Idea
4

Dawid Kaczmarek: Złudzenie Wieku

Życie: pewnie tak samo jak każdemu z Was, mi też mija wśród różnych spraw. Tych lepszych lub gorszych. Wiecie jak to czasem bywa. Przychodzą takie rzeczy, które pozostawiają człowieka bez życia. Wysysają z niego resztki nie tylko energii, lecz także szczęścia i pogody ducha. Wracam wtedy często, w takich sytuacjach- myślami lub czynem- do lektury Płonących Dusz autorstwa Leona Degrelle’a. Mała to książeczka i dla wielu pewnie dość niepozorna, jednak nawet pomimo pewnych historii z życiorysu jej autora, zawiera ona prawdę i przede wszystkim prawdę (co dzisiaj już nie jest przecież takie oczywiste, zwłaszcza jeśli chodzi o tego typu literaturę), która z jej stron spływa jak zbawczy nektar, ambrozja, która trafia prosto do serca. Gdy do niego dociera- dociera też do nas i nie pozostawia nas takich samych jak wcześniej. W pewien niezwykły sposób: serce człowiekowi zaczyna mocniej bić, podnosi się z upadku zawsze, za każdym razem- bez względu w jak opłakanym stanie, mogło się ono znajdować przed otworzeniem tej książki.

Dlaczego tak się dzieje? Skąd bierze się ten fenomen Płonących Dusz? Myślę, że sprawa jest prosta. Słowa Degrella są proste i trafne. Pozbawione demagogii; nie ma w nich lekkiego ducha, chłamu czy poprawnościowego szlamu. Kreśli je ręka, nie polityka czy drewnianego autorytetu salonowego, lecz człowieka- który zawsze był na pierwszej linii wydarzeń. Zawsze twarzą do wroga. Z ochotą wypatrujący losu. Nigdy z boku, nigdy za czyimiś plecami: Degrelle po prostu, przeszedł przez całe swoje życie, przeszedł czynem! Nigdy nie uciekał od odpowiedzialności. I może właśnie to nas dzisiaj do niego przyciąga? Może to właśnie to wzbudza dzisiaj w nas zainteresowanie? Wszystko w co wierzył- w całości przekładało się na to co głosił i co robił. Jak niezwykle dzisiaj brzmi to co u niego możemy przeczytać! Jak niezwykły wydaje nam się ten człowiek, gdy spojrzymy na sukcesy zapisane w jego życiorysie. Niczego się nie bał; gardził śmiercią, wyśmiewał próżność, wytykał palcem gnuśność, w jaką popadły całe rzesze jego Rodaków- ludzi z tej samej krwi co on, a jednak zupełnie innych! Żył z podniesioną głową i nigdy nie zgiął karku. Do samego końca.

Przechodzę przez kolejne strony jego książki. Każda jego następna myśl coraz bardziej mnie zadziwia. Życie, Dusza, Piękno, Miłość. Co za tematy! Przecież Degerelle to przywódca! O tak! Lecz tu Degerelle mówi nam jak żyć. Jak żyć- by te życie, które ofiarował nam Pan, faktycznie P R Z E Ż Y Ć! A nie tylko przeleżeć, przegnić- zwyczajnie zmarnować. Płonące Dusze dają nam lekarstwo, duchowy plaster na rzeczywistość, choćby nie wiem jak ciężką i porąbaną. Jest to pomysł na to jak poradzić sobie z tym wszystkim co nas czeka. „Wygoda usypia ideał”. To do nas! Tylko zaraz. Czy tak się w ogóle da? Tu i teraz: można tak żyć? Według pięknych zasad i ideałów? Czy ten świat to miejsce na tak niezwykłe życie?

I może: to właśnie jest nasz problem. Tu może właśnie tkwi największe złudzenie naszego wieku. Patrzymy na to co robimy i jesteśmy przekonani, że stać nas na te samy czyny co ich, a w naszych duszach pali się ten sam ogień, który przed wiekami zagrzewał ich serca do walki. Co jeśli jest zupełnie inaczej? Co jeśli nie ma ognia- są tylko ledwie połyskujące iskry na tle wszechwładnej, mrocznej pustki. Co jeśli nie ma już nawet prawdziwego serca- a są tylko nędzne imitacje narządów, pozbawione czucia i jakiegokolwiek, głębszego znaczenia?

Jesteśmy pokoleniem zrodzonym w czasach, przed których nadejściem ostrzegał nas Degrelle. Jesteśmy pokoleniem rozczarowania- bo nie powiedziano nam o tym świecie niczego wartościowego. To my jesteśmy rozczarowaniem- bo to właśnie to uczucie już tak mocno w nas wzrosło, że przysłania cokolwiek innego. Jakżeby miałoby być inaczej? Pochodzimy przecież z rodzin dalekich od ideałów. Jesteśmy synami nieobecnych ojców i córkami wiecznie zapracowanych matek. Daje nam się złudzenie istnienia w życiu większych wartości- potem bez pardonu wciska się w tryby Systemu, zmuszając do wyścigu szczurów od najmłodszych lat. Biegniemy tak i biegniemy- nie mając pojęcia o swoim celu. Biegniemy- i im dalej jesteśmy, tym bardziej widzimy, że nic się nie zgadza; nie ma już prawdziwych uczuć, bo nikogo już one nie interesują, nie ma już prawdy, bo jej cena nie zmieściła się w prawidłach wolnego rynku. Jesteśmy rzędami cyferek; zestawieniem tego co jemy, co kupujemy i co wydalamy. Rozglądamy się po takim świecie. Świecie stworzonym z brudu i szlamu.Łapiemy się w szale za głowy rwąc z nich włosy, otwieramy szeroko oczy i krzyczymy. Z całych sił, lecz bezgłośnie. Krzyk z rozczarowania niesie tylko emocje- nie niesie ze sobą głosu. Z takiego krzyku rodzi się Opór, który rozsiewa się po świecie jak wirus, szukając dla siebie odpowiedniego miejsca i warunków. Jest jak żywe zwierze, które kieruje się własnym instynktem. Chce przetrwać. Ponad wszystko

Skoro tak, to może jest dla nas jeszcze nadzieja? Ogień i Rozczarowanie- dwa przeciwstawne sobie żywioły, oba jak najbardziej na miarę swoich czasów. Oba na miarę naszych zasług. Ludzkich zasług! Oba łączy jedno: pragnienie zmiany. Tylko jak dojść do Ognia? Jak znaleźć drogę z mroku i pustki do serca samej Duszy? Jak wydobyć ją z uwięzi i na nowo przywrócić do życia? Jeszcze ten jeden, ostatni raz. Powiedziano nam: gdzie dwóch, lub trzech spotyka się w imię Moje, tam Ja jestem pośród nich. Tu może jest wskazówka? Może warto się w takim razie… gromadzić? Przebywać z takimi samymi ludźmi- tak samo wyjątkowymi. Gdzie jeden rozczarowany i drugi- tam temat do rozmowy. Tam zrozumienie, dobre słowo i być może- coś czego poszukiwałeś. Grupa, Wspólnota, Towarzysze- to chyba jedyne co mamy do zaoferowania. Prawdziwa rodzina. Więzy nie do zerwania. Ziarnko do ziarnka, a z dwóch rozczarowanych; pięciu, dziesięciu- zjednoczonych w jednej myśli i duchu, zrodzi się Ogień! Te, którego szukamy przez całe życie! Jeśli się wahacie- nie traćcie już ani chwili dłużej. Ten Ogień utrzyma Was przy życiu. Możecie być tego pewni.

Rozczarowanie i Ogień. No i Opór. To niezbadane zjawisko, które przez wieki prowadziło strzeliste Dusze krętymi ścieżkami życia pełnego kolorów i… S E N S U! Wkrocz na tą samą drogę, którą kiedyś, lata temu szli oni. Wszystkie wielkie postacie, które podziwiasz. Niech to będzie Twój sens. Sens, który wzmacnia serca. Dla Ciebie i Twojego kolegi. Dla Was obu. Droga na lata. Właściwa Droga. Przyjmij te słowa jako swoje credo.

A do naszego świata znów powrócą ludzie, o których będą mówić: „Nawet martwy płonie”! I złudzenie naszego wieku odejdzie w niepamięć, robiąc miejsce dla rzeczy wielkich i pięknych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.