Idea
2.3

Dawid Kaczmarek: Honor

Żyjemy dziś w czasach Upadku. To co nas otacza to prawdziwy Świat Ruin. Świat który do tej pory znaliśmy tylko ze starodawnych legend i podań. Dziś możemy go zobaczyć na własne oczy. Dziś dzieje się on wokół nas. I to nawet nie o to chodzi,  że mam jakieś szczególne upodobanie w kreowaniu ciemnych scenariuszy, że jestem malkontentem, którego nic nie jest w stanie ucieszyć. Po prostu taka jest prawda. Sami spójrzcie na to co nas otacza. Jak nie na Polskę, to na Zachód, albo na Stany Zjednoczone. Jakiekolwiek zwycięstwo ruchów nacjonalistycznych, choćby nie wiem jak duże i doniosłe, w porównaniu do postępów Nowoczesnego Świata, wygląda raczej na kroplę, niewielką kroplę w morzu nieskończonych potrzeb. O czym mówię? Można by tu wymieniać i wymieniać. Żadna nasza akcja nie zatrzyma na przykład rozrostu betonowych dżungli. Postęp ma twarz szarych i zimnych bloków. Miasta się rozwijają, nie patrząc na środowisko naturalne. Przyrodę się niszczy, bo nie jest ona nikomu dzisiaj potrzebna. Bo nie przekłada się na zysk. Na pieniądze wypracowywane przez setki białych kołnierzyków. Pracujących jak szczury w szklanych wieżowcach. W siedzibach ponadnarodowych korporacji, nie przywiązanych do ludzi i do ziemi. Nie mających żadnych zobowiązań. Żadnego Boga prócz pieniędzy. Żadnej idei prócz materializmu. Wyścig szczurów to wyścig który dotyka wszystkich. Nas także. Im dłużej trwa tym gorzej. Tym bardziej nas osłabia. Degraduje nasze umysły, wykrzywia charaktery. Niszczy nasze Narody, zatruwa naszą krew i ducha. Czy w ogóle można coś z tym zrobić?

Zmieńmy trochę perspektywę. Spójrzmy na to wszystko z zupełnie innej strony. Wyobraźmy sobie aparat. Taki stary z kliszami. Albo lepiej kamerę. Nowoczesna kamera. Naciskamy przycisk. Sprzęt zaczyna działać. Widzimy pierwszą klatkę: Ziemia Święta. Krzyżowcy. Tysiące rycerzy zjednoczonych w tym samym celu. W tej samej sprawie.  Pod tym samym znakiem. W powietrzu wznoszą się sztandary z czerwonym Krzyżem. Błyskają nagie miecze. Szczękają tarcze i zbroje. Strzały zakrywają słońce. Wrogowie padają. Jeden po drugim. Jerozolima jest wolna. Bazylika Grobu Świętego stoi otworem. Mistyczna chwila. Wznosi się tylko jeden okrzyk: „Bóg tak chciał”. Druga klatka: Wiedeń. Bitwa światów. Zderzenie Cywilizacji. Garstka Europejczyków. Z wielu królestw i księstw. Zepchnięta do miasta. Jak kury w kurniku czekające na pożarcie. Ostatni Bastion. Otoczony sztandarami z półksiężycem. Bezbronni i słabi. Strach i ból. Upokorzenie. Wezyr woła: „Nawróć się lub giń!”. Ostatnia szarża. Trzepoczące pióra i lance. Błyszczące hełmy. Ostre miecze. Husaria. Siła. „Przybyłem, zobaczyłem, zwyciężyłem”. Trzecia klatka: Rzym. Jest już trochę później. Trochę lat do przodu. Setki ludzi. Zdeterminowanych. Gotowych na wszystko. Cały tłum. Żywy. Jeden organizm złożony z wielu. Ten sam duch. Duch Epoki. Czarne koszule. Zjednoczone. Młodzi ludzie. Silni. Marsz na Rzym. Zwiastuje Nowy Świat. „Wierzyć! Słuchać! Walczyć!”. Słońce wtedy wzeszło. Trochę inaczej niż zawsze. Trochę wyżej niż zwykle. Czwarta klatka: Japonia. Koniec Wielkiej Wojny. Wszyscy przeciwko jednemu. Goliat przeciwko Dawidowi. Lewiatan nie znosi sprzeciwu. Jankesi nie znoszą konkurencji. Tylko jedna wizja może istnieć. Ich wizja. Piękny kraj. Rozdrapywany. Kawałek po kawałku. Gdy nie ma ratunku pozostają ostatni. Obrońcy. Sprawiedliwi. Piękne samoloty i czyste. Trumny muszą dobrze wyglądać.  Spadają na wroga. „Kwiaty wiśni błyszczą, kiedy się otwierają i spadają na ziemię”. Piękny koniec. Na własnych warunkach. Koniec też naszego filmu. Wróćmy do siebie.

Co chciałem przez to pokazać? W każdym, nawet najbardziej beznadziejnym momencie historii, w czasach które kiedyś zwano czasami Upadku, pojawiały się wyjątkowe jednostki, albo nawet całe grupy ludzi, którzy w odróżnieniu od reszty, czuli Ducha Czasu. Mieli świadomość tego co się dzieje i tego co należy zrobić. I w zależności od okoliczności, byli oni  w stanie albo zapobiec negatywnym zmianom i dać początek nowej rzeczywistości albo „zachować się jak trzeba” i odejść z honorem, dając przykład siły i dumy, która przetrwa pokolenia.

Czym różnimy się od tych ludzi? Przecież mamy tą samą krew. Te same geny. Narodziliśmy się z tego samego powodu. Mamy takie same przeznaczenie! Dlatego moje wezwanie dzisiaj to wezwanie o nacjonalizm z solidnymi fundamentami. Ideowymi i duchowymi. To wezwanie do nas: o coś więcej niż robią inni. O coś więcej niż zwykła polityka. O coś więcej niż teksty i gazety. Niż koncerty i ulica. To wezwanie o Rewolucję Ducha. Rewolucja Ducha  konieczną po to by sięgnąć gwiazd. Rewolucja Ducha po to byśmy byli godni swoich poprzedników. Po to byśmy mogli zdobyć świat.

Naszym honorem jest nasza walka. Walka która nie zna kompromisów i półśrodków. Walka która nie zna ograniczeń i głupich wytłumaczeń. Walka która wiecznie trwa i wznosi nas do granic naszych możliwości i naszej wyobraźni!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.