Adam Busse: Bombardowanie Drezna (13/14 II 1945 r.)

13 i 14 lutego 1945 r. zapisały się we współczesnej historii jako jedne z symboli tego, co będzie czekało powojenną Europę. 13 lutego 1945 r. Budapeszt skapitulował przed Armią Czerwoną, która wykrwawiła się w walkach o węgierską stolicę, bronioną przez wojska niemieckie i węgierskie. Po kapitulacji, za przyzwoleniem dowódcy Frontu Ukraińskiego, marszałka Rodiona Malinowskiego, rozpoczęła się typowa dla sowieckich „wyzwolicieli” orgia mordów, gwałtów i rabunków. Trwała ona przez następne dwa dni, do 15 lutego 1945 r. Wskutek niej czerwonoarmiści zamordowali ok. 40 tysięcy cywilów, a ok. 50 tysięcy węgierskich kobiet zostało brutalnie zgwałconych. Tak zachowywała się Armia Czerwona na każdym skrawku środkowej i wschodniej Europy, który miał zostać „wyzwolony od faszyzmu”. Natomiast w noc z 13 na 14 lutego 1945 r., na rozkaz dowódcy RAF Bomber Command, generała dywizji Arthura Harrisa, alianckie lotnictwo zbombardowało Drezno. Do dziś obrócenie Drezna w morze ruin jest uznawane za symbol alianckiego ludobójstwa, i przedmiot zażartych sporów między historykami. To pokazuje, iż alianci zachodni również dopuszczali się zbrodni wojennych w trakcie ostatniej wielkiej wojny lat 1939 – 1945, a które przez dziesiątki lat były spowite zmową milczenia. Europa po II wojnie światowej ostatecznie padła pod butami demokracji liberalnej i komunizmu.

***

Bombardowanie Drezna było jednym z wielu ataków lotniczych na miasta niemieckie, których początki datuje się na 1941 r., gdy miały miejsce pierwsze ataki lotnicze na Berlin. Początkowo alianckie lotnictwo stosowało taktykę nalotów strategicznych, tj. uderzało w porty, dworce kolejowe, bazy wojskowe, miejsca stacjonowania wojsk, zakłady przemysłowe i inne miejsca o charakterze strategicznym. Miało to na celu faktycznie osłabienie potencjału militarnego, przemysłowego i strategicznego Trzeciej Rzeszy po 1941 r. Taktyka powietrzna, rozpoczęta w 1941 r., odnosiła mizerne rezultaty ze względu na dysponowanie w lotniczym arsenale przez Wielką Brytanię jedynie średnich bombowców Handley Page Hampden Mk. I, Vickers Wellington Mk. I i Armstrong Whitworth Whitley Mk. V oraz dysponowali lekkimi bombowcami Fairey Battle. Liczba tych samolotów była niewystarczająca, a ich załogi nie były odpowiednio przeszkolone do nowego sposobu prowadzenia wojny. Brytyjskie bombowce nie były w stanie samodzielnie pokonać długiej trasy do Niemiec, podlecieć pod cele zabezpieczone przez obronę przeciwlotniczą, zrzucić odpowiednią ilość ładunków i po wykonaniu operacji zawrócić do Anglii.

Dowódcą RAF Bomber Command od lutego 1942 r. był generał dywizji Arthur Harris (w 1946 r. awansowany na stopień marszałka), który zdawał sprawę z niewystarczającej siły brytyjskiego lotnictwa w bombardowaniach Niemiec. Natychmiast przystąpił do opracowania nowej taktyki bombardowania, wzorując się na niemieckiej taktyce lotniczej z wojny domowej w Hiszpanii oraz pierwszych dwóch lat II wojny światowej. Taktyką, która zaczęła odnosić coraz lepsze wyniki, okazały się naloty dywanowe na wybrane cele, przeprowadzane przez duże eskadry bombowców RAF, dodatkowo osłaniane przez eskortujące je myśliwce. Opracowywano nowe metody szkoleń załóg bombowców, wymieniono silniki ciężkich bombowców Short Stirling, wprowadzono do działań ciężkie, czterosilnikowe bombowce Handley Page Halifax i Avio Lancaster, lekki bombowiec De Havilland Mosquito, a także zmodernizowano maszyny Blenheim Mk. I i Bristol Typ 152 Beaufort.

W 1942 r. rząd Wielkiej Brytanii wyraził zgodę na rozpoczęcie nowej operacji skierowanej przeciwko niemieckim miastom. Bombardowania miały obejmować tereny przemysłowe, sieć komunikacyjną oraz osiedla mieszkaniowe przylegające do miejsc strategicznych.

Harris wychodził przy tym z założenia, że w ten sposób zostanie osłabiona niemiecka zdolność produkcyjna.

Pierwszym nalotem dywanowym był nalot na Lubekę, przeprowadzony 28 marca 1942 r. Początkowo efekty bombardowań były dalekie od oczekiwań Bomber Command, jednak wraz z dostawami nowych maszyn Harris zwiększył liczbę samolotów używanych w jednej operacji do 1000. W noc z 30 na 31 maja 1942 r. miał miejsce nalot 1046 bombowców RAF na Kolonię, wskutek zrzucenia 1455 ton ładunku w przeciągu 75 minut zniszczono ok. 300 ha miasta i zabito 486 osób.

Równolegle brytyjskie lotnictwo doskonaliło taktykę nalotów nawiązując współpracę z USAAF. Następną ze znaczących operacji była operacja „Gomora”, skierowana przeciwko Hamburgowi, który był największym portem i drugim co do liczby mieszkańców miastem Trzeciej Rzeszy. Miasto zawierało 4 stocznie produkujące U-Booty, kilkanaście zakładów zbrojeniowych oraz było silnie obstawione przez obronę przeciwlotniczą. Operacja trwała od 24 lipca do 4 sierpnia 1943 r., w jej rezultacie zniszczono 74% powierzchni miasta, zginęło 20-35 tysięcy niemieckich cywili, a 2/3 mieszkańców zostało zmuszonych do ucieczki. Alianci wówczas stracili 104 ciężkie bombowce. Mimo to, po 4 tygodniach od ostatnich nalotów przywrócono pracę w większości hamburskich zakładów, a po 1944 r. poziom produkcji przemysłowej osiągnął optymalny rezultat.

Wysoki poziom strat wśród ludności cywilnej sprawił, że premier Wielkiej Brytanii, Winston Churchill, z coraz większą rezerwą odnosił się do nalotów dywanowych. Jego opinie były jednak torpedowane przez gen. Harrisa, który zapewniał, że operacja będzie trwała kilka miesięcy i skutecznie zmusi Niemców do bezwarunkowej kapitulacji. Harris za każdym razem podkreślał, że straty cywilne wskutek bombardowań niemieckich miast są nieuniknione, choć niezamierzone, a w październiku 1943 r. powiedział:

(…) celem ofensywy kombinowanych bombardowań… jednoznacznie powinno być zniszczenie niemieckich miast, zabijanie niemieckich robotników, i zakłócenie cywilizowanego życia na terenie Niemiec… niszczenie domów, obiektów użyteczności publicznej, transportu i życia, stworzenie problemu uchodźców na niespotykaną dotąd skalę, rozbicie morale i porażenie strachem przed przedłużającymi się intensywnymi bombardowaniami. Takimi są akceptowalne cele naszej polityki bombardowań. Nie są to efekty uboczne bombardowań fabryk.

***

Bombardowanie Drezna stanowi modelowy przykład zastosowania przez aliantów zachodnich taktyki „morale bombings” (tłum. z ang. bombardowanie morale), którą w 1942 r. opracował i zatwierdził sam Harris. Nowa taktyka polegała na nalotach dywanowych na miasta oznaczane na liście jako cele do zniszczenia, nie zwracając większej uwagi na położenie, czy znajdowały się miejsca strategiczne czy nie, i w jak dużym stopniu jest zamieszkiwane przez ludność cywilną. Przede wszystkim celami planowanych bombardowań miały być centrum miasta, najczęściej zawierające zabytkowe zabudowania, co umożliwi zwiększenie skali zniszczeń wojennych wskutek używania różnych rodzajów bomb (od minowych po termitowe), centrale telefoniczne, węzły komunikacyjne, dworce kolejowe, budynki administracji lokalnej oraz osiedla mieszkaniowe.

Celami tej taktyki były eskalacja zniszczeń powstałych wskutek poprzednich operacji, wprowadzenie w latach 1944 – 1945 jeszcze większego zamętu w ewakuację ludności cywilnej ze wschodniej części Niemiec, w której kierunku podążały jednostki Armii Czerwonej oraz – przede wszystkim – złamanie morale narodu niemieckiego. Niemiecki historyk Matthias Neutzner opisał brytyjską taktykę krótko:

Chodziło o to, by nie niszczyć fabryk, lecz zabijać pracujących w nich ludzi.

Pojęcie „bombardowań morale” występuje również w obszernej monografii Joerga Friedricha, poświęconej bombardowaniom Niemiec w latach 1940 – 1945. Autor wskazuje, iż w 1942 r. alianci zachodni zapoczątkowali taką taktykę względem Niemiec. Podobną opinię, tym razem już o samym bombardowaniu Drezna, wyraził brytyjski historyk Frederick Taylor, autor publikacji pt. Dresden: Tuesday, February 13, 1945, wydanej w 2005 r.:

Celem ataku było wywołanie chaosu i paniki w mieście.

Bardzo ważną dyskusję na temat zasadności bombardowania Drezna zapoczątkowała premiera powieści Kurta Vonneguta pt. Rzeźnia numer pięć. Czyli krucjata dziecięca. Czyli obowiązkowy taniec ze śmiercią, która okazała się światowym bestsellerem. Vonnegut, Amerykanin niemieckiego pochodzenia, przeżył nalot na Drezno jako jeniec wojenny. Należy jednak pamiętać, iż pierwsze wydanie powieści ukazało się w 1969 r., a jako pierwszy ten temat podjął na kartach światowej literatury Józef Mackiewicz w 1962 r., w słynnej Sprawie pułkownika Miasojedowa, powstałej w czasach, gdy o zbrodniach alianckich nie wolno było głośno mówić. Wówczas bombardowanie Drezna było wydarzeniem nieznanym opinii publicznej. Zatrzymajmy się więc na chwilę przy Józefie Mackiewiczu. Uznawał on hekatombę Drezna za zbrodnię wojenną, nie mającą żadnego usprawiedliwienia moralnego. Interesował Mackiewicza przede wszystkim ludzki los, a nie zasada odpłacenia pięknym za nadobne. Mackiewicz w jednym z dialogów w powieści zawarł bardzo interesujące zdanie:

…mnie się tak zdaje, że jest trochę przesady w tak zwanych „cierpieniach narodów”. Osobiście mam takie wrażenie, że cierpią zawsze tylko ludzie.

Według różnych danych w Dreźnie przebywało od 600 tys. do 1,2 mln uchodźców, robotników przymusowych z terenów okupowanych i jeńców wojennych, co wynikało z faktu, iż w styczniu 1945 r. Drezno zostało ogłoszone miastem otwartym. Nie posiadało również obrony przeciwlotniczej, ponieważ broń przeciwlotnicza została wysłana na front w celu walki z Sowietami. Poza tym warto zwrócić uwagę, iż na konferencji jałtańskiej 7 – 11 lutego 1945 r. przywódcy państw Wielkiej Trójki omawiali – oprócz koncepcji ładu powojennego w Europie i podziału wpływów – kwestie bieżące dot. przebiegu wojny. Brytyjczycy ocenili, iż postępy Armii Czerwonej w ofensywie wiślańsko – odrzańskiej, rozpoczętej w styczniu 1945 r., zostały zahamowane przez oddziały niemieckie stacjonujące na Śląsku, które po 18 stycznia 1945 r. wzmocniono o ostatnie rezerwy. Armia Czerwona, będąc związana na północy walkami o Wał Pomorski, a na południu frontu – przez siły niemieckie na Śląsku, nie mogła wobec tego rozpocząć decydującej ofensywy w kierunku Berlina (pomimo iż znajdowała się ok. 70 km od niemieckiej stolicy), a wojna przedłuży się o kilka miesięcy, nawet do jesieni 1945 r. Wobec tego Brytyjczycy podjęli decyzję o odciążeniu sowieckiego wysiłku na Wschodzie właśnie poprzez zbombardowanie kilku miast niemieckich, mogących w ich ocenie stanowić bazę logistyczną dla Śląska. Celami miały być Berlin, Lipsk, Chemnitz i właśnie Drezno.

Drezno było siódmym co do wielkości miastem Trzeciej Rzeszy i największym, które jeszcze nie było celem bombardowań. Podane wyżej względy właśnie zadecydowały o tym, iż Drezno musiało zostać zbombardowane w noc z 13 na 14 lutego 1945 r. Co więcej, alianccy piloci nie byli do końca świadomi odnośnie tego, jakie były cele ich ataku. Większość była przekonana, że ma zbombardować zakłady chemiczne, fabryki amunicji i kwaterę główną Gestapo, która miała mieścić się w Dreźnie, jedynie część pilotów wiedziała, że celem ataku będzie duże miasto.

***

13 lutego 1945 r., o godzinie 17:00, wyruszyła pierwsza, 83. eskadra bombowa, złożona z bombowców Avio Lancaster, a po nich grupa De Havilland Mosquito. Lancastery miały zrzucić flary oświetlające z magnezu, a druga grupa – tzw. „target indicators” oświetlające cele czerwonym kolorem. Ich zadaniem było odnalezienie, lokalizacja i oznaczenie świecącymi magnezem i czerwienią flarami celów bombardowań. Po oznaczeniu celów wyruszyła eskadra 244 lancasterów, uzbrojonych w 500 ton bomb burzących i ponad 350 tys. t bomb zapalających. Miała ponad tysiąc kilometrów do celu, w międzyczasie mieszkańcy Drezna świętowali Ostatki i mieli szykować się do snu, gdy o godzinie 21:39 ogłoszono alarm przeciwlotniczy. Początkowo miały miejsce dwa niewielkie zrzuty bomb, po których wydawało się, że to już będzie koniec, jednak trzeci i następne zrzuty bomb okazały się tragiczne w skutkach.

W noc z 13 na 14 lutego pożar Drezna był widoczny w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, a następne dni nie zapowiadały się wcale lepiej. Podając za artykułem pt. Der Untergang Dresdens, znajdującym się w przewodniku Baedekara można następująco określić przebieg nalotu na Drezno:

13 lutego alarm przeciwlotniczy został ogłoszony o 21:39, bombardowanie trwało 15 minut, od godziny 22:13 do 22:28. W pierwszym ataku 244 lancastery zrzuciły 900 t bomb.

14 lutego miały miejsce dwa naloty bombowe. Pierwszy trwał 31 minut, od godziny 1:23 do 1:54 w nocy. Drugi trwał 14 minut, od godziny 12:17 do 12:31 (rozpoczął się 17 minut po 12:00, gdy ogłoszono alarm dla mieszkańców miasta), a w nim ok. 310 amerykańskich bombowców B-17 zrzuciło 711 t bomb.

15 lutego w 10 minut od godziny 11:51 do 12:01 210 B-17 zrzuciło 460 t bomb.

Cztery ataki nalotowe na Drezno w sumie trwały 70 minut w odstępach dziennych między 13 a 15 lutego 1945 r., w ciągu niespełna 40 godzin na Drezno spadło ponad 3600 t bomb burzących i zapalających. Pożary wskutek bombardowań utworzyły burzę ogniową, która była śmiercionośna dla każdego życia w mieście i doprowadziła do całkowitego zniszczenia obszaru ok. 39 km2 miasta. Powstał jeden potężny wir, który zasysał powietrze i porywał ludzi wprost w ogień. Pożary były tak silne, że topił się asfalt i płynął ulicami, przez co swobodne przejście było praktycznie niemożliwe, a temperatura burzy ogniowej wzrosła do 1500 stopni Celsjusza. Ciąg wielu wybuchów bomb w poszczególnych częściach miasta skutecznie sparaliżował działalność straży pożarnej. Paradoksem ataku jest to, iż ataku uniknęły koszary i lotnisko Klotzsche, które z alianckiego punktu widzenia mogłyby zostać uznane za obiekty strategiczne, i to właśnie one powinny w pierwszej kolejności zostać zbombardowane, a nie pozbawione obrony miasto, dodatkowo przepełnione ludnością uciekającą ze wschodnich ziem. Taka polityka jest pozbawiona wszelkiej logiki, ponieważ skoro Brytyjczycy deklarowali, że m.in. poprzez bombardowanie Drezna odciążą wysiłek wojenny Armii Czerwonej, to powinni wysłać eskadry bombowców właśnie na koszary i wspomniane lotnisko. Jak się później okazało, aliancki nalot nie przyspieszył wkroczenia wojsk sowieckich do Niemiec i nie miał żadnego znaczenia dla dalszego przebiegu wojny, który i tak przechylał ją na korzyść sojuszu aliantów zachodnich z ZSRS.

***

Trzeba zwrócić uwagę, podejmując temat bombardowania Drezna, na rozbieżności dotyczące liczby ofiar. Dokładnych danych dot. liczby ofiar prawdopodobnie nigdy nie uda się ustalić, mimo wysiłków zachodnich i niemieckich historyków. Ciała ofiar zebrano w stosy na ulicach miasta i spalono, ponieważ nie było miejsca i czasu na godny pochówek, poza tym stopniowy rozkład ciał mógł zagrozić epidemią. Paul Johnson następująco opisał te wydarzenia:

(…) Zrzucono ponad 650 tys. bomb zapalających, burza ogniowa objęła 20 km2, zniszczono kompletnie 17 km2 i zabito 135 tys. mężczyzn, kobiet i dzieci. (…). Po raz pierwszy w tej wojnie uderzono tak silnie, że nie było dość ludzi, zdolnych do noszenia ciał, by pogrzebać zmarłych. Oddziały wojskowe zbierały ciała w wielkie stosy. Zagrodzono wejścia na Stary Rynek, ustawiono stalowe ruszty o średnicy 2,5 m, na każdym ułożono po 500 ciał, podłożono drewno i słomę, i spalono. Stosy pogrzebowe tliły się jeszcze przez dwa tygodnie po nalocie.

Rozbieżności dot. liczby ofiar są ogromne. Powołana przez władze Saksonii komisja badająca bombardowanie Drezna w latach 2010 – 2011 doszła do wniosku, że ostateczna liczba ofiar nie przekracza 25 tysięcy ofiar śmiertelnych i na liczbę ofiar nie ma wpływu fakt przebywania setek tysięcy uchodźców. W 1946 r. władze Drezna podały liczbę 25 tys. ofiar, a w 1965 r. – 35 tys., co z kolei może wiązać się m.in. z tym, iż w ruinach miasta odnaleziono 25 tys. pierścionków zaręczynowych. Niemiecki Urząd Statystyczny (Wiesbaden) podaje z kolei liczbę 60 tys. John V. Denson w publikacji The Costs of War. America’s Pyrrhic Victories przypuszcza, że mogło zginąć co najmniej 30 tys. niemieckich cywili, ale nie wyklucza, że liczba ofiar mogła sięgać ok. 135 tys. Kurt Vonnegut w Rzeźni numer pięć podaje liczbę 135 tys. Brytyjski historyk i rewizjonista David Irving w pracy pt. Drezno. Apokalipsa 1945 z kolei podał liczbę ponad 200 tys. zabitych.

Można tu przytoczyć inną relację jednego z ocalałych z bombardowania miasta, Lothara Metzgena:

To nie jest do opisania. Serie wybuchów. To było nieprawdopodobne, straszniejsze od najgorszego koszmaru. Ogromne ilości poparzonych i rannych. Coraz trudniej było oddychać. Było ciemno i wszyscy próbowali wyjść z piwnicy w nieopisanej panice. Martwi i umierający byli tratowani, porzucone bagaże plątały się między nogami. Kosz z moim rodzeństwem – bliźniętami, przykryty mokrymi ręcznikami został wyrwany z rąk mojej matki i zostaliśmy wypchnięci na zewnątrz przez uciekających ludzi. Ujrzeliśmy płonącą ulicę, walące się ruiny i potworny pożar. Matka przykryła nas mokrymi kocami i płaszczami, które znalazła w jakiejś wannie. Widzieliśmy potworne rzeczy: spalonych dorosłych skurczonych do rozmiarów małych dzieci, porozrzucane osobno ręce i nogi, trupy, martwe całe rodziny, płonących ludzi biegających tam i z powrotem, spalone autobusy wypełnione uchodźcami, martwych strażaków i żołnierzy. Wielu ludzi szukało swoich rodzin i dzieci. I ogień. Ogień, który był wszędzie. I gorące powietrze pożarów, które wsysało ludzi z powrotem do płonących domów, z których próbowali uciekać.
Nigdy tego nie zapomnę. Tego nie da się zapomnieć.

Z nalotem na Drezno związane są również 2 wątki polskie.

Pierwszym wątkiem jest fakt, iż wskutek bombardowania Drezna i innych miast mogło zginąć ok. 7 tys. Polaków – robotników z prac przymusowych.

Zachowało się trochę relacji Polaków, którzy przeżyli bombardowanie Drezna. Jedną z nich przekazał w wywiadzie do „Archiwum Historii Mówionej” z 2011 r. strz. Bronisław Raczyński ps. „Szubiela”, który pracował jako robotnik przymusowy w fabryce w Brockwitz pod Dreznem:

– Pamięta Pan bombardowanie Drezna?
– Tak, bombardowania Drezna były prawie co drugi dzień i przychodziły tysiące bombowców. Nie pojedyncze, tylko całe eskadry, i nalot trwał trzy, trzy i pół godziny. My żeśmy siedzieli w rowach na terenie fabryki, to rowy, jakby schrony. Całe bombardowanie tam przesiedzieliśmy (…).

Bombardowanie Drezna m.in. przeżyły Helena i Stanisława Horoszkiewicz, pochodzące z kolonii Koźle na Wołyniu, które pracowały w Dreźnie od 1943 r. przymusowo, przy segregacji odpadów na śmietniku miejskim; Krystyna Sierpińska ps. „Marzenka”, łączniczka i sanitariuszka uczestnicząca w powstaniu warszawskim, która z kolei czas bombardowania spędziła w obozie jenieckim Zeithain pod Dreznem; Wanda Lipowicz ps. „Dada”, łączniczka, pracowała w fabryce w okolicach Drezna i przeżyła nalot aliancki, w wywiadzie z 2006 r. do „Archiwum Historii Mówionej” mówiła:

– Co było w Dreźnie?
– W fabryce pracowałam dość ciężko, jedzenie było takie wojenne, okropne, ale było. Mieszkałyśmy w barakach, same warszawianki. Wielki barak, młode, starsze, bardzo dużo… I słynne bombardowanie Drezna. To były ostatki, (trzeba by było wiedzieć daty, którego roku jaka to data była), strasznie zbombardowali fabrykę, tak że w ogóle nie wiedzieli co z nami robić… (…)

Drugim z polskich wątków jest udział części polskich pilotów z 300. Dywizjonu Bombowego „Ziemi Mazowieckiej” w bombardowaniu Drezna, po ostatecznym przekonaniu ich przez dowódcę, mjr Bolesława Jarkowskiego. Ich udział w operacji przeszedł do historii z powodu buntu, jaki wybuchł wśród polskich pilotów. Podczas odprawy oficer RAF powiedział Polakom, że nalot na Drezno ma być wsparciem dla walczącej na wschodnim froncie Armii Czerwonej, po podaniu informacji o zadaniu o mało nie został pobity przez lotników dywizjonu. 3 z 13 załóg dywizjonu po 7 osób, złożonych z polskich pilotów pochodzących z Kresów Wschodnich, odmówiło udziału w operacji nie mogąc znieść tego, że pomogą nowemu okupantowi, który pozbawił Polskę wschodnich ziem. Przed feralną odprawą polscy piloci dowiedzieli się przez radio o postanowieniach konferencji jałtańskiej, które polskie tereny, zaanektowane przez Związek Sowiecki 17 września 1939 r. na drodze niewypowiedzianej Warszawie wojny, zostały przyznane Stalinowi.

Zachował się list lotnika dywizjonu 300., Magierowskiego do przyjaciela, w którym pisze:

Tej nocy mamy atakować Drezno, jako wsparcie dla Armii Czerwonej. Nie byłoby w tym niczego wyjątkowego, gdyby nie to, że mamy wykonać takie zadanie w chwili, gdy nasze serca krwawią po kolejnym rozbiorze Polski dokonanym w Jałcie. (…). Pół Polski oddano jako prezent. Drugą połowę skazano na włączenie do „wschodniej sfery wpływów”, tak jakby to była bezludna wyspa na Arktyce lub część Sahary. Byłem raz w Związku Sowieckim i to mi wystarczy do końca życia. Zarządzono wypady, więc zaraz lecimy – mówią, że tak trzeba – chociaż w naszych sercach są złość i rozpacz. To zabawne uczucie, ale czasem zastanawiam się, czy to wszystko ma sens. Jeśli Niemcy mnie teraz dorwą, nie będę nawet wiedział, za co umieram. Za Polskę, za Wielką Brytanię czy za Rosję?

Można też przytoczyć inną relację pilota Dywizjonu 300., kpt. Tadeusza Wierzbowskiego, który zaznaczył, iż postanowienia jałtańskie były załamujące dla pilotów-Kresowiaków:

(…) Poprzedniego dnia (12 lutego, poniedziałek) rząd ogłosił wyniki alianckich postanowień osiągniętych na konferencji jałtańskiej, a dotyczących powojennego kształtu Europy Wschodniej i Środkowej. Szczegóły zostały opublikowane w gazetach codziennych 13 lutego ze stwierdzeniem, że Rosja ma zyskać część Polski okupowaną przez nią w 1939 r. w zmowie z Niemcami. Całkiem spora liczba personelu dywizjonu pochodziła z tej części Polski – wszyscy oni poczuli, że są bezprawnie pozbawieni swej rodzinnej ziemi. (…)

Z podobnymi dylematami zmagał się również plut. Czesław Blicharski, który napisał:

(…) Szczególnie zabolały nas słowa Churchilla wypowiedziane w parlamencie brytyjskim, że słuszną jest rzeczą, by Sowiety zabrały nasze Kresy Wschodnie. Następnego dnia rząd polski ogłosił protest przeciwko piątemu rozbiorowi Polski, a generał Anders prosił o wycofanie II Korpusu we Włoszech i innych oddziałów na froncie zachodnim z linii frontu. Ustąpił dopiero wtedy, gdy mu oznajmiono, że Alianci nie mają kim ich zastąpić. W takim nastroju przyszło nam lecieć na bombardowanie Drezna celem wsparcia ofensywy sowieckiej. Już po odprawie, na dispersalu trzy nasze załogi odmówiły lotu w proteście za Jałtę. (…). Mnie krwawiło się serce, ale rozum podpowiadał, że w ten sposób przysparzamy argumentów niechętnym nam Aliantom i poleciałem, mając świadomość, że Tarnopol jest stracony. (…)

Także warto i o tym pamiętać. Bombardowanie Drezna było jednym z ostatnich akordów II wojny światowej i do dzisiaj wzbudza szereg kontrowersji. Do dziś budzi spory wśród historyków o zasadność tej operacji, występuje sporo rozbieżności i nierozwikłanych elementów tej układanki. Niestety, kto sieje wiatr, ten zbiera burzę, ponieważ polityka Trzeciej Rzeszy była jedną z przyczyn uwikłania świata w ten krwawy konflikt, który na zawsze zmienił oblicze Europy i całego świata. Trzeba jednak pamiętać o ciemnych kartach II wojny światowej, w tym o zbrodniach i przestępstwach aliantów zachodnich, a których jednym z symboli stało się bombardowanie Drezna.

Wybrane źródła:

C. E. Blicharski, Tarnopolanina żywot niepokorny, Biskupice 1996.

L. Borzymek, Bronisław Raczyński „Szubiela”, „Archiwum Historii Mówionej”, Warszawa, 5 października 2011, <http://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/bronislaw-raczynski,2672.html>.

M. Brama, Wanda Lipowicz „Dada”, „Archiwum Historii Mówionej”, Warszawa, 6 kwietnia 2006, <http://www.b1944.quantoo.pl/archiwum-historii-mowionej/wanda-lipowicz,731.html>.

J. V. Denson, The Costs of War. America’s Pyrrhic Victories, New Jersey 2009.

J. Friedrich, Pożoga. Bombardowania Niemiec w latach 1940 – 1945, tł. P. Dziel i in., Warszawa 2011.

S. A. Garret, Ethics and Air Power in World War II. The British Bombing of German Cities, London 1993.

I. Kershaw, Hitler, 1941 – 1945 Nemesis, tł. R. Bartołd i in., Poznań 2003.

J. Mackiewicz, Sprawa pułkownika Miasojedowa, Monachium 1962.

M. Middlebrook, The Bomber Command war diaries, Leicester 1996.

M. Nocuń, W. Pięciak, Musiałem myśleć jak maszyna, „Tygodnik Powszechny” 2005, nr 7.

F. C. Pouge, United States Army in World War II European Theater of Operations The Supreme Command, Washington 1954.

F. Taylor, Dresden, Tuesday, February 13, 1945, London 2005.

K. Vonnegut, Rzeźnia numer pięć. Czyli krucjata dziecięca. Czyli obowiązkowy taniec ze śmiercią, tł. L. Jęczmyk, Warszawa 1972.

G. Wąsowski, „Żyj i daj żyć”, czyli z myślą Józefa Mackiewicza podróż przez historię, „wPolityce.pl”, 7 sierpnia 2011 [dostęp: 7 sierpnia 2011].

T. Wier (Wierzbowski), Raid on Dresden [w:] Skrzydła, czerwiec 2015.
Drezno płonie. 6000 samolotów nad Rzeszą, „Dziennik Zachodni. Pismo dla wszystkich”, Katowice, 16 lutego 1945, nr 10.
<http://wolyn.ovh.org/opisy/kozle-07.html>

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.