Moss: Praca w państwie narodowo-radykalnym

Kiedy się rozmawia ze starymi ludźmi, wychowanymi w epoce przedwojennej, w światopoglądzie demoliberalnym, częstokroć stwierdzają ze zdziwieniem,  że „nie rozumiemy się wspólnie. Wy, młodzi, postępujecie według jakichś reguł, które nie mieszczą się w naszych pojęciach. Wasze posunięcia i żądania są dla nas niespodziankami”.

O tak, panowie! Nasze czyny są dla was dziwne i niezrozumiałe, ale wierzcie mi, niczym jest zdziwienie wobec tego, czego doświadczycie. Gdy przyjdzie dzień,  w którym runie lawina przygotowywana dziś przez nas, wtedy dopiero zrozumiecie, jak wielkie mogą być niespodzianki. Jedną z największych niespodzianek będzie dla was niewątpliwie kwestia pracy.

Dziś, kiedy wy, starzy ludzie, nadajecie ton życiu polskiemu, praca jest jakąś dziwną rzeczą o wielu obliczach. Jest to przede wszystkim towar, który można nabyć na rynku za niską cenę. Tysiące bezrobotnych chce sprzedać swoją pracę. Nabywca ma wybór i tę pewność, że mu nikt nie podbije ceny, płaci więc tyle, ile chce, częstokroć tylko tyle, aby nie być w kolizji z kodeksem karnym.  Skoro nie ma nabywców, towar leży na rynku. Ludzie nie pracują i gniją w rozpaczy i głodzie. W odpowiedniej chwili powstaje kilkanaście komitetów, które osądzają konanie bezrobotnych
i tak idzie dalej od roku do roku.

W waszym ustroju, panowie, praca jest łaską i jałmużną, której dostępują wybrani. Za łaskę trzeba płacić zginaniem karku, a za jałmużnę służalstwem. Kto tego nie potrafi, tego praca zostaje odrzucona jak wybrakowany towar.
I dlatego w waszym ustroju, panowie, człowiek pracy nie ma dumy wolnego, twórczego człowieka ale schyla czoło, ma trwożny wzrok i przekonania takie jak łaskawy protektor i chlebodawca. W takich warunkach nie można się dziwić swoistej strukturze społeczeństwa, które się dzieli na trzy warstwy:

Pierwsza, nieliczna, ale doborowa, składa się z ludzi, dla których praca jest obcym pojęciem, poniżającym ich godność. Jest to warstwa nierobów, wyzyskiwaczy, kapitalistów, magnatów wszelkiego gatunku, żyjących li tylko z pracy drugiego człowieka.

Druga warstwa jest najliczniejsza. Stanowią ją ci, dla których praca jest ciężarem życia, przekleństwem, złem koniecznym dla utrzymania gatunku. Pod naporem młodego pokolenia ludzie ci zmienią swój stosunek do pracy w myśl zasad, o których będzie mowa.

Wreszcie trzecią warstwę stanowią tacy, dla których praca jest marzeniem, celem pragnień i zabiegów, jakże często bezskutecznych. Są to bezrobotni i ta cała młodzież, która wchodzi co roku w życie.

Przeciw takiemu pojmowaniu pracy i takiemu podziałowi społeczeństwa Obóz podnosi otwarty bunt i zapowiada walkę aż do całkowitego zburzenia panujących obecnie stosunków. A cóż w to miejsce przyniesie Nowy Ład? Mówimy prosto: praca jest najpierwszym obowiązkiem wobec Narodu i miernikiem wartości człowieka. Skoro Naród pozwala na to, aby człowiek przyszedł na świat w jego ramach, to musi mu w odpowiednim czasie dostarczyć pracę, w przeciwnym wypadku życie straciłoby dla Narodu sens. Człowiek niepracujący to coś niewyobrażalnego w tych stosunkach, w których bezrobocie istnieje jako występek przeciw Narodowi i  będzie ono surowo karane. Oczywiście to wszystko jest możliwe przy głębokim, idealistycznym stosunku jednostki do Narodu, a tego nam, przeciwnikom materializmu, nie zabraknie. Z drugiej strony człowiek, otrzymujący pracę od Narodu, musi ją wypełniać z największą ofiarnością i wysiłkiem, musi zrozumieć, że praca jego nie przynosi zysku anonimowemu kapitaliście, ale jest cegiełką w budowie wielkości Narodu. W takim ustroju harmonijnego stosunku Naród – jednostka praca przestanie być złem koniecznym, towarem, środkiem wyzysku. Praca stanie się wtedy szczęściem człowieka. Będzie to szczęście proste i naturalne, wypływające z miłości człowieka do Narodu, z poczucia niezależności od wyzyskiwaczy, z pragnienia wielkości oraz szlachetnej rywalizacji o większe prawa polityczne, bowiem jasne jest, że tylko ten może mieć większe prawa polityczne, kto więcej pracuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.