Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Adam Busse: Słowo o historii polskiego nacjonalizmu i nacjonalizmie chrześcijańskim cz.1

Od Redakcji: Poniższy tekst autorstwa Adama Busse jest polemiką z twierdzeniami zawartymi na łamach Gościa Niedzielnego, które przeciwstawiały nacjonalizm katolicyzmowi.

Ostatnio podczas przeglądania mediów społecznościowych natrafiłem na artykuł z internetowej strony „Gościa Niedzielnego”, zatytułowany „Kościół wobec patriotyzmu i nacjonalizmu”, opatrzony krzykliwym podtytułem: Miłość Ojczyzny – tak! Nacjonalizm – nie! Autor tekstu usiłował wykazać, że nacjonalizm nie jest do pogodzenia z Wiarą Rzymskokatolicką. Nie mam pojęcia, z czego to wynika. Czy jest to manipulacja mająca wykluczyć z grona wyznawców Chrystusa polskich nacjonalistów (szczególnie tych odwołujących się do katolicyzmu jako istoty polskości – cytując Romana Dmowskiego)? Czy celowa zła wola? Pozostaje ironicznie tylko zapytać, kiedy zdrowo rozumiany nacjonalizm (nie szowinizm, o którego definicję opiera się niewłaściwe rozumienie nacjonalizmu!) zostanie uznany za grzech śmiertelny, z którego będzie trzeba się spowiadać, bo odnoszę osobiście takie wrażenie patrząc na ignorancję w tych sprawach i brak elementarnej wiedzy na ten temat? Pozwolę jednak nie rozwinąć tego czarnego sarkazmu dla zachowania pokoju i pogody ducha w obliczu kolejnej burzy będącej jednym z symptomów kryzysu we współczesnym Kościele.

Tytułem powyższego wstępu przejdę do obszernego omówienia zagadnienia zawartego w nagłówku. Ten tekst będzie rozwinięciem i przypomnieniem tez, prezentowanych na portalu cztery lata temu, gdy napisałem rozprawę zatytułowaną „Stosunek polskiego nacjonalizmu do Kościoła Katolickiego”. To też będzie obszerna rozprawa, którą pozwolę jednak uzupełnić o źródła z interesujących nas okresów.

Indyferentyzm religijny u zarania polskiego ruchu narodowego

„W bilansie naszym narodowym stosunek do Kościoła jest tak poważną pozycją, że nie godzi się jej ignorować ani lekceważyć. Więc kto chce się zająć polityką polską ten powinien znajomość spraw Kościoła oraz treści nauczanej przezeń wiary uważać co najmniej za równie ważny czynnik roztropnego przygotowania do politycznej działalności, jak znajomość prawa czy ekonomii.”[1]

Rodzący się polski ruch narodowy miał charakter laicki, świecki, sekularny. Na początek – gwoli przypomnienia, ideologia narodowa była zazębieniem realizmu politycznego, mierzenia sił na zamiary działalności politycznej oraz zachowawczy stosunek tzw. „grupy krakowskiej” (czyli konserwatywnych Stańczyków) do romantyzmu z jednej strony; a z drugiej – pozytywizmu, romantyzmu oraz tradycji powstańczych i rewolucyjnych 1863 r., uosabianych m.in. przez Zygmunta Miłkowskiego ps. „Teodor Jeż”, weterana powstania styczniowego oraz założyciela Ligi Polskiej.

Wspomniany przeze mnie Miłkowski, jako pierwszy, zabrał głos w sprawie religii w broszurze zatytułowanej „Rzecz o obronie czynnej i skarbie narodowym”, w niej zaznaczył wagę religii dla tożsamości narodowej.[2] Zagadnienie to stopniowo rozwijano na łamach „Głosu”, tygodnika skupiającego czołowych działaczy późniejszej Ligi Narodowej: Jana Ludwika Popławskiego, Romana Dmowskiego i Józefa Hłaskę. Wg Ilony Zaleskiej pismo „…uchodziło za organ socjalistyczny, co tłumaczyłoby propagowane tam poglądy na temat Kościoła, jako obrońcy feudalizmu i monarchii, sankcjonującego wyzysk mas.” Roman Dmowski, Jan Ludwik Popławski i Zygmunt Balicki, krytykowali lojalizm wyższego duchowieństwa wobec zaborców austriackiego, rosyjskiego i pruskiego, ideologię „sojuszu ołtarza i tronu” polegającego na popieraniu każdej władzy przez autorytet Kościoła i vice versa – Kościoła przez władzę. Stąd uważano wyższy kler za sojuszników zaborców, jednocześnie doceniając wkład niższego duchowieństwa w kształtowanie świadomości narodowej wśród warstw społecznych będących na nizinach społeczeństwa polskiego (chłopi, klasa robotnicza etc.), np. księdza Stanisława Stojałowskiego w Galicji. Hierarchia kościelna, konserwatyści i lojaliści uważali nacjonalizm za ideologię antyklerykalną, romantyczną, rewolucyjną, dążącą do zniszczenia starego porządku ustanowionego mocą Świętego Przymierza. Krytyka ta była z punktu widzenia Kościoła uzasadniona (mam tu dalej na myśli wyższy kler i duchownych, którzy kolaborowali z zaborcami w XIX/XX wieku): nacjonalizm był ideologią przeciwstawną konserwatyzmowi Kościoła, konserwatyzmowi rozumianemu poprzez niechęć do wówczas tworzących się nowoczesnych ideologii o charakterze narodowym i rewolucyjnym. Papieżowi Leonowi XIII przypisywano propruskie sympatie, gdy ten odznaczył kanclerza II Rzeszy Niemieckiej, Ottona von Bismarcka, Orderem Chrystusa. Jan Ludwik Popławski z kolei krytykował papieża za brak zaangażowania się w obronę Polaków prześladowanych przez carat: „Leon XIII poświęca katolików Polaków dla pozyskania papiestwu całej Rosji.” Kontynuowano, choć już w bardziej wyważonym tonie krytykę Watykanu i jego polityki na łamach „Przeglądu Wszechpolskiego”. Mimo tego w pierwszym programie endecji, na łamach numeru 11 w 1897 r., wyeksponowano znaczenie religii i Kościoła w ideologii narodowej:

„Nie stojąc na stanowisku wyznaniowym w działalności politycznej, uważamy wszakże za jedno z głównych zadań w warunkach obecnych energiczną obronę praw i interesów wyznania i Kościoła Katolickiego, tam gdzie są one zagrożone. Obrona tych praw i interesów jest możliwą i konieczną nawet wbrew hierarchii kościelnej, gdyby to przez błędną politykę dobrowolnie uszczuplać zakres ich chciała ze szkodą dla samego Kościoła i sprawy narodowej.”[3]

Mimo docenienia Watykanu ze względu na możliwość umiędzynarodowienia sprawy polskiej, co pozytywnie ocenił Jan Ludwik Popławski w 1897 r. na łamach 1. numeru „Przeglądu Wszechpolskiego”[4],stanowisko Narodowej Demokracji wobec polityki Watykanu cechowała daleko posunięta nieufność. Nie była ona bez uzasadnienia, z ostrą krytyką spotkało się wspomniane wyżej odznaczenie odpowiedzialnego za kulturkampf i walkę z Kościołem Katolickim na terenie zaboru pruskiego celem wynarodowienia i germanizacji polskiej ludności Ottona von Bismarcka, przez papieża Leona XIII, czy mianowanie na arcybiskupa gnieźnieńsko-poznańskiego Niemca Juliusza Dindera. W 17. numerze „Przeglądu Wszechpolskiego” z 1896 r. czytamy o głównej wadzie Kościoła, czyli pojednawczej uległości wobec zaborców:

„Dziś jednak, kiedy polityka Kurii stała się nad miarę dyplomatyczną i pojednawczą, kiedy w zaborze pruskim widzimy już fatalne dla narodowości naszej jej skutki, naiwna wiara, że Rzym nigdy i w niczym nie zawiedzie oczekiwań naszych i nadziei byłaby grzechem wobec narodu.”[5]

Endecja oskarżała Kurię Rzymską o niedostateczne uwzględnianie polskich interesów:

„Jeżeli Kuria uwzględnia interesy rządów, to i nasze interesy tym bardziej uwzględniać powinna i nie może bez nas wyrokować co jest dla nas pożyteczne, a co szkodliwe”.[6]

Ilona Zaleska w tekście poświęconym stosunkowi polskich nacjonalistów do Kościoła z punktu widzenia „Przeglądu Wszechpolskiego” i „Przeglądu Narodowego” wskazała na niebezpieczne zjawisko sprzyjania przez wyższe duchowieństwo germanizacji i rusyfikacji.[7] W ogólnej ocenie duchowieństwo nie napawało optymizmem, zwracano m.in. uwagę na słabą kondycję moralną i intelektualną kleru w zaborze rosyjskim, traktowanie profesji kapłańskiej jako źródła dochodu i zbytku materialnego, ustępstwa wobec wymagań władzy nawet kosztem sprzeniewierzenia się obowiązkom kapłańskim i obywatelskim wobec uciskanych Polaków. Krytykowano też – o czym wspominałem – lojalizm i ugodowość wyższego duchowieństwa wobec zaborców. Przykładowo w zaborze rosyjskim: „Wśród kleru – pisano o sytuacji w zaborze rosyjskim – propaganda bezwzględnego lojalizmu wielu znalazła zwolenników. Przykład kilku biskupów, których haniebna i występna uległość wymaganiom władzy blisko graniczy z zaprzaństwem, demoralizacja polityczna, szerzona w organie duchowieństwa, „Przeglądzie Katolickim”, którego lojalizm policyjno-donosicielski oburzył nawet przyzwoitsze pisma ugodowe – znieprawiły wielu księży.”[8] Jednocześnie zwracano uwagę na rozłam na tym tle wśród wyższego kleru oraz niższego kleru – proboszczów, młodych wikarych i kleryków, którzy odróżniali się od biskupów i hierarchów szczerym patriotyzmem i pracą w duchu narodowym. Endecy starali się pozyskać dla sprawy narodowej właśnie niższy kler. Imiennie piętnowano na łamach prasy endeckiej duchownych podejrzanych o lojalizm wobec zaborcy. Wśród nich byli m.in. arcybiskup warszawski Wincenty Chościak-Popiel, biskupi Karol Niedziałkowski i Jerzy Szembek oraz ksiądz Ignacy Kłopotowski (podejrzani o lojalizm wobec Rosji), a także arcybiskup poznańsko-gnieźnieński Florian Stablewski, biskup wrocławski kardynał Georg Kopp czy biskup chełmiński Leo Redner (lojalistycznie nastawieni wobec Prus).

Działacze endeccy mieli własną wizję księdza katolickiego. Prawdziwym księdzem był ksiądz Polak, będący świadomym obywatelem, pracującym dla dobra Ojczyzny, kształcącym niższe warstwy społeczne i prowadzącym pracę organiczną: „Wy, którzyście od wieków pasterzami tego ludu, który stojąc najbliżej jego, czuwacie nad jego duszą, macie jego serce i ufność w Was pokładaną, idziecie do niego z imieniem Ojczyzny na ustach, oświecajcie go, wskazujcie mu drogę właściwą, budźcie miłość do Polski, chęć pracy dla narodu, gotowość do poświęceń dla jego przyszłości (…). Do tych właśnie kapłanów obywateli dłoń wyciągamy, wzywając ich do współdziałania w pracy i walce (…). Czuwając nad religijnością i moralnością ludu, budźcie w nim jednocześnie miłość Ojczyzny, ducha obywatelskiego i wyrabiajcie myśl polityczną.”[9]

Warto krótko pochylić się – gwoli przypomnienia – nad rozprawą Zygmunta Balickiego „Egoizm narodowy wobec etyki”, wydaną we Lwowie w 1902 r. Balicki poddał krytyce chęć katolików do szerzenia ewangelizacji ludów kosztem dbałości o własne potrzeby i interesy, krytykowano płacenie świętopietrza dla Stolicy Apostolskiej w obliczu trudnego położenia polskiego duchowieństwa przebywającego pod zaborami: „Altruizm wobec obcych rozwija się niemal zawsze kosztem własnych interesów i potrzeb: łożyliśmy na misje nawracania murzynów i katechizowania dzieci chińskich, a nikt nie myślał o misji wewnętrznej, któraby ratowała ludność w ogniskach przemysłowych od zdziczenia i pogaństwa; zbieraliśmy pieniądze na świętopietrze, podczas gdy ucisk religijny szerzył się bezkarnie, a prześladowani księża i unici nie mieli gdzie głowy złożyć!”[10] Balicki także stwierdził, że etyka społeczna ma charakter bezwzględny, w której to będą występowały antagonizmy w wyniku zderzania się indywidualności, a Kościół też stosował tę etykę przeciwstawiając ją szeroko rozumianemu egoizmowi narodowemu: „Stosował ją też zawsze Kościół, jako instytucja społeczna, to też zalecając, zgodnie ze swą misją, doskonalenie się wewnętrzne jednostki, nigdy z zasad tej doskonałości nie czynił powszechnych dogmatycznych przepisów postępowania, obowiązujących ludzi i społeczeństwa w całym zakresie stosunków zewnętrznych, jak to stara się uczynić nauka Tołstoja, nigdy też nie stawiał pod tym względem wiernych w kolizji z ich obowiązkami obywatelskimi.”[11] Nie znaczy to jednak, że poglądy Balickiego klasyfikowałyby egoizm narodowy w kategoriach szowinistycznych, czy wręcz antychrześcijańskich.

Nacjonalizm a Kościół i religia – okres przejściowy (1903 – 1926)

W 1903 r. na łamach „Przeglądu Wszechpolskiego” ukazał się artykuł zatytułowany „Polityka narodowa w stosunku do religii i Kościoła”[12], w nim endecja zdystansowała się od kierunków politycznych mających w swoich postulatach walkę z religią i Kościołem oraz odrzuciła antyklerykalizm. Nadal postrzegano w sferze prywatnej wiarę jako sprawę indywidualną jednostki, natomiast w sferze publicznej uznano ją za podstawę moralności narodowej, co stanowiło o docenieniu dorobku Kościoła Katolickiego dla kształtowania tożsamości i narodu polskiego, czego konsekwencją będzie stopniowa katolicyzacja polskiego ruchu narodowego.

Warto tutaj zwrócić szerzej uwagę na definicję Kościoła jako instytucji narodowej będącej kluczem do zrozumienia początkowego stosunku endeków do Kościoła i katolicyzmu. Jak zostało wspomniane wcześniej, wzorem prawdziwego księdza był ksiądz-obywatel pracujący zarówno na płaszczyźnie ewangelizacyjnej, religijnej, jak i pracy patriotycznej, obywatelskiej, uświadamiający narodowo lud. Odzwierciedla to choćby program Stronnictwa Demokratyczno – Narodowego z października 1903 r.. Zacytujmy jego ustępy:

„§ 9. 4) Uważając Kościół rzymsko-katolicki za instytucyę narodową, stronnictwo demokratyczno-narodowe stawia sobie w stosunku do niego następujące zadania:

a) zapewnić mu ze strony społeczeństwa energiczną obronę przed zamachami wrogów zewnętrznych, oraz przed napaściami żywiołów przeciwnarodowych w kraju;

b) ustalić zasadę kontroli opinii publicznej nad polityką władz kościelnych i zachowaniem się obywatelskiem duchowieństwa, której to kontroli ze strony ogółu podlegać muszą wszystkie instytucye narodowe;

c) uznając zgodność naszej polityki narodowej z polityką Kościoła, o ile ta ma na celu jedynie obronę i szerzenie katolicyzmu, przeciwdziałać uzależnianiu naszych spraw narodowych, od widoków polityki kościelnej, które związku bezpośredniego z powyższym celem nie mają;

d) powołać duchowieństwo do jak najszerszej pracy narodowej w szeregach obywatelskich wespół z innymi członkami społeczeństwa, pozostawiając Kościołowi rolę odrębnego czynnika politycznego tylko w sferze spraw religijnych i kościelnych;

Niezależnie od wyżej wyłuszczonego stanowiska względem Kościoła rzymsko-katolickiego, stronnictwo stawia sobie za zadanie obronę innych wyznań przed prześladowaniem.”[13]

Powyższe postulaty wskazują na ówczesne credo polityki narodowców: kontrolę Kościoła za pośrednictwem opinii publicznej, obronę praw Kościoła rozumianego (słowo-klucz) jako instytucję narodową oraz kierowanie się w polityce własnym interesem narodu, nawet gdyby nie był on zgodny z interesem i polityką Kościoła.

W 1909 r. na Polskim Kongresie Pedagogicznym we Lwowie Zygmunt Balicki przedstawił referat pt. „Zasady wychowania narodowego”, w nim wskazał równorzędną wagę wychowania religijnego społeczeństwa oprócz wychowania patriotycznego i obywatelskiego:

„Śród zadań poszczególnych, składających się na olbrzymią i rozległą dziedzinę wychowania człowieka, na pierwszem miejscu stoi jego wychowanie religijne, wpływa ono bowiem silnie wielu swemi stronami na wychowanie narodowe i obywatelskie.

Religia nie sprowadza się bynajmniej – jak chcą niektórzy – do pewnych wierzeń teologicznych i kosmogonicznych, zespolonych z przepisami etyki, lecz opiera się przedewszystkiem na uczuciu religijnem. „Uczucie Boga – mówi Brodziński – nie przeto dane jest człowiekowi, że myśli i rozumuje, ale że czuje.” Życie ludzkie zawsze będzie duchowo ubogie, bezradne – nawet w swej bucie – i pozbawione kręgosłupa moralnego, jeżeli mu nie przyświeca absolut uczuciowej harmonii, poparty najwyższą syntezą umysłową, godzącą z sobą wszystkie sprzeczności żywota. Religia daje nam to mocne przeświadczenie, że niema sił szkodliwych, że są tylko siły użyteczne, chociaż niekiedy źle zastosowane. Wiara jest jedna i miłość jest jedna w duszy ludzkiej; wszystkie postacie i odmiany jednej jak drugiej, od najniższych i najprostszych do najwyższych i najbardziej złożonych, o ile nie są wypaczone, mają jedną istotę i treść wspólną, która się w każdym ich przejawie zaznaczać powinna. Wiara w żadnej postaci (choćby naukowej) niech się nie przeciwstawia wierze, ani miłość miłości. Siły te, rozbite na cząstki bez związku ze sobą, rodzić muszą szarpaninę wewnętrzną i rozdwajanie się osobowości przy każdej pozornej między niemi kolizyi. Religia daje duszy ludzkiej, za tem bardziej duszy młodzieńczej, jedność i harmonię wewnętrzną, odkrywa nadto przed nią wyżyny życia duchowego i chroni ją od tego rozkładowego poczucia, że wszystko jest względne, wszystko znikome, wszystko przemijające i skończone. Perspektywa nieskończoności nietylko nie umniejsza doniosłości najdrobniejszych rzeczy i czynów, ale nadaje im wagę czynników wiecznych, rodzi wiarę w to, iż żadne drgnienie duszy ludzkiej nie przemija we wszechświecie bez śladu. A na takich tylko podstawach może okrzepnąć i stężeć charakter człowieka. Pokolenie wychowane bez religii, nie może zrodzić ludzi jednolitych, nie może również wydać entuzyastów, ani ludzi intuicyi, ani ludzi, mających zupełne poczucie odpowiedzialności za swoje czyny. Wychowanie religijne młodzieży zasadzać należy przed wszystkiem innem na rozbudzeniu w niej uczucia religijnego, a to nietylko coś więcej, to zupełnie co innego, niż sucha nauka katechizmu i przepisów Kościoła.”[14]

W tym samym roku ukazała się praca Wincentego Lutosławskiego zatytułowana „Religia w życiu narodowym”. Wskazywał w nim między innymi znaczącą rolę wiary w jej prymacie nad wiedzą (którą nie da się wszystkiego objąć i zbadać) oraz jako drogowskazu pokazującego właściwe kierunki życia:

„Wiara więc oświeca drogę wiedzy, zawsze ją wyprzedzając, i Mickiewicz trafnie określił istotny stosunek wiary do wiedzy, gdy powiedział, że rozum bez wiary byłby niewidomy, bo dopiero promień wiary, którą Niebo wznieca, zapala gromy rozumu i oświeca jego zwierciadła. (…) Tylko wiara daje odpowiedzi na te pytania, i na wiele innych pytań w zakresie życia politycznego i społecznego, przy czym wiara nie tylko wyprzedza badania rozumu, lecz sięga często tam, gdzie on nigdy nie będzie mógł za nią podążyć.”[15]

Wg Lutosławskiego za sprawą wiary przyjmujemy dane poglądy i idee bez ich uzasadnienia drogą rozumu i nauki, stąd wychodził z przekonania, że wiara odgrywa ogromną rolę w życiu społeczno-politycznym. Zwracał również uwagę w interesującym nas okresie na to, że dobry katolik przez swoją wiarę znajdzie odpowiednie pobudki, by zostać dobrym obywatelem w odrodzonej Polsce; widział w religii katolickiej szansę na odnowę moralną narodu polskiego oraz możliwość – poprzez jej surowe wymagania – wzmożenia poczucia odpowiedzialności moralnej za losy narodu. Poruszył m.in. problem nauczania katolickiej młodzieży przez nauczycieli innej wiary i narodowości:

„Nasza młodzież była do niedawna wychowywana całkowicie przez nauczycieli nie tylko innej wiary, lecz także innej narodowości, traktujących tę młodzież z podejrzliwością i niechęcią, co nawzajem podobne uczucia płodzi. Młodzież w ten sposób musiała tracić naturalne i pożądane poważanie dla swoich nauczycieli, a taki stosunek podkopał nie tylko indywidualną powagę nauczycieli, ale wszelką powagę w ogóle. Gdy autorytet nauczycieli upada, pociąga to za sobą upadek wszelkiego autorytetu – uczniowie przejmują się nihilizmem i ufają nadal tylko sobie, aż wreszcie i w siebie wiarę tracą, a wtedy nic im już nie pozostaje. Takie były skutki szkoły wynaradawiającej i służącej politycznym celom, z takich szkół przez długi szereg lat wychodzili ludzie niezdolni do żadnej wiary, lekceważący tradycję i pomiatający religią, a przytem nie zdający sobie sprawy z tego, że ta utrata wiary zubożyła ich ducha i moralnie ich wynarodowiła.”[16]

Ukazanie przejściowego etapu krystalizowania się ideologii narodowej w kontekście religii nie byłoby możliwe bez pokazania poglądów Romana Dmowskiego, jednego z Ojców Polskiej Niepodległości, na ten temat. W „Myślach nowoczesnego Polaka”, a więc klasyku podstaw polskiej myśli narodowej odnajdujemy rozdział „Podstawy etyczne”. Dmowski pozostając wówczas przy rozdziale etyki narodowej od chrześcijańskiej uznawał, iż:

„Należymy do chrześcijańskiej Europy i żyjemy etyką chrześcijańską, którą nazywamy często etyką miłości bliźniego, altruizmu lub wreszcie etyką ogólnoludzką. Gdy mówię – żyjemy etyką chrześcijańską, nie znaczy to, że postępowanie nasze w całości, albo nawet w części przeważnej jest z nią zgodne, ale tylko, że uważamy za moralne to, co się z nią zgadza, to zaś, co stoi z nią w sprzeczności, potępiamy. Bo w postępowaniu naszym – mówię o postępowaniu przeciętnego mieszkańca chrześcijańskiej Europy – pierwotny egoizm, mający swe źródło w instynkcie samozachowawczym jednostki, o wiele większą odgrywa rolę, i nie ma wcale dowodów na to, żeby ludzkość obecnego okresu w miarę tzw. postępu cywilizacji coraz mniej kierowała się nim w postępowaniu. Obawiać się raczej należy, że jest przeciwnie. Nie zmniejsza to faktu, że uznana etyka jest chrześcijańska.”[17]

Dalej wskazywał, iż nie ma możliwości przewidzenia przez kanony moralne wszystkich stosunków ludzkich i zagadnień etycznych z nich wypływających, jak również pisał, że etyka chrześcijańska może odpowiedzieć na pytania o stosunek między jednostkami, zaś stosunki jednostki do narodu i narodu do narodu leżą poza sferą etyki chrześcijańskiej.[18] Jednocześnie podkreślił wagę chrześcijaństwa dla ratowania moralności we wszystkich sferach oraz więzi społecznych, obywatelskich i narodowych w ujęciu historycznym:

„Chrystianizm jest religią jednostki i ludzkości jako zbioru jednostek. Nauka chrześcijańska powstała i kształtowała się w środowisku, które było narodem, szerzyła się też przez dłuższy czas w państwie rzymskim w ostatnim jego okresie, gdy budowa jego państwa rozsypywała się w gruzy, a z nią razem rozkładały się ostatecznie wszelkie tradycyjne, obywatelskie cnoty Rzymianina i samo pojęcie ojczyzny. W tych warunkach chrystianizm pierwotny miał do czynienia z jednostką, która po zerwaniu wszelkich nici społecznych, czuła się osamotnioną, błędną, pozbawioną wszelkiego steru w życiu. Tę jednostkę ratował, dał jej podstawy moralności jednostkowej, indywidualnej, moralności w stosunku do Boga, do bliźnich (jako takich samych jednostek) i do siebie samego. Ta religia jednostki, gdy ojczyzna się rozsypała na atomy, ta jedyna indywidualna moralność mogła ocalić człowieka ówczesnego od ostatecznego upadku, mogła zapełnić beznadziejną pustkę jego ducha i uchronić go od rozpaczy.

W okresie następnym, kiedy chrystianizm zetknął się z ludźmi młodymi, z mocnymi ustrojami państwowymi, mającymi swoje tradycyjne reguły, dotyczące stosunku jednostki do państwa, czyli co na jedno wychodziło – do ojczyzny, i narodu do narodu – uznał on te reguły, wiążąc ściśle organizację Kościoła z organizacją państwa i popierając na ogół cele państwowe. Duchowieństwo, błogosławiąc wojskom przed wyprawą wojenną, dla niejednego było w sprzeczności z zasadami miłości bliźniego i piątym przykazaniem, ale nie dopatrzy w tym sprzeczności umysł, który rozumie, że przykazania dotyczą wyłącznie stosunków między ludźmi a jednostkami, że stosunki narodowo-państwowe leżą poza tą sferą.”[19]

Przejściowym etapem w kształtowaniu się duchowych podstaw polskiej myśli narodowej był okres działalności Związku Ludowo-Narodowego w latach 1919-1928. Wprawdzie odszedł on od laicyzmu pierwszej endecji, ale nie wypracował jeszcze wyrazistego oblicza ideowego, skupiając się głównie na działalności politycznej w ramach systemu demokracji liberalnej II RP. 27 października 1919 r. na zjeździe delegatów z całej Polski w Warszawie uchwalony został program ZL-N, zawierający również punkty dotyczące religii i wiary katolickiej w różnych sferach.

Przykładowo, w sferze reform społecznych ZL-N postulował:

„X. Jednolitość narodowa państwa złudną jest wszakże, gdy niema w narodzie równowagi społecznej. Ustalenie ich uznaje Związek Ludowo-Narodowy za naczelne zadanie reform społecznych.

Podstawą ich winna być sprawiedliwość społeczna, płynąca z ducha moralności chrześcijańskiej, służyć powinny one powszechnemu dobru narodu, a nie wyłącznym interesom pojedynczych klas, mają one łagodzić przeciwieństwa społeczne, a nie zaostrzać ich, i podnosić ogólny dobrobyt, a nie osłabiać wydajności pracy i nie niszczyć źródeł produkcji. I muszą reformy społeczne opierać się na ogólnych zasadach dzisiejszego życia gospodarczego i kulturalnego. We wszystkich reformach winny być zachowane zasady prywatnej własności i wolności gospodarczej.”[20]

Dalej sięgamy do punktu zatytułowanego „Moralna siła narodu. Religijne, narodowe i obywatelskie wychowanie społeczeństwa”, w którym wskazuje się na Kościół Katolicki jako jeden z ważnych czynników wychowania narodowego:

„XIII. Rozwój miast, rodzimego rzemiosła, przemysłu i handlu, silny rdzennie polski stan średni, liczne zamożne gospodarstwa włościańskie, dobrobyt warstw robotniczych stworzą podstawę materialną siły polskiej. Moralną siłą niezbędną, by Polska swą niepodległość utrwaliła, dać musi wychowanie społeczeństwu w duchu religijnym i narodowym, w poczuciu równości obywateli przed prawem i obowiązków państwowych.

Czynnikami wychowania tego są: Kościół, szkoła, rodzina i władza państwowa.”[21]

Następny punkt programu zatytułowany „Kościół” tak określa jego rolę w Narodzie:

„XIV. Opierając wychowanie moralne narodu na religji i uznając za kierownika jego moralnego życia Kościół, Związek Ludowo-Narodowy domaga się dla Kościoła pełnej niezależności i odpowiedniego stanowiska w tej sprawie.

Wszystkie wyznania cieszyć się winny w Polsce pełną swobodą wiary i obrządku. Ludności protestanckiej, która mimo wiekowego oderwania od Polski i usilnej germanizacji, zachowała gorącą miłość ojczyzny, zapewniona być musi w Rzeczypospolitej gorliwa opieka. Gdy jednak olbrzymia większość narodu polskiego jest katolicka, Związek Ludowo-Narodowy zastrzega dla Kościoła katolickiego stanowisko naczelne.”[22]

W następnym punkcie, dotyczącym szkolnictwa, ZL-N uznał, że rolą szkoły jest nie tylko nauka, ale i wychowanie dzieci i młodzieży w duchu religii i patriotyzmu.[23]

*Wszystkie cytaty w tekście zawierają pisownię oryginalną (przyp. red.).

Przypisy:

[1] „Przegląd Narodowy” 1909, nr 2, s. 173.

[2] T. Mistewicz, Rola religii i Kościoła rzymskokatolickiego w świetle publicystyki polskiego ruchu nacjonalistycznego (do 1905 r.), „Kwartalnik Historyczny” 1985, nr 4, s. 765; P. Stachowiak, Korzenie „katolicyzmu endeckiego”. Nacjonalistyczna wizja religii i Kościoła w Polsce w latach 1887-1927, Poznań 1999, s. 17.

[3] „Przegląd Wszechpolski” 1897, nr 11, s. 245.

[4] „Nas Polaków z katolicyzmem, i to koniecznie z katolicyzmem rzymskim, z Rzymem papieskim łączy nie tylko interes religijny ale przede wszystkim interes polityczny. W warunkach dzisiejszych sprawa polska tylko za pośrednictwem Rzymu utrzymuje swój międzynarodowy charakter, jest w pewnych chwilach sprawą europejską, nie zaś sprawą rosyjską, pruską lub austriacką. (…) Możemy i mamy nieraz słuszne powody być niezadowolonymi z jego polityki, powinniśmy jej śmiało i stanowczo przeciwdziałać, jeśli szkodzi naszym interesom narodowym, jeżeli je poświęca dla interesów katolicyzmu, błędnie lub chociażby nawet trafnie pojmowanych, ale zerwanie z katolicyzmem, zerwanie z Rzymem równałoby się w warunkach dzisiejszych samobójstwem narodowym.”; „Przegląd Wszechpolski” 1897, nr 1, s. 7.

[5] „Przegląd Wszechpolski” 1896, nr 17, s. 385.

[6] Tamże, s. 385.

[7] „Przegląd Wszechpolski” 1901, nr 2, s. 69; „Przegląd Wszechpolski” 1902, nr 3, s. 200.

[8] „Przegląd Wszechpolski” 1898, nr 11, s. 163.

[9] „Przegląd Wszechpolski” 1901, nr 7, s. 438-439.

[10] Z. Balicki, Egoizm narodowy wobec etyki z dodatkiem: Charaktery a życie polityczne, Lwów-Warszawa 1914, s. 47.

[11] Tamże, s. 52.

[12] „Przegląd Wszechpolski” 1903, R. IX, s. 321-400.

[13] Program Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego z roku 1903, wyd. III z opuszczeniem komentarzy, Warszawa 1903, s. 7-8.

[14] Z. Balicki, Zasady wychowania narodowego, 1 listopada 1909 r., s. 13-14.

[15] W. Lutosławski, Religia w życiu narodowym, Warszawa 1909, s. 11.

[16] Tamże, s. 41-42.

[17] R. Dmowski, Myśli nowoczesnego Polaka, wyd. V, Warszawa 1943, s. 91.

[18] Tamże, s. 91.

[19] Tamże, s. 91.

[20] Program Związku Ludowo-Narodowego uchwalony przez zjazd 8,000 delegatów z całej Polski w dniu 27 października 1919 r. w Warszawie, Warszawa 1919, s. 11.

[21] Tamże, s. 14.

[22] Tamże, s. 14-15.

[23] Tamże, s. 15.

Bibliografia:

Źródła historyczne:

Zygmunt Balicki, Egoizm narodowy wobec etyki z dodatkiem: Charaktery a życie polityczne, Lwów-Warszawa 1914.

Zygmunt Balicki, Zasady wychowania narodowego, 1 listopada 1909 r.

Roman Dmowski, Kościół, Naród i Państwo, Warszawa 1927.

Roman Dmowski, Myśli nowoczesnego Polaka, wyd. V, Warszawa 1943.

Wincenty Lutosławski, Religia w życiu narodowym, Warszawa 1909.

Program Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego z roku 1903, wyd. III z opuszczeniem komentarzy, Warszawa 1903.

Program Związku Ludowo-Narodowego uchwalony przez zjazd 8,000 delegatów z całej Polski w dniu 27 października 1919 r. w Warszawie, Warszawa 1919.

„Przegląd Narodowy” 1909 (nr 1)

„Przegląd Wszechpolski” 1896 (nr 17), 1897 (nr 1 i 11), 1898 (nr 11), 1901 (nr 2 i 7)

Artykuły:

Joanna Falkowska, Pierwiastek religijny w wychowaniu narodowym. Postulaty okresu autonomii galicyjskiej, „Paedagogia Christiana” 2012, nr 2/30.

Teodor Mistewicz, Rola religii i Kościoła rzymskokatolickiego w świetle publicystyki polskiego ruchu nacjonalistycznego (do 1905 r.), „Kwartalnik Historyczny” 1985, nr 4.

Ilona Zaleska, Kościół, religia i duchowieństwo w świetle „Przeglądu Wszechpolskiego” oraz „Przeglądu Narodowego” w latach 1895-1914, [w:] „Historia i polityka: tom specjalny doktorancki”, red. Hubert Stys, Toruń 2007.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.