Idea
5

Ks. Stefan Radziszewski: Ucieczka Europy od Europy

Kto tu wejść potrafi, ten zwycięzcą będzie
Kto zabije smoka, ten tarczę posiędzie (1).

Problem uchodźców zmusza współczesną Europę do głębokiej refleksji nad przyszłością kultury zachodniej. Rzesze uchodźców stanowią nie tyle zagrożenie dla bytu cywilizacji europejskiej w jej obecnym kształcie, co bardziej obnażają słabość Europy. Oczywiście przypominają się klasyczne diagnozy powszechnej katastrofy kultury europejskiej – od Zmierzchu Zachodu Oswalda Spenglera aż do Zderzenia cywilizacji Samuela Huntingtona – jednak samo odkrycie czarnego scenariusza dla Europy nie stanowi jeszcze recepty na ocalenie świata zachodniego. W niniejszym szkicu nie będę zatem zajmował się sprawą uchodźców/imigrantów/azylantów, ale postaram się dokonać oglądu naszej kultury europejskiej (i samego mieszkańca Europy) na początku XXI wieku.

1

W połowie XX wieku Bertrand Russel, w swoim szkicu Przyszłość ludzkości, postawił niepojącą prognozę: „Jeśli przed końcem naszego stulecia nie nastąpi coś zupełnie nieprzewidywalnego, możemy założyć, że zdarzenia potoczą się następująco: Zagłada ludzkości, a może i wszelkiego życia na naszej planecie. Powrót do barbarzyństwa, po drastycznym zmniejszeniu się liczby ludności na Ziemi. Zjednoczenie świata i utworzenie jednego rządu skupiającego w swych rękach wszystkie główne środki zniszczenia. Nie mam pojęcia, który z tych wariantów się ziści, nie wiem nawet, który jest najbardziej prawdopodobny. Twierdzę jednak bez wahania, że system, w jakim obecnie żyjemy, nie może dłużej trwać” (2). Diagnoza Russela, którego – weźmy na to poprawkę – Paul Johnson umieszcza w swej czarnej serii intelektualnych awanturników (3), przypomina pełen pesymizmu powieściowy świat Edgara Allana Poe, w którym tajemnicza, fatalna i bezlitosna siła dokonuje zagłady Domu Usherów. Unicestwienie dotyka nie tylko samego budynku, starożytnej budowli, którą zamieszkuje rodzina Usherów, ale również ludzi. Rodzeństwo, brat i siostra (w dodatku bliźnięta) muszą zginąć. Czy podobne przekleństwo nie wisi nad Europą? Nie do końca wiemy dlaczego i kiedy, a jednak przeczuwamy (nie tyle intuicyjnie, ale głębiej, gdzieś w tajemniczych strunach naszego jestestwa), że nasz świat biegnie ku samozagładzie, że (co kategorycznie sformułował Russel) nie może już dłużej trwać.

A zatem sami uchodźcy nie są głównym problemem. Przynajmniej w Polsce. I przynajmniej na razie. Spór, która formuła powitalna jest lepsza: „Gość w dom – Bóg w dom” czy też „wypierdalać!”, jest sporem o kształt polskiej demokracji. Pragniemy być społeczeństwem otwartym czy zamkniętym? Chcemy podać pomocną dłoń, a może wolimy wieść życie ciche i spokojne w swojej zamkniętej twierdzy? Przy okazji uchodźców odżywa problem polskich kompleksów i wad narodowych, naszej tożsamości: co to znaczy być Polakiem, jak definiować nasz naród, czym jest istota polskości? Jakim wreszcie wartościom chcemy służyć? Wydaje się, iż w polskim społeczeństwie rasizm, ksenofobia i przejawy dyskryminacji nie są bardziej obecne niż w innych społecznościach świata zachodniego. W USA, ojczyźnie wolności i demokracji, jawnie można protestować przeciwko procesom islamizacji: „Muslims Go Home And Take Obama With You” – Amerykanie nie przejmują się poprawnością polityczną i wyraźnie artykułują swoją niechęć do wszystkiego, co kojarzy się z islamem. Także do swojego czarnego prezydenta rezydującego w Białym Domu. W ich wydaniu wojna z terroryzmem (po 11 września) jest wojną przeciwko Państwu Islamskiemu, przeciwko całej kulturze wyznawców Proroka.

Powróćmy jednak do Europy! Jeżeli choć trochę uwierzyć Ortedze y Gassetowi, prawdziwą władzę w Europie sprawuje człowiek masowy. Jak pisze hiszpański myśliciel: „Dominujący obecnie typ człowieka to prymityw, to Naturmensch, który pojawił się pośród cywilizowanego świata. Świat jest cywilizowany, lecz nie są cywilizowani jego mieszkańcy” (4). Wydaje się, że Ortega nie tylko miał rację, ale – o zgrozo – dzisiaj jest jeszcze gorzej. Nawet elita intelektualna Starego Świata przeniknięta jest do głębi pustką, poczuciem frustracji i bezsensu. Świadectwem tego niech będzie fragment z liryki Larsa Gustafssona, zmarłego niedawno szwedzkiego poety, który uchodził za jeden z najświatlejszych umysłów Europy. Autor Śmierci pszczelarza nie przejawia radości życia, entuzjazmu, optymizmu, wiary w sens, chęci walki o wyższe wartości. Z pewnym samozadowoleniem konstatuje, że wszystko zmierza ku unicestwieniu:

Chciałbym

nie bez ulgi

zobaczyć, jak znika świat (5).

Oczywiście możemy w słowach Gustafssona dostrzegać gorycz starego człowieka, jednak (i tutaj pojawia się prawdziwy dramat Europejczyka-intelektualisty) nie wolno zignorować bardziej istotnej postawy: bohater Gustafssona to postmodernistyczny człowiek wyzuty z wiary, człowiek pozbawiony tego, co przez tysiące lat cechowało gatunek homo sapiens – wierności prawdzie, dobru i dzielności. Upadek dzielności, rozumianej jak „męstwo bycia”, dokonuje się przy akompaniamencie muzyki, to znaczy bohater Gustafssona jest estetą i koneserem sztuki, kontemplującym jej piękno, którego nie interesuje prawdziwe życie. Nie walczy o dobro i prawdę, ponieważ… wybiera rolę leniwego obserwatora:

Logonauta słuchał uważnie.
Po czym skomentował
z właściwym sobie spokojem:
„Kto ma w sobie wielką ciemność,
rzadko boi się ciemności” (6).

Właśnie ta „ucieczka od światłości” (chciałoby się dodać – od Tego, który jest Światłością) stanowi prawdziwy dramat współczesnej Europy. Dramat kultury zachodniej, której narodziny są wcześniejsze niż aroganckie i butne elaboraty Unii Europejskiej, bowiem prawdziwa Europa to dzieło duchowe, świat sięgający swoimi początkami świętego Benedykta z jego dewizą ora et labora. To również postawa Lead, Kindly Light kard. Newmana zamiast Kto ma w sobie wielką ciemność Gustafssona. Ta prawdziwa Europa, od opata Benedykta do papieża Benedykta XVI, stanęła u progu XXI wieku nad przepaścią. Dramatem Europy nie jest jednak „inwazja” uchodźców, ale jej własna pustka i jałowość, odejście od prawdziwych wartości, niszczenie fundamentów chrześcijańskiej wizji człowieka i świata w imię rozmaitych ideologii. Taka słaba i chora Europa potrafi czekać już tylko na jedno – na powolne unicestwienie.

2

Zdaniem Ortegi y Gasseta proces demoralizacji świata zachodniego rozpoczął się w wieku XIX. Wielkie skupiska ludzkie wytworzyły tzw. człowieka masowego, który powoli stawał się coraz bardziej pospolity i prymitywny. „Wydaje się, iż po raz pierwszy o dziejach Europy decyduje człowiek pospolity jako taki (…) A) cechuje go wrodzone i głęboko zakorzenione przekonanie o tym, że życie jest łatwe, dostatnie i pozbawione jakichkolwiek tragicznych ograniczeń; a co za tym idzie, każdego przeciętnego osobnika wypełnia poczucie panowania i triumfu, które B) skłania go do afirmacji siebie samego takim, jakim jest, i uznawania własnych treści moralnych i intelektualnych za w pełni doskonałe. To samozadowolenie powoduje, iż zamyka się w sobie, odcinając się od wszelkich instancji zewnętrznych, że nie słucha, że swoich opinii nie poddaje ocenie innych i że z nikim się nie liczy (…) Postępuje więc tak, jak gdyby na tym świecie istniał tylko on i ludzie jemu podobni. C) wtrąca się do wszystkiego, narzucając wszystkim swoje pospolite przekonania, a czyni to bezceremonialnie, bez żadnych wahań czy względów na innych” (7). Patrząc na cechy człowieka masowego, wymienione przez y Gasseta, możemy rozpoznać w nich znane nam „przewagi” człowieka XXI wieku: „skłonność do czynienia z zabawy i sportu głównej sprężyny życia; pielęgnacja własnego ciała, dbałość o urodę i strój; brak romantyzmu w stosunkach z kobietami; zabawianie się z intelektualistami z odczuwaniem w głębi duszy pogardy dla nich, skazywanie ich na chłostę rękami lokajów i zbirów; upodobanie do życia pod rządami absolutnymi i niechęć do dyskusji politycznych itd.” (8). Zwłaszcza dążenie do narzucania wszystkim swojego prymitywnego i pospolitego oglądu świata charakteryzuje współczesnego Europejczyka, również Polaka. Doskonale przedstawia to Antoni Libera, jeden z najwybitniejszych polskich humanistów naszych czasów:

Na sztandarach haseł: „nam nie jest wszystko”, „stoimy na straży sprawiedliwości społecznej”, „bronimy biednych i uciśnionych” (na przykład mniejszości seksualnych, kobiet jako takich, zaszczutych przez Kościół niewierzących), w rzeczywistości stosowane są praktyki i mechanizmy dokładnie przeciwne tym ideom: bezwzględny prymat taktyki nad wartościami, socjotechnika jako podstawowa metoda działania, drapieżna hegemonia „swoich” i skrzętnie maskowane przywileje „równiejszych”. Ci, którzy głoszą i upominają się o głoszą i upominają się tolerancję, są najmniej tolerancyjni. Ci, którzy trąbią o demokracji, są najmniej demokratyczni. Ci, którzy propagują egalitaryzm, są bezwzględnymi elitarystami (9).

Czy zatem demokracja liberalna zmierza w kierunku zakamuflowanego totalitaryzmu? Taka pesymistyczna diagnoza znajduje swoje uzasadnienia, jednak należy pamiętać, że każda władza (cokolwiek byśmy nie sądzili) ulega degeneracji; podobnie sam system demokratyczny nie jest idealny (monarchia jako forma sprawowania władzy okazuje się o wiele bardziej skuteczna, jednak co w przypadku, gdy na tronie zasiądzie król, który jest głupcem?). Ocaleniem dla Europy w jej obecnym kształcie jest powrót do korzeni, czyli demokracja wierna wartościom. Właśnie wartościom (prawda, dobro, rodzina), a nie pustym hasłom (jak chociażby w kółko powtarzana triada rewolucyjna: wolność, równość, braterstwo). Tylko wartości stanowią światło, które ma moc wyprowadzenia Europy z ciemności, w jakiej się znalazła.

3

Na czym polega agonia naszych czasów, którą nazywam ucieczką Europy od Europy? Leon Degrelle odpowiada, że wszystkiemu winny jest brak miłości i wiary, oddania i poświęcenia. Serce ludzkie jest w stanie upadłości. Na naszych oczach nastąpiło zwycięstwo materii nad prawdą i duchem. Świat stał się bogaty, pełen komfortu, zachwycony swoimi maszynami, sztabkami złota i własną pychą. I właśnie dlatego nastąpił kres człowieka. Początkowo ludzkość z ekscytacją spijała soki rozmaitego komfortu i przyjemności, a potem okazało się, iż apetyczne ciasteczka to trucizna, błoto i tandeta (10). „Nie chodzi o to, że człowiek masowy jest głupi. Wręcz przeciwnie, dzisiaj jest bystrzejszy i ma większe zdolności intelektualne niż jego poprzednicy w jakiejkolwiek innej epoce. Ale zdolności te do niczego mu nie służą (…) Raz na zawsze uznaje za święty zbiór komunałów, szczątków idei, przesądów czy po prostu pustych słów, które za sprawą przypadku nagromadził w swoim wnętrzu, by potem ze śmiałością, którą wytłumaczyć można tylko naiwnym prostactwem, narzucać je innym” (11). Ten proces demoralizacji człowieka rozpoczyna się – zdaniem Allana Blooma z Cornell University – już w szkołach. Studenci wychowani są przez głupców, którzy zamiast nauki uprawiają ideologię. „Nie schodzą im z ust rozpaczliwe komunały na temat stanowienia o własnym losie, szanowania praw i decyzji innych, potrzeby wypracowania indywidualnych wartości i zaangażowań itd. Spod haseł tych przebija kłębowisko gniewu, zwątpienia i lęku” (12). Więcej, w Umyśle zamkniętym odnajdziemy cytat z Uczty Platona, który dowodzi, że upodobania „demokratycznej młodzieży” nie zmieniły się pomimo upływu kolejnych stuleci:

[W ustroju demokratycznym młody człowiek] żyje z dnia na dzień, folgując w ten sposób każdemu pożądaniu, jakie się nadarzy. Raz się upija i upaja muzyką fletów, to znowu pije tylko wodę i odchudza się, to znów zapala się do gimnastyki, a bywa, że w ogóle nic nie robi i o nic nie dba, a potem niby to zajmuje się filozofią. Często bierze się do polityki, porywa się z miejsca i mówi byle co, i to samo robi. Jak czasem zacznie zazdrościć jakimś wojskowym, to rzuca się w tę stronę, a jak tym, co robią pieniądze, to znowu w tamtą. Ani jakiegoś porządku, ani konieczności nie ma w jego życiu ani nad nim. On to życie nazywa przyjemnym i wolnym, i używa go aż do końca (13).

Tymczasem zbawienie świata (rozumiane nie tylko w wymiarze wieczności, ale też jako obecne szczęście i dobro obywateli świata) jest możliwe tylko poprzez powrót do Boga. Poprzez wolę dusz, które wierzą. Prawdziwą chorobą wieku jest bowiem choroba duszy, a nie choroba ciała. I tej choroby nie uleczą rozmaite konferencje, zgromadzenia głów państw, eksperci od gospodarki oraz mistrzowie różnorodnych technik. Oni potrafią godzinami debatować – o niczym! Degrelle uczy, że potrzebne jest odrodzenie serca. Rewolucja ducha. Przed takim wyborem stoi współczesny człowiek: rewolucja ducha albo bankructwo epoki (14). Prawdziwym zagrożeniem dla współczesnego świata jest więc zanik podmiotowości, utrata tożsamości i poczucia wartości własnego życia, oderwanie człowieka od Boga i Kościoła, które skutkuje wielkim niebezpieczeństwem „katastrofy antropologicznej, to znaczy przekształcenia wszystkich nas w istoty niepełne, pozbawione nienaruszonego sumienia i zdolności słuchania Bożego wołania” (15). Tak naprawdę dzisiaj „nie ma już bohaterów, jest tylko chór” (16). Czytanie gazet zastąpiło codzienną modlitwę, a to, co pośpieszne, tandetne i przemijające wyparło z naszego życia wieczność (17). Coraz bardziej przenika dusze współczesnych „pogarda dla heroizmu (…), która odmawia ludziom wielkości i postuluje, by każdy czuł się dobrze we własnej skórze, nie musząc cierpieć niepochlebnych dla siebie porównań” (18).

Zdaniem wielu myślicieli współczesna cywilizacja zgromadziła już dostateczny arsenał duchowy zła, aby nastąpiła kolejna katastrofa (19). Współczesnej Europie należy zatem przywrócić Boga, przypomnieć o jej duchowej tożsamości i o świecie sacrum, który jest dla niej naturalnym środowiskiem (20). Człowiek zanika, „kiedy następuje rozbrat między kulturą a sacrum, kiedy pierwiastek duchowy w kulturze zostaje osłabiony lub wręcz zanika, kiedy następuje uśpienie etyczne w społeczeństwie, w którym wrażliwość na pustkę i zło została osłabiona, stłumiona, uśpiona” (21). Wówczas następuje najbardziej tragiczny finał, o którym Ortega y Gasset paradoksalnie wspomina w… przypisie do Buntu mas: „Zejście na złą drogę, upodlenie się, to drogi życia tych, którzy odrzucili możliwość bycia tym, kim być powinni. Ich autentyczne „ja” nie zamiera, lecz zamienia się w oskarżający cień, w widmo, które nie pozwala im ani na chwilę zapomnieć o podrzędności życia, jakie wiodą, w porównaniu z tym, jakie wieść powinni. Człowiek spodlony to żyjący samobójca” (22).

* * *

Jak zatem pokonać smoka nihilizmu, który wisi nad współczesną Europą niczym miecz Damoklesa? W jaki sposób odzyskać siłę duchową, cnotę dzielności i męstwa, bez jakich niemożliwa jest obrona wartości moralnych, stanowiących fundament świata zachodniego? Wydaje się, iż należy powrócić do ery rycerskości – jej symbolem jest rycerz, obrońca świętych praw. Nie sentymentalny i czuły reprezentant donkiszoterii, ale dzielny człowiek, którego waleczne serce nie zna lęku. Reasumując, należy do Larsa Gustafssona, poety i filozofa, dodać męstwo innego Szweda, wojowniczego pięściarza Alexandra Gustafssona. Do Bertranda Russela, wybitnego intelektualisty, patrzącego ze sceptycyzmem na los ludzkości (23), trzeba dodać waleczność Russela Crowe (przypomnijmy sobie jego kreację w Gladiatorze), który obecnie toczy boje z naszym Arkadiuszem Milikiem w ramach EURO 2016. „Albo duch chrześcijański się obudzi, albo Europa będzie islamska” (24), jak stwierdza Massimo de Leonardis. Dekadenckiej Europie, toczonej przez demoniczny i fatalny wirus samozagłady, niczym w The Fall of the House of Usher, noweli Edgara Allana Poe z roku 1839, potrzebna jest siła i odwaga, aby nie tylko rozwiązać tzw. problem uchodźców/imigrantów/azylantów, ale nade wszystko powstrzymać wewnętrzny zalew prymitywizmu i bezideowej miałkości, który potrafi zniszczyć to, co najważniejsze w kulturze europejskiej – pragnienie duchowej wielkości.

Stąd wielkie wezwanie, stojące przed całym światem zachodnim: aby uniknąć ostatecznej demoralizacji, a przez to upadku, należy powrócić do korzeni kultury europejskiej – do wartości chrześcijańskich. „Nawet najbardziej zdeklarowani laicy zrozumieli, że interes narodowy i europejski wymaga wzmocnienia chrześcijańskiej tożsamości” (25). Znakomicie to zagadnienie przedstawia List do świętej Katarzyny Sjeneńskiej, czyli do XIV-wiecznej mistyczki i stygmatyczki, w którym Elżbieta Nowak diagnozuje stan Europy AD 2016. Oczami emerytki z Warszawy (sic!) stary świat nie wygląda najlepiej, co relacjonuje Świętej patronce Europy:

„Od Twoich czasów [święta Katarzyno] wiele się tu u nas zmieniło. Kiedyś to Ty doradzałaś różnym ludziom, nawet politykom, a teraz ci politycy nie chcą nikogo słuchać, co nikomu nie wychodzi na dobre. Sama Europa się zmieniła i gdy niegdyś walczono o to, aby powstało jakieś kolejne państwo, teraz te poszczególne państwa koniecznie chcą się dostać do Unii Europejskiej. Jak kiedyś każdy kraj miał swoje specyficzne cechy, szczycił się oryginalnością, tak teraz wszyscy chcą robić to samo i wyglądać tak samo (…) każda religia uważa sama siebie za jedyną słuszną i prawdziwą. Ale najczęściej to chrześcijanom zarzuca się, że oni są wszystkiemu winni, że ich religia jest wojownicza i że to oni powinni wszystkim ustępować. A najlepiej to przejść na inne wyznanie. Teraz różni innowiercy wkraczają na nasze ziemie, do naszych domów, i chcą nam narzucać własne widzenie świata. No powiedz, święta Katarzyno, czy to jest sprawiedliwe? Bo to nie  znaczy, że zamykamy drzwi przed gośćmi, ale przecież goście też muszą umieć się zachować (26)”.

Być może to najlepsza pointa problemu z uchodźcami: nieufność wobec rzesz przybywających do Europy nie oznacza, że zamykamy drzwi przed gośćmi, ale przecież goście też muszą umieć się zachować.

Przypisy:

(1) E. A. Poe, Zagłada Domu Usherów, tł. B. Leśmian, [w:] tegoż, Opowieści niesamowite, tł. B. Leśmian, S. Wyrzykowski, Kraków 1976, s. 338.

(2) B. Russel, Szkice niepopularne, tł. H. Jankowska, Warszawa 1997, s. 53.

(3) P. Johnson, Intelektualiści, tł. , A. Piber, Warszawa 1988, s. 221-252.

(4) J. Ortega y Gasset, Bunt mas, tł. P. Niklewicz, Warszawa 1995, s. 81.

(5) L. Gustafsson, Niech to będzie dzień, [w:] tegoż, Dziwne drobne przedmioty, tł. Z. Kruszyński, Kraków 2012, s. 74.

(6) L. Gustafsson, Jeziora, [w:] tegoż, Dziwne drobne przedmioty, s. 37.

(7) J. Ortega y Gasset, dz. cyt., s. 97-98.

(8) Tamże, s. 100.

(9) A. Libera, Utopia, kłamstwa i fetysze (rozmawia Maciej Mazurek), [w:] Kilkunastu gniewnych ludzi (rozmawiają Agata Ławniczak i Maciej Mazurek), Poznań 2015, s. 212-213.

(10) Zob. L. Degrelle, Płonące dusze, tł. A. Gwiazda, Biała Podlaska 2009, s. 26-27.

(11) J. Ortega y Gasset, dz. cyt., s. 69.

(12) A. Bloom, Umysł zamknięty, tł. T. Bieroń, wstęp S. Bellow, Poznań 1997, s. 141.

(13) Tamże, s. 102.

(14) Zob. L. Degrelle, dz. cyt., s. 28.

(15) J. Schreider, Ryzyko katastrofy antropologicznej, [w:] Chrześcijaństwo i kultura w Europie. Pamięć, Świadomość, Program. Teksty sympozjum presynodalnego (Watykan, 28–31 października 1991), Kielce 1992, s. 272.

(16) J. Ortega y Gasset, dz. cyt., s. 10.

(17) Zob. A. Bloom, dz. cyt., s. 65.

(18) Tamże, s. 76.

(19) Dzieje współczesnej cywilizacji to „dramatyczna historia. To jest, w punkcie swego najwyższego skupienia, wielki kryzys czasów nowożytnych, kryzys, w którym my dziś uczestniczymy i który na zewnątrz przybiera postać nieporządku, który rodzi tyranie i zbiorowe zbrodnie, który przekłada się na ogień, ruiny i krew” (H. de Lubac, Dramat humanizmu ateistycznego, tł. A. Ziernicki, Kraków 2004, s. 40).

(20) Doskonale omawia to ks. Seweryn Rosik, wyjaśniając, iż stajemy (jako chrześcijanie) wobec alternatywy: „albo ulec syreniemu głosowi kuszącej go samowoli, albo podjąć odpowiedzialne dobro w sobie i braciach budowania w wolności „obrazu i podobieństwa Bożego”. Za pierwszym wyborem czai się destrukcja, duchowa śmierć i nicość, za drugim – największa promocja człowieczeństwa, bo autentyczne przebóstwienie ludzkiej osoby. Aby jednak w człowieku zwyciężyło dobro, trzeba koniecznie podjąć trud wychowania do wolności” (S. Rosik, Czy Kościół lęka się wolności?, [w:] Problemy współczesnego Kościoła, red. M. Rusecki, Lublin, 1997, s. 431).

(21) R. Kapuściński, Współczesne patologie władzy a banalność zła, [w:] Sacrum i kultura. Chrześcijańskie korzenie przyszłości; Lublin, 15-17 września 2000 r. (Materiały Kongresu Kultury Chrześcijańskiej), red. R. Rubinkiewicz, S. Zięba, Lublin 2000, s. 97.

(22) J. Ortega y Gasset, dz. cyt., s. 105.

(23) O tym, że nauka sama w sobie (oderwana od wielkich idei, a zwłaszcza od humanizmu, oznaczającego mądrą troskę o człowieka – a my dodajmy: o człowieka pojmowanego nie tylko jako ciało, ale o człowieka, istotę duchową) nie stanowi dostatecznej obrony przed złem, niechaj zaświadczy mądrość Sokratesa oraz fragment z rozważań Ortegi y Gasseta: „Nauka sama w sobie jest pewnego rodzaju ucieczką od życia (większość ludzi nauki dlatego poświęciła się nauce, że bała się konfrontacji z własnym życiem). Nie są to głowy otwarte; stąd też bierze się ich notoryczna tępota i niezaradność objawiana w zetknięciu z jakąkolwiek konkretną sytuacją. Nasze poglądy naukowe są coś warte jedynie wtedy, kiedy w zetknięciu z jakimś zagadnieniem czujemy się zagubieni, kiedy doskonale widzimy jego problematyczny charakter i kiedy rozumiemy, że nie znajdziemy oparcia w poglądach dotychczas znanych, w gotowych receptach, w zużytych frazesach czy słowach. Ten, kto odkrywa nową prawdę naukową, musi najpierw zmiażdżyć i zetrzeć w proch prawie wszystko, czego się dotychczas nauczył, dochodzi do niej z rękami zakrwawionymi od ciągłego pokonywania niezliczonej ilości frazesów” (J. Ortega y Gasset, dz. cyt., s. 163-164).

(24) M. de Leonardis, Tradycja jest właściwą odpowiedzią na islam (z profesorem Massimem de Leonardis rozmawia Emanuele Gagliardi), „Polonia Christiana” 2008, nr 1, s. 41.

(25) Tamże.

(26) E. Nowak, List do św. Katarzyny ze Sieny, http://wrodzinie.pl/list-sw-katarzyny-ze-sieny/, dostęp: 29 kwietnia 2016.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.