Adam Tomasz Witczak: OAS vaincra

Ten człowiek ma na rękach francuską krew i reprezentuje obecną hańbę Francji. Nie jest ani dobre, ani moralne, ani legalne, że człowiek ten w dalszym ciągu pozostaje głową Francji. Nie działaliśmy z nienawiści do de Gaulle’a, ale z powodu współczucia dla jego ofiar i po to, by chronić niewinne ludzkie życia, złożone w ofierze tyrańskiej władzy. Pewnego dnia człowiek ten odpowie za swoje zbrodnie – przed Bogiem, jeśli nie przed ludźmi.

Jan Maria Bastien-Thiry podczas procesu

Heroiczna epopeja Organizacji Tajnej Armii to jeden z ostatnich wielkich „mitów miecza” skrajnej prawicy reakcyjnej i nacjonalistycznej drugiej połowy XX wieku. Opowieść o OAS można więc umieścić gdzieś pomiędzy legendą najemników z Katangi a wspomnieniem o męczeństwie Falang Libańskich (Kataeb).

To znamienne dla naszych czasów, że kraj, który jeszcze pół wieku temu był w stanie zrodzić formację działającą z takim rozmachem i zaangażowaniem, dziś sięgnął dna rozkładu wyższych wartości i nieomal całkiem zapomniał o swoich korzeniach. Oczywiście istnieją we współczesnej Francji grupki z upodobaniem odwołujące się do tradycji bojowników sprawy Algierii Francuskiej, trudno jednak skalę tego zjawiska porównywać z masowym poparciem, jakim ta idea cieszyła się przed kilkudziesięciu laty.

OAS – w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych ta nazwa budziła grozę w lewicowo-liberalnych kręgach Francji (i nie tylko), zaś w kulturze popularnej stała się synonimem podziemnego, fanatycznego terroru. Widomym tego znakiem stały się takie dzieła jak powieść „Dzień Szakala” Fryderyka Forsytha (dwukrotnie zekranizowana) czy film „L’Insoumis” (w Polsce wyświetlany jako „Zemsta OAS”).

Jednoczesny sztandar francuskich osadników w Algierii, ognistych kontrrewolucjonistów katolickich, fanatyków republikańskiego nacjonalizmu, znudzonych cywilnym życiem weteranów wojen w Indochinach i Katandze, narodowo-rewolucyjnych konspiratorów i zwykłych awanturników (jak Albert Spaggiari, późniejszy autor spektakularnego napadu na bank w Nicei). Formacja, z którą sprzymierzeni byli tradycjonaliści katoliccy z Cité Catholique i późniejszego (owianego złą sławą po lewej stronie barykady politycznej) Ciudad Católica w Argentynie.

Przypomnijmy: OAS powstała prawdopodobnie w styczniu lub lutym roku 1961 (według innych źródeł – już pod koniec roku 1960) z inicjatywy takich wojskowych, jak Piotr Lagaillarde, generał Raul Salan, Jan Jakub Susini czy Iwon GuérinSérac. Krótkie, ale intensywne dzieje tej formacji były jednak zwieńczeniem dużo dłuższej historii.

Rdzenną ludnością obecnej Algierii są Berberowie – plemiona rasy białej, pochodzenia chamito-semickiego. Tworzyli oni niekiedy struktury państwowe (jak choćby starożytna Numidia), zazwyczaj znajdowali się (przynajmniej formalnie) pod panowaniem lub wpływem obcych mocarstw, m.in. Rzymu. Do roku 1830 tereny Algierii stanowiły część Imperium Osmańskiego, zaś tutejsze wybrzeża uchodziły za bazę wypadową śródziemnomorskich piratów. Sytuację diametralnie odmieniło przybycie wojsk francuskich, które w latach 1830-1847 zajęły cały kraj i przejęły nad nim kontrolę. Nie obyło się przy tym bez krwawych starć i eskalacji przemocy. Pierwszym generałem-gubernatorem Algierii został marszałek Robert Bugeaud, weteran wojen napoleońskich (który wsparł Bonapartego także podczas jego pamiętnych „stu dni”).

W roku 1848 konstytucja II Republiki uznała Algierię za integralną część Francji i podzieliła ją na trzy departamenty. W tym czasie do portów algierskich przybijały statki pełne francuskich osadników z metropolii. Osiedlali się tu także Korsykanie, Hiszpanie, Włosi, Turkowie i Arabowie. Rozmaicie układało się współżycie przybyszów europejskich z miejscowymi muzułmanami, jest jednak faktem, że bardzo wielu spośród tych ostatnich zaczęło utożsamiać się z Francją – walczyli o nią w I i II wojnie światowej, a także później, kiedy pojawiły się już „ruchy niepodległościowe”. Zawsze podkreśla się przy tym, że Algieria postrzegana była jako część Francji, nie jako odrębna kolonia – mniej więcej tak jak Alaska czy Hawaje są uważane za elementy składowe USA.

W pierwszej połowie XX wieku pojawił się na scenie politycznej Algierii lewicowy nacjonalizm arabski, forsowany przez takich działaczy jak np. Messali Hadj czy komunista Hadj Abd el-Kadir (wnuk walczącego w XIX stuleciu przeciw Francuzom emira Abd el-Kadira). W 1926 roku Messali Hadj powołał organizację o nazwie Gwiazda Północnoafrykańska (Étoile Nord-Africaine), która przez pewien czas współpracowała z Komunistyczną Partią Francji (Parti Communiste Français). W roku 1937 ENA została rozwiązana przez władze francuskie, zaś Messali Hadj wtrącony do więzienia. Wkrótce potem Hadj utworzył jednak nową organizację – Algierską Partię Ludową (Parti du Peuple Algérien). Istniała ona do roku 1945, kiedy to Francuzi aresztowali jej przywódców. We wrześniu 1946 roku organizacja odrodziła się pod nazwą Ruchu na rzecz Tryumfu Wolności Demokratycznych (Mouvement pour le Triomphe des Libertés Démocratiques). Część radykalnych członków powołała jednak inne ugrupowanie, a mianowicie paramilitarną Organizację Specjalną (Organisation Spéciale).

Sytuacja w Algierii stawała się coraz bardziej napięta. 9 maja 1945 roku muzułmanie w Setifie zaatakowali Europejczyków, 103 osoby zginęły, miały też miejsce gwałty, rabunki i podpalenia. W ramach odwetu Francuzi zabili 1300 (według własnych szacunków) lub nawet kilkadziesiąt tysięcy (według arabskich rewolucjonistów) osób. Zamieszki tłumił generał Duval. Wszystko zmierzało jednak, pomimo chwilowego uspokojenia, ku zdecydowanym rozwiązaniom.

22 sierpnia 1956 algierscy rewolucjoniści rozpoczęli tzw. konferencję w Soummam, której efektem było przyjęcie projektu przyszłej socjalistycznej republiki. Przygotowano także plan powstania i ofensywy terrorystycznej. Już wcześniej, 1 listopada roku 1954 wybuchło powstanie antyfrancuskie, zainicjowane przez Rewolucyjną Radę Jedności i Działania (CRUA), powstałą w marcu tego roku. Po wybuchu powstania przekształciła się ona we Front Wyzwolenia Narodowego – największą i najsłynniejszą algierską organizację lewicową i niepodległościową. Doszło do bitew, zamachów bombowych, morderstw. Francuzi zgromadzili w Algierii 600 tysięcy żołnierzy. Szczególne, że Arabowie walczyli po obu stronach konfliktu – tych po stronie francuskiej nazywano harkis. Kilka lat później mieli stać się oni ofiarami potwornych prześladowań.

Do Algierii wysłano 10 Dywizję Powietrzno-Desantową pod dowództwem (zmarłego w roku 2002) generała Jakuba Massu. 13 stycznia 1957 roku generałowi Massu nakazano utrzymanie porządku w rejonie Wielkiego Algieru. W tym samym czasie powstawały też organizacje białych osadników. Jednym z najsłynniejszych przywódców tych środowisk był Robert Martel, „szuan z Mitidja”, autor „Algierii i Kontrrewolucji”.

Rząd w Paryżu powoli zaczynał zmierzać ku postawie kompromisowej, a wręcz kapitulanckiej. 21 grudnia 1958 roku prezydentem został generał Karol de Gaulle, na którego liczyła z początku prawica. On sam dawał do zrozumienia, że będzie walczył o Algierię Francuską, w istocie jednak przygotowywał się już do oddania władzy FLN. 16 września 1959 r. prezydent nadał Algierii „prawo do samostanowienia”. 8 stycznia 1961 aż 75 % Francuzów opowiada się (w zorganizowanym przez de Gaulle’a plebiscycie) za niepodległością Algierii.

Osadnicy francuscy czuli się opuszczeni, uznali więc, że pora wziąć sprawy w swoje ręce. 24 stycznia 1960 roku z inicjatywy przywódców studenckich Piotra Lagaillarde’a i Jana Jakuba Susiniego, właściciela kawiarni Józefa Ortiza oraz prawnika Jana Chrzciciela Biaggiego rozpoczęli samodzielne powstanie. Był to tzw. „tydzień barykad”. Zaatakowano budynki rządowe. 29 stycznia prezydent de Gaulle wygłosił przemówienie w którym mówił m.in.: W imieniu Francji podjąłem następującą decyzję: Algierczycy będą mieli wolny wybór w kwestii swego przeznaczenia. (…) Wy, Francuzi z Algierii, jak możecie słuchać kłamców i spiskowców, którzy mówią wam, że jeśli dacie wolny wybór Algierczykom, to Francja i de Gaulle zechcą was porzucić, wygnać was z Algierii, wydać na pastwę rebelii? Jak się później okazało, de Gaulle mylił się w swoich zapewnieniach – lub kłamał.

1 lutego Lagaillarde poddał się generałowi Challe’owi, dowódcy wojsk francuskich w Algierii. Po krótkim uwięzieniu wyjechał do Hiszpanii. Tam skontaktował się z generałem Raulem Salanem i kilkoma innymi nieprzejednanymi rzecznikami Algierii Francuskiej. Razem powołali do życia nową formację polityczno-wojskową: Organizację Tajnej Armii (Organisation de l’Armée Secrète). Zaczęły się trzy lata desperackiej walki pod znakiem celtyckiego krzyża, znaczonej zamachami bombowymi i bitwami na ulicach.

Centralnym punktem programu OAS było utrzymanie francuskiej zwierzchności nad Algierią, w ogólności ugrupowanie wysuwało jednak szersze postulaty polityczne. Ideologia OAS była jednak dość eklektyczna – raczej prawicowa i nacjonalistyczna, ale daleka od jednolitości. Działo się tak, ponieważ do formacji i jej przybudówek lgnęli przedstawiciele różnych nurtów: reakcyjni, katoliccy monarchiści, narodowi rewolucjoniści, a nawet prawica nurtu chrześcijańsko-demokratycznego. Chadekiem był np. Jerzy Bidault, jeden z członków powołanej jesienią 1961 roku Narodowe Rady Ruchu Oporu (CNR), politycznej nadbudowy OAS.

Istotne jest to, że OAS nigdy nie była rasistowska, nigdy nie przeciwstawiała Francuzów Algierczykom jako takim. Postulatem OAS była integracja Algierii z Francją, a nie gnębienie tubylców. Znamienne, że OAS prezentowała kierunek filo-semicki, choćby dlatego, że dla FLN Żydzi byli wrogami symbolizującymi lichwę i „kapitalistyczny wyzysk”.

21 kwietnia 1961 rozpoczął się nieudany „pucz generałów”, w czasie którego generałowie Maurycy Challe, Edmund Jouhaud, Andrzej Zeller i Raul Salan dokonali próby obalenia władzy de Gaulle’a i utworzenia prawicowego rządu wojskowego. 22 kwietnia Pierwszy Regiment Spadochroniarzy Legii Cudzoziemskiej, dowodzony przez majora Helie de Saint-Marc, opanował w ciągu trzech godzin Algier. Niestety, ostatecznie tylko 1/5 francuskich oddziałów w Algierii oddała się pod rozkazy puczystów. W sobotni wieczór, 23 kwietnia, de Gaulle wygłosił przemówienie, w którym nazwał Challe’a, Jouhauda, Zellera i Salana „kwartetem czterech emerytowanych generałów”, zarzucając im przy tym, że są fanatyczni i przepełnieni ambicjami. Prezydent poprosił wszystkich Francuzów obojga płci o pomoc. Znamienne, że wystąpił dla celów propagandowych w swoim mundurze z czasów II wojny światowej.

25 kwietnia władze francuskie nakazały detonację na Saharze bomby nuklearnej Gerboise Verte, aby nie wpadła w ręce spiskowców. Puczyści nie zdobyli wystarczającego poparcia i w ciągu kilku dni zmuszeni byli się poddać. Jeszcze przez 5 miesięcy de Gaulle korzystał ze specjalnych uprawnień, które w razie kryzysu nadawał mu szesnasty paragraf konstytucji.

Challe, Zeller i Jouhaud zostali osądzeni i skazani na 15 lat więzienia, wyszli jednak już po kilku latach. Salan najpierw został zaocznie skazany na karę śmierci, później – gdy go schwytano w kwietniu 1962 roku w Algierze – wyrok zamieniono na dożywocie. Ostatecznie na wolności znalazł się w roku 1968.

20 maja Francja ogłosiła jednostronne zawieszenie działań zbrojnych. Rozpoczął się etap negocjacji z FLN w miasteczku Evian. Wznowiono je między 7 a 18 marca 1962 roku. Wtedy Francja uznała niepodległość Algierii.

OAS działała równolegle w Afryce i Francji (OAS-Metro). W północnej Afryce organizacja dysponowała trzema dużymi oddziałami (razem ok. 6000 żołnierzy), były to: „Pułk 13 Maja”, „Pułk 22 Kwietnia” i „Pułk św. Marka”. W metropolii działalność OAS miała charakter przede wszystkim terrorystyczny. Był to szczególny rodzaj wojny, w której obie strony (a właściwie trzy strony: OAS, algierscy nacjonaliści z FLN i siły rządu paryskiego) stosowały taktykę zamachów, podpaleń i walk ulicznych. Ofiarami padały nie tylko osoby bezpośrednio zaangażowane w walkę fizyczną, ale także propagandziści i politycy. Cóż, już u św. Tomasza czytamy, że heretyk jest nawet groźniejszy od zwykłego mordercy, ponieważ zabija duszę. Podobnie rzecz się ma z mocodawcami, którzy sami jedynie podpisują papiery. Tacy ludzie jak Roger Gavoury, komisarz policji, przysłany do Algierii, by zniszczyć OAS, sami decydują się na przyjęcie tych zasad walki. Podobnie rzecz się ma z takimi, jak Alfred Locussol, działacz komunistyczny, również ofiara OAS (komuniści bardzo zdecydowanie występowali przeciw tej organizacji).

OAS dzieliła się na trzy piony – Rekrutacji (grupa ODM – Organizacja Mas), Propagandy (APP – Akcja Psychologiczno-Propagandowa) oraz Planowania i Wywiadu. W skład tego ostatniego pionu wchodziły grupy ORO (Organizacja Wywiadu i Planowania), BCR (Centralne Biuro Wywiadowcze) i BAO (Biuro Planowania Akcji). Częścią Planowania i Wywiadu było m.in. Komando Delta, dowodzone przez sierżanta Rogera Degueldre’a, skazanego później na śmierć za udział w zamachu na de Gaulle’a.

Przeciwko de Gaulle’owi OAS zorganizowała co najmniej trzy zamachy. Pierwszy zamach, w pobliżu Pont-sur-Seine, na drodze do Colombey (wsi, w której mieszkał prezydent), polegał na detonacji amatorskiej bomby wykonanej z butli gazowej. Na ulicy wyrosła ściana ognia, przez którą jednak kierowca de Gaulle’a przejechał. Drugi zamach był chyba najsłynniejszy – chodzi tu o słynne wydarzenia z przedmieścia Petit-Clamart. Samochód de Gaulle’a został 22 sierpnia 1962 roku ostrzelany przez grupę spiskowców powiązanych z OAS (główny obwiniony, podpułkownik Bastien-Thiry nie był formalnie członkiem ugrupowania). Prezydentowi znów nic się nie stało, zaś dla OAS akcja była ostatecznie spektakularną porażką. Bastien-Thiry został rozstrzelany. Podczas procesu twierdził, że jego celem nie była eliminacja de Gaulle’a, ale porwanie go i oddanie pod podziemny sąd. Trzej inni, skazani kilka miesięcy wcześniej na śmierć członkowie OAS to Roger Degueldre, Klaudiusz Piegts i Albert Dovecar.

W lutym 1962 roku francuskie służby specjalne uprowadziły w Monachium pułkownika Argoud z OAS. Pod koniec roku 1962 organizacja zaczęła się rozpadać. Główni przywódcy zostali schwytani, wizja przywrócenia francuskiego panowania w Algierii oddalała się. Członkowie OAS rozjechali się po świecie – przerzut części z nich do Hiszpanii i Argentyny organizował ksiądz Jerzy Grasset, kapelan Tajnej Armii. Dawni aktywiści OAS wspierali argentyńską gałąź założonej przez Jana Ousseta organizacji Cité Catholique, w Ameryce Południowej funkcjonującej jako Ciudad Católica. Stowarzyszenie to wspierało antykomunistyczne rządy wojskowe w Argentynie.

Organizacja Tajnej Armii w obronie Algierii Francuskiej i prawicowych ideałów sięgnęła po metody ekstremalne. Nam, Polakom żyjącym pół wieku po tych wydarzeniach, może się wydawać, że były to środki przesadne, że był to skutek zaślepienia i nienawiści. To naturalne: dla nas problemy Francji to coś odległego, a już Algieria Francuska to temat zupełnie egzotyczny. Warto więc skonstruować sobie pewne hipotetyczne analogie. Wyobraźmy sobie, co stałoby się, gdyby np. południowo-wschodnią część naszego kraju zaczęli rozbijać separatystyczni nacjonaliści ukraińscy, posuwający się do mordów takich samych jak UPA? Gdybyśmy wiedzieli i widzieli, że niosą Polakom pożogę, zemstę i śmierć, a w najlepszym razie — chaos, biedę, wygnanie lub zepchnięcie do rangi obywateli trzeciej kategorii? I gdyby władzę przejął polityk eksponujący swoją prawicowość i patriotyzm, otoczony chwałą wyzwoliciela Ojczyzny, obiecujący rozwiązanie konfliktu na naszą korzyść? I gdyby wreszcie zdradził nas — oddał żywą, integralną część Polski zdeklarowanym jej wrogom, zezwolił na ludobójstwo swoich obywateli, których miał chronić? Gdyby uzasadniał to dziejową koniecznością, uwarunkowaniami politycznymi, mniejszym złem?

Kimś takim dla bojowników OAS był generał de Gaulle — Wielki Zdrajca, wódz, który opuścił Algierię Francuską, wódz, który do tego zawiódł wielu swoich dawnych towarzyszy. Przywódca, który nie tylko zdradził, ale zdradził w czasie wojny. Wówczas jedyną karą musi być śmierć, aby dopełniła się sprawiedliwość. Wszystkie armie przyjmowały taki porządek rzeczy.

Kiedy dziś niektórzy mówią, że „prezydent Kaczyński zdradził Polskę, podpisując Traktat Lizboński”, to tak naprawdę ograniczają się do słów. „Kaczyński dopuścił się zdrady” — jest to pewna opinia, wyraz frustracji sił prawicowo-narodowych, znak rozczarowania. Trudno jednak wyobrazić sobie, że ktokolwiek mógłby z tak wyrażonego zdania wyciągnąć ostateczne konsekwencje – przy założeniu, że Lech Kaczyński nie zginąłby wcześniej w Smoleńsku. To w dużej mierze zrozumiałe, bo cokolwiek nie powiedzielibyśmy o konsekwencjach Traktatu, to nie sposób twierdzić, że znacząco zmienił on nasze codzienne życie, że pociągnął za sobą śmiertelne ofiary, że z dnia na dzień zrujnował kraj – ba, nawet o sam fakt „zdrady” można się przecież sprzeczać. Ale załóżmy – jakkolwiek absurdalnie nie brzmiałaby taka hipoteza – że bezpośrednim skutkiem Traktatu Lizbońskiego byłoby (przykładowo) wkroczenie obcych wojsk na teren kraju, przymusowe wysiedlenie mieszkańców tych czy innych części kraju (Śląska Opolskiego?), a później – masakra wszystkich niepokornych, a nawet osób postronnych. Taka konstrukcja myślowa pozwala uświadomić sobie, czym było postępowanie władz Francji (z de Gaulle’em na czele) w kwestii Algierii Francuskiej. W obliczu tych faktów trudno mówić o jakiejkolwiek (w kategoriach republikańskich) prawowitości władzy de Gaulle’a lub oskarżać zdesperowanych działaczy OAS o sanie chaosu czy grzeszny sprzeciw wobec legalnego rządu. W tamtym okresie sprawa OAS była zresztą sprawą dużej części francuskiej prawicy – i to tej najbardziej narodowej (a także monarchistycznej). Dawnych aktywistów i sympatyków OAS do dziś spotkać można wśród przedstawicieli starszego pokolenia działaczy Frontu Narodowego (Jan Jakub Susini, Roger Holeindre), a nawet partii głównonurtowych (Jakub Bompard, były członek Ruchu dla Francji).

Tekst opublikowano dzięki uprzejmości portalu legitymizm.pl, zachęcamy do jego odwiedzin!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.