Trzecia Droga

Portal Nacjonalistyczny

Massimo Gintrowsky: Czemu nie głosuje na PIS?

Drogi czytelniku, zapewne już na starcie próbujesz rozkodować mój zamiar, iż tytuł artykułu ma być złośliwym clickbaitem. Zapewne oczekujesz w dalszej części, że w tekście tym kryje się wiele sadystycznych epitetów rzuconych w kierunku obecnie nam rządzących. Otóż, jak mówi internetowy szlagier, nie tym razem. Moja ocena czteroletnich rządów Zjednoczonej Prawicy przedstawiona jest uczciwie i choć nie jest w moich rozważaniach nic przełomowego, to jednak warto przypominać czasem to co oczywiste. Jasne, biorę poprawkę na to, że żyjemy w systemie neoliberalnym, w którym najwyższą władzę sprawuje kapitał a ewentualna skuteczność obecnej władzy polega jedynie na przyjęciu okruchów, które ów kapitał raczył dla nas pozostawić z ogromnego tortu do którego nie mamy dostępu. Jednak w przeciwieństwie do naszego: kumatego, wszystkowiedzącego, wiernego idei i niewychodzącego poza grupę 400-500 osób w skali kraju kręgu wzajemnej adoracji, ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego prowadzi swoją politykę na tyle skutecznie, że rządzi tymi okruchami i rządzić najprawdopodobniej będzie w następnej kadencji.

Pstryczek w nasze nosy jest potrzebny, bo my nie rządzimy. Widząc kondycję zgodności w naszym środowisku już nie tylko pstryczek w nosy, a potężny „plaskacz w twarz, żeby zrozumieć, że w polityce ideały realizuje się grając drużynowo do jednej bramki. Przyłączam się tym samym do głosów mówiących o tym, że potrzebujemy dorosnąć i spojrzeć na problemy nie pod kątem fascynacji swoim (pseudo)radykalizmem, a pod kątem narodu i wartości jakie chcemy sami wnieść w życie społeczne. Życie polityczne i babranie się w wielkiej polityce części z nas jest naszą karmą, czy tego chcemy czy nie.

Nastroje społeczne, poparcie dla nacjonalistów i skutek wprowadzenia do sejmu

Kiedy w roku 2014 dochodziło do rozpoczęcia kampanii wyborczej najpierw do europarlamentu, później do samorządu w kraju, szczególnie wśród młodych ludzi i internautów do głosu dochodziły najwyraźniej głosy koliberalnej prawicy, a także nieco w tle nastroje częściowo nacjonalistyczne, niesione na fali Marszu Niepodległości i kultu Żołnierzy Wyklętych. Wybory do europarlamentu wygrane zostały przez Platformę Obywatelską, która dosłownie na ostatniej prostej wyprzedziła Prawo i Sprawiedliwość. Niespodzianką wyborów był wynik partii Nowa Prawica – Janusza Korwina-Mikke, która zdobyła wynik 7% głównie głosami młodych ludzi. Mimo rosnących nastrojów tzw. antysystemowych Ruch Narodowy zdobył poparcie mniejsze niż wynosi błąd statystyczny dla badań exit polls. Nieco ponad 1% , taka część społeczeństwa popierała jedyne ugrupowanie narodowe w latach trendu sprzyjającemu nacjonalistom. Nic więc dziwnego, że do wyborów w roku 2015 narodowcy wystartowali z kolejnego „antysystemowego”, jak mogło się niektórym wydawać, tworu zwanego Kukiz’15. Zamiar był jasny i choć ruch ten był tylko na jedną kadencję, to trzeba przyznać, że politycznie skutecznie rozegrany. Narodowcy na plecach ugrupowania znanego muzyka weszli do sejmu i wbrew narzekaniom radykałów był to dobry manewr. Obecność w ławach poselskich nie niesie za sobą żadnych bezpośrednich zmian, ale postulaty narodowe i przesuwanie dyskursu politycznego „na prawo” dała się odczuć. Szczególnie ważne były wystąpienia w sprawie roszczeń żydowskich i ustawie o IPN, ale nawet symboliczne wprowadzenie do polskiego parlamentu gościnnie włoskich nacjonalistów było zagraniem „in plus”. W końcu nawet mainstreamowe Radio Zet zapraszając Justynę Helcyk do studia argumentowało, że o przyszłej polityce Polski będzie decydować partia Razem i… ONR. Tak, to wszystko było właśnie pokłosiem symbolicznego wprowadzenia do sejmu ludzi z naszego środowiska i te zagrania też były ważne, choć czy nie krótkowzroczne?

Podsumowanie rządów PiS

W październiku 2015r. Prawo i Sprawiedliwość w demokratycznych wyborach dostaje szansę rządów większościowych. Nie ma legitymacji do zmian konstytucyjnych, ale samo wprowadzenie 242 posłów do parlamentu zmienia rzeczywistość polityczną i choć jest to partia z mainstreamu, daje nadzieję, że nastaną przynajmniej dla polskich patriotów lepsze czasy. W listopadzie 2015 r. odbywa się zaprzysiężenie rządu Beaty Szydło a kilka dni później przechodzi przez Warszawę pierwszy w historii Marsz Niepodległości bez zamieszek z policją.

Kadencja zapowiada się optymistycznie, wszystko wskazuje na to, że obietnice wyborcze, chyba po raz pierwszy w historii powojennej Polski, będą realizowane w ramach możliwych okoliczności. Pierwszym sztandarowym projektem jest wprowadzenie projektu Rodzina 500+, a także opodatkowanie wielkiego zagranicznego kapitału i likwidacja luki w VAT. Nacjonaliści zwracali uwagę na nierówności społeczne oraz skrajnie patologiczną pauperyzację najuboższych a także drenaż polskiego majątku przez zagraniczne korporacje. Trzeba jednak przyznać, że na tamten moment niewiele było jasnych propozycji rozwiązania problemów biedy i tutaj lepszy, a także skuteczniejszy okazał się PiS. Rzucaliśmy komunałami „opodatkować”, „wygonić obcy kapitał”, „odbudować przemysł”, ale czy ktoś miał jakiś plan? Czy ktoś był gotowy na to, żeby zrobić coś więcej niż tylko zdobyć poparcie?

Prawo i Sprawiedliwość taki plan miało już przed startem. W początkowym okresie rządów głośno było o Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju zwanego także Planem Morawieckiego. Omawiana strategia przyjęła za cel, jak możemy przeczytać na stronie rządowej, rozwój odpowiedzialny oraz społecznie i terytorialnie zrównoważony oraz odejście od dotychczasowego wspierania wszystkich sektorów/branż na rzecz wspierania sektorów strategicznych, mogących stać się motorami polskiej gospodarki. Ile dało się z tego zrealizować? Odpowiedź na to pytanie możemy znaleźć w rezultatach i statystykach.

Gospodarczo rządy Prawa i Sprawiedliwości wypadają dobrze, by nie powiedzieć rewelacyjnie. Ogromne transfery socjalne i poprawa bytu niższych klas i regionów w znacznym stopniu wyeliminowała skrajne ubóstwo, a dążeniem rządzących jest nadal egalitaryzm i solidaryzm. Uwzględniane są rejony uboższe, wypychane dotychczas na margines, zmieniono myślenie poprzedników z „Nie stać Cię. Wyjedź zagranicę i zarób” na „Zróbmy tyle ile się da, by Polacy stąd nie uciekali”. Cel egalitaryzmu ekonomicznego jest realizowany skutecznie, co opisuje współczynnik Giniego malejącego w latach 2015-2018 o 2,8 p. p. (z 30,7% do 27,8%). Lata 2018-2019 to ukłon w stronę emerytów (waloryzacja + 13 emerytura), a także klasy średniej (zmniejszenie PITu do 17%, podwyżka płacy minimalnej, czy 500 zł. na pierwsze dziecko). Realizacja programu przebiegała przy zachowaniu reżimu deficytowego, a także zmniejszeniu względnej relacji długu publicznego do PKB (w roku 2015 dług publiczny wynosił 51,3% PKB, pod koniec 2018 już 48,9% PKB). Takiej sytuacji sprzyjała nie tylko dobra koniunktura, ale też realne działania jak podatek bankowy, likwidacja mafii VATowskich i ogólna poprawa ściągalności podatków.

Problemy pojawiają się, gdy podsumujemy osiągnięcie na gruncie światopoglądowym. W 2015r. jednym z kluczowych elementów kampanii wyborczej była relokacja migrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Był to jeden z kluczowych czynników, które wpłynęły na wygraną partii Jarosława Kaczyńskiego. Sam lider partii jasno deklarował, że nie zgodzi się na narzucaną przez Unię Europejską relokację migrantów. Ta obietnica została częściowo spełniona, bo rzeczywiście rząd nie zgodził się na przymusową relokację uchodźców. Nie zmienia to faktu, że imigracja w latach 2015-2019 osiągnęła istne apogeum. Patologia tego zjawiska i kontrast z deklaracjami polityków PiSu dobrze obrazuje postawa naszych decydentów na arenie międzynarodowej, którzy zadeklarowali, że nie przyjmą w ramach projektu relokacyjnego uchodźców z Afryki i Bliskiego Wschodu, bo już jesteśmy imigracyjną „potęgą” ściągającą Ukraińców. Rządzący zaspokoili więc wszystkich i nikogo klepiąc po plecach zarówno Polaków, którzy na imigrację się nie zgadzali jak i dygnitarzy unijnych, którzy chcieli pozbyć się nadmiaru migrantów z innego kręgu kulturowego.

Inną dotkliwą porażką, która prawdopodobnie zakończy się dla naszego narodu tragedią jest sprawa naporu lewicowej ideologii. W roku 2016 dochodzi do największych protestów pod sztandarem lewicowych postulatów w historii III RP. Na ulice największych miast Polski wychodzą feministki, które pod przykrywką walki z „zabijającą kobiety ustawą” z pomocą demoliberalnych mediów mobilizują Polki do protestów. Rząd ulega krzykaczom i wyrzuca do śmietnika ponad pół miliona podpisów pod ustawą prawnie zakazującą aborcji w Polsce, sytuacja powtórzy się rok później. Klęska rządu będzie wymiernie skutkowała na dalsze postępowania skrajnej lewicy, która smakując wygranej i jednocześnie uległości rządu wobec ich zapędów rozzuchwala się do dalszej walki światopoglądowej. W roku 2018 największą bolączką stały się marsze środowisk LGBT+, z którymi Prawo i Sprawiedliwość nie robi już kompletnie nic. Aparat państwa doprowadza do szykanowania i ścigania za tzw. mowę nienawiści, problemy mają też mężczyźni fizycznie broniących wartości rodziny na blokadach parad degeneratów. PiS staje niejako po stronie środowisk LGBT tworząc medialną otoczkę obrony tradycyjnego modelu rodziny. Kiedy piszę ten artykuł, jesteśmy na etapie gdy rząd zawiesił pracę nad ustawą z inicjatywy projektu społecznego (uzbierane blisko 250tyś. podpisów) zakazującą propagowania pedofilii w mediach i szkołach. PiS nie chcąc narazić się na kolejny konflikt ideologiczny zawiesza prace i zamierza przywrócić pracę nad nim po wyborach.

Z perspektywy czasu możemy wstępnie wywnioskować, że obecny rząd prowadzi do klęski światopoglądowej. Naród, nawet biedny, ale nieprzewartościowany feminizmem i innymi dekadenckimi ideologiami Zachodu jest w stanie walczyć o swój byt. Naród w stanie klęski ideologicznej i ogólnego zepsucia brnie w kierunku zapaści. Prawo i Sprawiedliwość, mimo wielu sukcesów, jest tą samą prawicą, która w Wielkiej Brytanii i Włoszech osiągała sukcesy gospodarcze i jednocześnie wprowadzała ideologię LGBT oraz prawo proaborcyjne. Polska – prywatny folwark polityków – zmierza ku upadkowi w najlepsze. Gdzie jesteśmy my? Nie mamy poparcia społecznego, a kiedy lewica jednoczy się ponad wszelkimi podziałami część z nas za punkt honoru obiera wewnętrzną walkę tłumacząc to radykalizmem. Egzotyczne sojusze polegają jedynie na tym, że chcemy część ludzi umieścić w ławach poselskich przyszłej kadencji, ale co dalej? Nie mamy planu żadnego poza wyświechtanymi sloganami. Kiedy ideowa lewica pisze program nakreślający plan rządów, my tworzymy programy milczenia w kluczowych kwestiach, żeby nie wchodzić przeciw interesowi naszych egzotycznych sojuszników. Czy będziemy w stanie cokolwiek zmienić? Czy jesteśmy w stanie działać w perspektywie dłuższej niż jedna kadencja?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.