Asha Logos: Wojna przeciwko męskości i kobiecości

„Nie możemy zadać sobie pytania, czy kobieta jest lepsza, czy gorsza od mężczyzny bardziej, niż możemy zadać sobie pytanie, czy woda jest lepsza, czy gorsza od ognia […] Nie ma wątpliwości, że kobieta będąca doskonale kobiecą jest lepsza od niedoskonale męskiego mężczyzny, tak jak chłop wierny ziemi, doskonale wykonujący swoje funkcje, stoi wyżej od króla niezdolnego do wykonywania swego zadania”. – Juliusz Evola
Gdy spoglądamy wstecz na to, czym był nasz świat, czym się stał i dokąd zmierza, nasuwa się nam jeden niezaprzeczalny wniosek. Wydaje się, że jesteśmy w stanie wojny z naturą, zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie. Moda na relatywizm, tak agresywnie podsycana przez środowisko akademickie, mówi nam, że wszystko jest subiektywne, wszystko jest sztucznym konstruktem i etykietą stworzoną przez człowieka, że w zasadzie nie ma nic realnego i prawdziwego, że każda opinia na temat tego, jak żyć i jakim być, jest tak samo ważna i potencjalnie zdrowa jak każda inna. Jednakże świat przyrody w swojej cichej, wiecznej mądrości cierpliwie stoi jako potężna nagana dla tej pretensjonalnie zwodniczej gry słów. Szablon o tak mistrzowskiej złożoności, działający w doskonałej równowadze i harmonii, samorozprzestrzeniający się i samodoskonalący, zawsze dostosowujący się i tworzący, niczym echo i odbicie swego twórcy, cień Boga, o ile jesteśmy w stanie pojąć i zrozumieć. W poszukiwaniu wskazówek na to, jakim być, jak najlepiej poruszać się po otaczającym nas świecie, nie ma lepszego planu. A co nam mówi natura? Mówi o znaczeniu porządku i organizacji, struktury, niezmiennych praw rządzących wszystkim w naszym wszechświecie, od makro do mikro. Rzut oka na świat zwierzęcy i na stworzenia najbardziej podobne do nas pokazuje nam, jak ważne są dobrze ukonstytuowane hierarchie oparte na zasługach, oraz równie ogromne znaczenie hormonów i podstawowa rola estrogenu i testosteronu w kształtowaniu tych hierarchii, a także w decydowaniu o sprawności i doborze płciowego. Wreszcie natura informuje nas, że ostatecznym celem jest stwarzanie, samorozmnażanie się, odtwarzanie siebie w nowych, nieco innych formach. Każdy gatunek, który odwraca się od tego uniwersalnego prawa, popełnia w ten sposób samobójstwo i tym samym okazuje się niegodny dalszego istnienia. Nasz etap dziejowy jest indoktrynowany, aby zaprzeczać temu aspektowi naszej prawdziwej natury, a jawna wojna prowadzona przeciwko męskości i kobiecości jest jednym z najlepszych tego przykładów.
Przez większość zapisanej historii typ mężczyzn, którzy doszli do stanowisk władzy i wpływu, dawał oznaki zdrowia i dobrego wychowania. Znaki, które w różnym stopniu intuicyjnie odbieramy; dobra postawa, postawa pewna siebie i szlachetna, spokój i stałość charakteru i w działaniu, ludzie, którzy potrafili dowodzić armią na polu bitwy, rzucić włócznią lub oszczepem, lub przystąpić do walki wręcz z taką samą łatwością, jak prowadzenie rozmowy z największymi umysłami swoich czasów. Łacińskie powiedzenie „Mens sana in corpore sano” jest uznawane za najbardziej oczywistą prawdę we wszystkich wiekach poprzedzających naszego. Uznajemy, że kształtowanie perspektywy i światopoglądu ma prawdziwą wartość w byciu zrównoważonym człowiekiem, nie zaniedbując żadnego obszaru rozwoju i uznając, że wszystkie one odgrywają rolę w tworzeniu dobrze dostosowanej osobowości.
Kobiecy wdzięk i piękno uważano za wrodzone dary otrzymane z góry, a czystość za coś świętego i cennego. W przypadku najpotężniejszych przykładów tego archetypu mężczyźni byli więcej niż chętni do walki i śmierci. Takie kobiety były muzą wielu największych wypraw, dzieł sztuki, odważnych czynów i poświęceń, mężczyźni patrzyli na tę tajemniczą kobiecą naturę z wielkim podziwem i szacunkiem. To kobieta, Helena Trojańska, jest główną postacią i przyczyną prawdopodobnie najznaczniejszego wydarzenia w historii Zachodu, upadku Troi, wydarzenia, które głęboko ukształtowało naszą psychikę, sięgającą dnia dzisiejszego.
Zamiast uznać wartość i mocne strony obu tych energii i szanować ich wzajemne oddziaływanie jako jedną z najważniejszych dynamik wytwarzania energii leżącej u podstaw całej natury, byliśmy świadkami ich karykaturowania, wyśmiewania i poniżania, a w końcu całkowitego zaprzeczenia. Zamiast przyjmować je jako uzupełniające się siły w symbiotycznym związku, pomagających napełnić świat pozytywnym napięciem, energią duchową, uczy się nas postrzegać je jako wrogie, jesteśmy zaangażowani w jakąś lichą walkę na zasadzie „my kontra oni”. To, co dawniej było wzajemnym tańcem, teraz stało się zaciętą batalią. Rozdziera się serce, gdy się na to patrzy.
Mamy ruchy feministyczne, których znaczny odsetek wyznawców uważa, że mężczyźni są największym problemem uniemożliwiającym stworzenia lepszego świata. Mamy ruchy, takie jak MGTOW, które zasadniczo postrzegają kobietę jako główny problem. Dla tych żywiołów chcących zastosować taktykę podboju, aby osiągnąć własne cele, toksyczna atmosfera stworzona między mężczyznami i kobietami w naszym wieku z pewnością zalicza się do ich największych sukcesów. Podzieleni na walczące obozy, ich pozytywne napięcie staje się napięciem negatywnym, a harmonia zostaje zniszczona i zastąpiona chaosem i rozproszoną energią. W połączeniu z kierowaniem tych naturalnych energii przeciwko sobie, jesteśmy świadkami tendencji do ich całkowitego zniszczenia.
Albo przez przypadek, albo celowo, w ciągu ostatnich kilku dekad doszło do najbardziej skrajnych zmian w równowadze hormonalnej w historii ludzkości. W bardzo realnym sensie mężczyźni nie są już mężczyznami, a kobiety nie są już kobietami. Rozwój ten jest powszechnie promowany jako modny, jako nowy ideał. Koniec z protonami i elektronami, z yin i yang, z czernią i bielą; nastał czas niekończących się odmian męczącej szarości.
W głębi duszy, na poziomie intuicyjnym i pierwotnym, wiemy, że coś jest bardzo nie tak. Liczba rozwodów gwałtownie rośnie, sondaż po sondażu wskazuje, że jesteśmy mniej szczęśliwi i pewni w związkach. Seks i związki w ogóle tracą znaczenie gdy swobodnie spadamy ze sfery sacrum do profanum, a zamęt stanowi nasz punkt odniesienia. Kiedy wszystko staje się względne, wszystko staje się chaosem i niepewnością, pozbawione znaczenia i nieważne. I po raz kolejny wszystko to jest zaraźliwe. Obecnie żyjemy w świecie tak głęboko ze sobą powiązanym, że choroba jednej osoby wywołuje efekt motyla, który infekuje cały organizm. Wszyscy jesteśmy w różnym stopniu wciągnięci w zbiorowe bagno. To bardzo nowa choroba. W żadnym innym momencie naszej historii jako gatunku nie spadliśmy tak daleko od naszego naturalnego poglądu na świat i naszego w nim miejsca.
Jak więc do tego doszło i jak odwrócić bieg wydarzeń? Podobnie jak w przypadku wielu nienaturalnych zmian w kulturze i światopoglądzie, wiele z nich można przypisać szkole frankfurckiej i pewnemu rodzajowi intelektualizmu, któremu udało się przedostać do środowiska akademickiego, zapuścić tam początkowo korzenie i przystąpić do jego monopolizacji poprzez wyłączne promowanie wewnątrz swych szeregów umysłów do siebie podobnych na przestrzeni dziesięcioleci. Celem tych ludzi było całkowite zniszczenie fundamentów tysięcy lat cywilizacji indoeuropejskiej. Wydaje się, że niewiele przejmują się tym, co powstanie na jej miejscu, jeśli wogóle. Głównym celem wydawało się być niszczenie. Przemyślcie ogrom tej sytuacji. Tysiące lat nieprzerwanego łańcucha budowania na fundamentach naszych przodków, prób zachowania tego, co sprawdzało się najlepiej i odrzucania wszystkiego, co nie; poprzez niezliczone poprawki i udoskonalenia na przestrzeni pokoleń stworzono kulturę, strukturę moralną i etyczną oraz tradycje, które pomagały prowadzić bardziej uporządkowane, spójne, szczęśliwe, zdrowe i wydajne życie. Celem tych samozwańczych intelektualistów było zniszczenie tego wszystkiego tak szybko i całkowicie, jak tylko możliwe. Nie jest to przesada ani błędna charakteryzacja. Taki był deklarowany cel ich filozofii, jeśli można to tak nazwać.
Zakładając, że masz szczęście, że zostałeś dobrze wychowany i zapewniono tobie zdrowy początek w życiu przez kochających i troskliwych rodziców, możesz zadać sobie pytanie: „dlaczego?”. Jaki był impuls do podjęcia takiego zachowania? Jest to instynktowna reakcja każdej dobrze zbudowanej duszy, zdolnej rozpoznać, w jaki sposób myślą i działają osoby o przeciwległym krańcu spektrum zdrowia psychicznego.
Moim zdaniem są tu dwie potencjalne wytłumaczenia. Po pierwsze, to zniszczenie jest umyślne i celowe, a niektóre obrotne, pasożytnicze dusze uznają, że do dominowania i kontrolowania narodów, a może nawet całego świata, trzeba zniszczyć ich korzenie i fundamenty, zerwać wszystko, co czyni je silnymi, pewnymi siebie, co pozwala im stawiać kroki, czuć się bezpiecznie. Aby zrobić z ludzi bezmyślnych, konsumpcyjnych trybików w maszynie, należało zniszczyć ich miłość i szacunek wobec ich własnej, fundamentalnej natury i sprawić, że uznają to, co nienaturalne, za nowoczesne, za postępowe.
Inną opcją jest to, że to zniszczenie nie było zamierzone ani celowe, ale raczej zbiór pasożytniczych dusz podążających według własnego archetypu. Wyobraź sobie zagubionego i niezdrowego narkomana, trawionego wstrętem do samego siebie, namawiającego jednego z niewielu pozostałych przyjaciół do spróbowania wybranego przez siebie narkotyku, nie do końca zdając sobie sprawę, że jego pragnienie, aby to zrobić, było spowodowane chęcią zobaczenia, jak jego przyjaciel wpadnie do takiej głębi jak on, aby wyeliminować tę ogromną przepaść między nimi, która stale przypomina o jego chorobowym stanie, aby mieć dodatkowe towarzystwo w głębinach. Teraz wyobraź sobie, że dzieje się to na poziomie makro.
Niezależnie od powodu, JAK to się stało, jest nieco łatwiejsze do prześledzenia z pewną przejrzystością. Przez dziesięciolecia mieliśmy do czynienia jedynie z najbardziej negatywnymi przedstawieniami męskości i kobiecości. Zamiast podkreślać odwagę, poczucie lojalności i honoru oraz niezliczone pokolenia ludzi, którzy udowodnili, że są gotowi walczyć i umierać za swoje narody i ideały, lub zamiast podkreślać stoickie poświęcenie męża i ojca pracującego rękami do szpiku kości, aby zapewnić swoim dzieciom lepsze życie, jakie byli w stanie zapewnić mu jego własni rodzice, ukazuje się nam obraz męskości jako źródła niesprawiedliwego traktowania słabych przez silnych lub szyderstwa i nienawistne poniżanie kobiet, wrzeszczenie przed ekranem telewizora podczas sezonu piłkarskiego z piwem w ręku.
Straciliśmy koncepcję eleganckiej i pełnej wdzięku kobiecości, intuicyjnej empatii, która bezinteresownie działa jak klej spajający rodzinę, niewzruszona skała pomagająca uczynić zarówno męża, jak i rodzinę lepszymi i silniejszymi ludźmi. Panująca kultura wmawiała pokoleniu dziewcząt, że ich wartość polega na pogoni za dolarami na zakupy, i w ten sposób umniejszała najważniejsze zajęcie ze wszystkich, czyli kształtowanie przyszłych pokoleń, dosłowne stwarzenie i kultywowanie zdrowych i szczęśliwych istot ludzkich poprzez świadome i kochające macierzyństwo.
W świecie rozrywki, która pomaga kształtować koncepcję rzeczywistości, straciliśmy nasze archetypy Marlona Brando, Mela Gibsona i Clinta Eastwooda i zastąpiliśmy je najpierw Archiem Bunkerem i Alem Bundym, a następnie Homerem Simpsonem i Peterem Griffinem. Nasze Audrey Hepburn i Grace Kelly zostały zastąpione przez Glorię Steinem, a następnie Madonnę.
Mówiąc prościej, stworzyliśmy sztuczne ramy społeczne, w których jesteśmy zmuszeni postępować wbrew naszej ludzkiej naturze lub ponosić niezliczone konsekwencje wynikające z braku kontaktu z duchem czasu. Pozwoliliśmy, aby nasz nurt kulturowy został porwany i przekierowany, a teraz bezradnie patrzymy, jak szybko prowadzi nas w bardzo niebezpiecznym kierunku. […]
Kobiety w świecie Zachodnim są główną grupą docelową tej trucizny kulturowego marksizmu, a z każdym rokiem jest to coraz bardziej jawne. Żyjemy w trudnych czasach. Pytanie brzmi, jak poradzimy sobie z tym wyzwaniem? Czy wywieszamy białą flagę, rezygnujemy z naszych kobiet i zachowujemy się tak, jak gdyby każda z nich była nie do uratowania, trzymając je na dystans i traktując z chłodnym dystansem i pogardą? A może zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby sprostać wyzwaniu i sterować tym statkiem, szukać wyjątków od reguły w indywidualnym kontekście, a następnie starać się żyć w sposób, który odzwierciedla zalety zdrowszego światopoglądu? Jeśli natura jest naszym ostatecznym przewodnikiem, jak można zaprzeczyć znaczeniu znalezienia idealnego partnera i w ten sposób stworzenia życia?
Do kobiet zirytowanych przerośniętym dzieciakom i zjawiskiem popijających soję beciarzy, tak sławionym przez nasze kontrolowane media i przemysł rozrywkowy, oprzyjcie się pokusie uwierzenia, że nie ma setek tysięcy wyjątków od tej współczesnej reguły. Przykłady zdrowej męskości, a przynajmniej takie, które dążą do tego celu, prawdopodobnie szukają Was tak samo aktywnie, jak Wy szukacie ich.
Nikt nie jest doskonały i wszyscy w różnym stopniu zażywaliśmy te same trucizny, więc cierpliwość jest tu cnotą. Idealnie byłoby, gdybyśmy nauczyli się prowadzić siebie nawzajem w wydostaniu się od tego chaotycznego labiryntu, do którego wpadliśmy, i z powrotem w stronę przyjęcia zdrowych archetypów męskich i żeńskich. Nie tylko ze względu na siebie nawzajem, ale jako przykład dla przyszłych pokoleń.
A to prowadzi mnie do ostatniego punktu. Takie, które może budzić kontrowersje i powodować gniew w niektórych kręgach, ale zapewniam, że nie wypływa z nienawiści ani złej woli, wręcz przeciwnie. W zbiorowym pośpiechu by przyjąć tę nową modę, która, jak nam powiedziano, wyróżnia nas jako dobrych ludzi, tolerancyjnych, postępowych, modnych i nowoczesnych, wydaje się, że niewiele uwagi poświęca się temu, jak takie postawy wpływają na dzieci. Brak jest dyskusji na temat konsekwencji wychowywania dziecka w domu bez wpływu zdrowego mężczyzny i zdrowej kobiety oraz tego, jak może to wpłynąć na ich rozwój psychiczny. Zachęcam wszystkich, aby zadali sobie następujące pytanie. Czy jeśli chodzi o dobro własnego dziecka, ufam przykładowi, jaki daje natura i ideom wyznawanym przez całą historię ludzkości, aż do kilkudziesięciu lat temu, czy też ideom małej garstki ludzi, którzy nazywają siebie intelektualistami, których celem, jak sami mówią, jest niszczenie porządku, struktury, kultury i tradycji? Eksperymentowanie z własnym życiem to jedno, a ryzykowanie zdrowia psychicznego i dobrostanu przyszłych pokoleń to zupełnie inna sprawa. Nie mogę się pozbyć wrażenia, że w wielu przypadkach takie ryzyko graniczy z krzywdzeniem dzieci.
Obecnie sytuacja może być daleka od ideału, a wśród tej części ludności, która z upływem czasu jest coraz bardziej wciągana w dół przez manipulujących grajków, którzy nadają ton kultury popularnej, sytuacja ulega znacznemu pogorszeniu. Jednocześnie powodów do optymizmu jest więcej niż kiedykolwiek wcześniej. W reakcji na ten wzrost i zwyrodnieniowy chaos, miliony ludzi sięgają do swoich korzeni i tradycji, i na nowo uczą się cenić mądrość tych, którzy tu byli przed nami, mądrość, która sięga najwyższej mądrości ze wszystkich. Jestem pewien, że na horyzoncie wzejdzie nowy świt, w miarę jak poprawi się nasza przejrzystość i będziemy coraz bardziej zdolni rozpoznawać i usuwać truciznę z naszego organizmu. Kiedy uczymy się na nowo stać się prawdziwymi mężczyznami i kobietami, rozpoznawać i szanować tę męską i kobiecą naturę w nas, nie mogę się doczekać dnia, w którym odłożymy broń i przestaniemy ze sobą toczyć walkę, a zamiast niej ponownie podejmiemy ten odwieczny, budzący pozytywne nastawienie do życia taniec.
Tłumaczenie: Michał Szymański

