Paweł Korzondkowski: Co robić i po co robić?

Что делать? Pytał 112. lat temu towarzysz Lenin. Na początku trzeciego Tysiąclecia te same pytanie zadajemy sobie my, tradycjonalistyczni narodowcy z Południa Polski. Zanim odpowiem na pytanie „co robić?”, postaram się napisać parę słów o tym, po co to wszystko „robić”.

Przyszło nam żyć w dziwnym świecie. Z jednej strony totalnie zdegenerowanym i zniszczonym przez ogrom rewolucji (przede wszystkim: r. nominalistyczną, protestancką, francuską, bolszewicką, seksualną, genderową) z drugiej pełnym ludzi, nadal myślących w „starym”, zdrowym stylu. Faktem jest istnienie mrocznych sił próbujących wyplenić ostatnie resztki Ładu w świecie i ludzkich duszach; faktem także jest, iż działanie te napotykają na silny opór. Ludzie „staroświeccy” nie chcą poddać się duchowi czasu, mimo to ten „duch” zdaje się być silniejszy od nich. Spora część naszych rodaków jest obojętna na wszelakie „spory światopoglądowe” zajmuje się różnymi wysokodochodowymi zajęciami (tzw. interesami), robieniem kariery i wiciem sobie wygodnego gniazdka „na tym łez padole”, jeszcze większa liczba Polaków ledwo wiążąc koniec z końcem, pracuje całymi dniami nierzadko na dwa etaty, a i tak nie jest w stanie nic odłożyć i zapewnić sobie solidnej bazy materialnej (choćby własnego mieszkania). Przyrost naturalny jest niski, odchodzenie od religii i narodowych tradycji staje się faktem, rozbicie więzi społecznych postępuje.

Pomimo tych faktów pragniemy innego świata, a przede wszystkim innej Polski. Chcemy żyć w kraju, w którym szanuje się własną historię, wspomina wielkie zwycięstwa (a nie tylko klęski!), pamięta o pradawnych tradycjach i zwyczajach. Chcemy państwa, które broni narodu przed różnymi wyzyskiwaczami, pozwala im rozwijać swoje talenty i uczciwie zarabiać pieniądze. Państwo, o które walczymy faworyzuje (tak, faworyzuje) rodzimych przedsiębiorców, ostrożnie zezwalając na działalność obcych podmiotów gospodarczych (szczególnie ogromnych korporacji), rozwija swój przemysł i nowoczesne technologie. Dba o obronność, zawiera mądre sojusze międzynarodowe. Potrzebujemy czystej przyrody, kwitnącego rolnictwa i zdrowej żywności. Nie ma miejsca na podziały między „Polską A” a „Polską B”; faworyzowania miast kosztem wsi, zgody na wyludnianie i upadek mniejszych miejscowości i wiosek. Pragniemy silnego, stanowczego i wpływowego Kościoła.

Wszystko, o czym wspomniałem powyżej zawiera się w trzech słowach: Tradycja – Region – Solidaryzm.
Aby urzeczywistnić te trzy słowa musimy:

czytać, czytać i jeszcze raz czytać. Kształcić się, organizować rozmaite prelekcje, spotkania, dyskusje. Pisać artykuły, książki i polemiki. Odkłamywać historię, przekazywać prawdę. Edukować, przede wszystkim młode pokolenia (od siebie samych zaczynając);

poznawać swoje otoczenie, piękno przyrody, zabytki, a nawet własną genealogię. Musimy się „zakorzenić”, nie możemy być „nomadami” niezakotwiczonymi w swojej małej ojczyźnie. Górskie rajdy, przechadzki po okolicy, czy obozy survivalowe – tego potrzebujemy;

organizować różne akcje w obronie likwidowanych zakładów, niszczonych przedsiębiorców, wyzyskiwanych pracowników, oszukanych najemców, niesłusznie eksmitowanych lokatorów. Musimy protestować przeciwko złym działaniom władz;

 bardzo ważne jest, abyśmy wreszcie stali się obecni w realnych strukturach władzy (samorządach, administracji itd.), nie chodzi o wchodzenie do partii i przyjmowanie demoliberalnej strategii. Musimy po prostu przejąć państwo w pełnym tego słowa znaczeniu. Warto skoncentrować się na resortach siłowych: policji i wojsku. Bez realnej obecności w służbach mundurowych nasza praca będzie bardzo utrudniona. Nie walczymy z państwem, walczymy o państwo;

walczyć z propagowaniem różnych chorych idei. Nie możemy pozwalać na wchodzenie do szkół rozmaitych „seksedukatorów”, propagatorów genderyzmu, „tolerancji” itp. Dobre by było, aby sporo z nas stało się nauczycielami i propagowało prawą wizję świata wśród młodego pokolenia;

 nie możemy pozwolić na uczynienie z Polski multikulturowego „raju” w styli zachodnim. Nie chodzi o to, żeby w jakikolwiek sposób prześladować obecnych już u nas emigrantów, bądź wygłaszać peany o rzekomej wyższości rasy białej nad „brudasami”. Każda rasa i kultura ma swoją wartość. Nie oznacza to jednak, iż zupełnie inne kultury należy ze sobą mieszać. Etnopluralizm i tożsamościowość naszą drogą. Multi-kulti – stanowczo nie;

dbać o osobiste uświęcenie – bez współpracy z łaską Bożą nic nie osiągniemy.

 Naszym celem Wielka Polska Katolicka!

 Autor tekstu jest działaczem Karpackiego Związku Wielkiej Polski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.