AMDG: Rewolucja myślenia i rewolucja działania

Chyba każdy z obecnych tu czytelników zgodzi się ze mną, że Europę toczy poważny rak. Jeśli ktoś jednak nie jest w stanie tego dojrzeć, to niech skieruje wzrok na Polskę i teraz powinno mu coś zaświtać. Robi się u nas wiele rzeczy, jednakże niewiele z nich wychodzi dobrze, czy w ogóle dochodzi do skutku. Dostajemy miliony złotych (w większości naszych) pochodzących z „dobrej” UE, pieniądze płyną lecz przeważnie nie docierają na miejsce. Część gdzieś ginie, część przeznacza się na pół-legalne premie, słowem z planowanego przedsięwzięcia przeważnie niewiele wychodzi. Więc co się dzieje? Otóż panie i panowie jesteśmy świadkami poważnego kryzysu i wcale tym razem nie chodzi mi o ten powszechnie znany: finansowy, lecz o znacznie poważniejszy: strukturalny…

My wszyscy stanęliśmy na warcie w dość osobliwym momencie dziejów, w którym na oczach zwykłego, szarego Kowalskiego załamują się święte filary, w które ślepa wiara była mu systematycznie wbijana do głowy od najwcześniejszych lat nauki. O czym mówię? Spójrzcie na swoich najbliższych. Czym jest dla nich teraz demokracja, jeśli nie mają oni wpływu na działania polityków? Czym jest dla nich teraz równość wobec prawa, jeśli nieraz poczuli na swojej skórze bezkarność policji? Czym jest dla nich teraz tolerancja, jeśli nie mogą wyrażać swoich poglądów i uwag? To wszystko jest dla nich tylko pustym sloganem.Popularność europejskich ruchów nacjonalistycznych nie wzięła się znikąd. Ludzie z niesmakiem obserwując otaczającą ich rzeczywistość, zaczęli się odwracać tyłem do politykierów, szukając nowych dróg i odważnych rozwiązań. Tylko czy my w ogóle mamy co im zaoferować?

Powiedzmy jasno, że życie boleśnie zrewidowało próby podpięcia się pod mainstream. Start w wyborach, bez uprzedniego kształcenia ideowego i moralnego skutkował tylko wielką klapą. Działacze, którzy z zewnątrz wyglądali na pewnych siebie, w starciu z Systemem nie mieli żadnych szans. Wyparli się swoich ideałów, zmienili swoje hasła, wybielili się i zasilili tylko kolejne szeregi kolesi, jeszcze bardziej ciągnąc nasz kraj na dno. System, w którym przyszło nam żyć został tak skonstruowany by w zalążku dusić możność zmian i eliminować groźnych dla niego graczy. Droga do przełomu narodowego nie wiedzie przez sejm, a już na pewno szerokim łukiem omija ona wyborcze urny. Jak trafnie podsumował to Julius Evola w tekście pt. „Droga Zasad”: ”Wszystko co jeszcze można uzyskać pozytywnego dziś lub jutro, nie zostanie zdobyte dzięki nawykom agitatorów i politykierów”

„To w takim razie co proponujesz ?” zapyta większość z Was. Kategorycznie musimy odrzucić to tak popularne taplanie się w mainstreamowym szambie. Potrzebna jest nam rewolucja myślenia, która oderwie nas od pokusy szukania wszędzie korzyści politycznych czy wizerunkowych. Wpychanie się na salony i przyjmowanie panujących tam zasad skutkuje tylko jednym, a mianowicie „ugrzecznieniem się” i zwiotczeniem ideowym objawiającym się w przejściu na pozycje prawicowe. By uniknąć losu nowych piesków systemu, powinniśmy rękami i nogami bronić się od zmielenia przez „główny nurt” i wrócić tam gdzie nasze miejsce: czyli do ludzi.

Największą składową idei narodowej jest idea Nowego Człowieka. W myśl, której my narodowi radykałowie mamy stać się innymi ludźmi: czyli żywym obrazem naszych rozwiązań, materialnymi ostojami Nowego ładu tak byśmy parafrazując Evolę mogli stać się świadkami milczącej rewolucji zachodzącej w głębi każdego z nas, rewolucji która stworzy podstawy Wielkiej Polski. Żyjemy w trudnych i bardzo nieprzewidywalnych czasach. Nikt z nas nie jest w stanie powiedzieć ze stu procentową pewnością, że rewolucja narodowa, która dziś zupełnie słusznie jest uważana za mrzonkę, za krótki okres czasu nie stanie się niezwykle realnym wyzwaniem ,które będziemy mieli obowiązek podjąć? Jednakże w tym wszystkim jedno jest pewne:bez rozwoju moralnego nie będzie naszego rozwoju ideowego, bez rozwoju ideowego nie będzie Nowego Człowieka, bez niego nie będzie Przełomu narodowego, a bez Przełomu nie mamy szans na lepsze jutro.

W parze z rewolucją myślenia musi iść także rewolucja działania. Nic co robimy nie może się odbijać ujemnie na tym co sobą prezentujemy. Trzeba sobie uświadomić, że media i tzw. główny nurt zawsze będą wrogiem prawdziwego nacjonalizmu. Powszechnie panująca tam poprawność polityczna i liberalna retoryka czyni z nich najbardziej zajadłe i niezdobyte bastiony Systemu. Zamiast co rusz próbować się podpiąć pod ten główny nurt, należy czynić próby by go zniszczyć lub co najmniej zohydzić w oczach ludzi. My musimy wytworzyć dla nich alternatywę, pokazując zachowanie wyraźnie odróżniające się od panującego obok „rozkładu”, idąc za Evolą: „Należy dojść do takiego punktu, że typ ludzki […] będzie dobrze rozpoznawalny, będzie wyraźnie odróżniał się od innych ludzi, będzie stanowił pewien wzorzec zachowania, tak iż będzie się mówić o kimś:” On postępuje jak członek ruchu”.

Dobrego przykładu dostarczyli nam także Legioniści Corneliu Codreanu, którzy często urządzali wypady do blisko położonych wiosek, gdzie pomagali ludziom w rozwiązywaniu problemów codziennego życia. Budowali drogi, mosty, kościoły czy domy. Gdziekolwiek się nie pojawiali byli przyjmowani z niemal boską czcią, w końcu stanowili dla prostych mieszkańców Rumuni wybawienie od codziennych problemów. Może warto pójść tą drogą? Choćby przy okazji powodzi czy innych klęsk przyrodniczych sądzę, że warto pokazać ludziom, że nie są sami ze swoimi problemami, że gdziekolwiek zobaczą znak Falangi to będą mogli liczyć na pomoc życzliwych im ludzi.

Mniej więcej 70 lat temu ojciec belgijskiego nacjonalizmu, przywódca ruchu Rex Leon Degrelle w swoim dziele pt. „Płonące Dusze” pisał: „Marzyłem o wieku Rycerzy, silnych i szlachetnych, którzy najpierw odnoszą zwycięstwo nad sobą, a dopiero potem nad innymi” Ja czekam na to samo. Wiem, że dziś jesteśmy w stanie spełnić to marzenie. Gdy już staniemy się nowymi ludźmi- droga do Wielkiej Polski stanie przed nami otworem!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.