Idea
5

dr Rafał Łętocha: Mit i religia. Chrześcijańskie i „pogańskie” korzenie idei Legionu św. Michała Archanioła

Jeżeli cały naród żyje w apokaliptycznym oczekiwaniu zbawienia czy nadziei na zbawienie przez rewolucję, wówczas ma on łatwiejszy dostęp do elementu fantastycznego, do logiki mitu stwórców

Mircea Eliade

Być może bardziej niż chrześcijaninem jestem poganinem, który uwierzył w Chrystusa

Nicolás Gómez Dávila

We wszelkich pracach dotyczących ideologii Legionu św. Michała Archanioła i Żelaznej Gwardii wskazuje się na obecność w niej elementów archaicznych, przedchrześcijańskich. Jacek Bartyzel w biogramie poświęconym założycielowi ruchu legionowego Corneliu Zelei Codreanu pisze na ten przykład: „Nacjonalizm C.[odreanu] był wysoce uspirytualizowanym patriotyzmem «chłopskim», w którym dominującą rolę grał mistyczny kult ziemi i przodków; z kolei w jego duchowości chrześcijańskie prawosławie nasycone było także rudymentami archaicznej (kosmicznej) religijności chtonicznej – co, notabene, znalazło także oddźwięk w późniejszych koncepcjach religioznawczych M. Eliadego, podobnie inspirowanego typem religijności rumuńskiego chłopstwa”1. Stwierdzenia tego rodzaju nie mogą budzić żadnych zastrzeżeń, bezspornie w przypadku idei legionowych mamy do czynienia z fascynującym konglomeratem syntetyzującym różne, czasami wydawałoby się wręcz biegunowo odległe, treści i koncepcje, a jednocześnie sui generis artefaktem rumuńskiej kultury. Zazwyczaj jednak analizy kończą się na konstatacji owego faktu, dla nas zaś będzie on stanowić punkt wyjścia do dalszych rozważań. Opierając się na ustaleniach Mircei Eliadego postaramy się wskazać na charakter powiązań i relacji pomiędzy elementami chrześcijańskimi i archaicznymi w ideologii legionowej, te jej komponenty, które moglibyśmy uznać za epifenomen kosmicznego chrześcijaństwa charakterystycznego, zdaniem rumuńskiego religioznawcy, dla pasterskich i rolniczych kultur Dacji.

Chrześcijaństwo kosmiczne

Jak wiemy chrześcijaństwo od początku stosowało wobec zastanej tradycji strategię akomodacyjną, wykazywało się gotowością do jej przejmowania i przetwarzania. W ten sposób religia chrześcijańska wchłaniała różne atrakcyjne kody symboliczne stworzone przez kultury obce. Przedchrześcijańskie mity, święta, miejsca kultu i boskie postacie chrystianizowano, za sprawą tego rodzaju działań chociażby wielu herosów walczących ze smokiem przekształciło się w świętych Jerzych, a bogowie burzy przeobrażali się w świętego Eliasza. Dzięki temu „część ludowej religii Europy przedchrześcijańskiej przetrwała, w zakamuflowanej lub przekształconej formie, w świętach kalendarzowych i kulcie świętych. Przeszło dziesięć wieków Kościół zmuszony był walczyć z bezustannym naporem elementów «pogańskich» (to znaczy: należących do religii kosmicznej) w praktykach i legendach chrześcijańskich. Rezultat tej zaciekłej walki był znikomy, zwłaszcza w południowej i południowo-wschodniej Europie, gdzie w folklorze i praktykach religijnych ludności wiejskiej jeszcze pod koniec XIX wieku występowały postacie, mity i rytuały sięgające odległej starożytności, a nawet protohistorii”2.

Społeczności wiejskie miły być w dużym stopniu impregnowane na wpływy zewnętrzne. Ze względu na swój specyficzny sposób bycia w Kosmosie, nie były też zbytnio zainteresowane „historycznym” i moralnym chrześcijaństwem. U źródeł specyficznego doświadczenia religijnego populacji wiejskich miał natomiast leżeć fenomen, który Eliade określa mianem „chrześcijaństwa kosmicznego”. „Wieśniacy europejscy rozumieli chrześcijaństwo jako liturgię kosmiczną. Misterium chrystologiczne obejmowało również przeznaczenie Kosmosu. «Cała Natura wzdycha w oczekiwaniu na Zmartwychwstanie»: oto centralny motyw zarówno liturgii wielkanocnej, jak też folkloru wschodniego chrześcijaństwa. Mistyczna więź z rytmami kosmicznymi, ostro atakowana przez proroków Starego Testamentu, a ledwie tolerowana przez Kościół, tkwi w sercu życia religijnego ludności wiejskiej, głównie Europy południowo-wschodniej. Dla tej grupy wierzących, Natura nie jest światem grzechu, ale dziełem Boga. Poprzez Wcielenie świat został przywrócony do swej pierwotnej chwały; dlatego właśnie Chrystus i Kościół wpleceni zostali w tak wiele symboli kosmicznych. W religijnym folklorze południowo-wschodniej Europy, sakramenty uświęcają także Naturę”3. Dla społeczeństw tych proces ten postrzegany był nie jako „poganizacja” chrześcijaństwa, ale, wprost przeciwnie, „chrystianizacja” religii ich przodków. Niektóre bowiem wierzenia, jak np. kult Zalmoksisa dominujący na w czasach przedchrześcijańskich na terenach dzisiejszej Rumunii, miały zdaniem Eliadego wręcz charakter protochrześcijański, stąd łatwość z jaką Dakowie przyjęli chrześcijaństwo, było ono bowiem niejako naturalnym dopełnieniem wierzeń które królowały wśród nich we wcześniejszym okresie4.

Zdaniem rumuńskiego religioznawcy nie jest to nawet jakaś forma synkretyzmu religijnego, ale oryginalna kreacja religijna, w której eschatologia i soteriologia przybierają rozmiary kosmiczne, „co więcej, Chrystus, nadal będąc Pantokratorem, zstępuje na Ziemię i odwiedza wieśniaków, podobnie jak to czynił, w mitach ludów archaicznych, Bóg Najwyższy, nim przeobraził się w deus otiosus; ten Chrystus nie jest «historyczny» , gdyż świadomość ludowa nie interesuje się chronologią ani też wiernością zdarzeń i autentycznością postaci historycznych. Wystrzegajmy się stwierdzenia, że dla ludności wiejskiej, Chrystus jest tylko «bogiem» odziedziczonym z dawnych politeizmów. Nie ma sprzeczności między ewangelicznym i kościelnym obrazem Chrystusa a obrazem folkloru religijnego: Boże Narodzenie, nauczanie Jezusa i jego cuda, ukrzyżowanie i zmartwychwstanie są głównymi tematami chrześcijaństwa ludowego. Z drugiej zaś strony, to nie «pogański», lecz właśnie chrześcijański duch przepaja wszystkie te kreacje folklorystyczne”5. Owo kosmiczne chrześcijaństwo zdominowane jest swoistą nostalgią za naturą uświęconą bytowaniem Chrystusa, jest to tęsknota za Rajem, pragnienie odnalezienia natury odpornej na wstrząsy wynikające z wojen, zniszczeń, podbojów. „Jest to również wyraz «ideału» społeczności agrarnych, bezustannie terroryzowanych przez napływające hordy wojownicze i eksploatowanych przez różne klasy «panów», bardziej lub mniej autochtoniczne. Tak więc jest to bierny sprzeciw wobec tragedii i niesprawiedliwości Historii, wobec faktu, że zło nie przejawia się już tylko jako decyzja indywidualna, lecz przede wszystkim jako transpersonalna struktura świata historycznego”6.

Eliade akcentując bardzo mocno rumuński kult ziemi, cześć jaką jest otaczana, podkreślał iż właśnie ten element impregnował Rumunów przez nadmiernymi wpływami ościennych ludów i cywilizacji, pozwolił im zachować przez wieki niezależność pomimo niezliczonych najazdów i okrążenia przez odmienne nacje i rasy: Węgrów, Tatarów, Turków, Bułgarów, Polaków, Serbów czy Rosjan. „Naród, którego korzenie tkwią tak głęboko w ziemi, na której mieszka, woli raczej umrzeć niż ją opuścić. Po drugie zaś nie należy zapominać o chrześcijańskiej wierze narodu rumuńskiego. Bezustannie atakowani przez barbarzyńców i niewiernych, Rumuni nie utracili nic ze swej siły albowiem walczyli w imię swej religii. W języku rumuńskim słowo «chrześcijanin» znaczy «Rumun». Pierwsze rumuńskie instytucje polityczne i administracyjne narodziły się w łonie Kościoła. Dla Rumunów wiara chrześcijańska zawsze stanowiła klucz, spojenie ich moralnej i fizycznej egzystencji”7. Jak już jednak wspomniano, natura tego chrześcijaństwa jest specyficzna, pełne jest ono archaicznych przeżytków, które zostały akomodowane i przetrwały do czasów współczesnych. U podstaw tego cywilizacyjnego archaizmu leży bez wątpienia peryferyjność kraju, dominanta kultury wiejskiej wynikająca z chłopskiego charakteru narodu oraz ciągłość rodowa i terytorialna istniejąca pomiędzy Geto-Dakami i Rumunami8. Szczególnie w północnej części Siedmiogrodu zachowało się wiele folklorystycznych tradycji, które jak podkreśla Eliade, można wytłumaczyć jedynie protohistorią Geto-Daków, jak choćby ceremonie dotyczące mandragory. Folklor zaś to przestrzeń mitu, czynności magicznej, atmosfery fantastycznej, które chronią społeczne odczucia, kolektywną wiedzę, nadają znaczenie doświadczanej przez jednostkę rzeczywistości, a więc zabezpieczają system reprezentacji społecznych. „Dako-Rzymianie byli pierwszym ochrzczonym narodem na północ od Dunaju. Nawrócili się, nie będąc jednak zmuszeni do chrztu na mocy rozkazu czy też przy użyciu siły, jak barbarzyńcy – począwszy od VII wieku. W ich chrześcijaństwie dostrzega się podwójne dziedzictwo: pierwiastki wiejskie i kulturalne. Geto-Dakowie kultywowali pogardę dla śmierci, wiarę w nieśmiertelność oraz możliwość pogodnego znoszenia cierpień, natomiast od Rzymian przyswoili sobie poszanowanie porządku i hierarchii, równowagę duchową, odrzucając tym samym fanatyzm. Z łatwością można by odnaleźć wszystkie te postawy w chrześcijaństwie Rumunów – nie są oni ani fanatykami, ani tez nie dają się porwać wirowi tajemniczego mistycyzmu. Pomimo, że byli prawosławnymi, nigdy nie poznali teologicznych sporów Bizantyjczyków ani nie znali mistycznych sekt wywodzących się ze spazmatycznego chaosu słowiańskiej duszy. (…) Tym co zadziwia podczas studiowania religijnego życia Rumunów jest naturalizm chrześcijańskiej wiary: anima naturaliter Christiana. Wiara, która przeobraża Kosmos bez niszczenia go, jak i odrzucenia. Całościowa wizja wszechświata, która nie jest pesymistyczna, ponieważ dobro zawsze odnosi tryumf nad złem. Wszystko, co w Kosmosie uczestniczy w dramacie Odkupienia przez Mękę. Właśnie na mocy takiej miłości drzewa dają owoce, zwierzęta karmią mlekiem swoje małe, a matka kołysze swoje niemowlę itd. Cały świat posłuszny jedynemu przewodniemu prawu, a mianowicie prawu porządku i harmonii (rînduală). Dzięki tej zasadzie zarazem kosmologicznej, jak i moralnej to, co znajduje się we wszechświecie dowodzi solidarności pomiędzy wszystkimi poziomami i rzeczywistościami. Prawo porządku i harmonii nie jest związane z przedmiotami, gdyż należy ono do Boga. Innymi słowy: jest to zewnętrzne objawienie boskiego Logosu”9. „Kosmiczność” owego chrześcijaństwa polegać ma więc na przeniesieniu z jednej strony misterium chrystologicznego na całą Naturę, z drugiej zaś zaniedbywaniu jego elementów historycznych i kładzeniu nacisku na „wymiar liturgiczny egzystencji człowieka w świecie”10. Wedle Eliadego miało by ono stanowić wręcz najautentyczniejszą formę religijną, a zarazem najbardziej organiczną i uniwersalną11. Aleksander Dugin idąc jeszcze dalej w swoich konstatacjach na ten temat twierdzi, iż generalnie całe prawosławie ma charakter o wiele bardziej „pogański” niż katolicyzm: „W rzeczywistości prawosławnej istnieje synergia między modelami świata – przedchrześcijańskim i chrześcijańskim – które nakładają się na siebie homologicznie, bezkonfliktowo. Różne figury i zjawiska z różnych porządków nakładają się na siebie bezboleśnie, a nawet harmonijnie. (…) René Guenon rozdziela wyraźnie tradycję od religii. Tradycja jest pojęciem szerszym niż religia. Prawosławie jest tradycją, katolicyzm jest religią. Tradycja jest zdolna wchłaniać w siebie elementy innych wierzeń religijnych bezkonfliktowo. Religia wchodzi natomiast z innymi wierzeniami w konflikt. (…) Prawosławie, które nie jest religią, lecz tradycją, jest o wiele bliższe temu, co nazywamy pogaństwem. Ono obejmuje i włącza w siebie pogaństwo. Nauka ojców kapadockich czy palamitów nie wchodzi w totalny konflikt z normami pogańskimi, a jedynie transformuje przedchrześcijańskie archetypy w prawosławnych kontekstach. Prawosławie to coś więcej niż religia, zarówno wertykalnie, gdyż włącza w siebie pogaństwo, jak i horyzontalnie, gdyż jest otwarte na metafizykę, która w postscholastycznym katolicyzmie zupełnie zanikła. Prawosławie i katolicyzm to dwa zupełnie odrębne zjawiska gatunkowe, tradycja i religia to jakby całość i część. Dlatego nie jest możliwe zjednoczenie prawosławia i katolicyzmu”12.

Meşterul Manole i jasnowidzące jagniątko

Zasługą cywilizacji neolitycznej opartej na rolnictwie jest wprowadzenie wizji świata i natury jako nieprzerwanego cyklu narodzin, śmierci i zmartwychwstania. Fakt ten, jak wspomina Eliade, uświadomił mu także znaczenie kultury ludowej Rumunii i krajów bałkańskich. „Podobnie jak w Indiach, była to kultura wiejska, oparta na tajemnicy rolnictwa. W Europie Wschodniej tajemnice tę wyrażano przy pomocy obrazów i symboli wywodzących się z chrześcijaństwa. Uważano na przykład, że zboża zrodzone zostały z krwi Chrystusa. Jednak wszystkie te symbole miały swoje archaiczne, neolityczne źródła”13. W rumuńskiej duchowości dwa mity miały odegrać najważniejszą rolę, pierwszym z nich legenda poświęcona mistrzowi Manole, który miał wznieść katedrę w Curtea de Argeş. Wedle niej, wszystko co Manole wraz z towarzyszami wznosił w ciągu dnia, waliło się w ciągu nocy. Zrozumiano, iż aby ukończyć świątynię, konieczna jest ofiara budowlana. Manole wraz ze swymi robotnikami zdecydował więc, iż pierwsza osoba, która zbliży się do miejsca, gdzie pracowali zostanie zamurowana.

„– O, murarze, majstrowie,

Posłuchajcie, co powiem!

Usłyszałem ja dziwa,

Kiedym we śnie spoczywał!

Glos się ozwał jakowyś

I cichymi rzekł słowy,

Że co za dnia wznosimy,

Noc obróci w ruiny.

Trza uporać się z czarem,

Zamurować ofiarę!

A ofiara ta pono

Musi być czyjąś żoną

Albo siostrą rodzoną,

Tą, co przyjdzie o świcie

Niosąc jadło i picie,

Co by pierwsza ze świata

Szła do męża czy brata”14.

Następnego dnia, Manole dostrzegł swoją ciężarną żonę zmierzająca w kierunku budowy, wówczas poprosił Boga aby ten zesłał burzę, która zmusiłaby jego małżonkę do zawrócenia z drogi.

Lecz choć wicher dął srogo,

Szła żoneczka swa drogą.

Utrudzona, zdrożona

Wciąż zbliżała się ona,

Na swą dolę – niedolę

Wędrowała przez pole.

Smutny los tu ją czeka

Już przybyły z daleka”15.

Jednakże, jak widzimy, i to nic nie dało, aby dotrzymać przysięgi Manole został zmuszony do własnoręcznego zamurowania żywcem swej żony wraz dzieckiem.

Lecz Manole bez słowa

wciąż murował, murował,

wznosił mur ręką własną.

Objął żonkę mur ciasno

aż po kostki u stóp jej,

aż po łydki bielutkie,

aż do krągłych jej bioder,

aż po piersi jej młode!

A żoneczka struchlała

jeno stała i stała,

opłakując swą dolę,

i mówiła – Manole!

Majstrze! Mężu Manole!

Mur mnie ściska i rośnie,

piersi płaczą żałośnie,

ginie w łonie mym dziecię!

Mężu, zlituj się przecie!”16.

Dzięki tej ofierze udało się Mistrzowi wznieść wspaniały kościół, który od tej pory nigdy się nie zawalił. Wówczas to zleceniodawca, którym był legendarny władca Wołoszczyzny Negru Vodă, zapytał murarzy, czy byliby w stanie postawić jeszcze piękniejszą budowlę. Udzielając odpowiedzi twierdzącej, wydali na siebie wyrok, albowiem książę postanowił uwięzić ich na szczycie cerkwi aby tego nigdy nie dokonali. Murarze próbując opuścić więzienie, konstruują skrzydła z gontów, za pomocą których usiłują wzbić się w powietrze, jednak ucieczka się nie udaje i spadają na ziemię. W miejscu gdzie upadł Manole wytryska istniejąca do dziś studnia (Fântâna). Legenda ta znana jest nie tylko w Rumunii, w różnych wersjach obecna jest w kulturze większości krajów południowo-wschodniej Europy. Rumuńska jej wersja jest, zdaniem Eliadego, jednak najpiękniejszą, najbogatszą i najbardziej kompletną17. „Poetycka inspiracja ludowa stworzyła z tego tematu arcydzieło, które można porównać z najpiękniejszymi kreacjami światowej poezji ludowej. Ale tym, co nas interesuje jest fakt, że Rumuni wybrali ten motyw nadając mu niepowtarzalny wyraz artystyczny i moralny. Jeżeli go wybrali, to dlatego, że rumuńska dusza utożsamiała się z mitem poświęconym najwyższej ofierze, która przedłuża istnienie dzieła stworzonego przez człowieka, którym mogła być katedra, ojczyzna czy też chata kryta strzechą. Jeśli w niezliczonych wersjach opiewali oni poświęcenie mistrza Manole, to dlatego, że intuicyjnie wyczuwali, że wyśpiewują swą własną historię i nieustanne poświęcenia”18. Widać w tej opowieści archaiczne przekonanie, iż nie można niczego stworzyć bez krwawej ofiary, że stworzenie jest możliwe jedynie w przypadku magicznego przeniesienia życia. Życie ofiary, jego energia zostaje transferowana na dzieło, które ma zostać stworzone. Tego rodzaju obrzędy budowlane, obecne w różnych kulturach na przestrzeni wieków, związane są ze wspólną ideologią opierającą się na przekonaniu, że „aby trwać, budowla (dom, dzieło techniczne, ale także dzieło duchowe) winna być ożywiona, to znaczy otrzymać zarazem życie i duszę. «Transfer» duszy możliwy jest tylko poprzez ofiarę, innymi słowy przez nagłą śmierć. Można nawet rzec, że ofiara kontynuuje swą egzystencję po śmierci już nie w swym ciele fizycznym, ale w nowym ciele – budowli – którą «ożywiła» przez swą ofiarę; mówić można nawet o «ciele architektonicznym», które zastąpiło ciało cielesne. Rytualny transfer za pomocą ofiary wcale nie ogranicza się do budowli (świątynie, miasta, mosty, domy) i przedmiotów użytkowych: ofiary ludzkie składa się również dla zapewnienia operacji lub nawet trwania historycznego przedsięwzięci duchowego”19.

Drugą, jeszcze mocniej obecną w świadomości zbiorowej Rumunów, legendą jest Mioriţa (Jagniątko). Jest to historia pasterza, który ostrzeżony przez owcę o niebezpieczeństwie czyhającym na niego ze strony dwóch zazdrosnych kompanów, spokojnie oczekuje na śmierć zamiast ratować się ucieczką. Co więcej prosi, aby owieczka nie mówiła nikomu o morderstwie, zamiast tego ma ona utrzymywać, iż ożenił się, sama śmierć w poemacie postrzegana jest bowiem jako „młoda oblubienica obiecana całemu światu”. Na wieść od jasnowidzącego jagniątka o tym, iż dwóch towarzyszy, jeden z Siedmiogrodu, a drugi z Karpat, chcą go zabić, pasterz odpowiada:

„– Ach, owieczko szara!

Ty się znasz na czarach!

Na tę połoninę

padnę, jeśli zginę.

A ty, jagnię, powiedz

dwóm pasterzom owiec,

by mnie pochowali

nie w dalekiej dali,

jeno przy zagrodzie,

bym z wami był co dzień.

(…)

Niechaj wiedzą one,

że wziąłem za żonę

królewnę wspaniałą,

co ją niebo dało;

że mi na wesele

gwiazd sfrunęło wiele;

moje drużby: słońce

ze srebrnym miesiącem;

że jodłę, leszczynę

prosiłem w gościnę;

księdzem wzgórze było,

zaś kapelą milą

ptaki świergotliwe

a gwiazda – łuczywem!”20.

Jules Michelet, który przełożył ten poemat na język francuski, potępiał zbyt łatwą rezygnację pasterza poddającego się swemu losowi z pewnym fatalizmem, uznawał iż jest wręcz narodowa cecha rumuńska. „człowiek nie kłóci się ze śmiercią, nie przyjmuje jej źle: przyjmuje, zaślubia z łatwością «tę królową, narzeczoną świata», i bez mrugnięcia konsumuje małżeństwo. Wyszedłszy wczoraj z przyrody, wydaje się dzisiaj znajdować słodkim powrót do jej łona”21. Rumuński filozof i poeta Lucian Blaga pisał zaś o specyficznej „przestrzeni mioritycznej”, w której ukształtował się i żyje lud rumuński, przestrzeni falistej utworzonej z gór i dolin. Wskazywał przy tym na fatalistyczną i antyhistoryczną postawę Rumunów czyniącą z miłości do śmierci charakterystyczną cechę jej ludowej duchowości22. Eliade natomiast podkreślając, że kultura przejawia się nie tylko poprzez swój sposób interpretowania życia, ale także przez postawę wobec śmierci, zwracał uwagę, iż w związku z tym znaczenie jej przypisywane, jest istotnym czynnikiem w poznaniu tak kultury, jak i jednostki. „Mioriţa jest jednym z ludowych utworów, który najpełniej odzwierciedla postawę duszy rumuńskiej wobec śmierci. Śmierć nie jest postrzegana jako akt obracania się w nicość ani jako pseudo-egzystencja zmarłych dusz w podziemnym królestwie. Wręcz przeciwnie, uważa się ją za mistyczny akt ślubu, za pośrednictwem którego człowiek ponownie zostaje przywrócony naturze. W pojęciu metafizycznym śmierć nie jest schyłkowym etapem istnienia ludzkiego, przeciwnie – jest ona wyniesieniem. Człowiek nie musi uciekać przed śmiercią ani też lamentować, kiedy przychodzi ona niespodziewanie, albowiem jest to wydarzenie o wymiarach kosmicznych, które należy przyjąć ze spokojem, a nawet z pewną radością, gdyż dzięki śmierci jednostka wyzwala się z wszelkich ograniczeń. W tym akcie integracji, w którym obecna jest natura, nie chodzi o rodzaj lirycznego panteizmu, ponieważ natura nie identyfikuje się z Bogiem, lecz jest jego dziełem. Poprzez akt śmierci duch zostaje wprowadzony na nowo do wielkiej kosmicznej rodziny, która w całości jest dziełem stwórcy”23. Żaden z utworów ludowych nie cieszył się taką popularnością w Rumunii jak właśnie Mioriţa, stanowi on wedle Eliadego, wzorcowy sposób wyrażenia duszy rumuńskiej, archetyp rumuńskiej duchowości ludowej, mamy wręcz do czynienia z totalną adhezją ludu rumuńskiego do poetyckiego piękna i symboliki ballady z ich wszystkimi implikacjami rytualnymi czy spekulatywnymi. Koncepcja śmierci, która wyłania się z tych mitów została odziedziczona po geto-dackich przodkach Rumunów, być może też widać tutaj ślady oddziaływania pierwotnego chrześcijaństwa, które również nadawało śmierci wyraz pozytywny. Jednocześnie Eliade wskazuje, iż nie możemy tutaj mówić o fatalizmie par excellence, w uniwersum wartości folklorystycznych postawa pasterza ma wyrażać głębszą decyzję egzystencjalną, nie może bronić się przed losem, może jednak nadać nowe znaczenie nieuchronnym następstwom przeznaczenia i to właśnie czyni. W postawie zaś fatalistycznej nie ma mowy nawet o modyfikowaniu tego co zostało przeznaczone. „Najgłębsze przesłanie ballady stanowi wola pasterza zmiany sensu swego przeznaczenia, przemiany swego nieszczęścia w moment liturgii kosmicznej, poprzez przekształcenie śmierci w «gody mistyczne», przywołanie Słońca i Księżyca, i przeniesienie się pośród gwiazdy, wody i góry. (…) magiczny majestat mistycznych zaślubin jest odpowiedzią daną przez pasterza jego krwawemu przeznaczeniu. Udaje mu się przeistoczyć wydarzenie nieszczęsne w sakrament, ponieważ śmierć młodego nieznanego pasterza przemienia się w weselne celebracje o wymiarach kosmicznych. (…) przeistacza on nieszczęście, które skazuje go na śmierć, w majestatyczne i feeryczne misterium sakramentalne, które ostatecznie pozwala mu zatriumfować nad własnym losem. (…) Bohater miorityczny zdołał znaleźć sens swego nieszczęścia, biorąc je na siebie nie jako osobiste wydarzenie «historyczne», ale jako misterium sakramentalne. Narzucił więc sens samemu absurdowi, odpowiadając weselną feerią na nieszczęście i śmierć. Nie inaczej Rumuni, jak i inne ludy Europy Wschodniej, zareagowali na inwazje i katastrofy historyczne. (…) Ludy wiejskie Europy Wschodniej zdołały znieść klęski i prześladowania zwłaszcza dzięki chrześcijaństwu kosmicznemu (…) Elementem zasadniczym jest zdolność anulowania pozornie nieuleczalnych konsekwencji wydarzenia tragicznego, obciążając je wartościami, których początkowo nie podejrzewano24.

Legiunea Arhanghelului Mihail

Legion św. Michała Archanioła (Legiunea Arhanghelului Mihail) powołany został do życia przez Codreanu 24 czerwca 1927 wraz z dziewiętnastoma zaledwie uczestnikami. Publiczny okres działalności Legionu zainaugurowano 15 XII 1929 w małej miejscowości Targul Beresti, gdzie Codreanu po raz pierwszy pojawił się w rumuńskim stroju ludowym na białym wierzchowcu, prowadząc zwartą kolumnę maszerującą pod ikoną Archanioła, która przed przemówieniem „Kapitana”, którym to mianem określano Codreanu, udała się na modlitwę do cerkwi – co stało się również stale odtąd praktykowanym rytuałem. W czerwcu 1930 r. Codreanu utworzył natomiast zbrojne ramię Legionu, którym została Żelazna Gwardia (Garda de Fier), umundurowana w zielone koszule. Wkrótce zarówno Legion jak i Żelazna Gwardia stają się ważnym elementem życia politycznego, jak i intelektualnego (skupiając najwybitniejsze postaci rumuńskiej elity naukowej i kulturalnej) ówczesnej Rumunii. Nie był to jednak ruch tylko i wyłącznie o charakterze politycznym, który stawiałby sobie wyłącznie tego rodzaju cele i ograniczał swą aktywność do kwestii walki wyborczej i zdobycia władzy. Eliade będący jego sympatykiem oraz członkiem w latach trzydziestych, a w związku z tym aresztowany i zesłany do obozu w Miercurea Ciuc pisał o przebywających tam legionistach: „W obozie reprezentowane były najrozmaitsze zawody: profesorowie uniwersytetu, lekarze, duchowni, nauczyciele, robotnicy, chłopi. Większość jednak stanowili inteligenci. Wieczorna wspólna modlitwa kończyła się potężnym «Bóg jest z nami!», odśpiewanym przez trzysta głosów. Na ostatnim piętrze znajdowało się pomieszczenie na «nieustającą modlitwę». Dniem i nocą któryś z więźniów przez godzinę modlił się tam lub czytał Biblię, przerywając tylko wówczas gdy ktoś inny przychodził go zluzować. Ponieważ najtrudniej, rzecz jasna, było czuwać między trzecią a piątą nad ranem, wielu kolegów prosiło o wpisanie na listę właśnie w te godziny. Rzadko w dziejach współczesnego chrystianizmu posty, modlitwy i ślepa wiara w Bożą wszechmoc okupione bywały tak wielką ceną krwi. Później kiedy tragedia już się dokonała, byłem literalnie zafascynowany odkrywając tę samą niezachwianą wiarę u tych nielicznych, którzy cało uszli z masakry. Już choćby tego rodzaju fakty wykazują jasno, że ruch legionowy miał strukturę i powołanie sekty mistycznej, nie zaś ruchu politycznego. Powtarzał mi to zresztą, podczas naszych długich rozmów, Puiu Gârcineanu twierdzący, że najwyższym celem Ruchu nie było nawet odkupienie indywidualne przez męczeństwo, lecz «zmartwychwstanie narodu» osiągnięte przez «wypełnienie się miary tortur i krwawych ofiar»”25. Natomiast w swoim artykule z 1937 r. zatytułowanym Dlaczego wierzę w zwycięstwo ruchu legionowego akcentował, że podczas kiedy wszystkie współczesne rewolucje zmierzały do zdobycia władzy dla jakiejś klasy społecznej czy jednostki, rewolucja legionowa za swój cel uznaje zbawienie i pojednanie narodu rumuńskiego z Bogiem26. Trzeba więc zgodzić się z Bogdanem Herbut-Koziełem, który pisał, iż Codreanu był bardziej prorokiem nowej wiary i mistykiem religijnym niż politycznym przywódcą, a stworzony przez niego ruch przypominał w większym stopniu zakon rycerski lub bractwo religijne aniżeli partię polityczną27. Symptomatyczny i potwierdzający tę tezę jest również opis spotkania Juliusa Evoli z Codreanu, przedstawiony e Fragmentach Dziennika Eliadego: „Na pytanie Evoli o planowaną przez Codreanu taktykę polityczna i o szanse Legionu w najbliższych wyborach, ten ostatni zaczął mu mówić o wpływie więzienia na jednostkę, o rozbudzaniu się w niej skłonności ascetycznych i kontemplacyjnych, którym sprzyja samotność, milczenie i ciemność, będące wręcz środkami samoprzejawiania się jednostki. Jeszcze później Evola był tym oszołomiony. Pamiętam niejasno jego ówczesne uwagi o zaniku dyscyplin kontemplacyjnych w ogniu walk politycznych na Zachodzie”28

Reaktualizacja mitu

Eliade w całej swojej twórczości kładł nacisk na znaczenie mitu i symbolu, twierdził wręcz, iż kryzysy i niepokoje współczesnych społeczeństw wynikają przede wszystkim z braku własnego mitu29. Specyfiką zaś mitu jest to, jak wskazywał choćby Ernst Cassirer w Eseju o człowieku, iż działa on nie tylko na siły intelektu, ale i emocje, które uruchamiają wyobraźnię, ludzie jeśli się rozumieją nie potrzebują wielu analitycznych słów, wystarczają jedynie obrazy, skojarzenia, symbole. Mit pod wieloma względami może być kojarzony również z ideologią, obydwa dają pewną ogólną wizję świata, system wartości, zalecają określone działania i uzasadniają ich konieczność, integrują i mobilizują zbiorowość wokół wspólnych zadań. Ich niezaprzeczalną zaletą i siłą jest to, iż oddziaływają przy tym zarówno na emocje, jak i na intelekt poprzez kanały emocjonalne30. Georges Sorel uważany za twórcę pojęcia mitu politycznego przeciwstawiał mit ideologiom racjonalistycznym, podkreślał jego antyintelektualny charakter i wyłącznie negatywną funkcję. Stanowił on więc dla Sorela siłę, która organizuje świadomość zamkniętej grupy czy też pewien zespół przywoływanych przez intuicję wyobrażeń pozwalających walczącej grupie zachować solidarność i heroizm oraz umożliwiający jej obalenie znienawidzonego systemu31. Natomiast Stanisław Brzozowski, odwołujący się przecież do Sorelowskiej koncepcji, podkreślał, że mit ma też charakter pozytywny, służy wychowywaniu społeczeństwa i tworzeniu lepszego świata, stanowi „budowanie życia w przyszłości, to przyszłość ta, stwarzająca samą siebie”32.

Wydaje się, iż jedno z kluczowych wydarzeń dla całej mitologii Legionowej miało swój początek w listopadzie 1936 r. Wówczas to grupa składająca się z siedmiu legionistów, na czele Ionem Moţą i Vasile Marinem udała się do pogrążonej w wojnie domowej Hiszpanii. Oficjalnie mieli przekazać szpadę obrońcy Alkazar gen. José Ituarte Moscardó. Na miejscu jednak wstąpili do Legii Cudzoziemskiej i wzięli udział w walkach, 13 stycznia 1937 zarówno Moţa, będący drugą osoba po Codreanu w ruchu legionowym, jak i Marin, w którym mentor Eliadego Nae Ionescu widział przyszłego teoretyka Legionu, zginęli pod Majadahonda na froncie madryckim. Zwłoki ich zostały sprowadzone do Rumunii i 13 lutego 1937 r. w Bukareszcie miał miejsce wspólny uroczysty pogrzeb Vasile Marina i Iona Moţy. Rok później zaś 13 stycznia 1938 r. na cześć dwóch poległych legionistów Codreanu utworzył specjalny elitarny Moţa-Marin Korpus pod dowództwem Alexandru Cantacuzino, którego dewizą będzie zawołanie: Gata de moarte! (Gotowi na śmierć). Eliade podkreślał wówczas, iż dobrowolna śmierć Marina i Moţy ma znaczenie mistyczne, jest ofiarą złożoną na ołtarzu chrześcijaństwa, świadczącą o heroizmie całego pokolenia, ofiarą, która wyda swoje owoce dynamizując młodzież do dalszych działań33. „Ion Moţa i Vasile Marin, choć wywodzili się z różnych rodzin duchowych, z taką samą mocą wierzyli w śmierć i szukali jej z tą sama żarliwością. (…) Ta śmierć wydała owoce. Przypieczętowała sens życia i twórczości naszego pokolenia – prymat ducha przeciwko prymatowi Doczesności”34. Uznał on wręcz śmierć Moţy i Marina za reaktualizację centralnego dla duchowości rumuńskiej mitu o mistrzu Manole. Moţa w momencie kiedy poczuł, że „Lucyfer znów bierze się za bary Chrystusem (…) prawosławny krzyżowiec, mężnie i z pokojem w sercu wyruszył, aby z siebie samego złożyć ofiarę”35. Trzeba zgodzić się z Laignel-Lavastine, która podkreśla, iż odnajdujemy w tych opiniach Eliadego odnoszących się do śmierci Moţy i Marina wszystkie charakterystyczne pojęcia śmierci rytualnej wypracowane w jego komentarzu do legendy o mistrzu Manole. Pojawia się tutaj idea śmierci twórczej i śmierci spokojnie przyjętej, ofiary z żywej istoty, bez której nic nie może przetrwać, żadne dzieło czy to materialne czy duchowe. Tak jak owocem ofiary złożonej z żony Manole stała się cerkiew w Curtea de Argeş, śmierci Mistrza zaś Fântâna, która natychmiast wytrysła na miejscu jego upadkuSam Codreanu w swoim dzienniku więziennym zamieścił nawet swoistą inwokację do Moţy, w której pisał: „Widzę cię odjeżdżającego na spotkanie śmierci – by wypełnić najwyższy obowiązek wobec ojczyzny, by wyzwolić się poprzez śmierć, by otworzyć rozdartą pociskami piersią i poranionymi stopami drogę zwycięstwa dla naszego pokolenia”36 Przejawiający się w tym wszystkim kult śmierci i mistyka tanatyczna to cechy charakterystyczne dla Legionu św. Michala Archanioła, widoczne również w wielu innych działaniach podejmowanych przez jego członków. Mamy tutaj do czynienia zawsze ze śmiercią przyjmowaną ze stoickim spokojem, dobrowolną, bez sprzeciwu, walki, lamentów, na podobieństwo postawy żony mistrza Manole czy pasterza z Mioriţy. Charakterystycznym przecież było dobrowolne oddawanie się legionistów w ręce policji lub spokojne na nią czekanie po wykonanych wyrokach śmierci na osobach, które zostały uznane za zdrajców narodu. Tak było po zamordowaniu liberalnego premiera Iona Duki, zdrajcy Mihaila Stelescu (nad którego ciałem zabójcy-decemwirowie mieli notabene odtańczyć po dokonanym zamachu, niczym ogarnięci przez furor heroicus berserkowie, jakiś frenetyczny totentanz) i innych. Członkowie drużyn, które przeznaczone były do przeprowadzania tych zamachów, a tym samym złożenia ofiary ze swojego życia, ich konsekwencją były bowiem wyroki śmierci, składali przysięgę „że za cenę własnej krwi będziemy bronić honoru i ukarzemy zdrajców oraz kanalie. Niech przekleństwo całego narodu spadnie na nas, gdybyśmy mieli cofnąć się bodaj o krok”37. Śmierć, jak widać, jest przyjmowana beznamiętnie, co wynika poniekąd ze świadomości tego, iż stanowi ona równocześnie narodziny czy zmartwychwstanie, to co umiera staje się zarazem nasieniem czegoś nowego. Bez śmierci będącej zamknięciem jakiegoś określonego stanu nie byłaby możliwa zmiana, odnowa. „Panie – notował Codreanu w swoim Dzienniku więziennym – modlę się w noc Twego zmartwychwstania, przyjmij moje poświęcenie. Weź moje życie. Gdyż dla Ciebie, dla ziemi ojczystej, nasze siły już nie wystarczą. Chcesz naszej śmierci”38. Rozwijając natomiast swoje mesjanistyczne wizje przywódca Legionu podkreślał, iż najważniejszym powołaniem ruchu jest „misja duchowa, tzn. zmartwychwstanie ducha narodu. Renesans. Przejście z wieku śmierci w wiek życia. Wiek śmierci to brak wiary w Boga, naród i jego kierowników, brak wiary w swoją przyszłość, brak godności narodowej. Są jeszcze inne. To jest wiek śmierci indywidualnej i narodowej. Brak porządku w życiu prywatnem i publicznem. Interes prywatny stoi ponad interesem narodu, państwa. To jest właśnie wiek śmierci. Wiek życia to przeciwieństwa. Wiara, porządek, odwaga, poprawność. Nasza misja to odnowienie, wzbudzenie tych przymiotów w narodzie rumuńskim (…) Dlatego czeka nas bardzo ciężkie zadanie, bo i ból umierania i ból powstawania”39. Pomijając całą chrześcijańską symbolikę zmartwychwstania, można tutaj odnaleźć charakterystyczny dla społeczeństw rolniczych sposób postrzegania śmierci, która jest tylko przejściową zmianą sposobu egzystencji, „zima zaś nigdy nie jest czymś ostatecznym, gdyż zawsze po niej następuje całkowite odrodzenie przyrody i ujawnienie się nowych, nieskończonych form życia; w rzeczywistości nic nie umiera, wszystko reintegruje się w pierwotnej materii i odpoczywa w oczekiwaniu na nową wiosnę”40.

Elementem równie mocno akcentowanym był kult przodków i ziemi. Widoczne jest to chociażby w rytuale przekazania każdemu legioniście po zaprzysiężeniu skórzanego woreczka na szyję ze „świętą ziemią” z pól bitewnych, przesiąkniętą krwią przodków i bohaterów rumuńskich41. W Drodze Legionisty czytamy, iż; „Wojny były wygrywane przez tych, którzy potrafili przywołać tajemnicze niewidzialne siły z zaświatów i zapewnić sobie ich pomoc. Te tajemnicze siły to dusze zmarłych, dusze naszych przodków, którzy byli przywiązani do tej ziemi, do naszych pól i lasów i którzy zginęli w obronie tej ziemi, a dzisiaj są przywołani dzięki pamięci o nich przez nas – ich wnuków i prawnuków. Lecz ponad duszami zmarłych stoi Chrystus. Kiedy te siły zostaną wezwane, przybędą na pomoc i dodadzą nam odwagi, dadzą nam siłę woli i wszystko co jest niezbędne aby zwyciężyć. Zasieją trwogę i panikę w sercach naszych wrogów i sparaliżują ich działania. W ostatecznym rozrachunku, zwycięstwo nie zależy od przygotowania materialnego, od siły materialnej walczących stron, lecz od zdolności wykorzystania owego zgromadzenia sił duchowych. Takie jest też wyjaśnienie tajemnicy cudownych zwycięstw z naszej historii, odniesionych pomimo znacznej dysproporcji sił materialnych”42. Rolnictwo generalnie styka się ze światem zmarłych na dwóch płaszczyznach, pierwszą jest przestrzeń chtoniczna, zmarli przecież podobnie jak nasiona spoczywają w ziemi, drugą natomiast fakt, iż stanowi ono technikę urodzaju, życia, które reprodukuje się poprzez rozmnażanie. Zmarli zaś mają szczególne związki z palingenezą, tajemnicą wiecznego odrodzenia. „podobni do ziarna, które zostało pogrzebane w tellurycznej macierzy, zmarli oczekują powrotu do życia w niezmienionej formie, toteż zbliżają się do żywych, zwłaszcza w chwilach, gdy napięcie życiowe społeczności osiąga punkt kulminacyjny”43.

Inicjacja legionowa, przypominająca pod wieloma względami próby przed którymi stawali członkowie różnych tajnych stowarzyszeń, obejmować miała etapy nazwane Górą Cierpienia, Trzęsawiskiem Rozpaczy i Lasem Dzikich Bestii. „Tylko ci, którzy przeszli zwycięsko przez trzy próby: Górę Cierpienia, Las Dzikich Bestii i Trzęsawisko Rozpaczy, są prawdziwymi Legionistami”44. Stanowią one próbę męstwa, charakteru, dyscypliny oraz wiary, jak i etapy rozwoju duchowego człowieka, hartującego się poprzez nie do walki, uodparniającego się na wszelkie przeciwności, które spotka na swojej drodze. Ktokolwiek bowiem „chce przyłączyć się do naszej walki powinien przede wszystkim zdać sobie sprawę, że będzie musiał znosić wiele cierpień. Ten kto potrafi znosić cierpienie zwycięży. Każde cierpienie jest kolejnym krokiem wiodącym do zbawienia, do zwycięstwa. Dlatego my, Legioniści, z radością przyjmujemy cierpienie”45. Odnosząc się do opisu struktury obrzędu przejścia (rite de passage) dokonanego przez Arnolda van Gennepa, który wyodrębnił w nim trzy zasadnicze etapy: separację, marginalizację i integrację46, można powiedzieć, iż legionista dzięki temu dokonuje włączenia, agregacji, powraca ponownie do codzienności i społeczeństwa, ale już pod nową postacią za sprawą metanoi, która się dokonała, jako „nowy człowiek”, o zupełnie innym statusie. Inicjacja stanowi ontologiczną przemianę porządku egzystencjalnego, po jej zakończeniu „neofita cieszy się egzystencją zupełnie inną niż przed inicjacją: stał się innym”47. Joseph Cambell omawiając „drogę prób”, z którą mamy do czynienia w każdym schemacie mitologicznej wyprawy bohatera, podkreślał, iż „wyprawa do krainy prób jest jedynie początkiem długiej i naprawdę niebezpiecznej drogi, podczas której czekają bohatera triumfy przybliżające go do ostatecznego wtajemniczenia i chwile olśnienia. Trzeba teraz zabić smoki i pokonać zadziwiające przeszkody, które pojawiają się wciąż na nowo. Między jedną a drugą odniesie on wiele pomniejszych zwycięstw, przeżyje chwile ulotnej ekstazy i nieraz ujrzy na moment zarys cudownej ziemi”48. Inicjacja współistnieje z każdą autentyczną egzystencją ludzką, po pierwsze dlatego, iż każde życie obfituje w kryzysy, próby, lęk, „śmierć i zmartwychwstanie”, po drugie dlatego, iż wszelka egzystencja objawia się w pewnym momencie, na określonym etapie życia, jako „egzystencja chybiona” co związane jest z uczuciem minięcia się z powołaniem czy zdradzeni najlepszej części samego siebie. Oznacza to, iż imaginuje się o nowej egzystencji, pełniejszej, znaczącej, doniosłej. „W tych momentach totalnego kryzysu marzy się i ma się nadzieję na renovatio, która może przemienić egzystencję”49.

Dzięki temu narodzi się nowy człowiek, bohater, heros kulturowy, który sam siebie przekształcił po to by móc dokonać transformacji narodu będącej jego odnową, reintegracją. Powstanie arystokracja duchowa, która swoim przykładem wyrzeczeń, odwagi, poświęcenia, dyscypliny i pracy pociągnie za sobą cały naród, który wzniesie się na wyższy poziom rozwoju. Wraz z przebudzeniem i rozwojem duszy indywidualnej przyjdzie więc odnowa duszy zbiorowej, narodu rumuńskiego. „Nowy Człowiek powinien być bohaterem – bohaterem w sensie rycerskim, który poprzez walkę utwierdza własną wizję świata, bohaterem w sensie społecznym, który po zwycięstwie nie poważy się wykorzystywać pracy innych, bohaterem pracy, wielkim twórcą, kształtującym swoją ziemię przy pomocy pracy. W takim typie bohatera powinny koncentrować się wszelkie najszlachetniejsze wartości Rumuńskiego Narodu zebrane w ciągu tysiącleci dziejów”50. Legion więc, miałby być przede wszystkim czymś na kształt Zakonu, zarzewiem postulowanej odnowy, narzędziem oczekiwanego rewolucjonizowania dusz. Mamy tutaj do czynienia z wołaniem o odrodzenie wartości heroicznych i arystokratycznych, które uległy dezintegracji w dzisiejszym świecie mieszczańskich cnót. Ta arystokracja duchowa miałaby doprowadzić do wytworzenia pewnego wyższego stylu życia, który finalnie przyczyniłby się do stworzenia nowego społeczeństwa. To zaś, a nie programy polityczne i hasła wyborcze, stanowi warunek sine qua non powodzenia wielkich przedsięwzięć, które stoją przed krajem. Codreanu, jak się wydaje, pokładał nadzieję, że doprowadzi to do depolityzacji życia, „demityzacji” wszelkich gier politycznych. Polityka bowiem dzieli, dezintegruje naród, tutaj mamy natomiast do czynienia z marzeniem o organicznej wspólnocie, z wizją państwa zorganizowanego wokół jakiegoś centrum, nadrzędnej idei, spajającej i nadającej kierunek rozwoju, animującej wszelkie działania. Jest to idea z gruntu antyindywidualistyczna, przeciwstawiająca się atomizmowi społecznemu jako efektowi realizacji idei rewolucji francuskiej, odwołując się do Norberto Bobbio moglibyśmy powiedzieć, że organicyzm jest dawny, natomiast indywidualizm nowoczesny51. Wszystkie programy polityczne są niczym innym jak oszustwem, w związku z tym pierwsze dwa przykazania Legionowe mówiły, iż:

„1. Legionista nie wdaje się z nikim w polemiki.

2. Legionista pogardza światem politykierów i nie dyskutuje z nimi”52.

Jednym zaś z sześciu fundamentalnych praw legionowych jest prawo milczenia stanowiące antynomię demoliberalnej logorei. Gadulstwu i permanentnemu słowotokowi charakteryzującym świat polityki Codreanu przeciwstawia czyn, akcję, działanie i pracę. A więc nie programy polityczne oraz krasomówcze przemowy są w stanie zmienić Rumunię, może stać się to tylko za sprawa rewolucji duchowej, wykształcenia arystokracji ducha charakteryzującej się czynną postawą wobec życia i rzeczywistości. „Czy myślicie, że nie będziemy mogli osuszyć bagien? Nie będziemy mogli wykorzystać energii wodnej z gór dla elektryfikacji kraju? Nie będziemy mogli wznosić miast rumuńskich? Nie będziemy mogli sprawić aby nasze pola dawały czterokrotnie większe plony? Nie będziemy mogli zapewnić na naszej bogatej ziemi chleba dla każdego Rumuna? Nie będziemy mogli ustanowić praw, które zapewnią funkcjonowanie mechanizmu państwowego odpowiadającego wymogom czasu i naszemu charakterowi narodowemu? Nie będziemy mogli opracować planów pięcioletnich? Nie będziemy mogli wznieść tutaj, u szczytów Karpat, Ojczyzny, która lśnić będzie jak latarnia morska pośrodku Europy dając wyraz rumuńskiego geniuszu? Będziemy mogli osiągnąć to na pewno! Ale wielkim błędem polityków zwykło być opracowywanie szczegółowych programów zanim zostaną stworzone warunki dla ich realizacji”53. Wówczas naród zdolny będzie do największych wysiłków, realizacji wszelkich zadań, które przed nim staną. Naród zaś obejmuje nie tylko wszystkich Rumunów zamieszkujący to samo terytorium i posiadających „wspólną przeszłość i wspólną przyszłość oraz takie same obyczaje, ale wszystkich Rumunów, żyjących i zmarłych, którzy zamieszkiwali na tej ziemi od początku dziejów i którzy będą żyć tutaj w przyszłości”. Oprócz dziedzictwa materialnego i biologicznego posiada on również dziedzictwo duchowe na które składają się koncepcja Boga, świata i życia, honor oraz kultura, będąca wyrazem narodowego geniuszu, odbiciem narodowego charakteru54. Walka, o której pisze Codreanu, jest walką kosmiczna w pełnym tego słowa znaczeniu, rozgrywa się ona na różnych płaszczyznach, tej wewnętrznej, każdy bowiem zobowiązany jest do zmagań z samym sobą i pokusami szatana. Poprzez pracę, modlitwę i ascezę, każdy prowadzi też batalię tutaj, na ziemi, z siłami zła i rozkładu dominującymi w świecie, ale ma ona wymiar również uniwersalny, kosmiczny, stanowi odbicie odwiecznej walki Dobra ze Złem, sił światłości i ciemności, Kosmosu nad Chaosem dokonującej się w świecie duchowym.

***

Ideologia legionowa odwołując się do kultury ludowej, rumuńskiej wsi jako rezerwuaru nieskażonych nowożytnym racjonalizmem sił żywotnych, tradycji, z pewnością w jakimś stopniu reaktualizowała tzw. „chrześcijaństwo kosmiczne”, prastare mity, symbole i archetypy przechowane za jego sprawą. Zasadnicza funkcja mitu polega bowiem, zdaniem Eliadego, na ustalaniu wzorców wszelkich obrzędów i wszelkich znaczących czynności ludzkich. „Człowiek religijny, podobnie jak człowiek świecki, uważa siebie za tworzonego przez historię: ale jedyna historia, jaka go interesuje, to historia święta, ujawniona przez mity”, czyny nawet najbardziej barbarzyńskie mają więc swe źródło pozaludzkie, a „człowiek religijny chciał naśladować swoich bogów i sądził, że to czyni wówczas nawet, gdy dawał się wciągnąć w działalność graniczącą z obłędem, nikczemnością i zbrodnią”55.

Tekst ukazał się piśmie Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego „Kronos” (nr. 2 (29)/2014r.) Przedruk za zgodą autora.

1  J. Bartyzel, Codreanu Corneliu Zelea [w:] Encyklopedia „Białych Plam”, t. IV, Radom 2000.

2 M. Eliade, Chrześcijaństwo a mitologia, przeł. K. Kocjan, „Więź” 1990 nr 5, ss. 44-45.

3   Tamże, s. 45.

4 Tenże, Rumunia. Zarys historii, przeł. A. KaźmierczakBydgoszcz 1997, s. 27.

5   M. Eliade, Chrześcijaństwo a mitologia, przeł. K. Kocjan, „Więź” 1990 nr 5, ss. 44-45.

6   Tamże, s. 45.

7  Tamże, ss. 45-46.

8  Tamże, s. 46.

9   Tenże, Rumunia…, s. 75.

10  Tamże, s. 77.

11 M. Eliade, Od Zalmoksisa do Czyngis-chana, przeł. K. Kocjan, Warszawa 2002, s. 236.

12  A. Laignel-Lavastine, Cioran, Eliade, Ionesco: O zapominaniu faszyzmu. Trzech intelektualistów rumuńskich w dziejowej zawierusze, przeł. I. Kania, Kraków 2010, s. 167.

13 Czekam na Iwana Groźnego. Rozmowa z Aleksandrem Duginem, rozmawiał G. Górny, „Fronda” 1998 nr 11-12, ss. 131, 135-136..

14 M. Eliade, Próba labiryntu. Rozmowy z Claude-Henri Rocquetem, przeł. K. Środa, Warszawa 1992, s. 63.

15 Mistrz Manole [w:] J. Ficowski, Mistrz Manole i inne przekłady, Sejny 2004, s. 113-114.

16  Tamże, s. 117.

17  Tamże s. 118.

18  M. Eliade, Rumunia…, s. 79.

19   Tamże, s. 79.

20 Tenże, Od Zalmoksisa…, s. 173.

21   Jagniątko [w:] J. Ficowski, dz. cyt., s. 125-126.

22  J. Michelet, Légendes démocratiquwe du Nord [Paris 1854], s. 342, cyt. za M. Eliade, Od Zalmoksisa, s. 216.

23  M. Eliade, Od Zalmoksisa…, s. 221.

24   Tenże, Rumunia…, s. 80.

25   Tenże, Od Zalmoksisa…, ss. 238-240.

26 Tenże, Świętojańskie żniwo. Pamiętniki II (1937-1960), przeł. I. Kania, Kraków 1991, ss. 24-25

27   F. Ţurcanu, Mircea Eliade. Więzień historii, przeł. R. Reszke, Warszawa 2008s. 290.

28   B. Herbut-Kozieł, Rycerz Archanioła Michała – Corneliu Zelea Codreanu, „Fronda” 1996 nr 6, s. 8.

29  M. Eliade, Moje życie. Fragmenty Dziennika 1941-1985, przeł. I. Kania, Warszawa 2001, s. 817

30  Tenże, Mity, sny i misteria, przeł. K. Kocjan, Warszawa 1994, s. 15.

31   Zob. na ten temat E. Nowicka, Sporne problemy w badaniach nad mitem, „Kultura i Społeczeństwo” 1984 nr 3.

32 L. Kołakowski, Główne nurty marksizmu. Cz. II. Rozwój, Poznań [2001], ss. 193-195.

33   S. Brzozowski, Legenda Młodej Polski. Studya o strukturze duszy kulturalnej, Kraków-Wrocław 1983, s. 143.

34   M. Eliade, Ion Moţa şi Vasile MarinVremea” 24 01 1937.

35   A. Laignel-Lavastine, dz. cyt., s. 148.

36 M. Eliade, Ion Moţa…

37 C. Z. Codreanu, Dziennik więzienny, przeł. B. Kozieł, „Fronda” 1996 nr 6, s. 33.

38  A. Laignel-Lavastine, dz. cyt., s. 92.

39   C. Z. Codreanu, Dziennik…, s. 33.

40   Żelazna Gwardja działa. Rozmowa z wodzem Żelaznej Gwardji Corneliu Zelea Codreanu, „Prosto z mostu” 1936 nr 21.

41   M. Eliade, Traktat o historii religii, przeł. J. Wierusz Kowalski, Warszawa 2000, s. 352.

42   B. Herbut-Kozieł, dz. cyt., s. 9.

43   C. Z. Codreanu, Droga legionisty, przeł. B. Kozieł, Chorzów 1993, ss. 8-9.

44   M. Eliade, Traktat…, ss. 369-370.

45   C. Z. Codreanu, Droga…, s. 10.

46   Tamże, s. 9.

47  A. van Gennep, Obrzędy przejścia, przeł. B. Biały, Warszawa 2006, s. 36.

48   M. Eliade, Inicjacja, obrzędy, stowarzyszenia tajemne. Narodziny mistyczne, przeł. K. Kocjan,. Kraków 1997, s. 8.

49   J. Campbell, Bohater o tysiącu twarzy, przeł. A. Jankowski, Poznań 1997, s. 86.

50   M. Eliade, Inicjacja, obrzędy…, s. 188.

51   C. Z. Codreanu, Droga…, s. 11.

52   N. Bobbio, Liberalizm i demokracja, przeł. P. Bravo, Kraków 1998, s. 30.

53   C. Z. Codreanu, Droga…, s. 12.

54 Tamże, s. 14.

55  Tamże, s. 4.

55 M. Eliade, Sacrum, mit, historia. Wybór esejów, przeł. A. Tatarkiewicz, Warszawa 1974, ss. 109, 111, 114.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.