Bartosz Biernat: Ekonomia chrześcijańska, a kapitalizm

Największym problemem Cywilizacji Łacińskiej na przestrzeni dziejów nie były wojny z wrogiem zewnętrznym, przegrane bitwy z obcymi cywilizacjami czy wewnętrzne walki krajów będących ośrodkami Chrześcijańskiej Europy. Jej największy problem stanowiła obecność obcych cywilizacji na terenach, które powinny być w pełni łacińskie. Znacznie bardziej więc ucierpiała Europa z powodu obecności na swoich ziemiach przedstawicieli Cywilizacji Żydowskiej czy Bizantyńskiej, niż na ciągłych walkach z Cywilizacją Arabską. Nie ma dla życia społecznego Europejczyków rzeczy gorszej niż cicha i wewnętrzna ekspansja ludów nam obcych. Widać to szczególnie z perspektywy ekonomii, na polu której, nie wyciągając miecza, średniowieczne ludy przegrywały bitwy, bardziej brzemienne w skutkach niż najazdy Turków czy Mongołów.

Brak konkretnego systemu obrony przed ekspansją ekonomiczną żydostwa i państwowego bizantynizmu doprowadził do powolnego rozkładu Cywilizacji Łacińskiej.

Skupiając się jednak na sprawach stricte ekonomicznych, należy rozpocząć historię walki ekonomicznej Cywilizacji Łacińskiej i Żydowskiej od handlu, który wbrew obiegowej opinii nie był potępiany przez średniowiecznych rzemieślników i rolników, lecz zorganizowany w sposób zupełnie inny do tego, do którego my dziś przywykliśmy. Profesor Koneczny w artykule Co wskrzesić z ekonomii średniowiecznej? zwraca uwagę na dodatnie skutki handlu dla miasta, przemysłu, rolnictwa i kultury. Celem państw Cywilizacji Łacińskiej nie była więc absolutnie walka z handlem jako takim.

Można go jednak podzielić na dwa typy: lokalny i uniwersalny.

Lokalny to ten, którym posługiwało się społeczeństwo średniowieczne. O ile na początku jego dziejów o handlu w ścisłym tego słowa znaczeniu mówić nie można, gdyż to sami producenci – bez pośredników – sprzedawali konsumentom swoje dobra, o tyle w czasach zwiększonego rozwoju tej dziedziny pojawili się już kupcy. Handel musiał być jednak oparty na dwóch najważniejszych zasadach ekonomicznych średniowiecza, czyli na działaniu w celu jak największego wzrostu liczby autonomicznych ośrodków ekonomicznych, które mogą same się utrzymać i żyć w dobrobycie, oraz na zapobieganiu sytuacjom, w których słabszy z ośrodków jest wchłaniany przez silniejszy. Jak pisze prof. Koneczny: „obie zasady wynikały z pojęć etyki katolickiej, a przestrzeganie ich wytwarzało niezrównane podłoże pod wszechstronny rozwój cywilizacji łacińskiej”. Państwa broniły tych chrześcijańskich zasad poprzez „prawo składu” oraz zakaz handlu „gościa z gościem”, czyli dwóch kupców spoza danego miasta. Taki system nie pozwalał też na bardzo negatywny w skutkach, szczególnie dla wymiaru etycznego ekonomii, handel pieniądzem. Jak pisze Feliks Koneczny: „Handel lokalny może rozkwitać doskonale bez gonitwy za ekspansją bez końca”. Inną kategorią handlową były jedynie rzemieślnicze towary cenne, którymi handlowali kupcy z daleka, a których nie dało się wytworzyć na ziemiach danego społeczeństwa. Taka wymiana ośrodków handlu uniwersalnego była oczywista i nie hamowała w żaden sposób rozwoju handlu lokalnego. On sam rozkwitał doskonale, przynosząc coraz większe dochody każdemu ośrodkowi ekonomicznemu i nie łamiąc przy tym zasad etyki katolickiej. Otworzyło to jednak pewną furtkę dla szerszego działania innego typu handlu – ekspansywnego, jak byśmy dziś go nazwali: kapitalistycznego – czyli wspomnianego wyżej handlu uniwersalnego; jego przedstawicielami byli żydzi, którzy rozpoczęli ekspansję w tej dziedzinie na ziemiach europejskich od sprowadzania produktów arabskich. Ów handel żydowski osiągał coraz większe zyski, a kraje europejskie – w tym szczególnie narażona na ich obecność Polska – nie były w stanie lub nie umiały sobie należycie poradzić z tym żywiołem.

Czymś zupełnie niezrozumiałym dla chrześcijańskich kupców był handel bezgotówkowy, którego bolesne skutki odczuły już następne pokolenia. Na początku istniał on pod pojęciem papieru na okaziciela, który – choć wcześniej nieznany chrześcijańskiej Europie – był już od IV w. n.e. używany przez naród handlowy. Taka forma kredytu szybko zalała średniowieczne kraje i równie szybko musiało wyniknąć zagadnienie procentu od tego kredytu. Talmud zakazuje żydom pożyczania na procent jedynie swoim współwyznawcom, więc nie mieli oni oporów przed pożyczaniem pieniędzy na coraz większy procent mieszkańcom Europy. Był on popularny wśród średniowiecznych dłużników, uważali go zresztą za pewne wybawienie od niewoli za długi, czyli w niektórych przypadkach nawet dożywotniej pracy u wierzyciela. Można to zjawisko porównać do czasów dzisiejszych, kiedy ludzie bardzo chętnie biorą kredyt, utrzymując fikcyjny stan swojego bogactwa, które w rzeczywistości nie jest ich własnością. Ponieważ chrześcijanie nie mogli brać procentu od pożyczki, tym bardziej więc kulało ich współzawodnictwo w handlu uniwersalnym. W takiej sytuacji reakcja Kościoła katolickiego była jasna: chrześcijanin może brać zastaw, ale tylko od ruchomości, wykluczając przy tym niewolę za długi. Niestety, nie rozwiązało to tego problemu. Europejczycy nadal nie mogli pobierać procentu, a więc nie mogli prolongować długu, w czym bardzo chętnie „pomagali” przedstawiciele narodu niegdyś wybranego. W ten sposób rosła coraz większa ruina ekonomiczna świata średniowiecznego, która jedynie pogłębiła handel pieniądzem na coraz szerszą skalę.

Duże europejskie ośrodki handlu uniwersalnego, które próbowały konkurować z handlem żydowskim, takie jak Piza, Genua, Wenecja czy Hanza Niemiecka, nie upadły jednak w wyniku ekspansji żydowskiej, ale z powodu prób pogodzenia zasad wolności handlu, pewnej formy jego globalizacji, przy jednoczesnym systemie ochrony małych przedsiębiorstw, wytworzonym w oparciu o powiększanie się jednostek ekonomicznych. Szukano złotego środka, którego nie można było jednak znaleźć. W czasie gdy żydzi świetnie rozwijali handel uniwersalny, chrześcijańska Europa próbowała pogodzić ze sobą dwie cywilizacje, dwa zupełnie odrębne systemy, których w żaden sposób nie da się pogodzić. Kraje Łacińskie zbyt późno zorientowały się w tym zagrożeniu, gdy żywioł ten opanował już sferę handlowej wymiany dóbr, zakłócając całkowicie system handlu lokalnego. Nie zadbano w odpowiednim momencie o żaden system, zabezpieczający chrześcijański handel przed żydowską ekspansją. Konkurowanie w handlu uniwersalnym na zasadach katolickich z równorzędnym systemem handlowym, który oparty był na zupełnie obcych nam etycznie zasadach, a jednocześnie stanowił już dobrze zorganizowany i rozwinięty systemem wymiany towarów, było po prostu niemożliwe. W XIV w. Europa zbliżała się powoli do przyjęcia obcych sobie zasad i nie będąc wystarczająco energiczną poddawała się, dostosowując do reguł uniwersalnego handlu opartego na Talmudzie.

W momencie porzucenia starego systemu handlu lokalnego – systemu etycznego, nastawionego na dobrobyt ogółu, pomnażanie stanu własności prywatnej jak największej liczby ludzi – a następnie regresywnej w istocie ewolucji w kierunku systemu ukierunkowanego na zyski, propagowanie kredytów i dalsze bogacenie się przede wszystkim zamożnych jednostek, Europa poniosła kolosalną porażkę. Owa klęska była początkiem końca okresu średniowiecza. Należy podkreślić, iż porażka ta nie wynikała ze słabości handlu lokalnego jako takiego, lecz z zasad prawa i etyki, które obowiązywały katolików, a które pozwalały żydom, nieprzestrzegającym tych praw, na rozwijanie swojego systemu handlowego w Europie. Przegrani w tej – jak współcześnie możemy zauważyć – wielkiej, lecz cichej bitwie, Europejczycy przejęli zasady handlu uniwersalnego: nakaz ciągłego rozszerzania granic ekspansji, dążenie do wolności handlowej, handel pieniądzem i zamiłowanie do obrotu bezgotówkowego, który dał podstawę późniejszemu pojęciu kredytu. Wszystkie te cechy były sprzeczne z ówczesnym systemem granic państw, dlatego też wśród żydów i – jak zaznaczyłem powyżej – z czasem również wśród kupców europejskich zaczęto propagować państwa dynastyczne, które poprzez swoją rozległość w jednych granicach państwowych były świetnym miejscem dla ekspansji handlowej. Być może właśnie od tego momentu zaczyna się owa wielka nienawiść żydów do państw narodowych, a umiłowanie świata bez granic?

Wracając jednak do spraw ekonomicznych i przyczyn porażki handlu chrześcijańskiego, musimy zadać sobie pytanie: czy nie lepiej było oddzielić katolicką etykę od spraw ekonomicznych? Czy Europejczycy nie postąpiliby lepiej, kierując swoją gospodarką w systemie bez zasad, którymi kierowali się w życiu codziennym? Reasumując: czy ekonomia powinna być systemem opartym na etyce? Profesor Koneczny w pracy Zawisłość ekonomii od etyki stawia sprawę jasno i klarownie: etyka i ekonomia muszą żyć w symbiozie. Nie można być cywilizowanym na dwa sposoby. W żaden sposób nie da się pogodzić np. etyki Cywilizacji Łacińskiej z ekonomią Cywilizacji Żydowskiej. Człowiek, który żyje w przekonaniu, iż jest to możliwe, żyje w fałszu, unicestwiając w sobie w istocie ważniejszą sprawę etyki. Nie można też odseparować wartości moralnych od gospodarki, gdyż są one tak samo ważnym elementem jej funkcjonowania, jak choćby środki techniczne. Rezygnując z prymatu moralności w gospodarce, spoglądamy przez pryzmat dziejów w sposób materialistyczny, tłumacząc wszelkie zmiany historyczne walką o dobrobyt. Jest to kłamstwo sprzeczne z Cywilizacją Łacińską, za to – o dziwo – całkiem zgodne z tokiem rozumowania przedstawicieli Cywilizacji Żydowskiej. Rozerwanie więzi ekonomii i etyki ma dla tej pierwszej skutki katastrofalne, które były przyczyną porażki handlowej w okresie XIV-XV w. Zamiast bronić praw etycznej ekonomii, próbowano omijać tę etykę, ulegając wpływom żydowskim. Feliks Koneczny podkreśla też cele, jakie etyka katolicka posiada w sferze ekonomii, do których powinniśmy dążyć. Są to: upowszechnienie własności prywatnej oraz stworzenie gospodarczego poglądu ekonomicznego o sile małych i średnich przedsiębiorstw. Owa katolicka ochrona własności jest cechą jedynie naszej europejskiej cywilizacji. W krajach murzyńskich, wśród Eskimosów czy innych prymitywniejszych ludów, tępiono ją poprzez użytkowanie dóbr w sposób kolektywny.

Również kapitalizm bez etyki szybko stał się karykaturą własnych zasad. Walcząc z solidaryzmem społecznym, postępując zgodnie z zasadą handlu uniwersalnego w kierunku zniesienia granic państwowych i na dłuższą metę stojąc w opozycji do własności prywatnej, stał się systemem zupełnie obcym duchowi Cywilizacji Łacińskiej. O ile kapitalizm z XIV i XV w. żył jeszcze w zgodzie z chrześcijaństwem, o tyle z czasem okazało się, że nie może on się dalej rozwijać bez zniesienia cechów i folwarków. Zwyciężyła koncepcja kapitalizmu, który umacniał wpływy żydowskie na ziemiach Europy. Na pytania: jak wyglądałby kapitalizm dostosowujący się do zasad etyki katolickiej, a nie żydowskiej, w jaki sposób by ewoluował, Feliks Koneczny odpowiada krótko: przerodziłby się w wymarzony przez nas system korporacyjny, a więc jako taki zniknąłby z mapy świata ekonomii. Po latach rozwoju gospodarczego liberalizmu, który – co trzeba powiedzieć jasno – swoje źródła ma właśnie w żydowskiej zasadzie uniwersalnego handlu, postawiono nas w sytuacji, którą dobrze opisał Adam Doboszyński w pracyGospodarka Narodowa: „naprzeciw siebie stoją dwa wrogie obozy; z jednej strony anonimowy kapitał, który się już zdążył utożsamić z państwem, związany z nim tysiącem widzialnych i niewidzialnych nici; panujący coraz słabiej nad siłami, które sam rozpętał, z drugiej strony masy proletariatu rąk i mózgu, bez własności i bez jutra, zdane na łaskę i niełaskę rządzących spekulantów, i oddanej bezwolnie na ich usługi armii urzędników państwowych i działaczy społecznych”. Pogląd ten w pełni podzielał profesor Koneczny. Systemowi wyzysku przeciwstawiał państwo, które – za poglądem św. Tomasza z Akwinu – pełni pomocniczą rolę w zdobywaniu dobrobytu przez narody; chrześcijaństwo, które poprzez swoją etykę chroni własność prywatną, jednocześnie nie przeciwstawiając się bogaceniu i nierównościom społecznym, w ramach których dobrobyt rodzi się z uczciwej pracy, a nie ze spekulacji; system gospodarczy, wyrosły w solidaryzmie społecznym, który gwarantuje miejsce do rozwoju zarówno własności prywatnej, realizując zasadę, że ona „jest nie tylko prawem, ale i obowiązkiem”, jak i wolności gospodarczej, której granice wyznacza etyka katolicka. Proponowany przez prof. Konecznego ustrój w konsekwencji prowadzi do zdecentralizowania władzy państwowej, a centralizacji ośrodków korporacyjnych.

Nie powinno się więc pojmować historii ekonomii jako walki kapitalizmu i socjalizmu, lecz traktować ją jako pole walki systemu chrześcijańskiego z systemem materialistycznym; do tego ostatniego należy zarówno kapitalizm, jak również jego młodszy brat – socjalizm.

Zwycięstwo nad światem materialistycznym nie może być prowadzone bez sprawy ekonomicznej. Kiedy już je osiągniemy, chętnie zobaczymy, jakim to wówczas sprytem i zdolnościami handlowymi popiszą się rzekomo wybitni kapitalistyczni politykierzy, zapatrzeni w swoje fałszywe żydowskie źródło. Zobaczymy, czy owe cechy przydadzą się im przy szubienicach.

Bartosz Biernat

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.