Idea
3.4

Ankieta 3droga.pl: Nacjonalizm a Gospodarka i Świat Pracy. Ćwik, Gąsiorek, Wawer, Zych!

Święto Pracy, które obchodzimy pierwszego maja, przywołuje w naszym środowisku sprawy i tematy kluczowe dla życia zwykłych obywateli. Dzień ten kojarzony przede wszystkim z okresem PRL, staje się dzisiaj pewnego rodzaju kolejnym polem walki, na które wkracza nasz ruch. To obliguje nas do wykonania konkretnej pracy i wysiłku w celu przedstawienia spójnych i całościowych pomysłów i alternatyw co do dzisiejszego porządku prawnego i społecznego. Czy jesteśmy dziś w stanie wyjść poza hasła na marszach i przekuć nasze slogany w coś bardziej rzeczowego i namacalnego? Jaki powinien być stosunek nacjonalizmu do najbardziej kluczowych zagadnień związanych ze społeczeństwem, pracą, gospodarką? Na te i na parę innych pytań, w dzisiejszej ankiecie odpowiedzą przedstawiciele Ruchu Narodowego, Trzeciej Drogi, Obozu Narodowo-Radykalnego oraz miesięcznika narodowo-radykalnego „Szturm”:

 

3droga.pl: Wielu nacjonalistów w naszym środowisku, deklaruje przywiązanie do idei narodowego solidaryzmu. Znamy wiele grafik, transparentów czy nawet tekstów powiązanych z tym zagadnieniem. Jednak najczęściej brakuje tam konkretów i odrobinę głębszego podejścia do tematu. Tak więc na początek: Czym jest dla Ciebie narodowy solidaryzm? W jaki sposób go rozumiesz?

 

Grzegorz Ćwik (Szturm):

Narodowy solidaryzm to hasło, jakie od kilku lat jest dość popularne w środowisku nacjonalistycznym. Używa się go zazwyczaj w kontekście zagadnień ekonomicznych czy społecznych, choć nie tylko. Narodowy solidaryzm dla mnie to przede wszystkim praktyczna konsekwencja wyznawania nacjonalistycznego światopoglądu. Jest to traktowanie Narodu w sposób solidarystyczny, a więc jako całość i ogół wszystkich jego członków. Przy czym Naród to nie tylko suma wszystkich jednostek – tak myślą liberałowie. Naród to wartość ponadczasowa i przede wszystkim duchowa, a więzi między Polakami i Polkami nie są tylko więziami społecznymi czy ekonomicznymi, ale także właśnie duchowymi i kulturowymi. Oznacza to, że nie możemy stosować w myśleniu o Narodzie egoistycznej optyki (w odniesieniu czy to indywidualistycznym czy grupowym), ale mieć świadomość, że ponad naszymi interesami (jako osoby) stoją interesy wspólnoty narodowej. Ma to bardzo praktyczne zastosowania, będące jakże nie w smak liberałom i wszelkim „narodowym kapitalistom”. Przykładem niech będą chociażby wszelkie programy pomocy socjalnej dla samotnych matek, osób niepełnosprawnych czy inwalidów. Są one oczywiście realizowane z budżetu, a więc także naszych podatków. Jednak właśnie solidaryzm narodowy jako właściwe podejście sprawia, że działania takie są jak najbardziej właściwe. Sednem myślenia solidarystycznego jest zrozumienie, że w Narodzie (jak w każdej grupie) są grupy silniejszych jak i słabszych ludzi, tj. z różnych przyczyn mniej samodzielnych. Tym drugim, o ile ich sytuacja życiowa nie wynika bezpośrednio z ich własnych błędów i czynów – winniśmy jesteśmy wsparcie i pomoc jako ogół Narodu. Dla mnie jest to stwierdzenie bezdyskusyjne, wypływające wprost z sedna idei narodowej. Oczywiście, jeśli ich sytuacja wynika z takowych błędów (np. nałogów) nie możemy wyrzucać ich poza nawias, jednak solidaryzm będzie miał wobec nich zupełnie inną formę, treść i cel.

Adrianna Gąsiorek (Kierunki, Obóz Narodowo-Radykalny):

Narodowy Solidaryzm jest hasłem wykorzystywanym przez wielu ludzi nie tylko związanych z naszym ruchem. Mam wrażenie, że także u nacjonalistów to pojęcie jest pewnym pustym sloganem. Rzadko pojawiają się konkretne i realne propozycje, a co dopiero obserwowanie ich realizacji. Oczywiście publicyści nacjonalistyczni podnoszą hasło Narodowego Solidaryzmu, a wiele organizacji próbuje wcielać pomysły w życie. Mam nadzieję, że uda nam się tę koncepcję spopularyzować i ustanowić jako znak rozpoznawczy idei narodowo-radykalnej. Sama dewiza „Dla Narodu – przez Narodów” powinna być wyznacznikiem naszej działalności.

Dla mnie narodowy solidaryzm to reakcja na krzywdę polskiego narodu, to walka o przysłowiowe jutro — o godną płacę, prawa pracownicze, ale również o nasz fundament, jakim jest rodzina. Specjalnie używam słowa reakcja, ponieważ w świecie wielkich słów potrzeba nam działania. Tylko idea poparta czynem ma sens funkcjonowania. Bez naszej aktywności piękne słowa są zbyteczne. Dlatego ważne jest, abyśmy wspierali potrzebujących rodaków, reagowali na ich problemy i sytuacje, w których się znajdują.

W praktyce Narodowy Solidaryzm, obojętnie, jak wypełnimy słownie jego definicję, musi polegać na sprecyzowanym działaniu – zbiórkach dla ludzi potrzebujących (domy dziecka, domy samotnej matki, osoby bezdomne), ale również na naszym wsparciu, które jest potrzebne konkretnym grupom zawodowym. Kto jako pierwszy pomagał górnikom czy rolnikom? Właśnie nacjonaliści i tak powinien działać nasz ruch. Pomagać nie dlatego, że nam się to opłaca, że chcemy się na tych protestach pokazać, czy coś zyskać. Naszym celem powinno być tylko i wyłącznie skupienie się na problemach potrzebujących ludzi.

Sama brałam udział w protestach górników wspólnie z Brygadą Górnośląską ONR i było to cenną lekcją. Przekonałam się, że idea narodowego solidaryzmu w naszym społeczeństwie jest praktycznie nieobecna. W zasadzie wszelkie strajki podsumowywane są stwierdzeniem „ja mam źle niech inni również mają”. W czasach, kiedy jesteśmy deptani przez międzynarodowe korporacje, rządy różnych partii politycznych, które szkodzą polskim interesom i pracownikom, musimy być zjednoczeni i solidarni dla siebie. Musimy się przeciwstawić tym, którzy próbują nas zniszczyć, wykorzystać jako tanią siłą roboczą i sprzedać za judaszowe srebrniki.

Narodowy Solidaryzm musi oznaczać koncepcje społeczno-ekonomiczne, które będą uwzględniać interes wszystkich grup społecznych, wszystkich regionów naszego kraju. Nie możemy godzić się na twierdzenia o Polsce A i B. Przede wszystkim należy przekładać interes naszych rodaków ponad inne wpływy. Musimy pomagać najsłabszym grupom społecznym, ale również nie ograniczać przedsiębiorczych jednostek.

Uważam, że musimy wspólnie przeciwstawiać się absurdalnym normom unijnym, pakietom klimatycznym i systemowi podatkowemu, który uderza w drobne i średnie przedsiębiorstwa. Jednomyślnie musimy walczyć z ulgami i przywilejami dla koncernów i międzynarodowych firm, które wykorzystują nasz kraj, jako rynek zbytu, nie płacąc żadnych podatków.

Oczywiście inspiracją do określania Narodowego Solidaryzmu mogą być różne koncepcje – katolicka nauka społeczna, ale również bliska mi idea spółdzielczości.

Obojętnie, jak będziemy definiować Narodowy Solidaryzm w jego szczegółach, musi on wiązać się z naszą aktywnością i działaniem dla dobra polskiego narodu. Warto również rozszerzać nasze akcje charytatywne czy społeczne i nie zapominać o tematach związanych np. z kwestią ochrony środowiska, czy pomocy zwierzakom. Nigdy nie dam sobie wmówić, że są tematy, których nacjonaliści muszą unikać i zostawiać innym. To my mamy kreować rzeczywistość i naszym obowiązkiem jest wpływać na każdą płaszczyznę życia publicznego.

Michał Wawer (Ruch Narodowy):

Narodowy solidaryzm polega po prostu na tym, że wszelkie nasze działania powinny służyć interesowi całego narodu polskiego – a więc nie możemy działać tylko na rzecz jakiejś jednej klasy lub grupy społecznej, ale powinniśmy dążyć do państwa, które w sposób sprawiedliwy i zrównoważony będzie zabezpieczało prawa wszystkich Polaków. Ruch Narodowy odwołuje się tu bezpośrednio do myśli przedwojennych narodowców i Katolickiej Nauki Społecznej, a w tych źródłach solidaryzm jest definiowany w opozycji do dwóch największych intelektualnych zagrożeń naszej epoki – marksizmu i liberalizmu.

Marksistowski socjalizm stanowi przeciwieństwo solidaryzmu w tym sensie, że nakazuje dbać jedynie o interes jednej klasy (najbiedniejszej), a pozwala na wyzysk i odbieranie praw pozostałym obywatelom. Mylenie socjalizmu z solidaryzmem jest jednym z najgroźniejszych błędów intelektualnych, jakie można spotkać w środowisku narodowym – a o taki błąd nie jest trudno, bo działania solidarystyczne i socjalistyczne są często na pozór podobne. Różnica polega jednak na tym, że socjalista wierzy w walkę klas i uważa, że na wyzysk jednej grupy trzeba odpowiedzieć państwowym wyzyskiem innych grup. Tymczasem narodowiec powinien dążyć do stworzenia społeczeństwa, w którym wszystkie grupy współpracują w realizacji interesu narodowego.

Nawet jeżeli w imię solidaryzmu narodowego postulujemy rozwiązania opierające się np. na opodatkowywaniu jednej grupy i przekazywaniu tych pieniędzy innej, bardziej potrzebującej grupie – to zawsze musimy brać pod uwagę, czy w ten sposób nie pokrzywdzimy w nadmiernym stopniu tej pierwszej grupy. Przykładowo: dbanie o odpowiedni poziom nakładów socjalnych nie może być usprawiedliwieniem dla zaduszenia podatkami małych i średnich przedsiębiorców. Socjaliści (w tym również narodowi socjaliści) nie mają takich oporów.

W praktyce oczywiście często powstaną poważne wątpliwości co do tego, gdzie kończy się solidaryzm, a zaczyna marksizm i wyzysk. I dlatego potrzebujemy też intensywnej pracy programowej nad konkretnymi rozwiązaniami oraz wewnętrznej, środowiskowej debaty z udziałem odpowiedzialnych osób, prawidłowo rozumiejących pojęcie solidaryzmu.

Drugą stroną medalu jest liberalizm, który stanowi przeciwieństwo solidaryzmu w tym sensie, że promuje kult indywidualizmu. Myśl narodowa ma również ogromny szacunek do własności prywatnej, jednak liberalizm oddaje tej instytucji po prostu bałwochwalczą cześć i pozwala, by szacunek do własności przesłonił wszelkie inne wartości moralne. W praktyce liberalna wiara we własność prywatną przekłada się po prostu na uprzywilejowaną pozycję społeczną korporacji i bogaczy oraz wyzysk pozostałych obywateli – a na to nie może być naszej zgody. Własność jest czymś potrzebnym i naturalnym, jednak ma również swoje funkcje społeczne i wiąże się z określonymi obowiązkami wobec wspólnoty.

Solidaryzm narodowy wiąże się z tym, że zasadniczo stawiamy dobro wspólnoty wyżej niż dobro jednostki (choć oczywiście trzeba respektować przy tym prawa poszczególnych osób, zgodnie z nauką Kościoła Katolickiego). Tymczasem liberałowie uznają za wartość wyłącznie dobro jednostki.

Piotr Zych (Trzecia Droga):

Truizmem byłoby stwierdzenie, że narodowy solidaryzm każdy ujmuje nieco inaczej, gdyż nie jest to doktryna gospodarcza, a raczej pewnego rodzaju drogowskaz. Dlatego też odpowiem na pytanie, nie przedstawiając definicji, a próbując potraktować solidaryzm od strony praktycznej.

Prowadząc małe czy średnie przedsiębiorstwo w tzw. „powiatowej” Polsce, jako pracodawca powinienem postrzegać swoją firmę, nie tylko jako własność, z której należy wypracować jak najwyższy dochód, a jako zbiór naczyń połączonych. Traktując uczciwie kontrahenta, zapewniając pracownikom nie tylko godne warunki zatrudnienia pod względem płacowym, ale również bezpieczeństwo i możliwość rozwoju, aż wreszcie dostrzegając problemy dotykające lokalną społeczność i będąc w stanie współpracować z władzami samorządowymi, mieszkańcami i wykorzystując swoją wiedzę i środki, wspólnie spróbować  rozwiązać zagrożenia dla mojej małej ojczyzny.

Na tym przykładzie można stwierdzić, że narodowy solidaryzm, to traktowanie społeczeństwa, Narodu, gospodarki, lokalnej społeczności jako naczyń połączonych, które na siebie nawzajem oddziałują.  Moje zachowanie, bądź bierność spowodują realne konsekwencje w życiu drugiego człowieka, stąd narodowy solidaryzm postrzegam przede wszystkim jako zdolność do myślenia kategoriami wspólnego dobra.

 

3droga.pl: Swojego czasu prowadzono bardzo gorące dyskusje na temat tego czy kapitalizm jako system gospodarczy jest do pogodzenia z polską ideą narodową czy też nie. Jak podchodzisz do tej sprawy? Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?

 

Grzegorz Ćwik (Szturm):

Kapitalizm ex definitione wyklucza się z nacjonalizmem. Zacznijmy od tego, że kapitalizm (liberalizm ekonomiczny, wolnorynkowość) to doktryna ekonomiczna, która wynika z myślenia personalistycznego i indywidualnego. Gdy my, jako nacjonaliści mówimy o interesie całego Narodu, dla kapitalisty liczy się wdrożenie systemu, który pozwoli mu na maksymalny zysk, ale tylko i wyłącznie jego samego, bez liczenia się z tym, jakim kosztem zostanie to osiągnięte. Tak więc wyzysk, łamanie praw pracowniczych lub wręcz ich likwidacja, umowy śmieciowe, niskie pensje – wszystko to kapitalista będzie popierał, ponieważ umożliwia mu to maksymalizację zysku. Kwestia tego, jak takie działania wpływają na resztę Narodu, będą dla niego nieistotne.

Kapitalizm to idea całkowicie materialistyczna – skupia się na doktrynalnym myśleniu w kategoriach finansowych, pieniężnych, skupia się na maksymalizacji zysków. Jakiekolwiek wyższe wartości, jako nieuchwytne w zestawieniach finansowych, kapitalizmu nie obchodzą. Stąd oczywisty i elementarny konflikt kapitalizmu z nacjonalizmem. Wiąże się z tym ekonomizm, czyli wspomniane traktowanie wszystkiego wyłącznie w kategoriach czysto liczbowych, „tabelkowych”. Ponadto kapitalizm to trzymanie się sztywno doktryny sprzed kilkuset lat, gdzie celem samym w sobie jest… realizacja samej doktryny. To punkt, gdzie kapitalizm pod względem sposobu myślenia staje w jednym szeregu z komunizmem. Także powyżej wspomniany materializm i determinizm obecny w myśleniu wolnorynkowców upodabniają liberałów ekonomicznych jak i wyznawców Marksa. I jedni i drudzy wierzą w obiektywne, sztywne, jasne i zawsze działające prawidła – jedni w proces dziejowy, inni w niewidzialną rękę rynku.

Największym błędem metodologicznym liberalizmu jest w takim ujęciu założenie, że człowiek pozostawiony sobie nie tylko będzie zachowywał się w sposób racjonalny i logiczny, ale przede wszystkim, że będzie kierował się (jak tego chcą kapitaliści) pobudkami szczytnymi, szlachetnymi i dobrymi. Jak wiemy doskonale – nie jest tak, a samowola kapitalistyczna to raczej sposób na potęgowanie naszych najgorszych instynktów. Oczywiście, kapitaliści podnoszą zawsze w swych wywodach kwestię „wolności’, zapominają dodać, że chodzi im w gruncie rzeczy o swoją własną wolność (a właściwie samowolkę, wręcz warcholstwo), i to w jak najgorszym rozumieniu. Ponadto propagowana przez nich niechęć do państwa jest o tyle dziwna, że przecież docelowo państwo (rządzone przez nacjonalistów) ma być polityczną, prawną, administracyjną etc. emanacją Narodu, a nie okupantem zewnętrznych sił. Co ciekawe – w tym, jak i wielu innych aspektach, myśl kapitalistyczna propaguje te same rozwiązania co anarchiści i skrajna lewica.

Kapitalizm, jakkolwiek rozumiany, separuje się od posługiwania się kategoriami narodowymi. Kapitalista myśli w kategoriach kapitalistycznych, czyli finansowych i materialnych, a kwestia interesu narodowego jest po prostu niekompatybilna z jego światem wartości. Na koniec warto wspomnieć o kontekście historycznym i geopolitycznym. Kapitaliści w całej Europie od pół wieku są największymi zwolennikami multikulturalizmu i przyjmowania masowo imigrantów z innych kręgów etnicznych i cywilizacyjnych. Chodzi im oczywiście o tanią siłę roboczą – skutki inne niż ekonomiczne ich nie obchodzą. Także dla środowiska naturalnego działania kapitalistów rzadko kiedy wychodzą na dobre, co wynika z faktu, że dla kapitalisty natura jako taka nie ma wartości a jest jedynie elementem do eksploatacji. Temat działania międzynarodowych konsorcjów, czyli wielkiego kapitału to temat do oddzielnej ankiety, starczy wspomnieć, że skutki działań takich struktur rzadko kiedy pokrywają się z jakimkolwiek interesem Narodu.

Adrianna Gąsiorek (Kierunki, Obóz Narodowo-Radykalny):

Nie mam żadnych wątpliwości, że kapitalizmu nie da się pogodzić z ideą narodową. Dla mnie hasło narodowy kapitalizm to po prostu oksymoron. Albo jestem kapitalistą, albo narodowcem. I prędzej czy później osoba, która błędnie próbuje oba te pojęcia połączyć, będzie musiała opowiedzieć się po którejś ze stron. Problem ten dotyczy nie tylko kwestii gospodarczych, ale również społecznych.

Kapitalizm jest sprzeczny z nacjonalizmem, ponieważ stworzono go na społecznej niesprawiedliwości i podziale. Jest to niezgodne z Narodowym Solidaryzmem, o którym pisałam wyżej. Zgadzamy się pewnie wszyscy, że sam nacjonalizm powinien dbać o dobro narodu, być solidarny ze wszystkimi grupami społecznymi. Tego kapitalizm nigdy nie będzie w stanie zrealizować. Najbardziej przeraża mnie hasło – kapitał nie ma narodowości. Tylko człowiek skrajnie antynarodowy może podpisać się pod takimi stwierdzeniem. Obserwując wielkie firmy np. w Rosji czy cały rynek medialny u Niemców widać, że mimo globalizacji i ich międzynarodowej koncepcji, realizują one przede wszystkim interes konkretnego państwa – w tym wypadku Rosji czy Niemiec. Bzdurą jest twierdzenie, że coś działa ogólnie i nie ma żadnych wpływów. Nawet korporacje, które mają międzynarodowy zasięg potrafią idealnie przedłużać politykę konkretnego państwa i wpływać na cały rynek, głównie europejski. Nie rozumiem, dlaczego wielu ludzi uważa, że kapitalizm to jedyne rozwiązanie ekonomiczne, które ma być synonimem dobra i bogactwa. Oczywiście krytykując kapitalizm od razu oskarżeni zostajemy o socjalistyczne zapędy. A możemy przecież tworzyć własne spółdzielnie czy kombinaty zrzeszające gałęzie polskiego przemysłu. To my musimy dbać o strategiczne elementy zabezpieczenia gospodarczego naszego kraju. Warto, żebyśmy wspierali rodzimych przedsiębiorców, a zagranicznym zaostrzali przepisy, szczególnie w kwestiach wyprowadzania kapitału za granicę.

Kapitał ma narodowość i musimy o tym pamiętać. Nacjonaliści nigdy nie zgodzą się z sytuacją, w której nasz kraj będzie jawił się jako kolonia państw zachodnich, a pracownicy będą tanią siłą roboczą. Albo będziemy bronić tego, co nasze i będziemy solidarni z rodakami, albo skupimy się na rozwoju zachodniej korporacji, która wbrew pozorom nie będzie tylko wykorzystywać naszych pracowników, ale również wpływać na różne aspekty życia publicznego w Polsce. Bez kontroli wielkich firmy, sektora handlowego czy przede wszystkim finansowego nie uda nam się stworzyć państwa suwerennego.

Kolejnym problemem, który zauważam są również kwestie społeczne i moralne. Nie raz spotkałam się z pseudonarodowcami, którzy twierdzą, że nie interesuje ich, co dzieje się w teatrach, knajpach i innych instytucjach, jeśli podmioty te płacą podatki… nacjonaliści nie sprzedają swojej idei i jeśli widzimy dewiacje i zagrożenie musimy reagować bez względu na to, czy dany podmiot prawidłowo się rozlicza. Róbta co chceta, ale prywatnie – nie jest rozwiązaniem problemu. Wolność nie powinna oznaczać anarchii ani braku zasad czy wartości. Kapitalizm od samego powstania był również zagrożeniem dla rodzin, a także dla kobiet, które mylnie zostały podkupione przez piękne hasła, by później swoją rolę ograniczać tylko do robotnic pracujących dla rozwoju wielkich firm. Obojętnie, na jakiej płaszczyźnie będziemy oceniać kapitalizm jest on dla mnie wręcz wzorowym przeciwieństwem nacjonalizmu.

Michał Wawer(Ruch Narodowy):

Odpowiedź zależy od tego, jak definiujemy kapitalizm. Kapitalizm rozumiany zgodnie ze swoją słownikową definicją, czyli po prostu system gospodarczy oparty na prywatnej własności i wolnym rynku, jest jak najbardziej podstawą i punktem wyjścia dla narodowej myśli gospodarczej. W tekstach wielu wybitnych narodowców widoczne jest przekonanie, że własność i konkurencja powinny stanowić fundament życia gospodarczego, i że należy wręcz dążyć do oparcia życia gospodarczego na małych przedsiębiorcach. Z kolei w programie Ruchu Narodowego daliśmy wyraz przekonaniu, że drogą do rozwoju Polski jest wspieranie tworzenia dużych polskich firm, zdolnych do ekspansji zagranicznej i – pośrednio – wzmacniania w ten sposób naszej pozycji politycznej.

Pojęcie kapitalizmu zostało niestety jednak zawłaszczone przez neoliberałów, którzy konsekwentnie i od dekad przekonują cały świat, że kapitalizmem jest tylko promowany przez nich ustrój gospodarczy – oparty na globalizacji i wszechwładzy zachodnich korporacji. Takiego kapitalizmu oczywiście nie da się pogodzić z ideą narodową. Myślę, że dla każdego narodowca oczywiste jest, że państwo polskie powinno kontrolować swoją politykę gospodarczą i być w stanie nakładać np. cła na towary importowane z zagranicy (tj. stosować protekcjonizm gospodarczy) – a tego uprawnienia zostaliśmy pozbawieni przez Unię Europejską właśnie w imię „wolnego handlu”.

Inny przykład neoliberalnej propagandy to kwestia sądownictwa arbitrażowego – neoliberałowie od lat dążą do tego, by zmusić państwa narodowe do poddania się władzy prywatnych trybunałów, przed które państwa mogłyby być pozywane i zmuszane do płacenia odszkodowań za przyjęcie ustaw niezgodnych z interesem wielkich korporacji. Głównym argumentem liberałów jest to, że państwa narodowe zagrażają „kapitalizmowi” i dlatego trzeba je poddać kontroli korporacji. Liberalne kłamstwa na temat gospodarki są powtarzane tysiące razy i coraz częściej Polacy odbierają je jako niepodważalną prawdę.

Dlatego też dyskusje na temat kapitalizmu uważam za raczej jałowe intelektualnie – jeżeli każda strona sporu inaczej rozumie kapitalizm, to nie sposób dojść do jakichkolwiek konstruktywnych wniosków. Takie debaty są być może gorące, ale do niczego nie prowadzą. Lepiej skupić się na rozważaniach dotyczących konkretnych kwestii i rozwiązań.

Piotr Zych (Trzecia Droga):

Przy tym pytaniu ponownie należałoby przedstawić definicję kapitalizmu, a dopiero kolejnym krokiem byłaby odpowiedź na hipotetyczne pytanie o brak zgodności pomiędzy kapitalizmem, a ideą narodową.

Stąd pozwolę sobie na subiektywne i wybiórcze przedstawienie poglądów, które nie są kompatybilne z myślą narodową. Przede wszystkim jest to założenie, iż gospodarka i społeczeństwo powinny pozostać bez jakichkolwiek regulacji, jak również odrzucenie koncepcji, w której jednostka jest zobowiązana do współdziałania z innymi molekułami w celu realizacji dobra narodowego.  Myślę, że od odpowiedzi na te pytania moglibyśmy rozpocząć dyskusję o stosunku nacjonalizmu do kapitalizmu.

Natomiast nie będę ukrywał, że idee głoszone przez środowiska związane z Januszem Korwin-Mikke, jak również środowiska promujące globalizm i wychwalające globalny nieregulowany przepływ  pieniądza, kapitału, czy wreszcie „zasobów ludzkich” używając określeń wyjętych z korporacyjnych szkoleń, na pewno nie mogą się utożsamiać z ideą narodową, gdyż w dużej mierze są jej przeciwstawne.

 

3droga.pl: Co sądzisz na temat obecnego prawa pracy? Czy zabezpiecza ono los zwykłych pracowników? Może powinniśmy coś w nim zmienić? Jeśli tak to co według Ciebie zasługuje w tym miejscu na reformę?

 

Grzegorz Ćwik (Szturm):

Obecne prawo  pracy należy zmienić. Wynika to przede wszystkiego z jego anachroniczności i rozdźwięku miedzy czasami, kiedy spisano obecny Kodeks Pracy (lata 70-te) a cywilizacyjnym ekonomicznym i technologicznym stopniem rozwoju obecnych czasów. Prawo Pracy na obecną chwilę w sposób wysoce niezadowalający gwarantuje interesy pracownicze, co wynika ze wspomnianej anachroniczności, jak i tego, że pod względem instytucjonalnym oraz prawnym ochrona i egzekwowanie Kodeksu Pracy w Polsce są obecnie wysoce niedostateczne.

Na temat tego, jak należałoby zmienić Kodeks Pracy obszernie referowałem na Konferencji im. Mariana Reutta, jaka miała miejsce 30 kwietnia (na stronie Szturmowców jest nagranie z tegoż, w najnowsze „Polityce Narodowej” znajdzie się tekst mojego wystąpienia). Jest to temat bardzo obszerny, tak więc tu skrótowo napiszę najważniejsze punkty, w jakich należałoby zmienić Prawo Pracy:

  • Likwidacja umów śmieciowych stosowanych jako zastępcza forma dla umów o pracę. To te ostatnie powinny być podstawową formą zatrudnienia, gdyż najpełniej zabezpieczają stanowisko pracy i uczciwość oraz partnerskość relacji pracodawcy i pracownika. Umowy cywilnoprawne stosowane powinny być tylko w celach, do jakich je pomyślano, np. w wypadku pracy grafików, freelancerów etc.
  • Konieczność precyzyjnego określenia warunków wykonywania pracy, zakresu obowiązków i innych formalnych zapisów. Ponadto pracodawca powinien być zobowiązany do określenia przy podpisywaniu umowy wstępnej, na jakich warunkach zostanie zatrudniony pracownik.
  • Jak najbardziej popieram płacę minimalną i minimalną stawkę godzinową. Ich wzrost powinien być doroczny i być związany ze wzrostem inflacji, mocą nabywczą pieniądza oraz szeregiem innych czynników.
  • Postuluję całkowity zakaz narzucania pracownikowi wykonywania jakichkolwiek czynności służbowych w jego czasie prywatnym (odczytywanie maili, praca zdalna poza godzinami etc.)
  • Kwestia urlopu, zwłaszcza dłuższego wypoczynkowego, powinna być zależna przede wszystkim od zapatrywań pracownika. Sumasumarum to wypoczynek dla pracownika, a nie przymusowy okres rozłąki z pracą. Także urlop na żądanie powinien być utrzymany, w szerszym zakresie dla osób z dziećmi.
  • Rozwiązanie stosunku pracy powinno wynikać ze stażu pracy, okoliczności zakończenia stosunku pracy, stanowiska pracownika etc. Zabezpieczyć należy pracownikowi czas na znalezienie nowej pracy a pracodawcy na znalezienie następcy.
  • Niezwykle ważne jest usprawnienie działania Państwowej Inspekcji Pracy oraz Sądów Pracy. Niewiele nam dadzą nawet najlepsze przepisy, jeśli nie będą respektowane a państwo i pracownicy nie otrzymają narzędzi do egzekwowania tego. Odpowiednie finansowanie tych instytucji, właściwe kompetencje, personel oraz szybkość działania – dla nas, jako nacjonalistów, to obowiązek.
  • Popieram istnienie związków zawodowych, pozbawionych jednak patologii w postaci „zawodowych związkowców”, co znamy z polskich realiów. Zdrowe związki zawodowe to naturalny element w zakładach pracy.
  • BHP – to w każdym zakładzie pracy obowiązek, a zwłaszcza tam, gdzie wykonywana praca pociąga za sobą ryzyko. Pracodawca musi zapewnić odpowiednie przestrzeganie zasad bezpieczeństwa w trackie wykonywania obowiązków przez pracowników.

Adrianna Gąsiorek ( Kierunki, Obóz Narodowo-Radykalny):

Przyznam, że śledzę nowe pomysły związane z prawem pracy i część z nich jest dla mnie szokująca. Szczególnie martwi mnie podejście do kobiet i ich błogosławionego stanu. Niestety może okazać się, że kobieta w ciąży będzie ogromnym problemem dla pracodawcy (obecnie również tak bywa) i nie będzie w ogóle chroniona. Nie jest to rozwiązanie, które zachęci kobiety do działalności, przede wszystkim utrudni im odnalezienie się na rynku pracy. Zmiany mają dotknąć również dorabiania oraz nadgodzin. Pracodawca będzie odkładał nasze wynagrodzenie z nadgodzin, aby w razie problemów finansowych swojej firmy móc ją ratować. Kolejny dziwnym pomysłem jest narzucanie wybrania całego urlopu – nie będzie możliwości przedłużenia sobie np. długiego weekendu biorąc dwa dodatkowe dni, tylko obowiązek wybrania całości. Urlop na żądanie ma być bezpłatny.

Wiem, że to propozycje natomiast wypisałam kilka, żeby pokazać, że sytuacja wcale nie zmierza w dobrym kierunku. Prawo i Sprawiedliwość kreuje się na partię, która chce pomagać i wspomagać ludzi, ale nijak się to ma do rzeczywistości. Problemów z pracą w Polsce jest bardzo dużo, mity, które możemy wysłuchiwać w TVP o niskim bezrobociu, dobrych umowach i sielance są naprawdę kuriozalne. Ludzie dalej pracują na umowach śmieciowych, a często i bez. Oferty pracy w wielu miastach dotyczą tylko sektora spożywczego w zagranicznych sklepach. Spadek bezrobocia wiąże się również ze ściąganiem pracowników ze wschodu, którzy zmuszeni ciężką sytuacją przyjeżdżają do Polski i pracują za marne pensje, jednocześnie przyczyniając się do braku poprawy wynagrodzeń dla polskich pracowników. Nie winie tutaj samych zagranicznych pracowników, w końcu każdy człowiek chce godnie żyć i pracować — niestety nie ma szans na poprawę na rynku pracy przy sprowadzaniu taniej siły roboczej. Sytuacja zresztą powtarza się w całej Europie, narody mieszają się i tracą swoją tożsamość. Niestety we własnym kraju jesteśmy traktowani jako szara masa, która bez narzekania ma pracować za marne wynagrodzenie. Oczywiście wszelkie próby zmiany sytuacji są szybko ucinane – w końcu na nasze miejsce przyjmuje się imigrantów zarobkowych. Koło się kręci, a zmian nie widać.

Głównym problem są nadal bardzo niskie wynagrodzenia, emigracja wykwalifikowanych pracowników, imigracja ze wschodu, podejście pracodawcy do pracowników, ale również brak solidaryzmu między samymi pracownikami. Pomijając samo zjawisko wyścigu szczurów i wzajemnego donoszenia na siebie, widać, że nie potrafimy w dalszym ciągu solidaryzować się z drugim człowiekiem. Idealnym przykładem jest dyskusja związana z wolnymi niedzielami. Dla pracodawców, szczególnie zagranicznych, zawsze będzie liczył się zysk firmy, a nie pracownik czy jego wolny czas. Jednak i wielu Kowalskich nauczonych, że w niedziele idzie do galerii na zakupy, nie interesuje się tym, że np. sąsiadka z domu obok ma chwilę na odpoczynek. Problemem jest fakt, iż nie będzie mógł zrobić spaceru po sklepach.

Takie samo podejście widać w przypadku różnych strajków – wielu obywateli uważa, że lekarzom miesza się w głowach, górnikom i rolnikom również, ponieważ chcą godnie zarabiać. Narodowy Solidaryzm musi rozwinąć się w środowisku nacjonalistycznym, aby później kiełkował również w całym narodzie. Inaczej żadne ustawy ani propozycje nie zmienią naszej sytuacji.

Kończąc już ten wątek – 1 maja obchodziliśmy Święto Pracy, wielu ludzi związanych z „patriotyczną” sceną polityczną było oburzonych, że nadal czci się to komunistyczne święto i że robią to właśnie nacjonaliści. Mnie to bardzo cieszy, warto odebrać te tematy skrajnej lewicy i postkomunistycznym tworom. To może być właśnie nasz dzień Narodowego Solidaryzmu i sprzeciwu wobec całego otaczającego nas gówna – kapitalizmu, liberalizmu, globalizmu.

Michał Wawer (Ruch Narodowy):

W Polsce istnieją tak naprawdę dwa systemy prawa pracy, a każdy z nich jest na swój sposób niesprawiedliwy. Pierwszy to system opisany w Kodeksie pracy–istnieje w nim wyraźna prawna przewaga pracowników nad pracodawcami. Właściciele przedsiębiorstw, którzy uczciwie stosują prawo i zatrudniają pracowników na umowach o pracę, są w niewiarygodnym stopniu obciążeni różnego rodzaju kosztami oraz biurokracją (często niczemu nie służącą) – w takim stopniu, że właściwie w każdej, najuczciwszej nawet firmie, da się znaleźć jakieś uchybienia. Rezultatem jest sytuacja, w którejnieuczciwi pracownicysą w stanie wymuszać od pracodawców różnego rodzaju świadczenia – niejeden przedsiębiorca będzie wolał zapłacić kilka tysięcy naciągaczowi niż ryzykować, że ten ściągnie do firmy kontrolę albo pójdzie do sądu, gdzie to pracodawca będzie musiał miesiącami i latami udowadniać swoją niewinność. Gdy sytuacja takiego szantażu przytrafi się pracodawcy kilkakrotnie, w naturalny sposób zaczyna on być podejrzliwy w stosunku do wszystkich pracowników i wszystkim przypisywać roszczeniową postawę – tak rodzi się konflikt.

Z drugiej strony istnieje system pracy oparty na tzw. umowach cywilnoprawnych, gdzie z kolei pracownicy pozbawieni są elementarnych praw – norm czasu pracy, urlopów, wynagrodzeń za nadgodziny… Tolerowanie przez państwo polskie istnienia takiego systemu jest skandaliczne i stanowi w pewnym sensie formę państwowego wsparcia dla najgorszego rodzaju nieuczciwych przedsiębiorców.

Oba te systemy są wyraźnie niesprawiedliwe, przy czym pierwszy krzywdzi głównie pracodawców, a drugi głównie pracowników. Polska potrzebuje głębokiej reformy prawa pracy i stworzenia takich ram prawnych, w których pracownicy będą mieli zagwarantowane najważniejsze prawa, a z kolei obowiązki i koszty obciążające pracodawców zostaną ograniczone do niezbędnego minimum. Szeroko do tej kwestii odnieśliśmy się w programie Ruchu Narodowego.

Piotr Zych (Trzecia Droga):

Prawo pracy zostało skodyfikowane jeszcze w poprzednim ustroju i pomimo wielu nowelizacji na pewno odstaje od współczesnych wyzwań rynku pracy. Natomiast nie można patrzeć na prawo pracy, nie poruszając tematyki ubezpieczeń społecznych, swobody działalności gospodarczej czy wreszcie podatków.

Ostania koncepcja zmiany prawa pracy jest całkiem ciekawa, zwłaszcza pod kątem powszechnego objęcia pracowników umowami o pracę, co za tym idzie obowiązkiem nawiązania stosunku pracy pomiędzy pracodawcą a pracownikiem, co oczywiście zabezpieczyłoby tych drugich jako podmioty słabsze względem pracodawców. Problem natomiast jest dużo szerszy, gdyż wielu pracowników z własnej woli decyduje się na samozatrudnienie, w związku z ogromnymi kosztami jakie generują umowy o pracę, a co za tym idzie, jest to dla nich najzwyczajniej w świecie opłacalne. Z drugiej strony, największe obciążenia pozapłacowe spadające na pracodawców (pośrednio również na pracowników) wynikają z ubezpieczeń społecznych, które są ekwiwalentne (przynajmniej w teorii).

Stąd myśląc o reformie prawa pracy, przekornie odpowiem, że powinniśmy rozpocząć od reformy podatkowej, a w przypadku umów o pracę, od reformy podatku dochodowego od osób fizycznych. Największy ciężar podatkowy obecnie ponoszą osoby najmniej zarabiające, stąd uważam, że powinna zostać diametralnie podwyższona kwota wolna od podatku, tak aby osoby zatrudnione w oparciu o ustawową minimalną stawkę wynagrodzenia, nie obciążać dodatkowo podatkiem, co wpłynęłoby na podwyższenie ich zarobków, pozytywnie wpłynęłoby na konsumpcję, a finalnie na zwiększenie atrakcyjności umowy o pracę. Równocześnie same obciążenia ubezpieczeniami społecznymi są gwarantem zabezpieczenia pracownika, w przypadkach: niezdolności do pracy, wypadku i emerytury; więc nie powinny być obniżane, natomiast warto się zastanowić nad koncepcją ograniczenia biurokratyzacji Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, a także ujednoliceniu systemu poprzez likwidację KRUS-u.

Natomiast samo odstąpienie o zatrudnienia pracownika na umowie o pracę, powinno być jedynie wyjątkiem, wynikającym z natury stosunków gospodarczych vide nawiązanie współpracy z programistą w oparciu o działalność gospodarczą, a przesłanką dla takiego rozwiązania jest incydentalny charakter i duża niezależność obu podmiotów. Stąd konkluzja, iż prawo pracy warto znowelizować, ale należałoby połączyć tę zmianę z przebudową systemu ubezpieczeń społecznych, systemu podatkowe, a finalnie również samej koncepcji gospodarczej państwa.

 

3droga.pl: Program 500+ to jedna z najgłośniejszych spraw obecnej kadencji. Jak oceniasz ten program? Jakie masz zdanie na temat polityki gospodarczej i społecznej prowadzonej przez ten rząd? Co w tym temacie mogliby mieć do zaproponowania nacjonaliści?

 

Grzegorz Ćwik (Szturm):

Sam program oceniam generalnie bardzo dobrze. Abstrahując całkowicie od powodów jego wprowadzenia, przyznać trzeba, że skutki są pozytywne. Jako, że program funkcjonuje już pewien czas, możemy stwierdzić, że doprowadził do wyraźnej poprawy sytuacji finansowej objętych nim rodzin, do likwidacji różnic społecznych, zwiększyła się liczba narodzin dzieci. Sam program jest też elementem, który wprowadza w nasze życie tak czy inaczej pojmowany solidaryzm narodowy, choć jak wiemy liberalne media i środowiska zaciekle atakują sam program, jak i ludzi nim objętych.

Sama jednak polityka gospodarcza i społeczna to więcej niż tylko 500+. PiS niestety nie realizuje tu polityki, którą mógłbym chociaż w elementarnych aspektach nazwać narodową. Przesądzającą tu sprawą jest sprowadzanie coraz większych mas imigrantów, zarówno z krajów sąsiedzkich (Ukraina) jak i ludzi obcych etnicznie i kulturowo. Oczywiście, to nie jedyny element działań  rządu w tym aspekcie. Generalnie działania PiSu postrzegam jako niekonsekwentne i mające być swoistym kompromisem między interesami różnych grup nacisku i lobby. Chociażby zakaz handlu w niedzielę, inny sztandarowy projekt rządzącej partii, wykazuje taką połowiczność i objawia się jako próba szukania bardzo źle rozumianego złotego środka.

Nie możemy zapominać, że w obecnym rządzie cały czas bardzo duże wpływy mają sfery finansowe, bankowe oraz zagraniczne koncerny. Rozliczne decyzje, jak chociażby zwolnienia podatkowe, jednoznacznie na to wskazują. Generalnie o ile można uznać działania PiSu za dużo sensowniejsze niż ich poprzedników, to jednak nie jest to w swym całościowym obrazie polityka oparta o interes narodowy. W moim rozumieniu jest to próba łączenia pewnych rozwiązań etatystycznych i solidarystycznych z aspektami typowo wolnorynkowymi, jak bardzo szerokie otwarcie się na kapitał zachodni oraz drenaż polskiego rynku pracy tanimi pracownikami ze wschodu i Dalekiego Wschodu. W ostatecznym rozrachunku, patrząc na przyszłość w perspektywie kilku dekad, działania PiSu przyniosą naszemu Narodowi dużo więcej strat niż korzyści.

Nacjonaliści mogą być elementem ideologicznej i metapolitycznej układanki, który zaproponuje rozwiązania zupełnie rewolucyjne i obalające obecny kapitalistyczny reżim. Największą naszą siłą jest odwołanie do całości Narodu, świadomość wspólnoty interesów, jaka występuje między głównymi filarami obecnego świata (kapitaliści, wielkie koncerny, rządy, marksiści kulturowi, międzynarodowa finansjera), gotowość do formułowania niezwykle odważnych i nowoczesnych rozwiązań. Wychodząc z podstaw ideowych, to do nich dostosowywać powinniśmy konkretne rozwiązania i propozycje, a nie sztywno trzymać się tych czy innych doktryn społecznych i ekonomicznych. Celem naszym jest rozwój całego Narodu, jak również cywilizacji europejskiej, i już samo to stanowi niezwykłe novum w zestawieniu z zatęchłym i przegniłym duchem czasów, tzw. „modern world”. Nie możemy uciekać w historycyzm, nie możemy tym bardziej zapatrywać się na zaprzeszłe czy skompromitowane koncepcje ekonomiczne i społeczne. Naszym zadaniem jest wykształcenie programu odważnego, komplementarnego i skutecznego.

Adrianna Gąsiorek (Kierunki, Obóz Narodowo-Radykalny):

Na wstępie zaznaczę, że nie należę do grupy mówiącej, że programy społeczne to rozdawanie pieniędzy i nie należy ich przeprowadzać. Sam pomysł 500+ oceniam średnio, z jednej strony zamysł uważam za trafiony i cieszy mnie, że sporo rodzin, które miały problemy finansowe mogą, chociaż troszkę odetchnąć. Warto wspomagać rodziny, bo przecież to najważniejsza komórka społeczna, która w obecnych czasach jest zagrożona. Jestem zwolennikiem akcji społecznych, które powinny zarówno wychodzić od państwa, jak i organizacji pozarządowych. Jednak widzę pewne wady programu 500+. W mojej opinii są one spowodowane brakiem czasu – program robiony był po łepkach i nieprzygotowaniu odpowiednich rozwiązań. 500+ daje furtkę również wielu patologicznym sytuacjom i to należało by eliminować np. wprowadzając bony na konkretne produkty dla dzieci czy wyjazdy. Uważam, że program społeczny powinien być lepiej kontrolowany, żeby ograniczyć do minimum różne nieprawidłowości. Druga sprawa to rozwój gospodarczy – wiemy, że wiele zagranicznych sklepów nie płaci u nas podatków, także nijak się ma kupowanie u nich produktów do rozwoju polskiej gospodarki. Można było zaproponować wspominane bony właśnie w polskich sklepach. Kolejna sprawa to również zbyteczny podział, który wprowadził ten program w społeczeństwie. Byłabym za opcją mniejszej kwoty (bonu) dla każdego dziecka tak, aby pomóc również rodzinom mniej dzietnym. Reasumując jestem za wszelkimi akcjami wsparcia polskich rodzin, ale warto, aby były one dopracowane i przemyślane. Innych programów w tematach społecznych, które byłby konkretne nie ma. Owszem PiS wiele mówi o planach, ale na tym się wszystko kończy.

Nacjonaliści na polu społecznym radzą sobie całkiem dobrze. Wiele organizacji, w tym moja, przeprowadza zbiórki i programy pomocy dla polskich rodzin. Warto, żebyśmy tę pracę kontynuowali.

Michał Wawer(Ruch Narodowy):

Samo wprowadzenie programu 500+ należy uznać za znaczące osiągnięcie i duży sukces wszystkich, którzy opowiadają się w Polsce za polityką prorodzinną.Niemniej dobra koncepcja została częściowo zepsuta zastosowaniem tzw. progu dochodowego, powyżej którego rodzice tracą prawo do wypłaty 500+ na pierwsze dziecko. Jest to niepotrzebne mnożenie biurokracji – wprowadzenie progu oznacza, że wszyscy rodzice ubiegający się o 500+ muszą składać kolejną deklarację o swoich dochodach, a do weryfikowania ich dochodów trzeba zatrudnić kolejną armię urzędników. Co więcej, skutkuje to powstawaniem demoralizujących sytuacji, w których pracownik unika awansu czy podwyżki, bo te wiązałyby się dla niego z przekroczeniem progu dochodowego, utratą 500+, i w efekcie – z pogorszeniem sytuacji majątkowej.

Co więcej, nie ma żadnego moralnego uzasadnienia dla takiego rozwiązania. Naszym celem jest to, by więcej dzieci mieli wszyscy Polacy, a nie tylko ci najgorzej sytuowani – a w takim razie 500+ nie powinno być adresowane tylko do mniej zamożnych, lecz do wszystkich. Nawiązując do pierwszego pytania o solidaryzm – próg dochodowy to właśnie przykład stosowania logiki socjalistycznej, a nie logiki solidaryzmu narodowego. Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby świadczenie powszechne, bez progu dochodowego, nawet gdyby ze względów budżetowych miało to być wówczas 400+, a nie 500+.

Oczywiście polityka prorodzinna nie może ograniczać się do jednego, niewielkiego świadczenia. Polsce niezbędny jest kompleksowy program wsparcia rodziny i przywrócenia „mody” na wielodzietność. Potrzebne są działania finansowe, ale również organizacyjne (np. stworzenie odpowiedniej sieci przedszkoli) i kulturowe. Samo 500+ nie odwróci fatalnej sytuacji demograficznej. Tymczasem wydaje się, że rząd PiS uznał, że w tym obszarze zrobił już wszystko, co możliwe, i osiadł na laurach.

To niestety zachowanie bardzo charakterystyczne dla tego rządu. PiS przez osiem lat był największą partią opozycyjną, hojnie finansowaną z subwencji budżetowej, i powinien był ten okres wykorzystać na stworzenie odpowiednich kadr i zaplecza polityczno-eksperckiego. Tymczasem zupełnie zmarnowali ten bezcenny czas. W efekcie od pierwszego dnia rządów musieli korzystać z karierowiczów oraz osób „podkupionych” z innych środowisk. Obecnie nawet premiera mamy „z łapanki” – Mateusz Morawiecki nie posiada przecież żadnego zaplecza politycznego we własnej partii i ma bardzo słabą pozycję. Skutki są oczywiste: rząd nie jest zgraną drużyną, zdolną do realizowania poważnych reform, ale raczej areną walk między reprezentantami różnych frakcji wewnątrz PiS. Za brakiem decyzyjności idą dziesiątki większych i mniejszych kompromitacji. Najlepiej to widać na polach polityki zagranicznej i kulturalnej, na których nasza sytuacja jest dzisiaj znacząco gorsza niż dwa lata temu – to rezultat m.in. uległej postawy w stosunku do USA i Izraela.

Są oczywiście też sukcesy – wspomniane już 500+, a także ograniczenie skali wyłudzeń podatkowych. Jednak ogólnie rzecz biorąc najlepsze, co można powiedzieć o rządzie PiS to, że nie jest tak zły, jak rządy PO. To przykre, bo większość działaczy i wyborców PiS to autentyczni patrioci, którzy zasługują na lepszą reprezentację w parlamencie i w rządzie.

Piotr Zych (Trzecia Droga):

Program 500+ jest zdecydowanie najlepszym i największym sukcesem rządu Prawa i Sprawiedliwości. Przede wszystkim na kanwie dyskusji o przeznaczeniu środków na dzieci, rozgorzała dyskusja nt. dzietności, rodziny, a przede wszystkim zapaści demograficznej w naszym kraju. Równocześnie program spełnia cel redystrybucyjny. Pomimo wielu lat wysokiego wzrostu gospodarczego, szereg grup społecznych nie partycypowało w rozwoju gospodarczym. Dzięki temu programowi wiele rodzin uwolniło się od widma zadłużenia czy braku zaspokojenia podstawowych potrzeb konsumpcyjnych. Z drugiej zaś strony, jeżeli potraktujemy program 500+ jako rozwiązanie systemowe, to mamy sytuację w której rodziny są uzależnione od wsparcia finansowego ze strony państwa, co zawsze jest groźne, gdyż wolność ekonomiczna to przede wszystkim stworzenie warunków do pracy zarobkowej, z której obywatele będą mogli utrzymać swoje rodziny. Dlatego też uważam, że o wiele rozsądniejszym rozwiązaniem byłoby stworzenie szeregu zwolnień podatkowych dla rodzin.

Polityka gospodarcza rządu PiS poza przepiękną retoryką patriotyzmu gospodarczego, nie różni się znacząco od tej, z którą mieliśmy do czynienia przez ostatnie 29 lat. Brakuje systemowych rozwiązań choćby w sprawie ubezpieczeń społecznych, podatków, tworzenia warunków do rozwoju nowych branż w gospodarce, a przede wszystkim odejścia od modelu gospodarki Polski jako „magazynu” i „montowni” europejskiej, a zmierzanie do gospodarki opartej o skomplikowane produkty i polskie know-how.

Politykę Prawa i Sprawiedliwości od strony gospodarczej ponownie muszę ocenić jako kosmetyczną zmianę, gdyż przez niemalże trzy lata nie przeprowadzono żadnej reformy gospodarczej.  Natomiast szyderczo można określić jako dobrą zmianę dla swoich, zagarnięcie szeregu spółek skarbu państwa przez lojalne zaplecze PiS, co z jednej strony nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę stosowanie identycznych standardów przez poprzednie ekipy rządzące, z drugiej zaś pokazuje przesiąknięcie hipokryzją środowiska zjednoczonej prawicy.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.