Idea
5

Adam Busse: 16 lat obecności Polski w NATO – gwarancja bezpieczeństwa czy zagrożenie?

12 marca 1999. Tego dnia w Independence w amerykańskim stanie Missouri profesor Bronisław Geremek, który pełnił obowiązki ministra spraw zagranicznych III RP, złożył na ręce amerykańskiej Sekretarz Stanu akt przystąpienia Polski do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Wraz z tą chwilą Polska stała się krajem członkowskim NATO i na jej barki nałożono szereg zobowiązań, które musiała i musi do dziś wypełniać w ramach stabilizacji wewnętrznej i zewnętrznej całego świata. Tak, moi drodzy, tego samego NATO, które „w imię walki o międzynarodowy pokój i bezpieczeństwo” kilkanaście dni później zbombardowało Jugosławię. Czy wobec tego rzeczywiście czujemy się bezpieczni przynależąc do paktu sojuszniczego, który de facto jest realizatorem imperialnych i ekspansjonistycznych zapędów Stanów Zjednoczonych Ameryki? I czy po 16 latach od przekazania aktu Polska odniosła rzeczywiście korzyści wynikające z przynależności w tych strukturach? Postaram się przedstawić w miarę wyczerpującą i konkretną odpowiedź na te pytania, choć może ona już od początku być dla logicznie myślących jasna. Niewątpliwie polska opinia publiczna i opinia rządowa znacząco się od siebie różnią w kwestii przynależności Polski do NATO, jednak w imię propagandy sterowanej przez demoliberalne elity opinia jest zakłamana, analogicznie cały aparat polityczny z niektórymi wyjątkami reprezentuje jednoznaczne stanowisko wobec NATO i USA.

NATO – gwarant pokoju w środkowej Europie

Najsilniejszym krajem należącym do NATO w regionie jest Republika Federalna Niemiec, która dysponuje siłami zbrojnymi – Bundeswehrą, ona zgodnie ze statystykami z ostatnich 2 lat liczy około 180 – 190 tysięcy żołnierzy zgrupowanych w wojskach lądowych, lotniczych i marynarce wojennej. Z Polską graniczą też trzy kraje członkowskie NATO – Litwa od północnego wschodu, Słowacja i Czechy od południa, a na wschodzie – w sprawie ewentualnego przyjęcia do NATO i Unii Europejskiej prowadzone były rozmowy z władzami Ukrainy, co miałoby w założeniu przywódców Paktu wzmocnić wschodnią szpicę w Europie Środkowo – Wschodniej przeciwko Federacji Rosyjskiej. W teorii taki układ paktowy powinien gwarantować wzajemne bezpieczeństwo regionu.

We wrześniu 2014 roku na szczycie NATO w Wilnie przywódcy krajów NATO uzgodnili utworzenie sił szybkiego reagowania jako szpicy militarnej, mającej w razie zagrożenia podjąć działania w przeciągu 48 godzin od otrzymania i potwierdzenia przez dowództwo informacji o zagrożeniu. Ta teoria też miała zagwarantować stabilizację. Miała, ponieważ niemiecki „Der Spiegel” dotarł do oceny tych działań przez generała Martina Dempseya, najwyższego rangą dowódcy armii USA, który to dowódca krytycznie ocenił możliwości NATO do utworzenia szpicy i uznał je za nierealistyczne. Niemieckie media ponadto zaalarmowały o fatalnym stanie zbrojeniowym Bundeswehry, która de facto znajduje się w rozsypce, nie mówiąc o ich stanie uzbrojenia (na 180 transporterów opancerzonych „Boxer” tylko 70 nadaje się do użycia, na 31 śmigłowców „Tiger” jest sprawnych tylko 10, a z 33 helikopterów NH-90 zdolnych do działania jest tylko 8, nie mówiąc już o licznych awariach sprzętu wojskowego i braku części znamiennych). Liczne braki w niemieckim lotnictwie doprowadziły do opóźnienia wysyłki broni, amunicji i sprzętu transportowego dla kurdyjskich bojowników walczących przeciwko terrorystom z Państwa Islamskiego, zatem czy można się łudzić, że lotnictwo NATO będzie w stanie sprawnie podjąć działania obronne wobec wschodniej szpicy. NATO – cieszące się poparciem Polaków Władze III RP za pośrednictwem mediów głównego nurtu przedstawiają informacje o konfliktach zbrojnych zgodnie z amerykańsko – natowskim punktem widzenia, nie polskim punktem widzenia oraz usiłują kształtować opinię publiczną na ten temat. O tym świadczyło poparcie nie tylko słowne, ale i realne ze strony Warszawy dla zbrojnych interwencji NATO w ramach „wojny z terroryzmem” rozpoczętej 11 września 2001 roku po zamachach na World Trade Center. Stąd udział Wojska Polskiego w interwencjach w Afganistanie, Iraku, „misjach pokojowych” w Kosowie, byłej Jugosławii oraz wspólnych operacjach państw sojuszniczych na Morzu Śródziemnym.

Opinia publiczna z kolei inaczej przedstawiła swój stosunek do udziału Polski w misjach zagranicznych oraz samej przynależności do NATO. O ile na początku „wojny z terroryzmem” 89% Polaków poparła ideę wojny z terroryzmem, a 77% z nich – rozważała ewentualne włączenie Polski do operacji antyterrorystycznych Paktu na Bliskim Wschodzie (sondaże CBOS z 13 – 16 września 2001 roku), o tyle po podjęciu interwencji NATO w Afganistanie liczba przeciwników zaangażowania Warszawy w ten konflikt podwoiła się (z 12 do 29%), natomiast do 2009 roku liczba przeciwników zwiększyła się do 76% (zarówno zdecydowanych, jak i biernych przeciwników). Natomiast jeśli chodzi o stosunek do planów podjęcia operacji wojskowej w Iraku, to według badań prowadzonych od grudnia 2002 do połowy marca 2003 roku liczba przeciwników operacji w Iraku zwiększyła się z 12 do 61% (dla porównania pod koniec 2002 roku 45% respondentów opowiadało się za podjęciem interwencji w Iraku w razie znalezienia tam broni masowego rażenia). Nieznacznie wzrosła liczba przeciwników udziału polskich żołnierzy w konflikcie – z 67 do 75%. Tak samo wzrósł dość negatywny stosunek Polaków do NATO, USA i prezydentury Baracka Obamy. Zgodnie z badaniami opinii publicznej z 2012 roku zaledwie 38% mieszkańców Polski uznaje amerykańskie przywództwo na świecie za uzasadnione, a równocześnie spada odsetek Polaków aprobujących politykę zagraniczną prezydenta Obamy. Równorzędnie z tym spadkiem wzrosły również nastroje antyrosyjskie – w 2011 roku około 42% Polaków było przychylnie nastawionych do polityki Federacji Rosyjskiej.

Polska – baza wypadowa NATO na Rosję

Polska jako jeden z „najsilniejszych” krajów środkowoeuropejskich obecnie jest systematycznie wykorzystywana jako baza wypadowa NATO w razie możliwości zrealizowania potencjalnych scenariuszy zatargu z Federacją Rosyjską. Między innymi w tym celu od 2005 roku Polska jest zaangażowana w operację „BalticAirPolicing”, polegającą na patrolowaniu przestrzeni powietrznej Litwy, Łotwy i Estonii w ramach NATO-wskich sił szybkiego reagowania. Dlatego na linii Warszawa – Waszyngton prowadzona jest wzmożona współpraca wojskowa w związku z nasilającym się konfliktem na Ukrainie, 10 marca 2014 roku baza wojskowa pod Poznaniem została wzmocniona o kontyngent 300 żołnierzy amerykańskich, a zasoby bazy lotniczej w podłódzkim Łasku zasiliło 10 amerykańskich samolotów F-16. Minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak wskazał, iż „Nie mylmy dwóch rzeczy: ćwiczeń, na których będzie mniej lub więcej żołnierzy i pewnych docelowych rozwiązań nad, którymi pracujemy. Nam zależy na obecności wojsk amerykańskich i w krótkim okresie to jest właśnie ta seria przedsięwzięć”. Tutaj miał na myśli intensyfikację wspólnych, polsko – amerykańskich ćwiczeń jako wstęp do preludium dalszych działań sojuszniczych. Projekty współpracy polsko – amerykańskiej są efektem memorandum o współpracy sił powietrznych RP i USA, podpisanego 13 czerwca 2011 roku podczas spotkania ministra Bogdana Klicha z amerykańskim ambasadorem w Warszawie. Minister Klich oczywiście nie uciekł od wiernopoddańczej deklaracji:„Bardzo się cieszę z tego, co przed momentem podpisaliśmy. To porozumienia każe nam patrzeć śmielej w przyszłą współpracę pomiędzy Polską a Stanami Zjednoczonymi w obszarze obrony i bezpieczeństwa. Traktujemy je jako otwarcie nowego obszaru tej współpracy i następny krok w pogłębieniu polsko-amerykańskiego partnerstwa.”

Traktat waszyngtoński jako czynnik obronny NATO

„Strony zgadzają się, że zbrojna napaść na jedną lub więcej z nich w Europie lub Ameryce Północnej będzie uznana za napaść przeciwko nim wszystkim i dlatego zgadzają się, że jeżeli taka zbrojna napaść nastąpi, to każda z nich, w ramach wykonywania prawa do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony, uznanego na mocy artykułu 51 Karty Narodów Zjednoczonych, udzieli pomocy Stronie lub Stronom napadniętym, podejmując niezwłocznie, samodzielnie, jak i w porozumieniu z innymi Stronami, działania jakie uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej, w celu przywrócenia i utrzymania bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego.” Powyższy fragment jest piątym artykułem podpisanego 4 kwietnia 1949 roku w Waszyngtonie traktatu opartego o Kartę Narodów Zjednoczonych. Tenże artykuł mówi o tym, iż każdy atak na któregoś z członków NATO powinien zostać potraktowany jako atak na wszystkie kraje członkowskie. Co ciekawe, pierwszy raz postanowienia Traktatu nie zostały wcielone w życie podczas zimnej wojny, kiedy USA na wielu frontach ścierały się zbrojnie z wpływami Związku Sowieckiego, lecz w 2001 roku po zamachach z 11 września. Jednak zastosowanie 5. Artykułu w celu przeciwdziałania potencjalnym atakom terrorystycznym okazało się nieskuteczne, a stało się znakomitą zasłoną dymną do podejmowania interwencji zbrojnych NATO w Iraku i Afganistanie, nawet jeśli były one niezgodne z interesami politycznymi państw wysyłających kontyngenty wojskowe na misje. Świadczy zatem o tym, iż Traktat Waszyngtoński jest dowolnie interpretowany, a skoro jest dowolnie interpretowany, to każde powołanie się na powyższy artykuł w celu realizacji zadań operacyjnych w ramach NATO może być uzasadnione (niezależnie czy to będzie tajna operacja wywiadowcza, czy jawna interwencja zbrojna). Pomimo iż w teorii występuje solidarność i pluralizm poglądowy wszystkich krajów członkowskich, to decydujący głos mają państwa mające silny wpływ na politykę Paktu (w tym wypadku Stany Zjednoczone Ameryki).

NATO – solidarny pakt wobec wspólnego zagrożenia

Konflikt na Ukrainie skutecznie podzielił europejską opinię publiczną i podzielił również kraje członkowskie NATO. Zatem mimo wspólnych ćwiczeń krajów wchodzących w skład Paktu relacje gospodarcze starają się owe państwa utrzymywać na optymalnym poziomie, mowa tu o relacjach z Federacją Rosyjską, która jest objęta sankcjami Unii Europejskiej. W związku z tym naiwne obietnice o realizacji traktatu waszyngtońskiego przez NATO w razie otwartej agresji Rosji wobec jakiegokolwiek z krajów europejskich mogą zostać włożone między bajki z praktycznych powodów politycznych – takie państwa jak Francja czy Wielka Brytania nigdy nie miały i nie będą mieć realnego interesu we wzmacnianiu Europy Środkowej i Wschodniej, ponieważ kraje tego regionu w razie powiększenia swojej niezależności i perspektyw rozwoju mogłyby zagrozić ich wpływom i poplątać poważne stosunki dyplomatyczne na linii Moskwa – Zachód.

Tak samo podzielone są środowiska nacjonalistyczne w całej Europie, które stanęły otwarcie przed poważną dwuosiowością problemu, związaną z równoważeniem wpływów na Bliskim Wschodzie przez Moskwę i otwartego wsparcia wojskowego dla krajów mających zagwarantować stabilizację regionu – Iranu, Syrii (rządzonej przez prezydenta Baszara al-Asada), Hezbollahu oraz szyickich milicji. Wszystkie te siły nie tylko starają się sprzeciwiać dominacji polityczno – wojskowej osi USA-Izrael-Arabia Saudyjska w regionie, ale ponadto zapewniają bezpieczeństwo arabskim i syryjskim chrześcijanom, którym grozi na chwilę obecną ludobójstwo dokonujące się na naszych oczach rękoma terrorystów z Państwa Islamskiego. Terrorystom, którzy jak wiadomo wspierani są przez amerykański i izraelski wywiad. A jednocześnie rosyjskie siły wojskowe objęły kontrolę nad Krymem, Abchazją, Osetią Południową i obecnie wkroczyły na wschodnią Ukrainę otwarcie wspierając noworosyjskich powstańców, którzy nadal stawiają opór ukraińskim siłom rządowym. Tu także zderzają się różne opinie, spośród nich najbardziej popularna jest wśród ludzi sugestia, że jeden imperializm należy zwalczać drugim niezależnie od ich stopnia. Warto tu uczynić bardzo ważne sprostowanie, obecnie ekspansywna polityka Moskwy w regionie stanowi mniejsze zagrożenie wobec dwóch poważnych ofensyw mogących stanowić poważne zaczątki odradzających się lokalnych animozji – po pierwsze plan osiedlenia kilku tysięcy imigrantów z Ukrainy, Afryki i Azji w celu uzupełnienia luki demograficznej wywołanej masową emigracją Polaków za chlebem. Drugim natomiast zagrożeniem jest czynienie przez Waszyngton krajów środkowoeuropejskich jako głównej szpicy operacyjnej NATO, co zakończy się jeszcze większym uzależnieniem Warszawy od Stanów Zjednoczonych i trwałego ugruntowania zależności nie na zasadzie równy sojusznik z równym sojusznikiem, ale jak mafijny boss z gangsterem niższej rangi czy handlarzem narkotykami.

Polski obóz polityczny a NATO

Demoliberalny system w naszym kraju nie zmienia stosunku do jakichkolwiek czynników zewnętrznych czy porozumień pozwalających utrwalać jego zdobycze oraz ugruntować dotychczasowy stan posiadania w imię zawieranych sojuszy. Nie dziwi zatem fakt, iż cały obóz polityczny uprawia serwilistyczną politykę wobec Ameryki, co się przekłada na równie mocno serwilistyczną i wiernopoddańczą przynależność do Paktu. To nie tyle jest czynnikiem świadczącym o jakiejkolwiek pustce myślowej kasty III RP, ale dwulicowe spojrzenie na sprawy społeczno – historyczne, doskonale jest to widoczne przy okazji świąt narodowych. Przy okazji dnia pamięci Żołnierzy Wyklętych czy 11 listopada politycy tak rządzący, jak i opozycyjni z jednej strony mówią wyświechtane frazesy o wolności, suwerenności i niepodległości, a z drugiej – realizują zupełnie antyniepodległościową politykę, której jednym z elementów jest właśnie przynależność Polski do wszelkich ponadnarodowych struktur jak NATO czy Unia Europejska. Analogiczny serwilizm wobec struktur zdominowanych przez obóz proamerykański doprowadził do sytuacji, w której prawie wszyscy politycy stracili zupełnie zmysły logicznego myślenia oraz krytycznego spojrzenia na politykę swoich sojuszników z Waszyngtonu, Brukseli i Tel-Awiwu, i nic na razie nie rokuje szans na jakąkolwiek poprawę. Stąd wyniknęło chorobliwe poparcie dla interwencji NATO w byłej Jugosławii, Libii, Iraku i Afganistanie, skrajnie rusofobiczna retoryka względem Moskwy wynikająca z ingerencji w wewnętrzne sprawy Ukrainy (przypomina mi to przedwojenną, antyniemiecką retorykę w II Rzeczypospolitej, która później zakończyła się rozpoczęciem wojny we wrześniu 1939 roku właśnie od Polski), krytyka poczynań Paktu i Ameryki jako „działalność na rzecz rosyjskiego wywiadu”, „szerzenie propagandy za kremlowskie ruble”, a także bezwarunkowe poparcie Izraela w konflikcie izraelsko – palestyńskim. Na ich tle wyróżniło się ostatnimi czasy w kręgach politycznych i wojskowych niemało osób, które nie zgodziły się z tak panującą wojną informacyjną. Jaskrawym przykładem jest generał Waldemar Skrzypczak, były dowódca polskich wojsk lądowych, wskazał bowiem, że to amerykańska interwencja z 2003 roku doprowadziła do totalnej destabilizacji Iraku, katastrofy humanitarnej oraz wzmocnienia się radykalnych grup islamskich (dzięki pieniądzom amerykańskiego i izraelskiego wywiadu, które postanowiły wesprzeć te grupy w obaleniu Baszara al-Asada, Muammara Kaddafiego, Hosniego Mubaraka i innych arabskich przywódców na drodze „arabskich rewolucji z 2011 roku”), co zakończyło się powstaniem Państwa Islamskiego. Można tu tytułem aktualizacji wskazać, że obecnie terroryści z ISIS kontrolują jedną z największych irackich baz lotniczych w Al-Asad koło Ramadi oraz miasto Faludża – a one znajdują się w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od irackiej stolicy. Zatem zdobycie Bagdadu przez ISIS będzie też sukcesem osi USA-NATO w dziele zniszczenia Bliskiego Wschodu (mimo iż USA deklaruje walkę z terroryzmem na tym froncie i organizuje naloty lotnicze na pozycje islamistów, które jednak nie są wcale skuteczne, a nadal w niektórych krajach, m.in. Libii, obowiązuje embargo na zakup broni, co pozwoliłoby wojskom rządowym podjąć zdecydowaną walkę z terrorystami).

Podsumowanie

Polska już nieraz doświadczała ze strony Zachodu „wsparcia”, jakie nam okazywał w trakcie toczonych przez nas wojen i ofiar, jakie ponosiliśmy w nie naszym interesie. Logiczne jest zatem zadanie pytania, czy po doświadczeniu braku pomocy w czasie II wojny światowej, kiedy Zachód walczył z hitlerowskimi Niemcami za pomocą naszych żołnierzy, a później całą Polskę przemaglował do sowieckiej strefy wpływów, mamy się łudzić, że w razie agresji rosyjskiej czy każdej innej NATO nam pomoże i zapewni jakiekolwiek bezpieczeństwo? Mimo trudnego położenia geopolitycznego, ponieważ jesteśmy ulokowani między amerykańsko – zachodnią a rosyjską strefą wpływów, a nad nami wisi bardzo poważne widmo islamskiej i ukraińskiej imigracji mogącej skolonizować nasz kraj, trzeba powiedzieć głośno: Sojusz Północnoatlantycki nie jest gwarantem stabilności ani Polski, ani regionu środkowoeuropejskiego, ani jakiegokolwiek kraju, bowiem NATO w imię swoich założeń operacyjnych zdestabilizowało i doprowadziło na skraj upadku niejeden kraj. Owoce takich działań możemy dziś obserwować śledząc z niepokojem przebieg wydarzeń na Bliskim Wschodzie czy wciąż odżywające stare rany z wojen w byłej Jugosławii. Z kolei normalizacja stosunków dyplomatycznych i gospodarczych z Federacją Rosyjską na chwilę obecną jest najbardziej pożądana widząc bankructwo polityki polskiego rządu dotyczącej konfliktu rozgrywającego się za naszą wschodnią granicą, jednak trzeba prowadzić wobec moskiewskiego giganta bardzo ostrożną politykę, żeby nie narazić naszej państwowości na ponowne unicestwienie. Dlatego priorytetami odzyskania przez Polskę pełnej niepodległości w zakresie bezpieczeństwa zewnętrznego i wewnętrznego w ramach państwa narodowegosą niezwłoczne zakończenie udziału polskich żołnierzy w misjach zagranicznych,wycofanie amerykańskich i obcych sił zbrojnych z terytorium Polski, wystąpienie ze struktur NATO oraz reorientacja dotychczasowej polityki militarnej na taką, jaka będzie w stanie nam zapewnić bezpieczeństwo potwierdzone realnym działaniem i współpracą z państwami regionu, a nie świstkiem papieru podpisanym przez mocodawców z Brukseli czy Waszyngtonu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.