Idea
3

Filip Paluch: Nacjonalizm postulowany

Od pewnego czasu, przyznam się bez bicia, patrzę na świat i nasze małe polskie (czy aby na pewno?) piekiełko ze sporym dystansem. Chyba już zbyt wiele mesjaszów szukało szczęścia w naszym małym teatrze. Może wielkie mainstreamowe rewolucje nieco mi się już przejadły. Może deklaracje o świeżej jakości zbyt często przypominały czerwononosego klauna, który zaplątawszy się w dialogach niskobudżetowego dramatu zapomniał już po co występuje na estradzie, bo chyba nie po to by odgrzewać stare kawałki? Tak czy inaczej, dystans i chłodne, bez emocjonalne podejście pozwala mi dostrzec, że statek ten „Ojczyzna” dryfuje wciąż po tych samych falach oceanu bezkresnej irracjonalności. Pozornie rzecz jasna, gdyż prądy go unoszące nie zmieniają ot tak swoich kierunków.

Sytuacja jest smutna tym bardziej, że ostatnie lata ukazały niesamowity ogólnonarodowy potencjał do zmian. A gdyby iść dalej w morskie metafory, to moglibyśmy powiedzieć, że czekamy na nadejście całkiem potężnego cyklonu, który jednak jeszcze formuje swe szyki gdzieś za widnokręgiem. System rzecz jasna nie śpi i zawczasu szykuje sobie szalupy ratunkowe. Bo myli się ten, który sądzi że system to tylko grupy starych wyjadaczy powiązanych ze sobą jakimiś układami biznesu. System to idea, która poprzez dekonstrukcję cywilizacji chce uczynić z nas skolonizowanych i uległych białych niewolników, którzy jedyne za co będą chcieli ginąć to za „więcej” i „jeszcze więcej”. Jak na razie wszystko wskazuje na to, że największy antysystemowy gigant (hehe) niczym Mojżesz przeprowadzi społeczeństwo do kolejnego rozdziału tej samej powieści. Co do tego nikt nie ma już wątpliwości. Zabawny projekt JOW-ów jest jedyną innowacją, którą Paweł Kukiz zamierza wprowadzić na polskiej scenie politycznej. Reszta pozostaje bez zmian choć ubrana jest w inne słowa niż to było do tej pory. A naród łyka i odbije się mu to jeszcze niestrawnością bowiem jednomandatowe okręgi wyborcze to nic innego jak kolejna porcja betonu do głębokich fundamentów systemu. Niesłychanie bawi mnie ta żelazna logika powielana przez wojowników: gdy zagłosujesz na osobę, a nie na partię, to będziesz mógł ją rozliczyć z pracy, którą wykonywała dla Ciebie – wyborcy, w parlamencie. Jakoś mnie to nie przekonuje. Obecnie widownia tego niskobudżetowego spektaklu wyborczego także bez trudu może sprawdzić, w karierze których posłów partycypował jej głos. Ba! Korzystając z dobrodziejstw cywilizacji białego człowieka, może nawet sprawdzić w Internecie jak głosował przedstawiciel, który dostał się z popieranej przez nią listy. Ba, ba! Może nawet urwać jej łeb jeśli głosował nie tak jak trzeba. Nie oszukujmy się jednak. Nie urwie. I nie zrozumcie mnie źle, nie jestem tak samo zwolennikiem JOW-ów jak i obecnej ordynacji wyborczej, na pewno istnieją bardziej korzystne dla narodu rozwiązania! Przede wszystkim nie jestem jednak demokratą.

Cała ta antysystemowa banda, która mówi o wprowadzaniu tzw. nowej jakości, chce wprowadzić jedynie siebie na salony. I można by powiedzieć, że niech sobie każdy pod swoim sztandarem robi co chce. Czy się kompromituje czy zdobywa poklask, to gra jedynie na siebie. Niestety rzecz się ma inaczej, a świadczą o tym serie porównań stawiające znak równości pomiędzy wszystkimi formacjami o profilu patriotycznym . Powodem takiego stanu rzeczy (prócz zanikającej samoświadomości jednostek i narodu) są różne ruchy, które raz konsolidują siły, raz się rozpadają, zawsze natomiast głoszą poglądy co najmniej niespójne. Tak w mojej skromnej ocenie z całej tej oszołomsko-prawicowo-antysystemowej bandy, wiarygodny nie jest już nikt. Moją sympatię budzi jedynie Zbigniew Stonoga, który prócz tego że w prostych słowach i czynach wyraża frustrację wielu, to jest najzwyczajniej w świecie prawdziwy i zawzięty. Raz po raz pojawiają się jakieś niezidentyfikowane wielkie haki na Wielonoga jednak żaden jeszcze nie utrącił choć jednej z jego stu nóg. I zabawnymi zdają się argumenty, które mają potwierdzać jego wszechstronne powiązania począwszy od stwierdzeń, że ktoś musi nim sterować i dostarczać mu content, a skończywszy na tym, że gdyby nie był ze Służb to dawno by mu już popełnili samobójstwo. Rozwiązania zagadki Stonogi może (choć nie musi) być dziecinnie proste: facet ma kupę kasy i nic do stracenia, a przy tym ubaw po pachy. Może być to człowiek bardziej lub mniej mądry, a na pewno rozemocjonowany i impulsywny. Ale jaką radość mi sprawia gdy oglądam jak poniewiera Sumlińskimi czy innymi bożyszczami prawicowego oszołomstwa. W ostatecznym rozrachunku Stonoga może być dla mnie nawet oficerem najtajniejszych i najstraszniejszych służb najbardziej specjalnych, zupełnie nie robi mi to różnicy. A jak ktoś mówi, że jego celem jest rozbicie „jedności antysystemowców” to proszę Was… Niech rozbija, na zdrowie!

Środowisko narodowo- patriotyczne prócz tego że jest coraz bardziej puste, to także staje się w dodatku nudne. Szanowni państwo, memy z husarią i żołnierzami AK już się wyczerpały i o ile kiedyś myślałem że mają wzbudzać dumę, która będzie impulsem do działania, to teraz sądzę, że ta duma ma być po prostu usprawiedliwieniem bezczynności. W walce o Wielką Polskę mało kto rozumie jak „Wielka” ma ona być. Więcej u nas działań postulowanych niż tych rzeczywistych. Choć to zawsze progres, że chociaż na papierze zaczynamy dogadywać się w tym o co nam chodzi. Pouczające natomiast jest to, że dogadujemy się jako niezależne grupy, nie zaś jako sojusznicza „armia”, która ma tylu wodzów ilu żołnierzy.

Sądzę, że największym błędem polskiego nacjonalisty jest to, że w kraju, który od 25 lat nie jest w stanie uporać się z postkomunistycznym układem, w kraju w którym patriotyzmem nazywane jest sprzedawanie swojej suwerenności wszystkim, którzy ustawią się w kolejce, on śni nocami o przejęciu władzy. Już nawet samo stwierdzenie „przejąć władzę” niesie ze sobą ogromny błąd metodologiczny. Bo tu nie ma co przejmować, jest za to mnogość rzeczy, które można by obalać. Przejąć władzę w obecnym systemie to znaczy wejść w ten system z grymasem akceptując zasady według których on funkcjonuje. To tak jakby mówić, że by zniszczyć gniazdo epidemii trzeba najpierw skazić nią swój organizm. To ciągłe trwanie w iluzji kontrrewolucji podczas gdy dziś już nie mamy być w stosunku do czego kontr. Ta masońska rewolucja tocząca się od XVIII wieku już dawno się ugruntowała i zalała swoje fundamenty. Już nie jest rewolucją tylko jest systemem, więc i my nie mamy być w stosunku do czego kontrrewolucyjni. Kropka. Nastał czas na rewolucję narodową i przewartościowanie starych archaicznych pojęć.

Działania nierozsądne i co najmniej pochopne można zaobserwować na całej antysystemowej estradzie, która na fali koniunktury postanowiła wziąć się za „wielką politykę”. Odrzucono starą i dobrą metodę działania u podstaw, gdyż zdawała się ona zbyt pracochłonna, a efekty nie zasilają internetowej propagandy sukcesu, która potrzebuje dynamiki. I tak walczono o euro parlamenty, o sejmowe stołki i stanowiska (choć może i w dobrej wierze) zapominając o tym, że angażując się samorządowo, lokalnie, już dziś mogliby pomału zmieniać kraj, świadomość jego mieszkańców i budować swoją wiarygodność. Nikt nie myśli by przejmować rady miast bo to wymaga zbyt wiele wysiłku, którego nie można oprzeć na samym populizmie, a które mogłoby jednak przynieść pewien rozciągnięty w czasie efekt. Mało jest (jeśli są w ogóle ) nacjonalistów w ruchach miejskich, które swoją działalnością pokazują, że nawet bez wielkich środków da się zbudować choćby narzędzie społecznego nacisku. Opanowane są one przez nawet nie lewicowców, co hipster alternatywne lewactwo, które wytrwale dąży do swoich miej lub bardziej niemądrych celów. Działania te podejmowane są co najmniej sprytnie, gdyż tworzą solidny fundament organizacyjny, osobowy, a także formują pewien rodzaj miejskiej (sub)kultury. I wśród nacjonalistów próbuje się stworzyć coś na ten kształt o czym świadczy choćby wysyp prawicowo-patriotycznej mody, która jednak kiedy uda jej się już wyjść ze stadionów i osiedli, opiera się na wartościach państwowych i legalistycznych, nie zaś na narodzie, który stanowi dla nacjonalisty wartość nadrzędną. Może to daleko idące wnioski, ale wydają się uzasadnione zwłaszcza w kontekście np. bezrefleksyjnego hołdu dla wojska, którym obdarzana jest w równym stopniu husaria i podziemie niepodległościowe, co weterani z Iraku i Afganistanu. Absurd. Krytykując populistyczną taktykę działania środowiska ubolewam, że definicję tego słowa czerpało ono z poczynań polityków III RP, nie zaś z życiorysu niesamowitej i pięknej Evity Peron.

Brak logiki i konsekwencji – oto problem polskich nacjonalistów. Poruszamy bowiem wiele problemów centralnych począwszy od braku suwerenności państwa i narodu, a skończywszy na islamizacji, imigrantach i dewiacji. To działania słuszne, bo ktoś musi krzyczeć gdy inni milczą. Jednak w obecnym momencie nie mamy żadnych środków by powstrzymać którykolwiek z tych procesów. Poza rzecz jasna szerzeniem idei i uświadamianiem innych ludzi. To wszystko są działania doraźne, pojawia się problem, a my dajemy swoją odpowiedź. Potrzebna jest prócz tego strategia długofalowej walki. Wykształcenie współpracujących ze sobą lokalnych struktur. Działań centralnych polegających na rozwijaniu i konsolidowaniu idei, a nie szukaniu bezsensownych sojuszu do startu w bezsensownych wyborach. Bo ruchy, które nie są koniunkturalne powinny wzgardzić poparciem sondaży, które dziś jest takie a jutro inne. Ruchy, które są ideowe i nie uprawiają politycznej prostytucji, powinny budować sobie poparcie, które będzie głębokie, stałe i solidne. A wtedy do osiągnięcia celu może naprawdę wystarczyć 15-20%, bo więcej znaczy oddanie kilkudziesięciu tysięcy politycznych żołnierzy, niż karty wyborcze pięciu milionów baranów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.