Idea
5

Bartosz Biernat: Trucizna

Jakiś czas temu na organizacyjny adres mailowy przyszło – skądinąd – idiotyczne zapytanie czy Trzecia Droga nie jest agenturą i jakie mamy na to dowody. Odpisałem, że dowód jest prosty i wystarczy włączyć telewizor, żeby go zobaczyć.

Gdy sam niedawno popełniłem ten błąd i włączyłem tą domową truciznę dowiedziałem się , że narodowcy wreszcie się zjednoczyli i ruszają na wyścig po głosy. Cóż, o ile od dawna uważałem, że narodowcy są zjednoczeni o tyle nie spodziewałem się takiej wiadomości w telewizji, bo taktyka mediów wobec antysystemowych organizacji jest dosyć prosta: przemilczeć. Gdy 2 marca w Krakowie zorganizowaliśmy manifestację, nie pisnęły o tym żadne media, nagłaśniając małą akcje koncesjonowanych patriotów dzień wcześniej. Kilka tygodni później, na kolejnej dużej akcji, spotkałem operatora jednej ze stacji telewizyjnych, który gorączkowo nas wtedy filmował, co oczywiście nie zostało pokazane na antenie. Zapytany, po co filmuje, odpowiedział: „mamy nakazane pokazywać wasze manifestacje tylko jak będą awantury, ale filmować zawsze”. Żeby była jasność: nie jestem zwolennikiem płakania do mediów „że nas nie pokazały”. Ostatecznie uważam, że byłoby coś nie tak z TD, gdyby jej akcje nagłaśniały syjonistyczne media w Polsce. Raczej będziemy się starać iść w kierunku tworzenia jak największej ilości własnych mediów, aniżeli dobijania się do mainstreamowych, jednak pokazuje ta sytuacja pewien nurt.

A propos mainstreamu, jak już wspomniałem, dowiedziałem się o zjednoczeniu narodowców. Z jednej strony wszystko rozumiem. System widzi rosnącą aktywność nacjonalizmu w Europie, ale także i w Polsce. Musi w jakiś sposób zareagować i skanalizować te nastroje. Demoliberalizm nigdy nie pozwoli na istnienie niezależnego monopolu w jakimś nurcie politycznym, a dotyczy to chyba w szczególności nacjonalizmu, utożsamiającego wszystko czego on nienawidzi. Potrzebując ruchów do wewnętrznego przeciągania liny, by zagwarantować polityczne igrzyska i fałszywy pluralizm dla gawiedzi, jest w stanie wciągnąć do swojego koryta lub choćby do medialnego świata, popłuczyny pokroju Ziemkiewicza czy doświadczone demokratyczne prostytutki z plakietką „prawicowiec” typu Zawisza.

Z drugiej jednak strony są rzeczy, których nie potrafię zrozumieć, a raczej niestety rozumiem, ale nie mogę zaakceptować. Chodzi mianowicie o łatwość jaką można manipulować ludzi szczerych i uczynnych, którzy chcieliby działać dla Polski. Niestety, wystarczy dziś pokazać w TV kogoś z okrzykiem „Polska”, i z strony Gazety Wyborczej przeprowadzić kilka ataków. Za dwa tygodnie taki jegomość będzie szeroko szanowanym, koncesjonowanym dysydentem demoliberalizmu. Niestety, kolejne pokolenia wychowane w medialnej papce, mimo, iż próbują się nie nie ubrudzić, nie potrafią wstać od stołu. Wielu ludzi jeszcze nie rozumie, że nie istnieją „media Tuska”, albo „media Kaczyńskiego” do wzajemnej walki. Media mają tylko jednego patrona i on, prosto z synagogi ustala scenariusz igrzysk. Dla nich nie ma żadnego znaczenia kto rządzi, ani jakiej retoryki używa. Liczy się tylko końcowy efekt, a ten jak na razie mają zagwarantowany.

Nasi sojusznicy to nie prawicowe pajace paradujące przed kamerami, wymachując piąstkami przed Tuskiem, ale wolnościowcy całego świata, od krajów arabskich, przez Grecję, aż po najmniejsze organizacje nacjonalistyczne w krajach, gdzie tożsamość narodowa, zanika całkowicie wśród społeczeństwa. Każde zwycięstwo na tym froncie, to cios zadany demoliberalizmowi.

Warto poczytać Orwella, by nie stać się mimowolnym narzędziem Systemu. A ten, wydaje się być w odwrocie. Front walki przeciwko niemu mamy już nie tylko w Syrii, Iranie czy Palestynie, ale powoli zaczyna przenosić się również do Europy. Dowodem tego są nerwowe ruchy ze strony systemu.. Dziś nie ma wojny domowej w Syrii, nie istnieje wojna o niepodległość Palestyny – jest walka świata wolności ze światem żydowsko- demoliberalnym, który od zwycięstwa w II Wojnie Światowej, aż do dzisiaj nie czuł prawdziwego oporu. W tej walce nie można zwyciężyć przez pseudowallenrodyzm, gdyż widzieliśmy na deskach „Tańca z Gwiazdami” jak żałośnie takie pomysły się kończą. Nacjonaliści nie mogą wierzyć w reformę tego świata. On musi zostać całkowicie zniszczony. Nie chodzi o kolejne odsłony okupacji jak państwo pomagdalenkowe, ale o zniszczenie wszelkich jego odnóży. Złoty Świt w Grecji pokazuje, że można wygrywać w tej wojnie. W czasie, gdy nasi koncesjonowani patrioci zastanawiają się co zrzuca samoloty, na całym świecie nacjonaliści są gotowi mentalnie i ideowo, by podnieść rękawice. A wtedy pozostanie już tylko jedno: KO.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.