. Mierzi mnie natomiast postawa letnich katolików, język mainstreamu, również tych mediów, które w swojej nazwie mają przymiotnik „katolicki”. Oburza mnie plaga eufemizmu, kiedy chce się nazwać barbarzyński atak na to, co święte. Ów eufemizm przewija się nieustannie niemal wszędzie, jest odmieniany przez wszystkie przypadki. Brzmi – jak to eufemizm – bardzo niewinnie. Uczucia religijne. Kiedy jakiś mężczyzna cisnął w kierunku Ikony Czarnej Madonny ładunkiem czerwonej farby, nazwano to urażeniem uczuć religijnych katolików w Polsce. Kiedy świętokradcy sprofanowali Najświętszy Sakrament w kościele jednej z polskich miejscowości, media eufemizowały na potęgę lamentując nad obrazą uczuć religijnych.

Mam już dość formułowania argumentów, które nie wypływają bezpośrednio z moich najgłębszych przekonań. Mam dość odzierania ich z aspektu mojej wiary. Nie chcę już więcej mówić o jakiejś chorej utopii cudownego współistnienia obok siebie dwóch doktryn, które sobie zaprzeczają i toczą odwieczny bój o sumienia ludzi. Nie zamierzam więcej mówić, że ktoś obraził „uczucia religijne” katolików w Polsce. Dość kretyńskich eufemizmów! Hasła wznoszone na tzw. Marszach Równości obrażają mnie jako katolika. Ale nie to jest istotne. Bo nie o mnie, czy nawet grupę ludzi tu chodzi. To by było podejście protestanckie, antropocentryczne, ukierunkowane na człowieka. Dlaczego mówię stanowcze NON POSSUM paradom LGBT? Bo ci ludzie spod znaku tęczy obrażają mojego BOGA i moje Wszystko. Profanują najświętszy dla mnie jako chrześcijanina i Polaka wizerunek Maryi Jasnogórskiej. To dlatego wewnętrznie się gotuję pisząc te słowa. To nie są jakieś uczucia religijne, bo uczucia mają to do siebie, że przemijają, są ulotne. Ktoś obraził moją największą życiową miłość. Ktoś podniósł rękę i wymierzył chamski, barbarzyński policzek Królowej Korony Polskiej. Katoliku! Polaku! CHROŃ KRÓLOWĄ!

Nie będziesz brał imienia Pana, Boga twego nadaremno

Brzydzę się nic niewnoszącymi lamentami płaczek w świecie katolickim, szczególnie na naszym polskim gruncie. Zaiste, na pęczki mamy płaczek. Ktoś zakpi z Kościoła czy z Ojczyny, a ja już słyszę przeraźliwe jęki ze strony katolickich płaczek. Jak tak można?! O mój Boże! Boże mój, Jezu Najsłodszy, spraw, niech to się skończy! O, głupia płaczko, wynajęta prosto z synagogi, nie bierz imienia Pana, Boga twego nadaremno. Nie oczekuj, aby On sam stanął w swojej obronie. Miej w sobie krztę odwagi, męstwa, siły; miej w sobie cząstkę Machabejską, zdobądź się na choćby odrobinę świętego gniewu Chrystusa w świątyni, naucz się sporządzać bicz ze sznurków, a nie chusteczkę do nosa. Współczesny Mężczyzno, Katoliku, Polaku – tego się od Ciebie oczekuje – Twoja kobieta chce, żebyś (kolokwializując) miał jaja, Kościół oczekuje od Ciebie świadectwa wiary, a Ojczyzna męstwa. Stań w obronie tego, co święte. Mój znajomy podzielił się ze mną jakiś czas temu następującą refleksją: jeszcze w latach dziewięćdziesiątych jeśli ktoś w towarzystwie, w którym byli katolicy, pozwolił sobie na niesmaczny lub chociaż dwuznaczny żart na temat Papieża (JPII), bez dwóch zdań dostawał w mordę. Dzisiaj bluźniercy uczą katolików, że przecież trzeba mieć do wszystkiego dystans… I w tym miejscu po raz kolejny mówię NON POSSUM! Nie godzę się na to, aby świętości traktowano po pogańsku, nie zgadzam się na bluźnierstwa! Rzymska maksyma mówi SANCTA SANCTE – rzeczy święte należy traktować „święcie”, z należytym szacunkiem.

Pamiętaj, abyś dzień święty święcił

Często parady działaczy LGBT odbywają się w niedziele. A nawet jeśli nie, to niewątpliwie ich obecność jest związana z łamaniem trzeciego Przykazania Bożego. Świętowanie dnia świętego jest gwarantem zdrowego katolickiego społeczeństwa. Kto świętuje co tydzień Zmartwychwstanie Chrystusa, ten nie wie, co to zdrada, bo pamięta Judasza z Ogrodu Oliwnego. Kto świętuje ten nie wie co to oszustwo, bo pamięta Ananiasza i Safirę z Dziejów Apostolskich. Kto świętuje ten nie wie co to lęk, bo pamięta Męczenników, choćby naszego świętego Andrzeja Bobolę, żywcem obdzieranego ze skóry za wiarę. Kto świętuje ten nie wie co to brak zaufania Bogu, po przypomina sobie Abrahama wznoszącego nad związanym Izaakiem nóż na górze Moria. Kto świętuje, ten żyje wiarą. Kto świętuje dzień święty, ten miłuje Boga i wie, że kiedy On jest na pierwszym miejscu, wszystko jest na właściwym. Kto świętuje, ten nie waha się walczyć pod sztandarem Zwycięskiego Zmartwychwstałego.

Przez cały ten wywód chciałem wykazać, że problem nie jest w środowisku LGBT. To są ludzie, niestety, zepsuci, są antykulturowcami i bardziej lub mniej świadomie dążą do zniszczenia tego, co stanowi naszą Europę i naszą Ojczyznę. Problem jest w NAS. Problem jest w katolikach i Polakach, którzy na to pozwalają. Daliśmy się omamić bożkowi tolerancji. Nie pozwólmy, aby stary demon Sodomy i Gomory, który powrócił, na dobre się u nas zadomowił. Bo może skończyć się to gorzej, niż wtedy… Nadszedł czas walki. Jest też pole walki. Można z niego uciec, można z wrogiem walczyć. Można też z nim kolaborować albo zachować neutralność. Co robić?

Oczywiście, do sprawy sumienia każdego Czytelnika należy ocena, czy on sam, jako Polak i katolik powinien przyjąć wobec rzeczonych marszów postawę cierpliwości i spokojnej dyskusji o prawach katolików w Polsce, czy podjąć jawną walkę o to, co jest dla niego święte i co kocha. Streszczając: czy ruchom LGBT należy wyperswadować ich barbarzyńskie czyny i modlić się o nawrócenie dla nich, czy też zakrzyknąć polskie „wypierdalać”…? To są pytania, przed jakimi stoi dzisiejszy mężczyzna, katolik, Polak i nacjonalista. Stoisz przed nimi i Ty, Czytelniku. Teraz wybieraj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.