Idea
3.5

Aguirre: W oczekiwaniu na Gajowego

Europa jest zakładnikiem własnych aksjomatów. Nie może zrobić nic z tego, co zrobić powinna, a na co wpadłby sześciolatek. Wilk w bajce robi złe rzeczy: pożera Babcię, podszywa się pod nią a następnie pożera Czerwonego Kapturka. Wtedy przychodzi Gajowy, patroszy Wilka, uwalnia Babcię i Kapturka. Bezlitosna logika bajki, którą zna każde dziecko. Skoro więc pijane i spragnione seksu bydło terroryzuje ulice miast, powinien pojawić się ktoś, kto doprowadza bajkę to rozsądnego finału. Krótko mówiąc, policja powinna porozbijać tym osobnikom łby. Bez zatrzymań, sądów, dochodzeń, domniemania niewinności, dowodów, prokuratorów, kuratorów, zawieszeń, umorzeń. Nie rzuca się pereł przed wieprze. Z bydłem rozmawia się za pomocą sznura i bata. Ale nie. Europa nie może tego zrobić, bo upiera się przy fałszywym założeniu, że zasady demokracji i państwa prawa są uniwersalne i dotyczą każdego, bez względu na kulturę i cywilizację. Otóż nie są. Powstały one w szczególnych warunkach, jako konglomerat cywilizacji grecko-rzymskiej i chrześcijańskiej oraz – w mniejszym stopniu – nowożytnej filozofii politycznej. Tylko społeczeństwo wychowane od pokoleń w duchu tych wartości, jest w stanie te zasady pojąć i traktować jako fundament wspólnoty – jako siłę, a nie słabość. Tymczasem dla przybyszów z Azji i Afryki, te idee są zwykłym głupstwem. Są zaprzeczeniem naturalnej pogańskiej logiki, w której mocny to ten, który mocno bije. Oni nie znają pojęć uniwersalnej moralności i moralnego zwycięstwa, bo to są to misterne wytwory wysokiej cywilizacji. Jedyne zwycięstwo, jakie biorą pod uwagę, to odrąbanie przeciwnikowi głowy i zgwałcenie jego kobiety. A jeżeli chcesz (lub musisz) nawrócić się na ich wiarę, nie potrzebujesz zrozumieć i wewnętrznie przyjąć żadnych teologicznych prawd. Musisz wyrecytować jednozdaniową formułkę. I załatwione. Albo spadnie twoja głowa i również po sprawie.

Idźmy dalej. Ostatnie dwa rajdy po Paryżu nie są zapewne ostatnimi występami islamistów w europejskich miastach. Istnieje stałe i realne zagrożenie życia Europejczyków. Jaki na to sposób ? Sześciolatek odpowiada: dać dobrym panom i paniom broń, żeby ukatrupili złych panów na miejscu. Ale nie – nie można. Po masakrach II wojny, wymyśliliśmy sobie, że będziemy pokojowi i mili dla wszystkich. Nawet jeżeli nas mordują. No i mamy słynną dyrektywę Bieńkowskiej. Z tym jakże mądrym dokumentem wiąże się podobno inny problem. Okazuje się, że względnie liberalne (jak na warunki eurokołchozu) francuskie prawo zostało ochoczo wykorzystane przez smagłych mieszkańców francuskich blokowisk, w których legalnym posiadaniu jest całkiem sporo broni. Tego, ze zrozumiałych względów, władza się obawia. Co na to nasz sześcioletni doradca ? Zabrać broń muzułmanom, zwłaszcza radykalnym salafitom, brodaczom, łobuzom i całemu śniademu oszołomstwu, bo oni najpewniej mogą robić złe rzeczy. Ale nie, odpowiada Pani Komisarz. Nie można. To nie są żadni muzułmanie, ani Arabowie, ani w ogóle nikt. To byłyby rasistowskie, faszystowskie kryteria. To jest segregowanie ludzi na gorszych i lepszych. A my mówimy o równych wobec prawa obywatelach, o Francuzach. No więc zmienimy prawo i zabierzemy wszystkim. A mordować nas będą tylko co bardziej zorganizowani brodacze, którzy broń zdobędą nielegalnie.

Skąd ten obłęd ? Niestety korzenie Europy zostały wykarczowane. Europa nie wie skąd ma tolerancję, państwo prawa i demokrację. Te idee pozbawione w jakiegokolwiek głębszego odniesienia i są wszystkim co jej zostało. Dlatego Europa nie jest w stanie – w obliczu okoliczności które właśnie nastają – przejść w stan wojny. Nie może stać się wojownicza i twarda, bo miękkość stała się jej jedyną tożsamością. Gdyby zawiesić demokrację i pobłażliwość – nic by nie zostało. Europa nie ma się o co bić. Nie można się bić o tolerancję. To sprzeczne z logiką.

Często wśród osób szczerze zmartwionych tym co dzieje się z naszą cywilizacją, słyszy się deklaracje w rodzaju: „nie jestem demokratą” , albo „nie jestem Europejczykiem”. Jest to zrozumiała reakcja na wszechobecny jazgot propagandowych funkcjonariuszy, mających usta do porzygania pełne tych pojęć. A więc rozumiem, ale nie zgadzam się. Ja osobiście jestem Europejczykiem. Popieram integrację europejską. Jestem też demokratą, popieram społeczeństwo otwarte i obywatelskie. Jestem za transparentnością i wybieralnością władzy, a suwerenem jest dla mnie lud. Tyle, że mówiąc w ten sposób mam na myśli zupełnie coś innego, niż dzisiejsze karykatury wolności i demokracji skrywające systemowe niewolnictwo. Można by napisać traktat o tym, jak w oderwaniu od chrześcijaństwa wszystkie fundamentalne idee europejskie skarłowaciały i stały się własnym zaprzeczeniem. Wymieńmy tylko kilka z nich. Dziś „integracja europejska” to podwyższanie murów kołchozu, do którego zagania się narody wśród wyzysku i zaprogramowanej deprawacji. A przecież braterstwo wolnych narodów, budowane na fundamencie wspólnych wartości, to idea o której marzy każdy człowiek dobrej woli. Rozdział kościoła od państwa to dzisiaj nieskrywana walka z chrześcijaństwem we wszystkich przejawach życia. A przecież, to właśnie przezwyciężenie bizantyńskiego cezaropapizmu było główną zdobyczą cywilizacji łacińskiej. I tak dalej, i temu podobne.

Czym innym jest dystrybucjonizm, jak nie demokratyzacją stosunków ekonomicznych ? Czym innym jest korporacjonizm, jak nie realną demokratyzacją w wymiarze ustrojowym ? Pojęcia Europy i demokracji zostały zawłaszczone i zniekształcone. Jednak nie oznacza to, że mamy odwrócić się od ich pierwotnego znaczenia i zacząć roić o królu w gronostajach, ani o dyktatorze z wąsem i w mundurze. A zatem śnić mokre sny „prawdziwej, niedemokratycznej prawicy”. Oszaleć w ucieczce przed głupotą. G.K. Chesterton określał się jako demokrata, a nawet „liberał”, co nie przeszkadzało mu mówić o sobie, jako o nacjonaliście. Przewrotnie ? Dla kogoś, kto utożsamia demokrację liberalną z rządami politycznego kartelu na usługach finansowej oligarchii – oczywiście tak. Tymczasem prawdziwa obywatelska demokracja, to coś, czego System nie mógłby ścierpieć. To byłoby coś, co rozsadziłoby go i zatopiło na wieki. Nie warto dziś bronić demokracji – bo jej nie ma, ale na pewno warto o nią walczyć.

Podstawowy problem polega na tym, że te idee wolności równości i braterstwa należy odczytać w ich pierwotnym cywilizacyjnym kontekście. Tą ramą, w której idee odnajdują swoje właściwe miejsce jest religia katolicka, a w sensie najgłębszym obraz Boga objawiony w Kościele. W oderwaniu od niego – jak pokazuje historia – idee wolnościowe przynoszą tylko więcej krwi i mocniejsze kajdany. Zapatrywania Arabów na demokrację wynikają wprost z ich heretyckiej koncepcji Boga, który wprawdzie nazywany jest dobrym i miłosiernym, nie znalazł nigdy czasu, by dać tego namacalny t.j. wcielony – dowód. Jednak także Europa bez katolicyzmu upada, jej zdobycze stają się własną parodią. W imię abstrakcyjnej wolności odbieramy więc wolność konkretną i bezpośrednią : do obrony własnej i swojej rodziny, do formułowania własnych poglądów, ba – nawet do przedstawiania faktów – vide niemieckie media w aferze „sylwestrowej”.

Dworzec w Kolonii staje się symbolem upokorzenia i ostatecznej kompromitacji Europy w oczach świata. Jest również – dla tych, którzy dotąd woleli się łudzić – świadectwem zakłamania elit, dowodem istnienia zorganizowanego systemu ogłupiania Europejczyków. Prawda ujawniła się w pełni swojej brutalności. Mówmy wprost. Islam i masoneria zjednoczyły się w swoich celach i dążeniach. Skoordynowały swoje wysiłki, stworzyły wspólny front przeciwko Europie.

Jeżeli ktoś tego do dziś nie dostrzega, zasługuje na śmierć od krzywego noża, bo sam sobie ten nóż naostrzył. Głupota nie jest okolicznością łagodzącą grzechu – sama jest grzechem. Dochodzimy do przesilenia, do wielkiego finału. Ta bajka nie skończy się nijak. Ona musi się skończyć dobrze, bo inaczej skończy się źle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.