Idea
3

Ankieta 3droga.pl: Wpływ przeszłości na teraźniejszość. Ile jest dzisiaj historii w polskim ruchu nacjonalistycznym? Bąk, Dobrowolski, Grower, Kaczmarek, Szabelak

Temat ten, choć nie jest niczym nowym w naszym środowisku, staję się tym bardziej popularny im bardziej i częściej organizacje narodowe zauważają potrzebę zmiany swoich schematów myślenia i metod działania. Zachodzące w naszym kraju procesy społeczne i polityczne każą nam zadać sobie pytanie jakiego chcemy tak naprawdę nacjonalizmu? Czy naszym celem jest nacjonalizm opierający się na odtwórstwie historycznym i powtarzaniu utartych schematów jeszcze sprzed prawie półwiecza? A może powinniśmy skupić się na tworzeniu zupełnie nowych norm, własnych i na własną odpowiedzialność, lepiej przystosowanych do obecnych warunków społecznych? Jakie powinno być miejsce historii w naszym ruchu? Gdzie jest granica pomiędzy pamięcią i dbałością o kult bohaterów, a historycyzmem i zwyczajną rekonstrukcją?

Zapytaliśmy o to reprezentantów Obozu Narodowo-Radykalnego, Szturmowców, Młodzieży Wszechpolskiej, oraz Redaktora Naczelnego Drogi Legionisty. Odpowiedzi zostały podane w porządku alfabetycznym.

********

1. Jaki powinniśmy mieć jako nacjonaliści stosunek do dokonań i rozwiązań przygotowanych przez naszych ideowych poprzedników? Gdzie przebiega linia pomiędzy szacunkiem i przywiązaniem do tradycji, a bezmyślnym odtwórstwem i naśladownictwem? Czy dostrzegasz w tym zjawisku, niebezpieczeństwo przemiany nacjonalizmu w polityczny i ideowy skansen?

Piotr Bąk (Kierunki/ONR):

Musimy sobie odpowiedzieć w tym wypadku na bardzo ważne pytanie związane z punktem pierwszym, a mianowicie – jak świat był skonstruowany kiedyś, a jak jest dzisiaj? Moim zdaniem ostatnie 50 lat było pod względem zmian w technologii, medycynie, etc. bardzo dynamiczne. Sęk w tym, że w pewnych aspektach ludzkość nie tyle stanęła, co cofnęła się. Chodzi mi głównie o kwestie związane z obyczajowością, podejściem do życia i rodziny itd. Wiadomym jest, że nie możemy trwać w ideologicznym skansenie i walczyć o świat sprzed 80 lat, to byłby absurd. Jednakże są na tym świecie rzeczy ponadczasowe, takie jak np. Biblia. Jak można zauważyć, prawda w niej zawarta jest uniwersalna, tj. można ją ukształtować do czasów, w których żyjemy. Podobnie jest z polskim nacjonalizmem. Wiadomym jest, że metody działania, na których opierali się nasi ojcowie ideologiczni są w dzisiejszych czasach passe. Jednakże sama podstawa jest ponadczasowa. Drugą kwestią jest to, ażeby nie dopuścić do kalkowania działań narodowców z lat 30. Można pewnymi rzeczami się inspirować takimi jak np. pochody w ładnym, równym szyku, które widać z daleka – grupa ludzi stanowiąca marsz nie jest z przypadku i każdy wie, co robi. Wpływa to znacząco na jej postrzeganie i moim zdaniem jest to jedna z tych rzeczy, którą należy naśladować w dalszym ciągu. Kreowanie publicystki również jest jednym z tych zjawisk, które należy zachować. Musimy jednak sami zacząć kreować nie tylko publicystykę, ale i świat wokół siebie. Nie ma się co oszukiwać, ale nacjonalizm w Polsce jest pod względem strukturalnym tj. ilości członków w głównych organizacjach na niskim poziomie. Bierze się to głównie z tego, że działalność ta jest okraszona nutą ostracyzmu szerokiej masy społeczeństwa, nawet pośród tzw. „patriotów”. Młodzi ludzie, a głównie o takich nam chodzi, wszak to młodzi mają uformować się w danej organizacji i działać dla dobra Polski, boją się, że nie zostaną zrozumiani przez środowisko, w którym na co dzień żyją. Moim zdanie musimy uderzyć propagandowo w społeczeństwo. Sami musimy zacząć je kreować i przekonywać do siebie. Nie oszukujmy się, ale bez poparcia społecznego nasza walka zda się na nic. I tu w odróżnieniu od naszych ojców ideowych, musimy skupić się na walce nie tyle z bojówkami lewicowymi i walką na ulicy dosłownie, lecz na walce o dusze ludzi . O ich umysły. Walka nie na kije i pałki, ale walka na argumenty i wiedzę. Rozwój powinien być dla nas priorytetem. W innym wypadku, jeżeli skupimy się na walce z kimś, a nie o coś, zostaniemy daleko w tyle. Krok po kroku, te pozytywne człony naszej działalności zostaną wchłonięte przez partie polityczne, które będą chciały przejąć elektorat „patriotyczny” dla siebie, który bądź co bądź przy obecnych trendach, będzie wzrastać.

Witold Dobrowolski (Szturmowcy):

Myślę, że na podstawie tego jak podchodzimy do naszego dziedzictwa i ideowych przodków, można oceniać nasz idealizm jako nacjonalistów. Bowiem co bylibyśmy warci odrzucając cały panteon epickich bohaterów, męczenników, którzy przelali własną i cudzą krew za przetrwanie swoich Narodów, tożsamości, kultury, tradycji. Ludzi, którzy ideowo przetarli dla nas szlak, udowodnili że ich koncepcje polityczne nie pozostają tylko utopijną wizją, a Europa naprawdę może zerwać kajdany demoliberalizmu. Bezwzględnie ich dokonania powinny być dla nas przykładem i inspiracją, równocześnie musimy wyciągać z ich działań, koncepcji, oraz błędów wnioski i pójść jeszcze dalej, by zrealizować rewolucję, którą oni rozpoczęli.

Granica między przywiązaniem do tego dziedzictwa a grupą rekonstrukcyjną jest mocno dyskusyjna. Dla wielu nacjonalistów było błędem tworzenie organizacji bezpośrednio nawiązujących w swoich nazwach do ruchów przedwojennych, bowiem za tym szła ogromna odpowiedzialność wobec konkretnego dziedzictwa jak i faktyczne zagrożenie skrajnym historycyzmem. To też spotkało ugrupowania odwołujące się do hiszpańskiej Falangi, Brytyjskiej Unii Faszystów czy Żelaznej Gwardii w Rumunii. Polska jest pod tym względem o tyle wyjątkowa, że dwóm organizacjom odwołującym się bezpośrednio w nazwach do ruchów przedwojennych udało się przebić do szerszej świadomości i zaistnieć w debacie publicznej. Sama nazwa oczywiście nie jest fundamentalnym aspektem, liczy się idea i możliwości konfrontowania jej z problemami Narodu i kontynentu we współczesnym, globalnym świecie. Gdy ktoś chce odpowiedzieć na współczesne kryzysy z perspektywy mentalności przedwojennej dosłownie cytując bez zastanowienia polskich czy zagranicznych ideologów nacjonalizmu bardzo szybko zapędzi się w ślepą uliczkę. Na przykład jeśli ktoś uzależnia spojrzenie na kwestię konfliktu na Ukrainie od poglądu Dmowskiego na Ukraińców ze wczesnego okresu jego działalności, to jest po prostu niebezpiecznym dla środowiska nacjonalistycznego idiotą. Dosłowne kopiowanie poglądów politycznych z innej rzeczywistości historycznej bez zastanowienia się jest prostą drogą do tworzenia skansenu. I z jednej strony powinny cieszyć, że kilka lat temu bardzo popularne były artykuły w środowisku, które bardzo krytycznie podchodziły do tematyki historycyzmu i cytowania narodowych ideologów z przełomu XIX i XX wieku przy każdej ideologicznej dyskusji. Z drugiej strony bez żadnej żenady słyszymy w 2018 roku ze strony jednego z najważniejszych liderów Ruchu Narodowego o chęci budowy w Polsce katolickiej monarchii, czy reszty organizacji narodowo-katolickich o koncepcji państwa wyznaniowego, gdy Kościół Katolicki już dawno zarzucił takie pomysły. Mamy więc z tym ogromny problem w środowisku i na żadną dyskusję w tej kwestii i głębsze wnioski się nie zanosi. Takie oderwanie od rzeczywistości wypacza istotę nacjonalizmu i niszczy środowisko. Świat się zmienił cywilizacyjnie, ideowo, etnicznie i technologicznie. Najważniejszym jest by nie ulegać doktrynom i dogmatom wypracowanym przed laty natomiast dostosować rdzeń ideowy opracowany przez naszych poprzedników i dodawać mu współczesną aktualną nadbudowę.

Łukasz Grower (Droga Legionisty):

Powinniśmy mieć szacunek, ale i dystans do poprzedników z jednego głównego powodu – w XXI wieku świat znacznie przyspieszył swój rozwój techniczny i… upadek moralny. Działamy w innej rzeczywistości, terroryzm, Internet i hakerzy są ważnymi graczami, poza tym „nagle” spadł na Europę kryzys migracyjny, który powinien zacierać spory historyczne z sąsiadami w celu zjednoczenia sił przeciwko inwazji. Mówiliśmy o tych nowych zagrożeniach już dawno, ale byliśmy uważani tylko za subkulturowy margines, któremu coś się uroiło (dziś przechwycili nasze hasła i udają, że sami dostrzegli problem).

Gdy Europa traci tożsamość na bok powinny zejść wizje naszych poprzedników. Chociażby ze strategicznych powodów powinno mi zależeć jak wygląda we Włoszech, a tym bardziej w najbliższym otoczeniu – w Niemczech, na Ukrainie… Oczywiście to samo dotyczy naszych sąsiadów, tamtejsi nacjonaliści również nie powinni zajmować się szerzeniem w swoim narodzie szowinizmu, bo do współpracy potrzeba więcej niż jednego chętnego.

Jeśli zajmiemy się tylko historią, coś ważnego nam umknie i może być za późno, by odkręcić zaniedbania po kilkunastu, czy kilkudziesięciu latach pasywnego przyglądania się i (jedynie) sentymentalnego składania kwiatów bohaterom.

Z drugiej strony, historia trzyma nas razem i jest jednym z fundamentów, na którym możemy budować wspólnotę. Poświęcenie przodków może zasugerować nam poświęcenie się dla Polski w przyszłości, Oni są inspiracją! Drugim takim fundamentem jest wiara katolicka, która przez część również może być uznana za „coś starego/przeżytek” i odrzucona. Nie pójdźmy tą drogą, musimy budować przyszłość …, ale na skale! Bez wiary i bohaterów nie mielibyśmy wystarczająco siły.

Dawid Kaczmarek (Trzecia Droga):

Choć może nie jest to kulturalne, gdy odpowiada się pytaniem na pytanie, to jednak dla nas może się to okazać niezwykle pomocne by bardziej dokładnie naświetlić omawianą przez nas sprawę. A więc warto się dłużej zastanowić nad tym: Kim byśmy tak naprawdę byli gdyby nie nasi ideowi poprzednicy? Czy jakikolwiek z naszych sukcesów, jakie odnieśliśmy od 1989 roku, byłby w ogóle możliwy gdyby nie ich praca, przykład i poświęcenie. Poświęcenie, którego rozmiar przekracza, to wszystko co jesteśmy w stanie dzisiaj zrozumieć i odczuć. Nacjonalizm to niezwykła idea. Posiada ona w swoim Panteonie dziesiątki męczenników, młodych i starszych, historie wielkie i żywe, których przykład płonie nadal niezwykle jasno, nawet pomimo nieubłaganie upływającego czasu. Pamięć o nich, należna im cześć, jest czymś więcej niż tylko naszym obowiązkiem- to integralna część naszego jestestwa i aktywizmu. Nie możemy bez tego istnieć. Nie istnieje bez tego nasza walka, nie ma bez tego naszej Sprawy. Dostaliśmy od nich w posiadanie ideowy depozyt. Depozyt Idei którym mamy obowiązek się zająć i go pomnożyć.

Trzeba to jasno zaznaczyć, że tak jak nasi poprzednicy ścierali się z wyzwaniami naszych czasów, tak samo teraz i my musimy stanąć naprzeciwko naszej własnej epoki, bez kompleksów i z podniesionym czołem. Co teraz zrobimy? Jakiej udzielimy odpowiedzi wobec zaostrzających się procesów globalizacyjnych na naszym kontynencie? Co przeciwstawimy szalejącemu konsumpcjonizmowi i inżynierii społecznej? Jak zareagujemy, gdy pewnego dnia, brukselscy technokraci z uśmiechem na ustach po prostu oznajmią nam, że Narodów już nie ma? Czy wobec takich zagrożeń, być może w pewnej części przeze mnie przerysowanych i wyolbrzymionych, tarczą dla nas okaże się nacjonalizm historyczny? Słaby, zakompleksiony i nieustannie zapatrzony w przeszłość? To jak głęboko wierzę, pytanie czysto retoryczne. Granica pomiędzy szacunkiem a bezmyślnym odtwórstwem jest cienka i płynna. Największym zagrożeniem dla nas jest stworzenie nacjonalisty, który całą swoją wiedzę ograniczy do historycznych ksiąg, a swój sposób myślenia zamknie w kategoriach pochodzących nierzadko sprzed pół wieku.

Chcemy wygrać? Chcemy by to co robimy miało sens? To musimy zacząć tworzyć swoją własną historie i własny nacjonalizm, który będzie stanowić spójną i wyczerpującą alternatywę wobec wyzwań rzeczywistości. W ten sposób oddamy najpiękniejszy hołd naszym Bohaterom!

Adam Szabelak (MW):

Wbrew temu co się powszechnie sądzi nasz świat faktycznie jest płaski, co George Friedman udowodnił opisując krótką historię XXI wieku. Globalizacja, Internet, telefony komórkowe, łatwość przekraczania granic większości państw, szybkość przemieszczania się – to wszystko sprawia, że, jakbyśmy mocno nie chcieli, nie uda nam się bezmyślnie odtwarzać metod działania naszych ideowych poprzedników. Nasze otoczenie jest radykalnie odmienne od tego które występowało w XIX i XX wieku. Siłą rzeczy ma to ogromny wpływ na nasz sposób działania. Wystarczy spojrzeć jak istotnym narzędziem rekrutacyjnym i marketingowym jest Facebook i Twitter – w latach 30 mogli przecież o takich możliwościach tylko pomarzyć.

Młodzież Wszechpolska obecna była na większości uniwersytetów, jej działacze organizowali bratnią pomoc, zakładali koła naukowe, nie odpuszczali samorządów – to wszystko bezdyskusyjnie warto naśladować. Politycy organizacji narodowych nadawali kształt II RP – jak najlepszy wzór. ONRowcy nie bali się występować odważnie przeciw ówczesnej władzy – tu też można czerpać inspirację. Czy jest jakiś sens obecnie w tworzeniu Bratniaków w ten sam sposób jak 90 lat temu, kiedy zmienili się i ludzie, i ich potrzeby? Raczej nie. Organizowanie kampanii wyborczej na wzór tej z 1922 roku? Nie sądzę. Bijatyki na uniwersytetach? Podziękuję.

To samo tyczy się samej idei, musi ona ewoluować, dostosować się do rzeczywistości w jakiej funkcjonuje. Jednak zachowanie pewnego trzonu, sposobu postrzegania świata wyłożonego przez klasyków jest potrzebne, wręcz niezbędne. Rezygnacja z ogromnego bagażu doświadczeń poprzedników byłaby zwykłą głupotą. Olbrzymy upadają tworząc grunt dla przyszłych pokoleń – po to, aby wzrosłe one jeszcze większe i dzięki swej wielkości sięgnęły znacznie dalej.

2. Jak według Ciebie należy oceniać duży nacisk kładziony przez organizacje na prowadzenie akcji historycznych (upamiętnianie rocznic, sprzątanie grobów, obchody miejskie)? To niebezpieczny trend? Czy raczej próba trafienia do szerszego grona odbiorców, łatwiej identyfikujących z tematyką historyczną niż z polityką?

Piotr Bąk (Kierunki/ONR):

W wypadku upamiętniania rocznic, postaci, wydarzeń etc. mamy dużą rolę i moim zdaniem powinniśmy jak najbardziej działać w tym kierunku lub nawet zintensyfikować nasze działania na tym polu. Przede wszystkim, jak wspominałem w punkcie pierwszym musimy walczyć o ludzi, a nie z ludźmi. A ogólne obchody takie jak np. Marsz Niepodległości, Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych czy też uroczystości upamiętniające lokalnych bohaterów, jak najbardziej mogą pomóc budować dobry wizerunek. Po pierwsze mamy kontakt z ludźmi. Szczególnie podczas różnego rodzaju wykładów, które są obok ww. uroczystości, punktem numer dwa w obchodach. Jest to dobry moment, aby porozmawiać, przedstawić, na czym polega działalność, zawiązać nowe znajomości etc. Rozmowa potrafi też rozwiać wątpliwości u potencjalnego delikwenta, którego wyobraźnia zakładała, że ma do czynienia z potencjalnymi łobuzami, a po rozmowie przekonał się, że konwersacja była całkiem udana. A od konwersacji do działania jest już niedługa droga. Wszystko zależy od naszego podejścia. Warto w tym wypadku również podejmować się oddolnej działalności społecznej. Tu człon idei pozytywistycznej również jest ponadczasowy i często przynosi większe owoce aniżeli pikiety i akcje propagandowe. Oddolna działalność przynosi również ogromną masę satysfakcji i sądzę że na niej powinniśmy się oprzeć tworząc przeciwwagę dla działalności historycznej. Nikt mi nie powie że ktoś komu bezinteresownie się pomogło, odpłaci się nagonką czy ujawnianiem poufnych informacji antypolskim mediom. Ludzie którym się pomogło, często są to ludzie biedni bądź w trudnej sytuacji, mogliby tak zrobić, w rzeczy samej, ale pracując społecznie, często doświadczałem tego że ludzie którzy widzą pomoc z głębi serca, pomoc która realnie wpłynęła na sytuację danej osoby są na tyle honorowe że często Nas bronią przed atakami z różnych stron. Praca u podstaw w Naszej działalności winna być w tym wypadku również podkreślona bo bez niej nie dotrzemy do ludzi na których bądź co bądź, również będziemy budować dom. To Ci ludzie właśnie będą tą biblijną skałą. Druga kwestia to kwestia dbałości o historię. Jako nacjonaliści musimy ją czcić i pielęgnować. Tym bardziej iż brak dbałości o nią przynosi kwiatki w postaci „polskich obozów zagłady” , „Polskich żydożerców” czy „Polskiego SS i brygad śmierci”. Prawda jest taka, iż upamiętnianie, rocznic, wydarzeń to nie tylko zwykłe branie udziału w uroczystościach. To również nauka. A bez wiedzy nie damy rady używać argumentów przeciwko pospolitym oszustom, kłamcom, którzy mają w poważaniu prawdę i szacunek, a chcą się tylko nachapać. Nachapać poprzez stworzenie kontrowersji. Niektórzy to łykną i mit powielany przez paru ludzi może w późniejszym czasie przeistoczyć się w falę kłamstw i oszustw.

Witold Dobrowolski (Szturmowcy):

Najgorsze co może spotkać nacjonalistów to utożsamianie ich działalności z działalnością stricte upamiętniającą dane rocznice i palenie zniczy. Pamiętam, że jako młody działacz wpadłem właśnie w taki wir aktywizmu. Rocznica powstania NSZ, ONR, Dzień Żołnierzy Wyklętych, Bitwa Warszawska, rocznica śmierci/urodzin Dmowskiego, Pileckiego, 11 listopada, Stan Wojenny. To było w sumie wszystko, a kompletny brak liderów i ludzi mogących poprowadzić młodych działaczy w słuszną stronę nie pomagał. Realnej pracy społecznej dla Narodu było bardzo mało. Wiele się od tamtego momentu zmieniło, jednak nadal tego typu działalność by można rzec „cmentarna” stanowi dużą część działalności środowisk narodowych i należałoby to ograniczać. Jako Szturmowcy w momencie powstania naszej organizacji z góry uznaliśmy, że rocznice i upamiętnienia ograniczać będziemy do minimum, a głównymi filarami aktywizmu będzie metapolityka i działalność społeczna. Rzeczywiście w swoim czasie duży nacisk na działalność rocznicową miał polityczny sens. Było to w czasie buntu społecznego wobec rządów Platformy Obywatelskiej, który wykorzystał częściowo Marsz Niepodległości. Na kanwie sukcesu marszu 11 listopada marsze między innymi Żołnierze Wyklętych z łatwością mogły liczyć na przynajmniej tysiąc uczestników. Problem pojawił się gdy okazało się że maszerowano dla samego maszerowania.

Łukasz Grower (Droga Legionisty):

Jest to marnowany potencjał. Inaczej było przed 2010 rokiem, kiedy patriotyzm nie był jeszcze czymś tak obecnym w kulturze popularnej jak dziś. Wtedy, owszem, nacjonalistyczni aktywiści mieli tego typu misję – przypomnieć o naszych bohaterach (Oni ciągle nimi są!) ogółowi narodu, który jakby zapomniał. Ta walka została jednak wygrana! Można otwierać przysłowiowe szampany, ale już następnego dnia rano trzeba brać się za kolejną misję, bo to że byli tu bohaterowie nie oznacza, że niepodległość itd. jest dana na zawsze!

Dziś podstawowa pamięć historyczna wśród młodego pokolenia nakręca się sama (i tak być powinno). Pamięć o Powstaniu Warszawskim nie potrzebuje już takiego zaangażowania aktywistów-fanatyków jak lata temu, angażują się w to nawet „bardziej umiarkowani” ludzie. My musimy skupić się na zagrożeniach współczesności i przyszłości, które jeszcze są olewane przez główny nurt – jak kiedyś, przed 2010 rokiem, odsunięci na margines byli np. Żołnierze Wyklęci.

Większy nacisk na historię to niestety dowód braku refleksji nad współczesnością i olewanie niepewnej przyszłości przez patriotów. To jest prostsze, zaznaczyć kilka rocznic w kalendarzu, niż dostrzec coś nowego-trudnego w zwalczeniu, zżerającego nasz naród od środka. Łatwiej pobiec „Tropem Wilczym” niż zawalczyć z korporacją o prawa pracownicze. Z drugiej strony, tak jak pisałem – są to nasi bohaterowie, więc szacunek im się należy i nie nazwałbym ich tylko taktyką, która ma służyć dotarciu do szerszego grona ludzi.

Dawid Kaczmarek (Trzecia Droga):

Według mnie każde nasze działanie, bez względu na to czy ma ono profil historyczny, socjalny, czy polityczny, ma głęboki sens i jest istotne pod warunkiem, że jest ono we właściwy sposób zaplanowane i obliczone nie na chwilowy lans w social media, lecz na przyniesienie bardziej trwałych skutków i wymiernych rezultatów. Nie chciałbym tu występować w roli recenzenta jakiejkolwiek działalności, prócz tej związanej z Trzecią Drogą. Akcje o podłożu historycznym, mają przede wszystkim aspekt formacyjny, uczą myślenia nowych działaczy, dodają im siły oraz wskazują na jasny cel. W takim ujęciu są one rzeczywiście niezwykle istotne, gdyż w znacznym stopniu pomagają w wewnętrznej integracji grupy i wzmocnieniu jej potencjału. Jednak sytuacja, w której organizacje nacjonalistyczne miałyby poświęcać znaczną lub istotną część swojego potencjału na akcje historyczne, jest nie tyle co niebezpiecznym trendem, lecz po prostu wyważaniem otwartych drzwi. Obecnie, dzięki wytężonej pracy grup takich jak nasze, sprawy historyczne wypierane w latach poprzednich, dziś znajdują się w oficjalnej retoryce czynników urzędniczych i medialnych. Czy to dobrze czy nie, to sprawa inna i zasługująca na zupełnie oddzielną debatę, to co jednak chciałbym zaznaczyć przy okazji tego pytania, to to że uważam iż organizacje nacjonalistyczne powinny w znacznym stopniu przerzucić swoje zainteresowania na tematy i sprawy zdolne przyczynić się do budowy siły i jakości naszego środowiska.

Adam Szabelak (MW):

Akcje historyczne są z pewnością potrzebne. Ich aspekt formacyjny jest nie do przecenienia, poznanie odpowiednich wzorów z przeszłości może być drogowskazem podpowiadającym jaką ścieżką podążać w przyszłości. Chwila zadumy nad grobem prof. Konecznego czy momenty uniesienia na pogrzebie „Inki” – to przysparza motywacji do dalszej działalności, rysuje wyraźniej jej sens. Działalności która jednak ma kreować nową rzeczywistość, wpływać na kształt przyszłego świata w którym przyjdzie żyć nam i naszym dzieciom. Zwróćmy uwagę, że organizacje nacjonalistyczne w Polsce nie mają na ten moment odpowiednich kadr, żeby zająć się poważną polityką (organizowane raz na jakiś czas np. akcje walki ze smogiem czy manifestacje poparcia/sprzeciwu są potrzebne, ale nie umożliwią zmiany całokształtu wyglądu państwa polskiego), więc są w pewnym stopniu skazane na „historycyzm” i działalność stricte formacyjną – wszystko po to, żeby się te kadry wreszcie pojawiły. Dajmy sobie trochę czasu, popełnienie ponownego „false startu” w naszej sytuacji jest co najmniej niepożądane.

3. Co sądzisz na temat zjawiska znanego jako tzw. „moda na patriotyzm”? Czy uważasz, że jak każda moda to zjawisko również może przeminąć? Może już przeminęło? Jak mocno wpłynęło ono na nacjonalizm w Polsce? Czy właściwie je wykorzystaliśmy?

Piotr Bąk (Kierunki/ONR)

Co do mody na „patriotyzm” mam mieszane uczucia. Z jednej strony cieszy mnie, iż nie tylko od święta są w większym formacie poruszane wątki patriotyczne czy też historyczne. Ludzie coraz bardziej interesują się tym, co się dzieje w Polsce, tematyka, która niegdyś była znana tylko garstce, jest już w powszechnej wiadomości. Jednakże przybiera to też negatywne skutki. Najbardziej drażnią mnie dwie rzeczy. Po pierwsze gardzę osobami, które od stóp do głów są wyposażenie w ciuchy z polską walczącą, krzyżem NSZ, orzełkiem wojskowym, cytatami Herberta, gdzie w tymże stroju – brudni, leżą gdzieś pijani lub naćpani. Sam sam byłem świadkiem libacji parkowej ludzi w tychże ubraniach. Druga kwestia to trywializowanie wartości np. Narodowych Sił Zbrojnych przez polityków. Będąc na wielu obchodach, w sposób bardzo miałki wypowiadają się o ich idei, dokonaniach etc. Słyszy się głównie trywialne hasła – walka za ojczyznę, walka o niepodległość etc. zapominając lub celowo nie wspominając o ideologii NSZ, o Wielkiej Polsce, o walce z brunatną i czerwoną ideologią, ale też walce z drapieżnym kapitalizmem, któremu tak hołdują partie liberalne, jak i z partyjniactwem w ogóle, o czym nie wspomina partia rządząca. Trywializowanie historii tak AK, jak i NSZ będzie dla nas brzemienne w skutkach, bo im większe zmiękczanie historii o wyżej wymienionych formacjach, tym zapał wśród tzw. patriotów będzie mniejszy. Raz na rok marsz i spokój. Obowiązek skończony. Po drugie wraz z tym moda również przeminie. Nie ma się co oszukiwać, ale fala na patriotyzm osłabnie, jeżeli politycy nadal będą nią operować. A politykom nie chodzi o wartości lecz o następną kadencję.

Witold Dobrowolski (Szturmowcy):

Jak rozumiem chodzi o sytuację, która pojawiła się w czasach rządu Platformy Obywatelskiej na kanwie Marszu Niepodległości. Zjawisko to było oczywiście pozytywne, trudno zliczyć pozytywy jakie dało środowisku nacjonalistycznemu. Marsz organizowany przez nacjonalistów stał się największą imprezą patriotyczną na świecie, narodowcy regularnie pojawiali się w dyskursie politycznym i telewizji dostając możliwość obrony swoich poglądów, organizacjom przybyło dziesięciokrotnie więcej działaczy niż mieli wcześniej. Propagowani przez narodowców Żołnierze Wyklęci przebili się do świadomości i zostali uznani za bohaterów jeszcze przez władze Platformy Obywatelskiej, przedwojenna i wojenna historia narodowców stała się popularna wśród szeroko pojętej prawicy, która walczyła w obronie środowisk narodowych na łamach gazet, czasopism, portali i programów telewizyjnych. Bardzo wielu ludzi uwierzyło, że rządzą nami bezpośredni dziedzice PRL i potwierdzeniem tego było otaczanie się przez rządzących byłymi działaczami PZPR itd. (dziś ma to miejsce nadal w przypadku PiS i nie budzi już takich skrajnych emocji). Nawet jednak ta histeria antykomunistyczna miała swoje dobre strony, bo mobilizowała ludzi, co dawało szerokie możliwości.

Dziś nie jest już tajemnicą, że kompletnie tego nie wykorzystaliśmy, a wręcz szansę całkowicie zaprzepaściliśmy. W innym przypadku mielibyśmy dziś szeroki ruch społeczny jednoczący środowisko, nacjonaliści mogliby się liczyć w polityce i mieć wpływ na społeczeństwo. Jednak zwyciężył oportunizm. Karierowicze, którzy pchali projekt do przodu, okazali się działać dla stołków, zaczęło się stawianie własnych korzyści ponad ideę i dopuszczanie do środowiska najgorszych mętów. Większość inicjatyw zakończyła się na populizmie i historycyzmie. Marszu Niepodległości i innych inicjatyw nie wykorzystano, pozostało najgorsze, a więc marsz z punktu A do B. Gdy powstała partia polityczna kosztem ruchu społecznego, to o liderach nacjonalistycznych tego okresu można powiedzieć tylko parafrazując premiera Węgier Ferenca Gyurcsánego: kłamali rano, nocą i wieczorem. Te same osoby, które były twarzami sukcesu narodowców stały się symbolami upadku środowiska. Moda na bunt przeminęła, została całkiem zagospodarowana przez Prawo i Sprawiedliwość, które w czasach rządów Platformy wymownie milczało, gdy na ulicach katowano nacjonalistów. Dziś na marsze rocznicowe przychodzi kilkadziesiąt osób, nawet Marsz Niepodległości wbrew propagandzie organizatorów miał bardzo widoczny spadek frekwencji w ostatnim roku. Ostatnie podrygi środowiska to marsze antyimigranckie, jednak nadal PiS zdołał to wykorzystać i frekwencja na tych manifestacjach z marszu na marsz spadła z tysiąca do kilkunastu osób. A przecież niebezpieczeństwa imigracji z Azji nie zażegnano do tej pory i ma ona miejsce na dużą skalę w Polsce. Niestety środowisko nie uczy się na błędach, dlatego postanowiliśmy wziąć sprawę we własne ręce jako Szturmowcy.

Łukasz Grower (Droga Legionisty):

Moim zdaniem może przeminąć. Wystarczy, że obśmieje patriotyczną modę kilka autorytetów młodzieży – na przykład najpopularniejsi wykonawcy muzyczni (m.in. raperzy), powstanie jakiś film, który stanie się kultowy na blokach, a który obśmieje patriotów itp. Nie mówię, że wszyscy za tym od razu polecą, część już na zawsze będzie z nami, ale nowe pokolenia będą zagrożone wrogimi ideologiami podawanymi w świeży sposób. Jak to się mówi „wszystko kiedyś wraca”.

Kultura to poważna broń – to filmy o Powstaniu na wielkich ekranach w znacznej mierze nakręciły pamięć o nim, podobnie może być w każdym innym kierunku, wystarczy, że twórcy trafią w „ducha czasu”, na przykład w znużenie (uważanym za patriotyczny, mimo że za UE) PiSem. Jeśli krytyka patriotyzmu połączy się z pociągającą jakością, nowym buntem – młode pokolenie za tym pójdzie!

Na nowej płycie, która wyjdzie w marcu tego roku, raper Ten Typ Mess otwarcie chełpi się „lewackimi poglądami”, pisaniem do „gazety uważanej za żydowską” – kilkoma niepozornymi wersami puścił w eter (w setkach tysięcy wyświetleń, o ile nie więcej), że jednak można wyznawać poglądy wspólne z pro-KODziarskimi idiotami i być na topie na blokach – jak on. Tymczasem no niekoniecznie tak powinno być, o ile nie jestem za PiSem, to druga strona barykady ma jeszcze bardziej nasrane pod kopułą i wszyscy to wiemy (za dużo Polsce nabruździli). Jeszcze to wiemy… Granica jest moim zdaniem bardzo cienka i możemy doczekać zupełnie innego trendu wśród młodszej młodzieży. Na początku trzeciego milenium nawet na stadionach przeważał listek gandzi nad celtykami i patriotycznymi flagami.

A czy właściwie wykorzystaliśmy to, co nastąpiło w ostatnim czasie, ten boom na patriotyzm? Wykorzystaliśmy na tyle, na ile byliśmy przygotowani. Na osiedlach prawie wszyscy są patriotami, to bardzo dużo! Politycznie zaś nie byliśmy przygotowani wcale…

Dawid Kaczmarek (Trzecia Droga):

Miałem to szczęście rozpocząć swoje zaangażowanie w ruchu nacjonalistycznym, na krótko przed tym, jak wspomniana w pytaniu moda, zaczęła być w Polsce szerzej zauważana i komentowana także w mediach. Z perspektywy osobistej, mogę powiedzieć, że wydawało nam się to wszystkim wtedy bardzo korzystne dla polskiego nacjonalizmu. Ekspansja treści patriotycznych, które dość niespodziewanie wzięły szturmem świadomość polskiego społeczeństwa. Dalsze upowszechnianie się tego przekazu wśród młodzieży w wieku szkolnym, na osiedlach i na stadionach, podlane radykalnym sprzeciwem wobec rządów Platformy Obywatelskiej, dawało nam nadzieję na to, że podejmowane przez nas działania nie trafiają w próżnie, lecz mają realny wpływ na nasze społeczeństwo.

Jednakże według mnie, w przypadku „mody na patriotyzm” jako środowisko zaliczyliśmy co najmniej wstępny błąd w rozumieniu tego zjawiska. Moda ze swojej definicji, choć porywająca i nieskończenie emocjonalna, to jest też przede wszystkim ulotna. Brak jej wewnętrznego uporządkowania, de facto uniemożliwia stworzenie czegokolwiek trwałego na jej podstawie. Jako środowisko stanęliśmy wobec niej zupełnie nieprzygotowani i przez to też nie odnieśliśmy dzięki niej żadnych wymiernych rezultatów na tym polu. Dziś uważam ją za zjawisko w dużej mierze już osłabłe, a pytanie jakie powinniśmy sobie zadać, to to czy jesteśmy gotowi na to jak ona całkowicie minie, a tendencje w społeczeństwie ulegną zmianie?

Adam Szabelak (MW):

Moda” ma to do siebie, że po pewnym czasie osiąga formy karykaturalne wobec pierwowzoru. Głębokie uczucie, przenikające serca oraz dusze, zostało sprowadzone do antykomunistycznych skarpetek, kijów bejsbolowych z symbolem Polski Walczącej i napojów energetycznych marki „Żołnierze Wyklęci”. Doprowadziło to do sytuacji, w której słowo Ojczyzna jest faktycznie bliskie wielu Polakom, lecz niestety przez wysoką intensywność i krótki okres trwania opisywanego zjawiska (5-10-15 lat?) zostało wybitnie spłycone. Patriotyzm naszych przodków budujących niepodległe państwo polskie w 1918 roku dojrzewał przez ponad sto lat ciągłej walki o niezależny byt państwowy. W XXI wieku udała się nam rzecz niebywała – instynktowne poczucie bliskości z krajem rodzinnym, będące, oprócz Wiary, jednym z najpiękniejszych przeżyć dostępnych człowiekowi sprowadziliśmy do poziomu zwykłej, przemijającej mody.

Widziałem, jak do Jej kolan –

Wstręt dotąd serce me czuje –

Z pokłonem się cisną i radą

Najpospolitsi szuje.

Przywiązanie do swojej Ojczyzny, szczególnie obecnie, warto manifestować. Jednak niesie to za sobą ryzyko opisane w przytoczonym powyżej fragmencie z Kasprowicza…

Organizacje nacjonalistyczne były zbyt słabe lub zbyt słabo zorganizowane, żeby moment zainteresowania patriotyzmem odpowiednio wykorzystać – skorzystała na tym partia rządząca stosując płytką retorykę odwołującą się do tego, co w ludziach zakiełkowało, ale nie miało czasu faktycznie wzrosnąć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.