Jacek Spisak: Patologia systemu kapitalistycznego

W 2008 roku cały świat gorączkowo patrzył na indeksy giełdowe, gdy wiele firm notowało spadki, a ekonomiści wieszczyli wielki kryzys finansowy. Od tego czasu minęło już 6 lat, wykresy wartości akcji przedsiębiorstw, które nie zbankrutowały, oraz ceny surowców się ustabilizowały. Natomiast sprzedaż dóbr luksusowych (takich jak najdroższe szwajcarskie zegarki czy wielkie, morskie jachty) przekracza wyniki sprzed kryzysu. Patrząc na takie dane można wywnioskować, że światowa gospodarka stanęła na nogi i tylko niewielkie kraje jak Grecja czy Cypr borykają się ze swoimi problemami, a dla reszty Europy czy już na pewno całego świata nie ma to większego znaczenia.
Kilka wieków temu, gdy zależności gospodarcze między państwami nie były tak ścisłe, a w każdym zakątku świata rolnicy czy rzemieślnicy wykonywali pracę dla lokalnych społeczeństw tak jak i teraz istniał przepływ towarów. Oczywiście nikt wtedy nie sprowadzał jabłek kiedy te rosły na jego ziemi, ale mógł u kupca nabyć przykładowo egzotyczne przyprawy, aby poprawić smak potraw ze swoich owoców. W ten właśnie sposób do Europy przybyły w połowie XVI wieku tulipany. Szczególną popularność zyskały na początku XVII wieku w Holandii, kiedy to zostały zaatakowane przez wirus pstrości tulipana. Choroba ta, o której ludzie wiedzieli tyle, że jest przenoszona przez cebulki roślin powodowała zmiany koloru i kształtu płatków tulipana. Arystokracji i bogacącej się klasie średniej bardzo spodobały się dziwne odmiany kwiatów
i zaczęto konkurować w hodowli. Pociągnęło to za sobą sztuczny wzrost cen cebulek najbardziej pożądanych odmian. Jedna osiągała wartość kilku średnich, rocznych pensji krajowych. Wielkie majątki zbijali na tym kupcy, ale również banki dające kredyty nieroztropnym inwestorom.
Gdy w 1637 roku doszło do załamania rynku, wielu ludzi zostało z cebulkami wartymi zaledwie niewielki promil tego co za nie zapłacili i ogromnymi zobowiązaniami.
Od tego czasu minęło prawie 400 lat, a historia tulipomanii co pewien czas w mniejszej lub większej skali zatacza koło. Jest to zjawisko powszechne w gospodarkach kapitalistycznych, tak zwany „cykl koniunkturalny”. Niestety można szczerze wątpić w to, że „szaremu człowiekowi” łatwo jest pojąć jego ubóstwo, nagłą utratę pracy, wzrost podatków czy konieczność zamknięcia swojego przedsiębiorstwa, kiedy tłumaczy mu się, że akurat „cykl koniunkturalny” przechodzi z jednej fazy w drugą.
Wielu ekonomistów uważa też, że przypadki tzw. „baniek spekulacyjnych”, których przykładem jest wspomniana gorączka na punkcie cebulek tulipanów można na podstawie analizy ekonomicznych przesłanek odróżnić od kapitalistycznych wahań gospodarki. Lecz można dostrzec podobieństwo obu mechanizmów.
Według encyklopedycznej definicji:
„Kapitalizm to system ekonomiczny oparty na prywatnej własności, wolnej przedsiębiorczości, wolnym obrocie towarami i usługami oraz na wolnej konkurencji pomiędzy podmiotami. Istotą kapitalizmu jest podejmowanie ryzyka i odpowiedzialności za skutki decyzji.”
Czytając dokładnie tę definicję można mieć wrażenie, że tak naprawdę to nie ma ona nic wspólnego z systemem, w którym żyjemy. Więc jeszcze raz, punkt po punkcie:

„Oparty na prywatnej własności”
W naszym kraju ludzie kupują telewizory pożyczając pieniądze od banku na ich spłatę. Nie ma nawet co mówić o mieszkaniach, których zakup dla przeciętnej polskiej rodziny związany jest z kredytem spłacanym potem razem z wielkimi odsetkami do końca życia. Czy w takim przypadku możemy mówić o prywatnej własności, gdy nasze mienie jest zabezpieczeniem spłaty rat? Leasing to w takim razie też żywy przykład antykapitalizmu, a coraz więcej firm w Polsce pracuje używając wypożyczonych samochodów czy maszyn.

„Oparty na wolnej przedsiębiorczości, wolnym obrocie towarami i wolnej konkurencji między podmiotami”
Masz kozę, koza daje mleko, w twoim regionie od dawna robiło się z niego ser, chcesz go sprzedać, ale nie możesz, musisz zarejestrować działalność. Idziesz do urzędu, gdzie mówisz, że chciałbyś sprzedawać swoje „oscypki” tak jak twój dziadek i ojciec. Niestety ktoś już wcześniej zarejestrował sposób wyrobu „oscypka” i teraz, żeby dostosować się do standardów produkcji tego sera musisz wejść w całą machinę biurokracji. Oczywiście rejestrując swoją działalność nie będziesz mógł ominąć wszystkich opłat z tym związanych.
Na szczęście w banku zaproponują ci kredyt, podczas gdy będziesz zakładał obowiązkowe konto firmowe.

„Istotą kapitalizmu jest podejmowanie ryzyka i odpowiedzialności za skutki decyzji”
Mało kto wie o tym, że istnieje coś takiego, jak „islamski system bankowy” zgodny z prawem Szariatu. Zakazuje ono podobnie, jak w religii chrześcijańskiej a nawet jak i w judaizmie lichwy. Banki w tym systemie oczywiście udzielając kredytu nastawione są na zysk, ale generują go uczestnicząc w zyskach i stratach inwestora, któremu pożyczyli pieniądze.
Ich władze muszą więc ponosić spore ryzyko, a na pewno takie jak i kredytobiorca. Natomiast w systemie kapitalistycznym bank żonglując pieniędzmi nie ponosi prawie żadnego.

Dobrze, wiemy już jak system nie działa, natomiast jak jest możliwe nakręcanie koniunktury, która pozwala na tak duże wahania wartości akcji i pieniądza na całym świecie?

System kapitalistyczny można porównać do alkoholika, który dopóki ma pieniądze na butelkę wódki jest szczęśliwy, a gdy ich braknie wtedy dopiero zaczyna się problem. Dla zdrowo myślącego człowieka jest to normalne, że najlepszym wyjściem dla tego nieszczęśnika była by terapia i wyleczenie go z nałogu. Natomiast leczenie alkoholika zwanego kapitalizmem odbywa się inaczej. Kiedy sytuacja w kapitalistycznym kraju zaczyna się pogarszać, na scenę wkracza bank centralny zmieniając zasady gry. Gdy oszczędzałeś na lokacie twoje oprocentowanie zostaje nagle zmniejszone, a jeśli miałeś kredyt raty spadają. Zostały obniżone stopy procentowe, czyli wskaźnik zysku z kapitału, który udostępnia się innym.
Banki ruszają z kampanią reklamową kredytów konsumpcyjnych i hipotecznych, ludzie łatwo je dostają, więc biorą: na samochód, na pralkę, na cokolwiek. W narodzie wybucha mania kupowania i szastania pożyczonymi pieniędzmi. Ci, którzy do tej pory oszczędzali na lokatach szukają lepszego miejsca do zainwestowania swoich pieniędzy. Ceny nieruchomości wzrosły przez boom na rynku, więc teraz tam lokują oszczędności życia. W tym czasie na świecie już na dobre rozgościł się kryzys. Niestety wybory parlamentarne w naszym kraju dopiero za pół roku, więc partia rządząca mówi, że nic się nie dzieje dodrukowując pieniądze, które nie mają pokrycia w dobrach materialnych. Po wyborach nagle okazuje się,
że kryzys dosięgnął nasz kraj. Upadają banki i wielkie przedsiębiorstwa, wzrasta bezrobocie,
a nieruchomości tracą sporo na wartości.
Pijak zwany kapitalizmem właśnie zaczął trzeźwieć, był prawie martwy z przepicia, a teraz ma naprawdę potwornego kaca. Niestety dalej nie ma co liczyć na terapię antyalkoholową, prezesi banków i wielkich przedsiębiorstw właśnie ustalają wysokość pakietu pomocowego na ratowanie ich interesów. Pijak wraca do nałogu.
Konkludując, kryzys z 2008 roku jest tylko jednym z wielu w cyklu, w którym od lat obraca się kapitalistyczny świat. W tym chorym systemie, który tak naprawdę ze swoją książkową definicją nie ma wiele wspólnego musimy co jakiś czas być przygotowani na nagłe skoki i spadki cen nieruchomości, bezrobocia i zmiany standardu życia.
Stabilność ruchu tej szaleńczej karuzeli gwarantują rządy, które potrafią sprytnie dopasowywać sytuację finansową w kraju pod swoje sondaże.
Wiele zależy również od banków i dużych przedsiębiorców, którym rządzący nie pozwalają upaść, ponieważ mogłoby to zachwiać ich sprytnym planem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.