Trzecia Droga

Portal Nacjonalistyczny

Ankieta 3droga.pl: Imperium Europeanum? Czyli jaka Europa dla nacjonalistów. Gąsiorek, Kowalski, Kosiński, Niewiadomski i Tempes!

Obecnie jakiekolwiek wzmianki dotyczące projektów ogólnoeuropejskich są w społecznej świadomości jasno powiązane z instytucją Unii Europejskiej. Stąd nasze pierwsze pytanie: jak wielkie według Was stanowi ona zagrożenie dla naszych narodów? Jak do tego zagadnienia powinni podejść nacjonaliści?

Adrianna Gąsiorek (ONR, Kierunki.info.pl)

To prawda. Powstał taki dość prosty schemat, że to co europejskie od razu kojarzy się z nieszczęsną Unią Europejską, a przecież to całkowita bzdura. Z resztą bardzo często zarzuca się nacjonalistom, że jesteśmy przeciwni Europie czy współpracy z innymi krajami, a my jasno twierdzimy, że zagrożeniem w tym przypadku jest konkretna instytucja i ludzie czy firmy, które za nią stoją. Sama europejskość powinna być dla nas ważna, w rozumieniu naszej cywilizacji, kultury czy historii. Także nasze kontakty z innymi europejskimi narodami powinny być systematyczne, tak abyśmy mogli się wzajemnie poznać.

Jak wielkie zagrożenie stanowi UE? Myślę, że tak duże, że wielu ludzi nie ma o tym pojęcia i utożsamia tę instytucję z konkretnymi rzeczami – dofinansowania, wymiana gospodarcza. Sądzę, że to właśnie z takiego powodu, wielu ludzi w Polsce nie wyobraża sobie wyjścia z tego kręgu. Kilka dni przed pisaniem odpowiedzi do tej ankiety, czekając w kilkugodzinnej kolejce do lekarza, zaczęłam dyskutować z ludźmi, którzy wychwalali UE. W naszym społeczeństwie jest przeświadczenie, że UE nie jest idealna, ale bez niej Polska nie jest w stanie sobie poradzić i musi w niej tkwić. Do tego społeczeństwo jest zarzucane jakimiś kwotami, które rzekomo Polacy dostają od innych państw członkowskich – taką retorykę przyjmuje każda władza. Mimo że to bardziej PO otwarcie opowiadało się za wasalczą relacją z UE tak naprawdę i PiS jest podporządkowany władzom w Brukseli. Pojedyncze wybryki zdarzają się niektórym politykom ze względu na przeświadczenie, że Wielki Brat zza oceanu będzie miał nas w swej opiece – haniebne zachowania władz z wiejskiej wobec USA i Izraela to już jednak temat na kolejną ankietę.

Widać, jak z biegiem lat zmieniała się polityka UE. Małymi krokami instytucja ta zaczęła nie tylko próbować zmieniać poszczególne kraje, ale wręcz narzucać swoje zasady zarówno ekonomiczne, ale również światoopoglądowe – wszelkie zachowania związane ze środowiskami LGBT, a co za tym idzie otwarta walka z rodziną, jak i tradycyjnymi wartościami. Rozwijanie kultu liberalizmu i kapitalizmu, szerzenie polityki, która ma wzmacniać największe państwa, a mniejsze takie jak Polska, Słowacja czy Węgry mają służyć tylko jako tania siła robocza i rynek zbytu. Wszystkie te zagrożenia są widoczne w środowiskach nacjonalistycznych, ale wśród ogółu społeczeństwa jest już z tym znacznie gorzej. Wszystkie „nowoczesne zmiany” są przemycane w imię praw człowieka, demokracji itd. Wielu ludzi daje się na to nabrać i uważa, że to my siejemy panikę i nie patrzymy realnie na politykę. Za kilka lat przyznają nam rację, ale w jakim miejscu wtedy będziemy? Tego nie wiemy.

Do tego musimy dołożyć jeszcze politykę migracyjną, która była przysłowiowym „gwoździem do trumny” UE. Głośno mówmy o tym, że do Polski mimo obietnic wyborczych, są przyjmowani imigranci i proceder ten będzie trwać, ponieważ zyski w tym widzą zarówno rządzący, jak i pracodawcy.

Jak do tego zagadnienia powinniśmy podejść?

Jak już wspomniałam przede wszystkim UCZULAĆ europejskie społeczeństwa, w jakiej sytuacji jest UE, jakie są jej założenia i do czego zmierza. Wielu ludzi jest zniechęconych do wspominanej instytucji i należy uświadamiać jeszcze większy procent społeczeństwa.

W mojej ocenie jednak droga, jaką wybrała część środowiska narodowego, nie jest dobra. Koalicja z ludźmi pokroju Korwina, opowiadanie ludziom mrzonek, że krzycząc o zniszczeniu UE w europarlamencie coś się zmieni jest kuriozalne, szczególnie że Polacy nie są gotowi do „POL-exitu”. Tu właśnie widzę rolę nacjonalistów, jako środowiska, które wyjdzie do ludzi i powie im prawdę — dostajecie dotacje? Tak, ale czy wiecie, że te pieniądze są po prostu „mielone” i tak naprawdę sporo ich tam wpłaciliśmy? Czy wiecie, że różne zakazy narzucone krajom EU bardzo często nie są przestrzegane przez największych graczy, tylko wymuszane na mniejszych krajach, aby zniszczyć ich gospodarkę?

Naszym zadaniem będzie również pokazanie Polakom, że nacjonaliści nie są przeciwni Europie, że jako Polacy czujemy się Europejczykami i jesteśmy dumni z dokonań, rozwoju naszego kontynentu. Ludzie muszą w końcu oddzielić UE i Europę wtedy może zrozumieją, że nasze bytowanie w UE jest dla nas zagrożeniem, które stale będzie przybierało na sile. Nikomu przecież nie zależy na polepszeniu sytuacji życiowej Polaka, jeśli w grę wchodzi rozpędzanie światowych gospodarek.

Tak dla Europy, Tak dla europejskich narodów

Jan Kowalski (Autonom.pl)

Może i nie do końca wyłącznie z Unią. Na pewno kiedy pada hasło ogólnikowe, przymiotnik „europejski”, czy pojęcie „europejskość”, takie skojarzenia z Unią muszą się pojawić, ale to owoc wielu lat intensywnej propagandy i zabiegów medialnych, lingwistycznych, które na poziomie dyskursywnym zrównały Europę z Unią Europejską. W Polsce takie zabiegi zaczęły się jeszcze na długo przed referendum, na pewno wielu z nas pamięta jeszcze billboardy ze zdjęciami postkomunistów okraszone hasłem „TAK, jestem Europejczykiem”, nawołujące do postaw prounijnych i głosowania za wstąpieniem Polski do UE. Ci zatem z nas, których świadomość polityczna sięga dalej niż przełom tysiącleci, potrafią spojrzeć na zagadnienie europejskości z dalszej, mniej skrzywionej perspektywy. Nie zmienia to jednak w jakimkolwiek stopniu faktu, że aktualnie tak Unia jak i sposób, w jaki jest ona postrzegana na łonie społeczeństwa, to ogromne zagrożenie dla narodów Europy, właściwie na każdym polu. Przez wyżej wymienione przemieszanie pojęć nacjonaliści mają utrudnione zadanie, ponieważ jakakolwiek niezgrabna retoryka antyunijna może być -i bywa- odebrana jako retoryka antyeuropejska, niechęć do kontaktów z zagranicą i pragnienie zamknięcia się we własnych, ciasnych światopoglądowo czterech ścianach. Aktalnie tak właśnie jesteśmy przedstawiani w mediach głównego nurtu i odbierani przez ciemną większość społeczeństw.

Tomasz Kosiński (Publicysta)

Unia Europejska wiele lat temu zapomniała o ideach, które stanowiły fundament jej powstania. Przyjęła charakter projektu politycznego dążącego do unifikacji tożsamości swoich członków przez co niszczy (de facto to o co tak walczy) wielokulturowość Europy. Wielokulturowość rozumianą jako charakterystyczne cechy narodów tworzących tę wspólnotę. W imię dawnych ideałów związanych z tak zwaną rewolucją 68 czołowi politycy europejscy rozbijają fundamenty tożsamości zarówno rdzennych mieszkańców kontynentu, jak i przybyszów z Afryki, czy dawniej Turcji. Wielu z przyjezdnych spaja jeszcze religia, Europejczyków już nawet to nie ratuje. Lewicowy liberalizm niszczy fundamenty dawnych społeczeństw tworząc luźno powiązane wspólnoty wolnych jednostek przesiąkniętych materializmem.

Co powinni zrobić nacjonaliści? Jeśli mówimy o Polsce to na pewno zmienić priorytety swojej działalności. Rocznicowe marsze (których potencjał pewna partia i tak zmarnowała), ciągła walka z mityczną „komuną” i akcje wymierzone w równie skrajnych przeciwników politycznych (którzy nomen omen mają takie same, nikłe znaczenie polityczne) przynoszą zdecydowanie więcej szkody niż korzyści. Moim zdaniem polscy nacjonaliści powinni przede wszystkim opracować program przystępny dla przeciętnego Polaka, bez zbędnego patosu i opowiadań o Wielkiej Polsce. Powinni działać pośród lokalnych społeczności na wielu płaszczyznach, tak jak robią to już działacze w RFN, Austrii, czy też Italii. Od organizacji samopomocowych, przez kluby sportowe po organizacje stricte polityczne.

Warto położyć nacisk na formację metapolityczną. I nie mówię tutaj tylko o klasykach myśli nacjonalistycznej, ale filozofach od antyku po tzw. Nową Prawicę. Podobają mi się idee tworzenia nowych, proeuropejskich „think tanków” i współpracy ludzi z wielu państw w celu zwrócenia uwagi na istotne problemy kontynentu.

Bartłomiej Niewiadomski (Młodzież Wszechpolska)

Działalność UE spowodowała zastąpienie u dotychczasowych „państw narodowych” wartości takich jak egoizm narodowy, regionalizm, czy oczywisty, wszechobecny i niezdefiniowany nacjonalizm, uproszczonymi, ogólnoeuropejskimi „wartościami’ typu tolerancjonizmu, fałszywej solidarności międzynarodowej czy złudzeniem równości. Swoją natarczywą propagandą, UE doprowadziła do przedefiniowania pojęcia „Europy”, gdzie większość Europejczyków rozumie już to pojęcie jako kosmopolityczny twór, będący przeciwieństwem „anachronicznych” wartości europejskich.

Stefan Temples (Trzecia Droga, 3droga.pl)

Fakt, że w świadomości społecznej każdy projekt ogólnoeuropejski jest kojarzony z Unią Europejską nie powinien nas zaskakiwać. Wynika to z prostej przyczyny; Unia Europejska jest dzisiaj jedyną realną strukturą działającą na tym polu, a nie kolejnym teoretycznym konstruktem. Tworzy swoje własne prawo, jest w stanie wpływać na sytuację polityczną. Wszystko to sprawia wrażenie, że nie ma alternatywy dla Uni Europejskiej chociaż obserwując zmiany geopolityczne możemy zauważyć, że narody Europy mimo wszystko zaczynają powoli dziś szukać dla siebie innej drogi. Odpowiadając na pytanie uważam, że Unia Europejska jest zagrożeniem dla narodów Europy nie dlatego, że współpraca i integracja państw Europy jest zła ale przedewszystkim dlatego, że buduje w naszych narodach poczucie, że jest ona dla nich jedyną dostępną alternatywą. Alternatywą, która nie ma w zasadzie żadnego logicznego oparcia, ponieważ stoi w opozycji do naszej cywilizacji, religii i zasad moralnych. Czyli do wszystkiego co przynajmniej formalnie powinna bronić.

Polityka Brukseli zakłada zgodę na napływ imigrantów do Europy, budowania wewnętrznych koalicji lobbingowych, które prowadzą politykę de facto uderzającą w słabsze państwa. To wszystko dzieje się przy jednoczesnym fałszywym zapewnieniu o „zjednoczeniu w różnorodności”.

Musimy pamiętać o dwóch zasadnicznych kwestiach. Pierwszą z nich jest to, że tylko silna Europa może zabezpieczyć istnienie państw narodowych, które nie są zależne od USA, oraz potrafią ochronić się przed azjatycką kolonizacją gospodarczą. Drugą kwestią jest to, że natura ogólnie nie znosi próżni i wraz z upadkiem Unii Europejskiej musimy posiadać coś w zamian; jakiś pomysł który wypełni lukę, która nastanie po Brukseli. Nie żyjemy przecież na tym świecie sami. To co się dzieje w Polsce jest w pewnym sensie odbiciem zmian zachodzących w znacznie szerszej skali na całym świecie. Dlatego dziś nasz nacjonalizm powinien przekonująco mówić nie tylko o tym jak chce uzdrowić sytuację na własnym podwórku, lecz także jaki ma pomysł na ułożenie stosunków pomiędzy państwami leżącymi na naszym kontynencie.

Dziś wiele się mówi o tak zwanym kryzysie tożsamości w Europie, upadku Zachodu, starciu cywilizacji i tak dalej. Co według Was decyduje o tym, że Europa w tym starciu zdaje się być na straconej pozycji? Jak powinniśmy prowadzić swoją walkę w czasach kryzysu demograficznej i niepohamowanej imigracji z krajów obcych nam kulturowo?

Adrianna Gąsiorek (ONR, Kierunki.info.pl)

Patrząc na współczesną Europę, szczególnie na jej zachodnią część, nie możemy się dziwić, że ten kryzys tożsamości stale postępuje. Zresztą w sytuacji, kiedy mogliśmy, jako Europejczycy, przynajmniej w jakiś sposób zahamować te procesy i zacząć układać, czy rozwiązywać nasze problemy, przez fatalną, bezmyślną i nieodpowiedzialną politykę migracyjną, spowodowaliśmy, że problem, moim zdaniem, jest w pewnym sensie już nie do odwrócenia. Pytanie, czy jesteśmy w stanie, w obecnej sytuacji, uchronić się przed dalszym kryzysem?

Cieszy, że rozmawiając i robiąc wywiad z nacjonalistami z innych, europejskich krajów, widać, że mamy podobny pogląd na te sprawy i dzięki temu być może jest szansa, żeby Europa aż tak szybko nie zmieniała się w kontynent zupełnie obcy nam kulturowo. Jeśli w każdym narodzie będzie grupa, która widzi szerzej sytuację polityczną i próbuje w społeczestwie przedstawić jej skutki, być może jest nadzieja na zatrzymanie pewnych procesów. Jednak podstawowym czynnikiem musi być również wywieranie nacisków na rządzących, którzy są odpowiedzialni za przyjmowanie jednakowo obcych nam przybyszów, ale również wszelkich dewiacji. Musimy pamiętać, że naszym problemem nie są tylko imigranci, wiele zagrożeń płynie od wewnątrz, o których pisałam w odpowiedzi na pierwsze pytanie.

W mojej opinii takie kraje jak nasz, mają większe szanse na „uratowanie się” niż Zachód. Warto byłoby, żebyśmy wspólnie z nacjonalistami z tej części Europy utrzymywali bliskie kontakty, wymieniali się pomysłami na akcje społeczne, ale również w krytycznych sytuacjach wzajemnie się wspierali. Tak było w przypadku narzucania nam konkretnej liczby imigrantów przez UE, co wywołało falę różnych manifestacji. Do Polski przyjeżdżały grupy z wielu krajów i na odwrót. Sama byłam na pikietach w Czechach i na Słowacji, gdzie obok siebie stały grupy z krajów, które powiedzmy eufemistycznie, nie darzą się sympatią. Jednak wtedy najważniejsze było pokazanie naszej siły, naszego sprzeciwu. Mam – niestety, wrażenie, że takich sojuszy w przyszłości będziemy musieli uruchomić jeszcze więcej, ponieważ sytuacja zmierza w bardzo złym kierunku.

Jeśli chodzi o demografię, również jesteśmy na straconej pozycji, o czym świadczą po prostu zwykłe statystyki. Imigranci rozmnażają się zdecydowanie szybciej i mają o wiele więcej potomstwa. Czy mamy wpływ na to, żeby Europejczycy zwiększyli swój przyrost naturalny? I tak i nie. Jeśli problemem są kwestie ekonomiczne, można wspomóc rodziny odpowiednim programem socjalnym, możemy organizować zbiórki i pomagać rodzinom, bardzo dobrym pomysłem są również emerytury dla matek, które wychowują więcej dzieci i nie mają szansy na aktywność zawodową. W przypadku tego problemu możemy pokusić się o rozwiązania.

Natomiast musimy sobie zdawać sprawę z tego, że bardzo często to nie czynnik ekonomiczny jest kłopotem, a często wygoda, brak odpowiedzialności, brak zobowiązań. Tak zresztą jest zarówno w kwestii zakładania rodziny, jak i w tworzeniu jakichkolwiek relacji międzyludzkich — poza światem wirtualnym. I tu mamy zdecydowanie cięższe zadanie.

Trzeba również wspomnieć, że imigranci bardzo często zakładają rodziny z Europejczykami i rodzą się dzieci z tzw. małżeństw mieszanych, które często mają problemy z ową tożsamością narodową / kulturową. Polityczna poprawność próbuje kneblować usta również w naszym środowisku i część z nas traktuje takie sytuacje jako coś normalnego i coś czego nie jesteśmy w stanie zmienić. Uważam, że nie możemy przyjmować tej narracji. Jeśli pogodzimy się z tym, że imigracja jest i będzie, że tworzenie rodzin z obcymi nam kulturowo osobnikami jest w porzadku – to już jesteśmy przegrani. Właśnie o to im chodzi, aby przejąć nasz kontynent, wprowadzić własne zasady, a za jakichś czas nie będzie tu już dla nas żadnego miejsca.

Tylko sprzeciw naszej części Europy pozwoli nam pewne rzeczy zatrzymać, opóźnić. Realnie musimy sobie zdawać sprawę z tego, że jednak wielu rzeczy odwrócić się już nie da. To jednak nie jest usprawiedliwieniem do tego, abyśmy przestali o siebie walczyć.

Jan Kowalski (Autonom.pl)

Stara” Europa, klasyczna europejskość polegająca na współistnieniu białych, osiadłych narodów przegrywa w starciu z żywiołami koczowniczymi, które wraz z postępem, rozwojem technologicznym, coraz większą mobilnością zarówno człowieka, jak i idei czy kapitału, mogły zacząć przenikać na nasze ziemie nie mając już takich stałych przeszkód jak jeszcze kilka wieków temu. To proces, który został rozpędzony do tego stopnia, iż nie ma już raczej widoków na jego rychłe powstrzymanie, nie snując jednocześnie apokaliptycznych wizji rodem z filmów sci-fi, lub planów masowej eksterminacji rodem sprzed kilkudziesięciu lat.

Co do metod walki politycznej, to niestety wypada uderzyć sie w piersi i przyznać, że czasy Bohaterów, kiedy właściwy skutek odnosiło wzniosłe głoszenie haseł i niesienie sztandaru Prawdy, już dawno minęły. Aktualnie najbardziej skutecznym orężem są kapitał, czy informacja. Mówiąc wprost, powinniśmy kształcić siebie, swoich najbliższych i dzieci, gromadzić kapitał, umacniać swoje pozycje w społeczeństwie, modlić się i twórczo wyczekiwać właściwego momentu. Kamuflować się (ale nie zaprzedawać). Budować solidne zaplecze, które kiedyś będzie mogło być wykorzystane może i nie tak widowiskowo, ale daleko skuteczniej niż obecnie wychodzi to ruchom nacjonalistycznym (i innym) opowiadającym się za Starym Porządkiem w Europie.

Tomasz Kosiński, (Publicysta)

Roger Scruton kilkanaście lat temu napisał książkę „Zachód i cała reszta”. Książkę, która w obecnych jest jeszcze bardziej aktualna. Przedstawił w niej zarys rozwoju idei kultury zachodniej i islamskiej oraz dlaczego dochodzi do konfliktu pomiędzy nimi. Zachód świecki, liberalny, demokratyczny, z prawami człowieka i kapitalizmem kontra świat tradycji, tożsamości i silnej religii. Złe procesy integracji, idea wielokulturowości, „wolny handel” zmuszający wiele państw do znoszenia barier w przyjmowaniu pracowników doprowadziły do nasilenia się konfliktów w państwach Zachodu. Różnice w pojmowaniu prawa świeckiego, zasad życia społecznego to tylko niektóre przyczyny konfliktów. Słabi duchowo i moralnie Europejczycy konfrontują się z ludźmi, którzy zostali wychowani w innym systemie wartości, przyjechali tutaj tylko ze względów materialnych, często nienawidząc wartości Zachodu i konsekwentnie występując przeciwko nim.

Zdaniem Scrutona aby zahamować ten proces należało wzmocnić charakter państwa narodowego oraz doprowadzić do zmniejszenia wpływów działań globalistów. Niby proste, ale jak tego dokonać? Znowu przywołam zachodnich tożsamościowców – informować zwykłych obywateli nie tylko poprzez plakaty, czy prelekcje, ale również poprzez happeningi, czy też głośne kampanie (np. 120 Dezibel). Odrzucić patos, internetowe dyskusje i zająć się pracą u podstaw. Przyglądam się temu środowisku już kilkanaście lat i naprawdę niewiele zmieniło się przez ten czas (poza działalnością wydawniczą, która bardzo się rozwinęła).

Bartłomiej Niewiadomski (Młodzież Wszechpolska)

Cóż, temat nie jest prosty. Mimo ciężkich czasów jako nacjonaliści staramy się wpływać na umysły rodaków poprzez ciągłą walkę propagandową. Niestety, tę walkę przegrywamy. No i nic w tym dziwnego, skoro naszym orężem jest ledwie kilka tysięcy mniej lub bardziej zaangażowanych działaczy oraz kilka funpagów na fb. A przeciw sobie mamy korporacje, państwa i siły, które swoją potęgę mierzą w miliardach dolarów. Dlatego uważamy że nie możemy iść drogą zachodnioeuropejskich konserwatystów i swą walkę poza ulicą, musimy toczyć posługując się instytucjami. Zakładając własne firmy, lokale, fundacje, stowarzyszenia. Uzyskując granty, pieniądze na działalność i wchodząc do szkół. Tylko w ten sposób mamy szanse zatrzymać to szaleństwo. Prawo i Sprawiedliwość, które dzięki antyimigranckiemu nastawieniu podczas kampanii w 2015 roku wygrało wybory, okazało się partią, która w niespotykanych dotąd ilościach, ściągnęło do naszego kraju nie tylko kilka milionów Ukraińców, ale także setki tysięcy obcych nam kulturowo i etnicznie Hindusów. Sprzeciw wobec imigracji leży u podstaw interesu całego narodu. I to narodu słownikowego, z naciskiem na „przyszłe pokolenia”.

Swoistą niemożliwością wydaje się przetłumaczenie konsumpcjonistycznemu społeczeństwu, że te 5% PKB, nie jest warte zatracenia się tkanki etnicznej narodu. PKB można nadrobić. Krwi się nie da.

Jeśli już mamy kogoś ściągać – to na emigracji wciąż znajduję się ok 20 mln Polaków – ciężko o lepszych imigrantów.

Stefan Tempes (Trzecia Droga, 3droga.pl)

Europa jest dziś w znaczącym regresie ponieważ odrzuciła swoją i przeszłość oraz całe dziedzictwo dziejów jakie do tej pory niosła na swoich barkach.

Ten oczywisty błąd- stanowi w swojej istocie początek całego pasma problemów, które dziś stworzyły kryzys tożsamości i problem z obcymi nam kulturowo imigrantami. Człowiek doby nowoczesności jest już na tyle wyzwolony, że nie potrzebuje swoich korzeni. Odrzucając dorobek narodów, szeroko rozumiany etnos i świadomość tego kim tak naprawdę jest, dodając do tego jeszcze indywidualizm i egocentryzm, doprowadza do rozpadu więzi w europejskich społeczeństwach. Dlatego w zderzeniu z ludami, które są wychowane w kompletnie innej rzeczywistości nie mamy zbyt wiele rzeczy, które mogłyby nam w tym miejscu posłużyć za jakąś tarczę. Przykład Zachodu pokazuje nam dobitnie, że polityka asymilacji poniosła fiasko. To samo dotyczy też multikulturalizmu. Powodów tego stanu rzeczy jest tak wiele, że starczyły by one z pewnością na osobny artykuł. Stanowi to jednak niepodważalny fakt.

Uważamy, że europejski nacjonalizm na płaszczyźnie ideowej stanowi kompletną wizję naprawy Europę na wszystkich możliwych płaszczyznach. Jednak w obecnej sytuacji sama idea to stanowczo za mało. Musimy ją przenieść na rzeczywistość i zbudować kompletną alternatywę dla środowisk, które dziś prowadzą skoordynowane działania wymierzone we wszystko co dla nas drogie. Musimy przy tym zrozumieć, że nie ma już powrotu do starych rozwiązań. Nie ma powrotu do przeszłości- tak niedoskonałej, obarczonej wieloma rzeczami, z którymi dziś nie chcemy mieć nic wspólnego. Jeśli chcemy przetrwać musimy otworzyć nową erę w naszych działaniach; odrzucając to co dziś ciągnie nas na dół i stworzyć zupełnie nowe metody- bardziej odpowiednie do zastanej przez nas rzeczywistości. Pisałem o tym w europejskim magazynie The Spear w artykule pod tytułem „We are Soldiers of the Party of God„. Zwróciłem tam uwagę, że nacjonalizm pamięta o przyszłości, ale nie przeszkadza mu to w zdecydowanym parciu naprzód. To idea dla ludzi, którzy nie boją się własnego cienia, tylko z podniesioną głową idą na spotkanie przeznaczenia, walcząć w każdych okolicznościach dla swojej sprawy.

Pomimo stale wzmacniających się procesów integracyjnych i globalizacyjnych- Europa u progu XXI wieku ostatecznie straciła swoją centralną rolę w światowej polityce. Brutalnie podzielona przez koncert globalnych mocarstw; z dnia na dzień staje się coraz bardziej podrzędnym aktorem w stosunkach międzynarodowych. Jak zatem europejski nacjonalizm powinien zareagować na ten fakt? Czy dostrzegacie związek pomiędzy tym co robimy w naszych krajach, a losem całej Europy?

Adrianna Gąsiorek (ONR, kierunki.info.pl)

Decyzje, jakie zapadają w UE od kilkunastu lat, sprawiają, że na własne życzenie Europa traci swoją pozycję. Zyskują tylko konkretne gospodarki, ale i te mają znaczne problemy, chociażby przez ściąganie taniej siły roboczej, a co za tym idzie nie są w stanie sobie poradzić z różnicami kulturowymi i imigrantami, którzy narzucają własne zasady. Idealnym przykładem jest Francja, która obecnie jest miotana przez wewnętrzne konflikty. Taka sytuacja nie sprzyja temu, żeby Europa jawiła się jako odpowiedni partner w stosunkach międzynarodowych, sama u siebie ma tyle problemów, że nie jest w stanie skupić się na niczym innym.

Polacy szczególnie zainteresowani są kierunkiem ku Stanom Zjednoczonym, które szukają swojej szansy w europejskich problemach. Nie jest to zresztą trudne skoro mają w naszym kraju darmowego adwokata i wojownika amerykańskich spraw. Oczywiście jest to dla nas sytuacja bardzo niekorzystna. Nie wiem, skąd taka utarta myśl, że jest na tym świecie jakiekolwiek państwo, które miałoby nam bezinteresowanie pomagać.

Moim zdaniem powinniśmy również próbować wykorzystać sytuację, która ma miejsce w Europie Zachodniej. Mowa tu oczywiście o wspólnych interesach z mniejszymi krajami, które są w podobnym położeniu, jak my i mają zbieżne cele. Właśnie tym powinniśmy się kierować w polityce, nie jakimiś urojonymi wizjami i przyjaźniami, ale sojuszami z narodami, z którymi mamy wspólne korzyści, tylko wtedy jest szansa na pozytywne skutki.

Oczywiście rząd nazywany polskim nigdy nie będzie chciał albo potrafił zrozumieć powyższych słów, dlatego tu otwiera się idealne zadanie dla naszych środowisk. Uruchamiajmy kontakty z organizacjami nacjonalistycznymi w innych krajach i sprzeciwiajmy się „europejskim” rządom, które niszczą Europę.

Jan Kowalski (Autonom.pl)

Centralna rola Europy w świecie to relikt pierwszej połowy ubiegłego wieku. W drugim pięćdziesięcioleciu XX wieku obserwowaliśmy już tylko powolne dogorywanie jakichkolwiek wpływów europejskich narodów na globalną sytuację – stopniową degradację wszystkiego, co osiągnęły imperializmy angielski, francuski czy holenderski za oceanami, a przy tym ich wewnętrzny rozkład pod wpływem ponadnarodowych czynników zewnętrznych. Od zakończenia II wojny światowej i zimnowojennego podziału, Europa miała w światowej polityce co najwyżej rolę statysty, czy biernego obserwatora sceny, na której główne role grały Stany Zjednoczone, zupełnie nie mający europejskich cech Związek Radziecki, czy w późniejszym czasie przechodzące intensywne reformy Chiny. „Europejski nacjonalizm”, jakkolwiek by nie utożsamiać kryjących się za tym hasłem frakcji, nie może zareagować na obecną sytuację geopolityczną w jakiś znaczący sposób. Został zepchnięty do tak głębokiego podziemia, napiętnowany do tego stopnia, że odebrano mu prawo głosu, podmiotowości, a więc i prawa do jakiejkolwiek reakcji na zastaną sytuację. Z kolei związku pomiędzy tym co robimy (my, jako nacjonaliści), a losem całej Europy siłą rzeczy nie ma – jesteśmy zbyt słabi i nieliczni, podzieleni wewnętrznie oraz skłóceni z sąsiadami. Nasza siła przebicia właściwie nie istnieje. W chwili obecnej jesteśmy utrzymywani przez System tylko jako pewien wentyl bezpieczeństwa, czy katalizator (a przy tym skuteczny straszak na ogłupione społeczeństwo) i nie możemy sobie pozwolić na nic więcej poza okresowymi zrywami, okupianymi zresztą coraz większymi stratami.

Tomasz Kosiński (Publicysta)

Wielu aktywistów w Europie wspiera ugrupowania o charakterze antyunijnym. Dzięki temu partie pokroju AfD (która w swoich szeregach idealnie obrazuje podział Niemiec na liberalny zachód i radykalny wschód) , FPO itd. docierają ze swoim przekazem do wielu ludzi. Jest to chyba jedyny kierunek działania, na który mogą sobie pozwolić działacze w tym momencie, jeśli chcą mieć wpływ na cokolwiek.

Bartłomiej Niewiadomski (Młodzież Wszechpolska)

Uważamy że wzrost znaczenia geopolitycznego Europy, zależy od wzrostu poszczególnych państw. Warto sobie zadać pytanie, czy potężniejsze Niemcy, Francja, czy Wielka Brytania, przy dzisiejszych rządach, rzeczywiście leżą w naszym interesie? Europejskie państwa przeznaczające miliardy dolarów na programy równościowe, emigracje i zasiłki społeczne dla imigrantów, zamiast na wzrost swojej pozycji w świecie (wojsko, wywiad, ekspansja gospodarcza), nigdy nie będą silne. Potrzebują zwrotu. W wiadomą stronę.

Stefan Temples (Trzecia Droga, 3droga.pl)

Europa zaczęła tracić centralne znaczenie w stosunkach międzynarodowych gdy w czasie Zimnej Wojny otworzyła swoje bramy dla Stanów Zjednoczonych. Oczywiście dziś łatwo zdecydowanie to ocenić z kompletnie innej perspektywy, jednakże nie zmienia to faktu, że w skutek tych wydarzeń Narody, które jeszcze całkiem niedawno decydowały o losach innych kontynentów- stały się klientem jedynego supermocarstwa, którego cele długofalowo nie mają nic wspólnego z celami jakie powinna wyznaczać sobie Europa w skali globalnej. To oczywiście zjawisko zdecydowanie negatywne. Europa zależna w tak mocny sposób od jakiegokolwiek mocarstwa, to Europa której państwa są rozgrywane i traktowane jak pomniejsze kolonie.

Oczywiście, że to co robimy ma jakieś (nawet jeśli bardzo symboliczne) przełożenie na całą Europę. Przecież świat przypomina dziś jeden wielki system naczyń połączonych, w którym dane zdarzenie, może wywołać reakcję nawet na jego przeciwległym końcu. Uczy nas tego z resztą też sama Trzecia Pozycja, w ramach której po raz pierwszy podniesiono istnienie oraz znaczenie globalnego aspektu walki każdego nacjonalizmu. Ta refleksja sprzed prawie 50 lat okazała się niezwykle trafna i pozwoliła na rozwój mechanizmów współpracy i może przede wszystkim pomiędzy organizacjami z różnych krajów. Dziś wielu działaczy w Polsce bez wątpienia czerpie inspiracje do akcji, czy graficznej oprawy zza granicy i jak się przekonaliśmy o tym już na własnej skórze; ma to miejsce także w drugą stronę. Czasem patrzymy z zazdrością na organizacje nacjonalistyczne z innych krajów, które potrafią w miarę skutecznie działać na rzecz naszej wspólnej sprawy. Czasem tak samo w naszą stronę spostrzegają ludzie z innych krajów; nerwowo wyczekując tego jak podejdziemy do nowego problemu. Nie da się więc ukryć, że istnieje pewnego rodzaju łączność pomiędzy europejskimi narodami, a w obliczu globalnych zagrożeń, skutki naszych działań także mogą mieć charakter transgraniczny. Zwycięstwo nacjonalizmu w jednym miejscu Europy jest także naszym zwycięstwem, cytując klasyka: „Tam dom mój, gdzie ludzie wyznający moją idee”

W latach 70 ubiegłego wieku; ideolodzy Trzeciej Pozycji działając w warunkach zimnowojennych ukuli termin: „Europy Wolnych Narodów”. Czy ten termin (choć niewątpliwie wciąż bardzo popularny) ma w obecnych warunkach jakiekolwiek szanse na realizacje? Innymi słowy: czy jest możliwe powstanie jakiegokolwiek rodzaju ogólnoeuropejskiego sojuszu państw nacjonalistycznych? Jeśli tak; to jakie powinniśmy mieć zdanie na jego temat?

Adrianna Gąsiorek, (ONR, kierunki.info.pl)

Termin „Europy Wolnych Narodów” ma teraz szansę stać się czymś więcej niż tylko sloganem z lat 70. Prędzej czy później takie twory jak UE się rozpadną i trzeba będzie stworzyć coś zupełnie innego. Będziemy musieli wrócić i odzyskać własne wartości, zasady, a co za tym idzie również suwerenność. Myślę, że osób zakochanych nadal w globalizacji jest już znacznie mniej niż jeszcze kilka lat temu. Widzimy jej opłakane skutki i wiemy, że relacje między narodami musimy ułożyć zupełnie inaczej. W szacunku, we współpracy, ale przy jednoczesnym zachowaniu odrębności. W terminie „Europy Wolnych Narodów” widzę właśnie szansę na podtrzymanie naszych narodowych tożsamości, na prawo do własnych przekonań, światopoglądu, ale również ciekawych kontaktów i wspólnych interesów. Wolne narody będą mogły w swojej odrębności odnaleźć własne korzenie, które teraz są im odbierane, ale nie będą żyły w poczuciu osamotnienia i gospodarczego zastoju. Moim zdaniem realizacja takiego projektu to tylko kwestia czasu, ale i odpowiedniego nastawienia i determinacji ludzi, którzy nie godzą się na zastane realia. Mam tylko nadzieję, że jak wiele pięknych projektów, nie zostanie on zniszczony przez ludzi, którzy na wielkich ideach budują własne, małe kariery. Wtedy poza nową nazwą możemy zatoczyć koło i znaleźć się w podobnej sytuacji, co obecnie. I znowu jedyną grupą, która będzie musiła budzić społeczeństwa będą nacjonaliści, takie już nasze zadanie.

Jan Kowalski, (Autonom.pl)

Projekty i wizje zakładające jakąkolwiek oderwaną od otoczenia jedność na całym danym terenie, czy to kuli ziemskiej, kontynencie, czy kraju, to mrzonki, skazane z góry na niepowodzenie. Musi być jakaś zewnętrzna opozycja lub zagrożenie wiążące ze sobą jednostki czy ich grupy, aby w ogóle zaistniała potrzeba jedności i prawidło takie ma zastosowanie w każdej komórce społecznej – od namniejszej, rodziny, aż po narody i społeczności kontynentalne. Stąd też, dopóki w Europie nie zostanie powszechnie dostrzeżone zagrożenie ze strony imperializmów izraeloatlantyckiego i postsowieckiego, a w perspektywie dalszych dekad prawdopodobnie i stricte gospodarczego imperializmu chińskiego, nie ma szans ani na „państwa nacjonalistyczne”, ani na żadną ich unię w postaci Europy Wolnych Narodów.

Zdanie na temat takiego sojuszu, natomiast, można ograniczyć do stwierdzenia, iż „dobrze, aby taki zaistniał” i chyba niewiele więcej. To tak oddalona perspektywa, że bliżej dyskutować będą mogli o niej najwcześniej nasi ideologiczni wnukowie, a to i tak tylko w sprzyjających okolicznościach. Dopóki jesteśmy tak zacofani i zmarginalizowani jak dotychczas, snujmy plany i wizje dotyczące najbliższych miesięcy i lat, zamiary chociaż odgrzebania się z podziemia, zamiast budowania doniosłych wizji nie czegoś, co być może nigdy nie otrzyma nawet szansy na zaistnienie.

Tomasz Kosiński (Publicysta)

Koncepcje tzw. „Europy Wolnych Narodów” po II wojnie światowej poruszył już znacznie wcześniej Otton Strasser. Na przełomie 1953 i 1954 roku przeprowadził korespondencyjną debatę z Oswaldem Mosleyem na temat wizji Europy. Strasser stał na gruncie wolnego zrzeszenia państw Europy (zbliżonego do Wspólnoty Narodów – tzw. Commonwealth), natomiast Mosley miał wizję wielkiego superpaństwa. Przetłumaczyłem oba artykuły dla pisma „Szturm” można przeczytać, był to na pewno interesujący i znaczący głos europejskiego nacjonalizmu lat 50. http://szturm.com.pl/index.php/miesiecznik/item/530-tomasz-kosinski-otto-strasser-rola-europy, http://szturm.com.pl/index.php/miesiecznik/item/544-tomasz-kosinski-oswald-mosley-odpowiedz-dr-strasserowi

Uważam, iż nie powstanie żaden ogólnoeuropejski sojusz państw nacjonalistycznych. Nie widzę żadnych przesłanek, na których mógłby opierać się. Nie istnieje np. ZSRS, który w okresie międzywojennym jako wspólny wróg jednoczył wiele mniejszych państw. Gdyby jednak jakimś cudem powstały takie nacjonalistyczne państwa to chyba wszyscy dobrze wiemy, że doszłoby do konfliktów o dawne ziemie, czy krzywdy historyczne. Tłum zawsze wybierze szowinizm, więc moim zdaniem nikt nie uwierzy w braterskie ideały ale za to możliwość odbicia Lwowa/Breslau/ Fiume itd. byłaby bardzo kusząca dla wielu…

Bartłomiej Niewiadomski (Młodzież Wszechpolska)

W dalszej perspektywie może dojść do sytuacji że „Nacjonalistyczny sojusz ogólnoeuropejski” będzie konieczny. Jednak dzisiaj ciężko sobie taki związek wyobrazić – nie wiadomo czy nasza idea przetrwa, a co dopiero czy zatriumfuje. Drogi są dwie – pierwsza – spokojny i metodyczny „marsz przez instytucje” lub druga – wykorzystanie jakiejś sytuacji dziejowej, której co prawda nie jesteśmy w stanie przewidzieć, ale na którą w dzisiejszej Europie być może wcale nie będziemy musieli długo czekać. Najważniejsze żebyśmy byli na ten moment przygotowani. Historia nie wybaczy nam zmarnowania takiej szansy.

Stefan Temples (Trzecia Droga, 3droga.pl)

Uważam, że pomimo krytycznej sytuacji w jakiej znalazła się Europa; jakikolwiek realny sojusz państw nacjonalistycznych o zasięgu ogólnoeuropejskim nie jest możliwy. Państwa zupełnie inaczej niż narody kierują się w stosunkach niezaprzeczalnie raczej logiką zysków i interesów, a nie jakichkolwiek wyższych wartości. Modele współpracy są wyznaczane obecnie przede wszystkim poprzez powiązania gospodarcze i kulturowe; znacznie rzadziej wystarcza tu jedynie wspólna spuścizna historyczna czy sąsiedztwo. Nie oznacza to jednak, że nie jest możliwe zbudowanie silnych sojuszy o mniejszym zasięgu czy zmiana okoliczności na tyle doniosła by zmienić reguły gry na arenie europejskiej.

Patrząc na lepiej nam znane pole organizacyjne; istnieje obecnie wiele form korzystnej dla obu stron współpracy pomiędzy europejskimi nacjonalistami. Trzecia Droga aktywnie współtworzy magazyn The Spear, który stał się mniej lub bardziej idealnym miejscem do wymiany poglądów i doświadczeń na temat prowadzonej przez siebie działalności. Wspieramy także akcje charytatywne dla serbskiego Kosowa. Także z pewnością jesteśmy także aktywni na tym polu i staramy się robić wszystko co w naszej mocy by te działania miały jak największy możliwy sens. Jesteśmy jednak świadomi tego jak bardzo kruche w niektórych przypadkach są te relację. Znamy wiele przykładów w tym temacie gdy interes wewnętrzny jednego aktora zwyciężał nawet najmocniejsze więzy pomiędzy przyjaciółmi. Myślę, że to samo mogłoby z powodzeniem zostać powiedziane o relacjach pomiędzy europejskimi państwami.

Uważam, że mimo krytycznej sytuacji w jakiej znajduje się Europa, organizację nacjonalistycznę nie są w stanie zbudować sojuszu, który mógłby relanie wpływać na losy Europy. Jednak, aby realna współpraca miała miejsce pomiędzy narodami Europy należy zastanowić się czy w interesie państw leży współpraca. Uważam, że podstawową wartością jest to, że państwa, które łączy nie tylko spuścizna historyczna jak i sąsiedztwo są ścisłe powiązane gospodarczo jak i kulturowo. Stojąc na przeciw zagrożeniom, które wpływają na szeroko rozumiane bezpieczeństwo nie możemy utracić związków, które obejmują kwestie przetrwania Europy jaką znamy. Parlament Europejski, który pokazuje nam to, że wewnątrz jednego sojuszu, którym jest Unia Europejska istnieją pomniejsze frakcje państw, które obejmują podobne interesy i rozumienie tożsamości. Sciśle zawężająć temat do ostatniej sytuacji, gdzie w sprawie Polski oraz Węgier odbywają się debaty dotyczące praworządności w tych krajach możemy dostrzec to, że pomniejsze sojusze częściej posiadają większą moc odziaływania niż całość państw zrzeszonych.Oczywiście odnosząc się do naszego poletka: istnieją różne formy współpracy pomiędzy nacjonalistami na wielu płaszczyznach. Trzecia Droga współtworzy The Spear portal internetowy, który jest platformą wymiany pomiędzy działaczami z kilka państw europejskich, działamy również humanitarnie wspierając akcję pomocową dla Serbow w Kosowie. Wiele organizacji w Polsce szuka możliwości podjęcia współpracy z organizacjami z innych narodów. Jednakże wiemy, że ruchy te palą bolączki, które są nam znane szowinizm i historycyzm, który często wygrywa z kruchymi sojuszami z nacjonalistami z innych narodów. Interes wewnętrzny zawsze zwycięża piękne słowa i gesty tym bardziej, że wiele z tych kontaktów jest pustych i w gruncie rzeczy bezwartościowych z, których wynika niewiele.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.