Paweł Korzondkowski: O kilku błędach wolnorynkowców

Obserwując różne dyskusje w temacie gospodarki na szeroko rozumianej prawicy (a więc w środowisku konserwatystów, narodowców, nacjonalistów, republikanów itd.) nie sposób nie zauważyć, że dziś bardzo trudno krytykować jakikolwiek aspekt kapitalizmu, uważając się jednocześnie za „prawicowca”. Być może trochę się
w tej materii zmienia, ale jeszcze niedawno wszelkie „odchylenia” od zachwytów nad wolnym rynkiem (liberalizmem gospodarczym, kapitalizmem) natychmiast spotykały się z zarzutem propagowania socjalizmu, zaś wygłaszający te sądy byli uznawani za „lewaków”. W tym krótkim artykule pragnę zasygnalizować, iż można być zarówno człowiekiem prawicy, katolikiem jak i narodowcem, nie będąc przy tym bezkrytycznym apologetą  wolnego rynku.

Faktem jest, że Kościół katolicki zawsze krytykował komunizm i socjalizm. Papież Pius XI poddał komunizm druzgocącej krytyce w swojej encyklice z 1937 roku zatytułowanej Divisi Redemptoris, kilkadziesiąt lat wcześniej Ojciec Święty Leon XIII w encyklice Rerum Novarum zauważył zgubne skutki postulatów socjalistów. Wypowiedzi i dokumenty hierarchów Kościoła piętnujące socjalizm i komunizm można by mnożyć. Faktem jest także, że Kościół opowiada się za wieloma postulatami „wolnorynkowców” takimi jak np. sprzeciw wobec zbyt dużej ingerencji państwa w gospodarkę, wolnością ludzkiej inicjatywy, itd. Nie mniej nie sposób nie zauważyć, że – przynajmniej dominujące – rozumienie wolnego rynku w niejednym aspekcie odbiega od katolickiego poglądu na gospodarkę. Poniżej ukażę te rozbieżności na czterech przykładach.

Po pierwsze: Odpowiedź na pytanie, czy gospodarką mają rządzić jedynie tzw. prawa rynku, czy też powinien istnieć nad nimi jakiś „czynnik kierowniczy”? Papież Pius XI w punkcie 88 encykliki Quadragesimo Anno zauważył: Jak jedności społeczeństwa nie można opierać na walce klas społecznych, tak i właściwego ustroju gospodarczego nie można zostawić wolnej konkurencji. Stąd z nieskrępowania wolnej konkurencji wypłynęły, jak z zatrutego źródła, wszystkie błędy indywidualistycznej ekonomii, która w falach zapomnienia lub niewiedzy utopiwszy społeczny i moralny charakter życia gospodarczego sądziła, że władza państwowa winna mu zostawić zupełną niezależność i pełną swobodę pod pozorem, iż wolny rynek i wolna konkurencja stanowić ma rzekomo dla życia gospodarczego zasadę kierowniczą, regulująca o wiele doskonalej niż jakakolwiek świadoma ingerencja ludzka. Wolna konkurencja jednak – jakkolwiek w pewnych granicach słuszna i pożyteczna – nie może być kierowniczą zasadą życia gospodarczego i doświadczenie aż nadto potwierdziło tę prawdę, kiedy w życie wprowadzono zgubne postulaty indywidualistyczne. Nieco dalej Ojciec Święty stwierdza, iż „zasadą kierowniczą” winna być: „sprawiedliwość społeczna” i „miłość społeczna”.

Po drugie: współcześni, polscy „wolnorynkowy” ze wstrętem traktują każde wspomnienie o „sprawiedliwości społecznej”, uznając, iż coś takiego albo w ogóle w sensie ścisłym nie istnieje (tak pogląd zdaje się propagować Janusz Korwin Mikre), albo jest „lewackim” wymysłem. Jak można zauważyć w powyższym akapicie, Kościół, i to już wiele lat temu, posługiwał się tym pojęciem. Sprawiedliwość społeczna jest czymś dobrym, pożytecznym
i dla prawidłowego funkcjonowania państwa koniecznym. Chcąc odpowiedzieć na pytanie czym jest sprawiedliwość społeczna można zacytować słowa wybitnego wadowickiego znawcy problematyki społecznej, księdza Jana Piwowarczyka: przedmiotem sprawiedliwości społecznej jest prawo dobra społecznego, a podmiotem wszelki podmiot prawny od jednostki począwszy, poprzez prywatne stowarzyszenia i państwo, a na ludzkości kończąc. Do sprawiedliwości społecznej może więc apelować robotnik, gdy otrzymuje płacę zbyt niską i państwo, gdy obywatele nie płacą podatków, społeczność religijna, gdy państwo odbiera jej prawo do wolności sumienia lub wyznania, i naród, gdy drugi naród przy pomocy swego państwa nie pozwala mu na swobodny rozwój (J. Piwowarczyk, Katolicka etyka społeczna, t. 1, Katolicki Ośrodek Wydawniczy „Veritas” w Londynie, s. 66).

Po trzecie: rozumienie własności. Nie jest prawdą, że człowiek może zrobić ze swoją własnością, co mu się tylko podoba. Nie można np. dysponując ogromnym majątkiem przechodzić obojętnie obok biedy innych ludzi.
Leon XIII wyjaśnia: Posiadanie prywatne bogactw jest prawem człowieka (…) naturalnym, a korzystanie z tego prawa, szczególnie dla człowieka żyjącego wśród społeczeństwa, jest nie tylko dozwolone, ale także konieczne. (…) Kiedy już jednak uczyniło się zadość konieczności i przyzwoitości, wówczas dobra zbyteczne obrócić należy na rzecz potrzebujących (Rerum Novarum, 19).Tego obowiązku – co papież wyjaśnia w dalszej części encykliki – nie można egzekwować prawem, nie mniej obowiązuje on katolików w sumieniu.

Po czwarte: swoboda zawierania umów. Kwestią często podnoszoną przez wolnorynkowców jest prawo do swobodnego zawierania umów. Tak więc – zdaniem zwolenników niczym nieskrępowanej konkurencji – nawet jeśli pracownik na mocy zawartej umowy otrzymuje płacę tak niską, że nie jest w stanie się za nią utrzymać, pracodawca nie wykracza przeciwko sprawiedliwości. Jak jednak zauważa cytowany powyżej papież Leon XIII:Chociaż więc pracownik i pracodawca wolną z sobą zawrą umowę, a w szczególności ugodzą się co do wysokości płacy, mimo to jednak ponad ich wolą zawsze pozostanie do spełniania prawo sprawiedliwości naturalnej, ważniejsze i dawniejsze od wolnej woli układających się stron, które powiada, że płaca winna pracownikowi rządnemu i uczciwemu wystarczyć na utrzymanie życia. Jeśli zatem pracownik zmuszony koniecznością, albo skłoniony strachem przed gorszym nieszczęście, przyjmuje niekorzystne dla siebie warunku, które zresztą przyjmuje tylko pod przymusem, ponieważ mu je narzuca właściciel warsztatu lub w ogóle pracodawca, wtedy dokonuje się gwałt, przeciw któremu głos podnosi sprawiedliwość (Rerum Novarum, 34).

Podsumowując chciałbym stwierdzić, iż na pewno gospodarka Wielkiej Polski nie może opierać się na skompromitowanych pomysłach socjalistów i komunistów. Nie może także ślepo kopiować rozwiązań proponowanych przez dogmatycznych liberałów. Naszą drogą jest solidaryzm społeczny, będący w sumie jednym z wariantów wolnego rynku (choćby dlatego, że dla solidarystów własność i oddanie pola inicjatywie prywatnej także jest ważne), aczkolwiek w nie jednym punkcie wchodzący w konflikt z dogmatycznym liberalizmem gospodarczym. Zarówno kolektywizm jak i indywidualizm to błędne ideologie. W obecnych czasach nietrudno być antykomunistą. Dużo trudniej walczyć z dogmatycznym liberalizmem.

Autor tekstu jest działaczem Karpackiego Związku Wielkiej Polski – serdecznie zapraszamy na ich stronę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.