Idea
4.2

Filip Paluch: Wolność wykuta ze Stali

Od kliku lat dojrzewa we mnie pewna myśl, myśl która ma niebagatelne znaczenie w ocenie i perspektywicznym spojrzeniu na nacjonalistyczne działania w Polsce. Kontestując cały system, wzbijając się na coraz wyższe szczyty negacji otaczającego nas świata, szukając nowych przyczyn obecn02ego stanu rzeczy, można dojść do wniosku, iż leży ona w samym Narodzie jako zbiorowości i każdej jednostce wchodzącej w jego skład. Każdy człowiek jest wolnym z przyrodzenia, nie da się mu tej wolności ducha i myśli odebrać, jeżeli oczywiście sam z radością jej nie odda. Stąd też i wniosek: Naród Polski sam jest winien obecnego stanu rzeczy, sam siebie zdradził – jednostkowo w stosunku do całości wspólnoty i ciągłości pokoleń, jak i zbiorowo jako Naród w stosunku do zbiorowego ducha Narodu, gromadzącego dusze wszystkich przyszłych i przeszłych pokoleń.

Zbiór negatywnych cech, które wymieniamy chcąc określić współczesnego człowieka tj. konformizm, konsumpcjonizm, obojętność, hedonizm, to cechy będące konsekwencją funkcjonowania w ramach Systemu czy powód oddania się mu w niewolę? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Człowiek wolny nigdy nie uległby tak łatwo wpływom, nigdy nie założyłby z własnej woli sobie kajdan na dłonie, nigdy nie sprzedałby swej wolności za judaszowe srebrniki. Człowiek wolny jest bowiem świadomy swej zdrady. Niewolnik, zdegenerowany produkt fałszywych ideologii i systemów, Polak karmiony propagandą PRL, zamordyzmem, masońskimi ideami XIX wieku i siejącym spustoszenie do dziś Oświeceniem, swojej zdrady świadom nie był. Prowadzony przez swoich fałszywych pasterzy z radością oddał to co miał najcenniejsze czując, że wypełnia swój dziejowy obowiązek. Najbardziej niewolniczy element społeczny w Polsce to tzw. elity inteligenckie, Bartoszewicze, Kuronie, Geremki i cała ta obecna i miniona scena polityczna. To najwięksi zdrajcy, którzy wiedli Naród ku zatraceniu. Rzekomo chcąc wyrwać go z niewoli socjalizmu, siermiężnej i łatwej do przecedzenia, by wrzucić go w otchłań Systemu, który kaleczy nie tylko ciało ale i wżera się w ducha. Naród poszedł, Naród posłuchał, Naród zagłosował i wciąż głosuje za niewolą. To często efekt tych słów powtarzanych jak mantra „mądrzy ludzie wiedzą lepiej”, „specjaliści się znają”, „skoro elity tak mówią, widać nie ma innego wyjścia”. Pomimo tej hańby, którą ludzie sami na siebie zaciągnęli, głęboko wierzę, że w społeczeństwie ostał się pierwiastek z edeńskiego owocu, umiejętność odróżnienia dobra od zła. Jest to jednak wciąż jedynie umiejętność, nie siła sprawcza, umiejętność która zadziała w momencie odrzucenia wyboru mniejszego zła, który funkcjonuje tylko dla tego, że człowiek nie jest w stanie pojąć faktu, iż nie ma zorganizowanych sił Dobra. Tradycje wolnościowe Polaków, o których tak często z dumą głoszą nam siwe głowy, to tylko tradycje prostego ludu, mieszczaństwa i części szlachty, która nie zamieniła honoru na pałace. Nie masz żadnego umiłowania wolności w elitach rządzących, inteligentach i fałszywych doradcach, w trybunach ludowych oddających wadzę nad swymi duszami to jednym, to drugim zarządcom, nie ma jej w motłochu gromadzącym się na jednych lub drugich wiecach obrońców raz to „Polskości”, raz to „demokracji”. Takie gniazda zdrady, ośrodki obcych wpływów, powinno zostać rozgonione przez ludzi wolnych w najlepszym razie batogami, do których tak nawykły grzbiety motłochu.

Naród więc u swych podstaw mógłby być wolny. Jest to naprawdę możliwe! Nałożone nam pęta nie są tak mocno ściśnięte jak sądziliśmy. Siłą własnej woli można je zrzucić. Tak samo jak można rozwijać przedsiębiorstwa i zakłady dystrybucjonistyczne w świecie opanowanym przez kapitalizm. Wciąż jednak się to nie dzieje. Ta budowa Nowego Człowieka, o której tak często pisali nasi protoplaści, wciąż trwa i wciąż nie odniosła sukcesu. A jest ona podstawowym celem naszej działalności. Często ludzie pytają nas dlaczego nie zdobywamy władzy, dlaczego jest nas stu, a nie tysiąc, dlaczego jest nas tysiąc, a nie milion? Ludzi wolnych kuje się ze stali, a ten proces trwa. Można iść na Belweder dowodząc motłochem i ten Belweder zdobyć. Jednak wtedy należało by ukrócić wszelką wolność autorytetem władzy i kolbami karabinów, prowadzić rządy faszystowskie na bagnetach, które uzasadnione w czasie, mogłyby zaprzepaścić szanse na prawdziwą wolność, a o nią właśnie walczymy! Czym byłaby prawda wsparta na bagnetach? Po zbyt długim czasie zamieniłaby się w najbardziej zdegenerowaną formę kłamstwa, obłudy i fałszu. Naszym celem jest kraj samorządny, kraj wolnych ludzi, a nie pułkowników i policyjnych pałek. Dlatego naszą pracę wykonujemy od podstaw, przezwyciężając trudy i rozszerzając ją na coraz to nowe pola. Przemy do przodu i nie oglądamy się za siebie, rannych niesiemy na plecach, maruderów zostawiamy na śmierć, bez sentymentów.

Chcąc budować samorządny Naród oczywistym faktem jest dla nas konieczność prowadzenia tego procesu od podstaw, oddolnie. Jest to praca żmudna, ponieważ siły witalne społeczeństwa nie są wartością stałą i przez to trudne są do przewidzenia. Niekiedy wykład poświęcony tematyce Żołnierzy Wyklętych, gromadzi tyle osób, że ledwo mieszczą się one w sali, innym zaś razem jest ich zaledwie pięćdziesiąt. Tym ciężej jest się otworzyć na nowe przestrzenie działalności społecznej, nie będąc nasyconym na dotychczasowym polu. Motywujące są słowa Romana Dmowskiego z Myśli Nowoczesnego Polaka, który pisał że walka o polskość musi toczyć się na każdym polu, nie można porzucić działalności w sektorze patriotyczno-historycznym chcąc poświęcić się tylko działalności charytatywnej, nie można porzucać działalności charytatywnej chcąc przejść do partycypowania w działalności samorządowej. Działalność na wszystkich płaszczyznach prowadzi do rozwoju zrównoważonego, a otwarcie się na nowe sektory aktywizmu, może przyciągnąć nowe osoby chcące się realizować w tej właśnie dziedzinie. Ugruntowane struktury lokalne, zakorzenione w lokalnych społecznościach i przynoszące im korzyść, są bezcenne. To właśnie podstawa do stworzenia Nowego Człowieka, to fundament do zrzucenia kajdan mentalnej niewoli, to wstęp do wybrania właściwej tabletki i rozpoczęcia prawdziwego życia.

Tworząc społeczność wolnych ludzi nie można zapominać, że każdy człowiek potrzebuje pokarmu dla swojego ciała, umysłu i ducha. Pokarm dla ducha dostarcza nam tradycja Świętego Kościoła Katolickiego oraz pisma naszych protoplastów. To z nich czerpiemy motywację do ciągłej pracy i możemy spojrzeć na swoją walkę z szerszej perspektywy, widząc ją jako element większej całości. Brakuje nam jednak pokarmu dla umysłu, który ciężko znaleźć we współczesnej publicystyce nacjonalistycznej, ta z przeszłości zaś karmi bardziej ducha, bowiem często niedostosowana jest do obecnych czasów. Być może z tego powodu w środowisku obecne są dewiacje prawicowe i wolnorynkowe, odchylenia konserwatywne czy inne. Zwłaszcza konserwatyzm i monarchizm wywiera duży wpływ na narodowców, oferując szeroką i ciekawą publicystykę. Na szczęście wpływ ten jest najmniej szkodliwy dla nacjonalizmu. Brakuje nam także pokarmu dla ciała zarówno w sferze czysto sportowej (która jednak wciąż się rozwija), jak i sferze rozrywkowej. Te luki należy uzupełniać by zasiewane przez nas ziarno nie obumarło zaraz po wypuszczeniu pędów. Jaką nową jakość będzie reprezentował nacjonalista, który skończywszy czytać Doboszyńskiego, Jungera czy Chestertona, otworzy piwo przy seansie Pitbulla czy Django.

Nowy Człowiek nie musi być Politycznym Żołnierzem, ma on po prostu odzyskać umiejętność odróżnienia dobra od zła, partycypować w życiu wspólnoty lokalnej, pielęgnować w sobie cnoty i umiłowanie do Boga, Honoru i Ojczyzny. Polityczny Żołnierz to siewca wolności, jego obowiązkiem jest zarówno świadczenie swoją postawą o czystości idei nacjonalistycznej jak i rozszerzanie jej wśród ludzi. Tak naprawdę wiele nie zmieniło się od czasu emisariuszy, wciąż musimy wykonywać tę samą pracę, która jak wierzymy zaprowadzi nas do powszechnej wolności Polaków. Należy pamiętać, że Nacjonalizm jest apostolski, misyjny, jego zadaniem jest dotrzeć pod każdy dach, na każde podwórko, do każdego korporacyjnego boksu, i do każdej katedry uniwersyteckiej. Spotykamy na tej drodze wiele przeszkód, które nas zniechęcają, nigdy nie powinny nas jednak osłabiać. Mówiąc konkretniej – naszym największym wrogiem są ludzie, którzy żyją bez idei, bez pasji. Nie chodzi jedynie o ideę narodową, katolicką, ideę Wielkiej Polski. Mam na myśli tych, którzy żyją bez jakiejkolwiek idei i bez żadnej pasji! Ideą nauczyciela jest nauczanie, budowa wykształconego społeczeństwa. Ideą i pasją poetów jest pobudzanie wrażliwości swych czytelników. Ideą Jana Klaty, dyrektora Teatru Starego w Krakowie, jest wyśmianie wszelkich świętości, naruszenie każdego możliwego tabu i sprawdzenie jak daleko można się posunąć nie lądując w na intensywnej terapii. To też jest jakaś idea. Najgorsi są jednak ci, którzy nie mają żadnej, których jedynym zajęciem jest bezsensowna praca, w dziedzinie za którą niezbyt przepadają albo jest im (co gorsza!) obojętna. Ci którzy zarabiają pieniądze by wydać je na rzeczy oczywiste, którzy nigdy nie przedłożą np. wycieczki w góry nad zakup nowego telefonu lub bardziej prozaicznie – nowej pralki. Bez pralki i telefonu da się żyć, bez jednej rzeczy – pasji, życie staje się jedynie wegetacją. Jednak wegetacja jest bezpieczna, może smutna i biedna, ale za to bardzo stabilna. Może dlatego ludzie ze złością patrzą na motocyklistów sunących przez drogi, himalaistów, którzy zostawiają swoje rodziny zdając się na łaskę góry. Nie są w stanie zrozumieć, że istnieją ludzie którzy pragną żyć pełnią życia, poświęcić swój trud pieniądze, zdrowie, na coś co nie ma czterdziestu cali i dwustu kanałów. Ich spojrzenia widoczne są zawsze tam gdzie dzieje się coś ponad zrozumiałą dla nich normę, podczas naszych manifestacji i pikiet, podczas konferencji o rzeczach dla nich zupełnie niezrozumiałych i przerażających (np. o dostępnie do broni palnej). Nie starajmy się zatem dla nich zmieniać formy naszych działań, być bardziej ugrzecznionymi, ubrani w bardziej neutralne kolory, z mniej radykalnymi hasłami. Nic to nie zmieni bowiem oni nie boją się ani haseł, ani ubioru, ani pochodni. Oni boją się Wolności, to coś co przeraża ich dogłębnie, paraliżuje i obezwładnia, budzi złość. Naszym zadaniem jest ich wyrwać z tego błędnego koła strachu, uświadomić, nastawić przychylnie, w ostateczności unieszkodliwić. Gra toczy się o każdą jednostkę, nie zapominajmy o tym.

Wrogów można pokonać. Wciąż to robimy na przeróżne sposoby. Walczyły z nami media więc stworzyliśmy własne, które wciąż poszerzają spektrum swoich odbiorców. Nie chciano nas na debatach i konferencjach – stworzyliśmy własne. Bano się z nami współpracować w ramach różnych imprez patriotycznych, znów uniezależniliśmy się tworząc autonomiczne wydarzenia, bazując na międzyorganizacyjnej współpracy. Narzucono społeczeństwu dyskurs z Ministerstwa Prawdy, staramy się zatem prowadzić własny dyskurs, nie dajemy się wciągnąć w dyskusję i przepychankę na zasadach ustanawianych przez naszych oponentów. Docierajmy w każdy zakątek narodowego życia, kształćmy się i zdobywajmy doświadczenie – obóz narodowy nie będzie miał innych elit niż te, które kształcą się teraz. Największym problemem nie są nasi wrogowie. Największym problemem są maruderzy, zobojętniałe społeczeństwo bez pasji i idei zaślepieni konsumpcją, ludzie, którzy maja wielkie mniemanie o swojej ideowości, gdy jednak ich potrzeba to nie można na nich liczyć. Naszym zadaniem jest zdobyć ich serca i na nowo rozpalić w nich ogień, gdy okaże się to niemożliwe – strącić ich w limbus, otchłań, gdy zaś wystąpią przeciwko nam w obronie swojej pychy, pozostawić na śmierć w Lesie Dzikich Bestii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.