Hobby
5

Franek: Na Sportowo #3

26 sierpnia miliony fanów przed telewizorami i zgromadzonych w T-Mobile Arenie w Las Vegas było świadkami bezprecedensowego starcia, które przejdzie do historii sportów walki jako legendarne. Conor „Notorious” McGregor zmierzył się w ringu z Floydem „Money” Mayweatherem, zawodnik MMA podjął wyzwanie i stoczył walkę na zasadach zawodowego boksu. Nie tylko starcie było wyjątkowe, ale również gaża zawodników. Mayweather zarobił jako bokser 100 milionów dolarów, mówi się, że 300 milionów jeśli dodamy kwotę, którą zarobił jako promotor. Irlandczyk zarobił 30 milionów dolarów. Jako ciekawostkę dodam, że sama kara przewidziana dla Conora za potencjalne faule wynikające z przyzwyczajenia do zasad MMA, wynosiła 10 milionów dolarów. Także każdy, kto przed walką podniecał się, że „co by było gdyby McGregor z okrzykiem FOOK THIS BOXING SHIT zaatakował z przyzwyczajenia kolanem?” nie miał w rzeczywistości na co liczyć. Conor miał 10 milionów powodów by nie zostać zdyskwalifikowanym. Oczywistym faworytem był czterdziestoletni pięściarz urodzony w Michigan. U bukmacherów (nie promuję hazardu, tylko Straight Edge!) kurs na zwycięstwo Mayweathera wahał się w granicach od 1.15 do 1.32. Z kolei na zwycięstwo McGregor’a  od 3.36 do 4.50.

Nadmienię, że żaden z nich to nie Nasza bajka, McGregor jako promujący „równościowe” postulaty, pedały, ich śluby, adopcje, aborcje. Taka sytuacja. Z drugiej strony z Mayweatherem nie sposób się utożsamić ze względu na jego etniczną odmienność. Z resztą mentalnie obaj są Murzynami. Nie ma jednak wątpliwości, że mimo wszystko są wybitnymi sportowcami.

Floyd to jeden z najlepszych pięściarzy w historii boksu zawodowego. Odniósł w swojej karierze 50 zwycięstw i ani jednej porażki. Jego defensywny styl walki był wybitny na tyle, że nikt nie znalazł na niego sposobu. A próbowali najwięksi; Manny Pacquiao, Oscar de la Hoya czy Diego Corrales. Najbliżej pokonania „Moneya” był Jose Luis Castillo, który przegrał jednogłośnie na punkty.

Conor zaś szturmem, niczym Radykalne Południe w Antifę, wpadł do UFC, po drodze zostając mistrzem organizacji Cage Warriors w wadze lekkiej i piórkowej. Wspiął się na szczyt rankingu największej organizacji świata, szybciej niż brudasy wbiegły do Żabki w Katowicach, zdobywając uznanie setek tysięcy fanów na całym świecie dzięki nokautującemu lewemu prostemu, niekonwencjonalnej „stójce” i skrajnej pewności siebie na granicy pychy. Wielu (w tym ja) chciało zobaczyć jak ten wygadany Irlandczyk zostaje zgaszony, ale on ciągle na poparcie swych słów miał niesamowite umiejętności, które prezentował w klatce UFC. Został mistrzem w wadze piórkowej i lekkiej, pokonując Jose Aldo i Eddie’ego Alvareza. Po drodze stoczył jeszcze walkę z młodszym z braci Diaz w kategorii półśredniej. Nate Diaz odprawia go po emocjonującej walce duszeniem zza pleców, ale w rewanżu musi uznać wyższość Conora, który zwycięża przez nie jednogłośną decyzję sędziów.

Eksperci wskazywali, że McGregor nie będzie miał szans, pojawiały się głosy, szczególnie ze strony bokserów, że Irlandczyk padnie w pierwszych rundach, że nie powinien się nawet znaleźć w jednym ringu z Floydem Mayweatherem. Manny Pacquiao stwierdził, że Conor nie trafi Mayweathera nawet raz. Jednak Notorious naprawdę nie miał się czego wstydzić po walce. Pomimo swojego braku doświadczenia w zawodowym ringu bokserskim wytrzymał do dziesiątej rundy z bokserem najwyższego kalibru. Ponadto trafił Mayweathera 111 razy. To więcej ciosów niż Manny Pacquiao (81) i Juan Manuel Marquez (69), gdy walczyli z Floydem. „Canelo ” Alvarez trafił Money’a 117 razy, ale w ciągu dwunastu pełnych rund. Mayweather potrzebował czasu by przyzwyczaić się do niekonwencjonalnego stylu Irlandczyka. Pierwsze 4 rundy jesteśmy świadkami pewnego zaskoczenia. Amator dzielnie stawia czoła zawodowcowi. Tak wiem, że Floyd ma taki styl, że walczy z kontry, daje się wystrzelać przeciwnikom, zmęczyć i długo wchodzi do walki, ale przyznajmy Conorowi chociaż trochę zasług za pierwsze 4 rundy. Swoją drogą Money nigdy nie lubił walczyć z mańkutami. Co dopiero z zawodnikiem, który używał technik zapaśniczych w meczu bokserskim. W porównaniu z zawodnikiem MMA każdy bokser będzie nowicjuszem, jeśli mówimy o klinczu. McGregor robił w tej walce rzeczy, których nie rozumiał ani sędzia, ani Floyd, ani komentatorzy. Choć trzeba przyznać, że Paulie Malignaggi, komentujący pojedynek, próbował tłumaczyć swoim kolegom w studiu co robi Irlandczyk. Był to moment gdy po przeprowadzce zapaśniczej Mcgregor znalazł się za plecami Floyda, komentatorzy wtedy szaleli, dlaczego Money odwrócił się tyłem do przeciwnika?! Tak samo sędzia, upominał Mayweathera by nie odwracał się plecami. Floyd nie odwrócił się plecami, a oddał plecy w wyniku techniki zapaśniczej, tak doświadczony weteran boksu nigdy nie odwróciłby się plecami do oponenta. Z tego co można było usłyszeć w narożniku Conora, można wywnioskować, że taka była jego taktyka na tą walkę. Dostawał polecenia w zapaśniczym żargonie by klinczować i szukać chwytu over/under, przepychać Floyda, klinczować, rozerwać, uderzyć by znów klinczować. Już pod koniec drugiej rundy McGregor zaszedł za plecy Floyda, wyprowadził kilka krótkich uderzeń, ale sędzia szybko rozerwał klincz. W 9 rundzie natomiast prawie rzuca się po obalenie z klinczu, w czasie trwania walki wykonuje też inne techniki zapaśnicze: tzw. „Slide by”- gdy zepchnął przedramię przeciwnika z przed swojej twarzy, złapał w pasie i znalazł się po raz kolejny za plecami, tzw. „duck under” gdy podbił ręce przeciwnika do góry i klinczował, wykonał też tzw. „przeprowadzkę zapaśniczą” odpychając przedramieniem głowę przeciwnika i dzięki temu chwytając ramię by wejść za plecy oponenta i „snap down”, który polega na ściągnięciu głowy oponenta w dół, gdy ten napiera. Mayweather w późniejszych rundach znalazł odpowiedź na klincz ze strony Conora. Mianowicie po każdej wymianie ciosów, od razu kładł przedramię na gardle McGregora, nie pozwalając mu się do siebie zbliżyć i złapać. Podejrzewam, że Mayweather robił to odruchowo, ale to świetny sposób na wyższego przeciwnika w klinczu, tzw. „Framing”.  Pod koniec pierwszej rundy Conor trafia Mayweathera obszernym ciosem bitym z dołu. To nie był typowy bokserski, techniczny podbródkowy, ale tzw. Bolo Punch, uderzenie imitujące ruch maczetą, wywodzące się z boksu birmańskiego. Myślę, że wszystkim fanom boksu serce uciekło wtedy do gardła, to był precyzyjny, mocny cios, ale Money przyjął go jakby nic się nie stało. Jestem pod wrażeniem odporności na ciosy obu zawodników, obaj przyjęli mocne uderzenia. Zwróćmy też uwagę na gardę Irlandczyka, to jak bez przerwy pracuje prawą ręką, zbijając rękawice Mayweathera, wybijając go z rytmu. Taki styl jest bardzo kompatybilny z ogromną przewagą zasięgu jaką miał Irlandczyk, dość powiedzieć, że miał największą przewagę zasięgu z wszystkich oponentów Floyda.

Mayweather zastosował genialną taktykę, dać się wystrzelać przeciwnikowi, wymęczyć go i przeczekać do późniejszych rund. Przetrwał początkowy grad ciosów ze strony przeciwnika. Nie dał zrobić sobie krzywdy, ale biorąc pod uwagę defensywę Floyda, zdziwiłbym się gdyby Conor zranił Mayweathera. Mimo, że w początkowych rundach nie zadawał wiele ciosów, to nie cofał się, lecz ciągle napierał na McGregora, który odpowiadał mało efektywnymi ciosami. Powolny start pozwolił mu podkręcić tempo w późniejszych rundach i zajechać Notoriousa. Wszyscy wiedzą, że Conor ma problemy z wytrzymałością w końcowych rundach, Floyd to wykorzystał. Nawet w MMA Notorious miewał kryzys spowodowany złym rozłożeniem sił, vide pierwsza walka z Diazem. Co powoduje kryzys kondycyjny w walkach McGregora? W tym przypadku myślę, że była to kombinacja kilku faktorów, zbyt wysokie tempo, które Irlandczyk właściwie sam sobie narzucił, zbyt wiele wyprowadzonych ciosów, ich mała efektywność, zbyt wiele straconej energii gdy Conor się cofał i prawdopodobnie zbyt szybkie i zbyt ekstremalne zbijanie wagi.  Musimy mieć na uwadze, że wbrew pozorom w oktagonie jest więcej okazji do odpoczynku, mimo, że w użyciu jest więcej technik, łokcie, kolana, kopnięcia, klincz, grappling, to możemy odpocząć choćby w gardzie przeciwnika, kontrolując i zwalniając tempo, to samo w klinczu. W boksie nie uświadczymy takiej okazji, klincz jest przerywany przez sędziego, odpoczynek mamy dopiero w narożniku, w czasie przerwy między rundami. Po prostu boks od MMA różni się tempem, w którym toczona jest walka.

Gdy przed walką analizowałem, za duże słowo, gdy myślałem sobie o tym co powinien zrobić McGregor w nadchodzącym starciu, to właśnie przewaga w klinczu i nieortodoksyjna stójka miały dać przewagę Irlandczykowi. Jeśli liczył na zwycięstwo, w moim odczuciu powinien bardziej sponiewierać Mayweathera w klinczu. Spodziewałem się, że walka w zwarciu bardziej wypompuje energię z Floyda, odbierze mu więcej zdrowia i siły do walki. Nie wiem czy to była zbyt mała inicjatywa Mcgregora, czy po prostu floyd był tak świetnie przygotowany do walki. Irlandczykowi bezsprzecznie sprzyjał styl sędziowania, który pozwalał na dużo. Wielu innych sędziów ukarałoby Conora odjęciem punktu ze względu na ilość klinczu, łapania, szarpania i niedozwolonych ciosów młotkowych. Po walce słychać było głosy ze strony fanów, że sędzia za szybko przerwał walkę. Nie mogę się z tym zgodzić McGregor nie odpowiadał na ciosy przez dobrą minutę, a przyjmowanie ich na głowę nie liczy się jako defensywa. Jak na standardy boksu to w pełni zrozumiała decyzja sędziego, niejednokrotnie widzieliśmy podobne sytuacje w zawodowym boksie. Gdyby walka toczyła się na zasadach MMA to sędzia pewnie pozwoliłby skończyć Conorowi starcie padając na matę, ale MMA to inna bajka. Irlandczyk po walce sam stwierdził, że sędzia powinien mu pozwolić zaliczyć deski. Cóż według mnie to bez sensu, to nie „Rocky”, gdzie Stallone dokonuje cudownego powrotu w ostatniej rundzie, sędzia uratował Conora od utraty zdrowia, walka była już przegrana. Podsumowując bardzo ciekawe wydarzenie sportowe, show. Na pewno historyczna walka. Mistrz bokserski przeciwko mistrzowi MMA, tego jeszcze nie było. Uważam też, że jest to dowód na to, że zawodnicy MMA to najlepsi fighterzy. Przemyślmy to, Conor nie tylko przetrwał z mistrzem bokserskim 9 rund, ale również dał, wspólnie z Floydem, świetną walkę, momentami na korzyść Irlandczyka, momentami wyrównaną. Jeśli ci panowie spotkaliby się w oktagonie UFC… Conor skończyłby Mayweathera dużo szybciej. Mało tego myślę, że nie tylko Conor, ale dziesiątki zawodników UFC dałyby radę pokonać Floyda w walce na zasadach MMA. Przykład Jamesa Toney’a pokazuje nam wiele. W walce z Randym Couturem nie miał żadnych szans, mimo, że był weteranem boksu. Randy poczekał, obalił i udusił swego oponenta. Wracająć do walki McGregor vs Mayweather, chwała hakerom, którzy udostępniali walkę za darmo, bo mimo to szkoda by mi było pieniędzy na PPV. Czekam na rewanż na zasadach MMA!

P.S Liczę na to, że dożyję czasów gdy sportowiec-nacjonalista stoczy tak medialny pojedynek, promując swoją osobą właściwe wartości i naszą Ideę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.