Idea
5

Revilo Oliver: Myśl Oswalda Spenglera- krytyka i hołd

Oswald Spengler rozpoczął pisanie swojej pracy magisterskiej „Der Untergang des Abendlandes” przed rozpoczęciem I Wojny Światowej. Czytana w tym kraju zazwyczaj w nieprzeciętnie wiernym oryginałowi tłumaczeniu Charles’a Francisa Atkinsona morfologia historii Spenglera jest jednym z największych osiągnięć intelektualnych naszego stulecia. Niezależnie od tego jakie mamy zdanie na temat metod i wniosków Spenglera, nie możemy zaprzeczyć, że był on Kopernikiem historionomii. Wszystkie późniejsze publikacje dotyczące historiozofii można by uznać za różne przykłady krytyki „Upadku Zachodu”.

Po tym, jak Spengler sformułował swoją uniwersalną historię, podjął się przeanalizowania sił oddziałujących na ówczesny świat. Analizę tę przedstawił w swojej mistrzowskiej pracy pt. „Die Jahre der Entscheidung” z której tylko pierwszy tom mógł zostań opublikowany w Niemczech i przetłumaczony na angielski. Wystarczyło tylko przeczytać tą genialną pracę i zapoznać się z jej przejrzystą analizą sił – które nawet przez przenikliwych obserwatorów zostały dostrzeżone dopiero 25-30 lat później – i przewidywaniami, które przez późniejsze wydarzenia zostały udowodnione jako całkowicie poprawne, aby zdać sobie sprawę, że ich autor należy do wielkich umysłów Zachodu zarówno pod względem filozoficznym jak i historycznym. Trzeba jednak pamiętać, że niezwykła dokładność jego analizy współczesnej sytuacji niekoniecznie potwierdza słuszność jego historycznej morfologii.

Publikacja pierwszego tomu Spenglera pociągnęła za sobą sporo kontrowersji obecnych do dziś. Manfred Schroeter w swoim „Der Streit um Spengler” był w stanie streścić recenzje opublikowane w nieco mniej niż 3 lata; dzisiaj skompletowanie bibliografii, jeśli rozsądnie obszernej, oznaczałoby lata pracy i zajęłaby do 800-1000 drukowanych stron.

Spengler w naturalny sposób wywołał rój tumanów, wyjątkowo oburzonych jego niemoralną i niedorzeczną sugestią, jakoby w Europie mogła wybuchnąć kolejna wojna. Przecież wszyscy wiedzieli, że po 1918 roku możliwy był tylko światowy pokój, skoro „święty Mikołaj dopiero co podarował nam nowiutką, cieszącą oko „Ligę Narodów” ”. Tego typu „liberalne” poszczekiwania zawsze są głośne, ale nikt z minimalną chociaż znajomością dziejów ludzkich nie zwraca na nie najmniejszej uwagi (poza przypadkiem, kiedy trzeba je opisać jako symptomy choroby).

Niestety znacznie bardziej inteligentna krytyka Spenglera była zmotywowana emocjonalnym niezadowoleniem z jego wniosków. W artykule z 1927 roku napisanym dla „Antiquity” oksfordzki uczony R.S. Collingwood posunął się do stwierdzenia, że nie znalazł „żadnej rzeczywiście nowej koncepcji” w dwóch tomach autorstwa Spenglera, a ponadto „sam już dawno opracował” – i, rzecz jasna, odrzucił – nawet drobiazgowe analizy poszczególnych kultur. Rzut oka na pracę Spenglera pozwala jednak uznać, że prawdziwość tego stwierdzenia jest mniej prawdopodobne niż stwierdzenie, że posiada się całą wiedzę zawartą w Dwudziestej Edycji „Encyclopedia Britannica”. Collingwood, będący autorem „Speculum Mentis” i innych prac o tematyce filozoficznej, z pewnością został tak zaślepiony przez emocjonalne urazy, że nie spostrzegł jak zarozumiałe, aroganckie i nieprawdopodobne jego przechwałki wydały się większości czytelników.

Oczywistą oczywistością jest to, że „pesymizm” i „fatalizm” Spenglera były wstrząsem nie do zniesienia dla umysłów ukształtowanych na bazie dziewiętnastowiecznego złudzenia, że wszystko już zawsze będzie się tylko polepszać. Według cyklicznej interpretacji historii Spenglera cywilizacja jest organizmem o określonej i stałej żywotności, i że przechodzi od niemowlęctwa aż do starości i śmierci ze względu na wewnętrzną konieczność porównywalną z koniecznością biologiczną, która determinuje rozwój organizmu ludzkiego od dziecka do sędziwego starca. Napoleon, dla przykładu był podczas ówczesnego sobie cyklu odpowiednikiem starożytnego Aleksandra Wielkiego.

Oznacza to, że jesteśmy teraz w fazie życia cywilizacyjnego, w którym prawne formy ustrojowe są wypierane i zastępowane przez pozycję jednostek. Do 2000 roku znajdziemy się we współczesnym odpowiedniku Rzymu czasów Sulli, Egiptu czasów osiemnastej dynastii i Chin czasów podczas których walczące królestwa zostały zespolone w cesarstwo. Oznacza to, że czeka nas okres wojen światowych i – co gorsza – wojen domowych i proskrypcji, a do 2060 roku Zachód – jeśli nie zostanie zniszczony przez wrogów zewnętrznych – zostanie zjednoczony w jedynowładztwo kolejnego Cezara lub Augusta. Perspektywa ta nie napawa optymizmem.

Wielkość lub Optymizm

Jedyne pytanie jednak, które teraz przed nami staje, to to, czy Spengler miał w swojej analizie słuszność. Ludzie myślący racjonalnie nie uznają za pretekst do bycia stronniczymi tego, że jego przewidywania nie wyglądają zachęcająco. Jeśli lekarz oznajmi nam, że mamy objawy miażdżycy tętnic, może on mieć lub nie ma racji w swej diagnozie, ale oczywistą oczywistością jest że nie odmłodniejemy dzięki wymierzeniu mu policzka.

Sądzę że dziś każdy bezstronny obserwator przyzna że „pesymizm” Spenglera wzbudził emocje, które uniemożliwiły dokonanie racjonalnego rozważenia jego przemyśleń. Jestem skłonny także uznać, że ich poziom moralny był jeszcze większą przeszkodą. Jego „fatalizm” był niewygodny, bo nie pozwalał ani na odwrócenie od całej sprawy wzroku, ani na wyparcie się własnej odpowiedzialności. W tym miejscu warto rzucić okiem na końcowy fragment jego „Men and Technics” (Nowy Jork, 1932):

„Niebezpieczeństwo zagraża jednocześnie wszystkim jednostkom, klasom i szczepom i jest już tak wielkie, że utrzymywanie jakichkolwiek złudzeń jest godne pożałowania. Koleje dziejów nie znoszą, gdy ktoś próbuje je zatrzymać; ostrożny odwrót i przemyślana negacja rzeczywistego stanu rzeczy nie wchodzą w rachubę. Tylko marzyciele wciąż wierzą, że istnieje jakieś wyjście z tej sytuacji. Optymizm jest równoznaczny tchórzostwu.

Nam było dane urodzić się w bieżącej epoce i to my musimy mężnie podążać naprzód aż do jej końca. To jedyna możliwość. Naszym obowiązkiem jest trwać na straconej pozycji bez nadziei na ratunek tak samo, jak pewien rzymski żołnierz, którego kości znaleziono przed bramą w Pompejach. Podczas erupcji Wezuwiusza zginął na posterunku, bo zapomniano zwolnić go ze służby. To właśnie jest wielkość. W takiej właśnie sytuacji okazuje się, z jakiej gliny kto był ulepiony. Honorowa śmierć to jedyna rzecz, której nie da się człowiekowi odmówić”.

Niezależnie od tego, czy wynikające z tej konkluzji surowe prognozy okażą się słuszne, żaden człowiek naszych czasów nie przeczyta przytoczonego właśnie fragmentu nie odczuwszy podniesienia na duchu przez wspomnienie wspaniałego etosu szlachetnej kultury, stanowiącej duchową siłę Zachodu. Dzięki niej potrafi on, nie okazując strachu, spojrzeć w oczy tragedii. Równolegle to oświadczenie histerycznie przerazi maluczkich zniewieścialców I tchórzy, którzy pragną tylko zaszyć się w ciemnym zakamarku dla własnego bezpieczeństwa oraz żerować na upadku kultury, której cała istota wykracza poza granice tego, co dla nich zrozumiałe.

Już sam ten kontrast stanowi bardzo istotną informację do oszacowania bieżącej kondycji naszej cywilizacji…

Trzy Punkty Krytyki

Krytykowanie Spenglera, jeśli nie polega na szukaniu dziury w całym, musi skupić się na głównych przesłankach. W tej chwili moim zdaniem tezy Spenglera są niedoskonałe w trzech naprawdę istotnych punktach:

(1) Spengler uważa każdą cywilizację za zamknięty i odrębny byt wprawiany w ruch przez przewodnią ideę lub innymi słowy, „Weltanschauung”, czyli jego „duszę”. W jaki sposób koncepcje i idee – nienamacalne twory ludzkiego umysłu – miałyby przechodzić przez organiczną ewolucję tak, jakby były żywą protoplazmą, która – jako materialna substancja – w zrozumiały sposób podlega wpływom przemian chemicznych, a więc także prawom biologii? Ten logiczny zarzut nie jest rozstrzygający: ludzie obserwowali np. pływy, a nawet byli w stanie je przewidzieć, zanim jeszcze dowiedzieli się, co jest ich przyczyną. Jednak jeśli mamy wydedukować prawa historyczne na podstawie historii czterech z pięciu cywilizacji na temat których posiadamy pewien zasób rzetelnych danych, to nie znamy wystarczającej liczby powtórzeń danego stanu cywilizacji, by – mając pewność – wykalkulować jego cykliczność (tym bardziej, jeśli nie wiemy, co jest jego przyczyną).

(2) O wiele ważniejsza trudność wynika z historycznego faktu o którym już wspominaliśmy. Przynajmniej przez pięć wieków ludzie Zachodu uważali współczesną cywilizację za odrodzenie lub kontynuację grecko-rzymskiej starożytności. Już według samej podstawy hipotezy Spenglera było przekonanie że świat klasyczny jest obcy i odrębny od naszego; że – tak samo jak świat cywilizacji egipskiej – żył, umarł, i zakończył swoje istnienie. Miał być wprawiany w ruch przez całkowicie inne Weltanschauung, co oznaczałoby, że wykształceni Europy i Ameryki – którzy przez pięć wieków wierzyli w kontynuację klasyku – po prostu żyli w kłamstwie.

Nawet jeśli uznamy to za prawdę, to i tak musimy zmierzyć się z pewnym wyjątkowym zjawiskiem historycznym. Cywilizacje egipska, babilońska, chińska, indyjska i arabska są przez Spenglera (i innych zwolenników postrzegania kultur jako struktur organicznych) postrzegane jako pojedyncze i niepowiązane ze sobą organizmy. Każda miała powstać bez wyprowadzania swoich koncepcji od innej cywilizacji (tudzież bez postrzegania własnych koncepcji w zapisach wcześniejszej cywilizacji) i każda zmarła bezpotomnie (tudzież nie uważając się za potomkinię innych cywilizacji). Nie ma po prostu żadnych paraleli czy precedensów, które wykazywałyby powiązania (rzeczywiste czy chociażby i zmyślone) między kulturą grecko-rzymską a naszą własną.

Odkąd przestał tworzyć Spengler wielkie historyczne odkrycie jeszcze bardziej skomplikowało sprawę. Dzisiaj wiemy, że Mykeńczycy byli Grekami i praktycznie pewnym jest, że zasadnicze elementy ich kultury przetrwały dezintegrację spowodowaną przez najazd Dorów i legły u podstaw późniejszej kultury greckiej (zostało to rzetelnie przedstawione w “Mycenaeans and Minoans” Leonarda R. Palmera). Tym sposobem uzyskaliśmy bieg wydarzeń, który wobec naszej teraźniejszej wiedzy historycznej wydaje się być wyjątkowy.

Kultura mykeńska, „wieki ciemne”, kultura grecko – rzymska, współczesność. Jeśli wszystko to dotyczy tej samej cywilizacji, to oznacza to, że jej produktywny okres życia okazał się znacznie dłuższy od jakiejkolwiek innej. Z kolei jeśli jest to więcej niż jedna cywilizacja, to wzajemne ich relacje stanowią wyjątek od ogólnego prawa Spenglera i sugerują że cywilizacja – jeśli umrze w wyniku quasi-biologicznego procesu – może w niektórych wypadkach okazać quasi-biologiczne zdolności rozrodcze.

Wyjątek okazuje się być jeszcze bardziej niezwykły jeśli – w przeciwieństwie do Spenglera – uważamy za fundamentalnie ważne pojęcie samorządu, który mógł być już obecny nawet w czasach mykeńskich. Demokracje i republiki konstytucyjne znajdują się tylko w światach grecko-rzymskim i naszym własnym; takie instytucje wydają się być niezrozumiałe dla innych kultur.

(3) Z praktycznych powodów Spengler ignoruje różnice dziedziczne i rasowe. Używa on nawet słowa ”rasa” jako wyznacznika różnych poziomów jakości prezentowanych przez członków tego, co powinno być uznawane za jedną rasę, a ponadto zaprzecza on, jakoby te różnice były w jakimkolwiek stopniu dziedziczone. Uznaje rasy biologiczne za plastyczne i zmienne – nawet pod względem cech fizycznych – pod wpływem czynników geograficznych (w tym ziemi, o której mówi się, że wpływa na organizm fizyczny poprzez spożywany pokarm) oraz tego, co Spengler określił mianem „tajemniczej, kosmicznej siły”, a co w rzeczywistości nie ma nic wspólnego z biologią. Jedyna prawdziwa jedność miałaby być kulturowa, tzn. oparta o fundamentalne ideały i przekonania ludów z obrębu danej cywilizacji. W ten sposób Spengler, który uznaje, że idee te ulegają quasi-biologicznemu wzrostowi i rozkładowi, w dziwny sposób odrzuca odkrycia nauk biologicznych dotyczące organizmów żywych, uważając wspomniane odkrycia za mało istotne.

Rzecz jasna prawdą jest, że człowiek jest po części istotą duchową. Wierzących nie trzeba do tego przekonywać. Inni, jeśli nie są zdeterminowani do ślepego negowania stojących przed nimi dowodów, muszą uznać istnienie fenomenu opisanego przez doktora medycyny, Franza E. Winklera, w „Man: the Bridge Between Two Worlds” oraz, rzecz jasna, wielu innych publicystów. Każdy historyk wie, że żadna wyższa kultura nigdy by nie powstała, gdyby istoty ludzkie były tylko zwierzętami.

Jednak prawdą jest również, że genetyka – nauka założona przez ojca Mendla zaledwie sto lat temu i prawie całkowicie zaniedbana aż do wczesnych lat XX wieku – ustaliła prawa biologiczne, którym można zaprzeczyć jedynie przecząc jednocześnie ogólnej rzeczywistości świata fizycznego. Każda wykształcona osoba wie, że kolor ludzkich oczu, kształt uszu i cała reszta cech fizjologicznych zależy od czynników dziedzicznych. Jest niemal pewne, że zdolności intelektualne również są wytwarzane poprzez dziedziczenie, a istnieje wiele dowodów wskazujących na to, że nawet zdolności moralne także są wrodzone.

Wpływ jaki ludzka interwencja ma na rozwój odziedziczonych cech okazuje się być zerowy, co daje kolejny przygnębiający dowód, że ludzka pomysłowość może łatwo zniszczyć to, czego nigdy nie będzie w stanie stworzyć. Każdy głupiec z nożem może w ciągu trzech minut sprawić, że najpiękniejsza kobieta stanie się na zawsze ohydna, a jeden z „ekspertów od zdrowia psychicznego”, nawet bez użycia noża, może równie szybko i trwale zniszczyć najdoskonalszy intelekt. Okazuje się także, że mniej drastyczne interwencje – poprzez kontrolę edukacji i innych aspektów ludzkiego środowiska – mogą tymczasowo – lub nawet trwale – doprowadzić do zboczeń i deformacji, a  i tak są bezsilne w próbach wytworzenia zdolności, których jednostka nie odziedziczyła po swoich bliższych lub dalszych przodkach.

Słuszność tych faktów jest bezdyskusyjna, chociaż tajna policja w Rosji Sowieckiej i „liberalne” zespoły opluwania niewygodnej prawdy w Stanach Zjednoczonych w dużej mierze zdołały utrzymać te fakty w tajemnicy przed ogółem społeczeństwa na kontrolowanych przez siebie obszarach. Jednak żaden, nie ważne jak wielki terror nie jest w stanie zmienić praw przyrody. Zainteresowanych czytelnym przedstawieniem genetyki odsyłam do pracy Garretta Hardina pt. „Nature and Man’s Fate”. Tytułowy los ludzki ma status podmiotowy wyłącznie wobec praw genetyki które – podobnie jak prawa chemii – są codziennie weryfikowane na skutek przeprowadzanych obserwacji, podczas gdy doktryna ewolucji biologicznej jest z konieczności hipotezą, której nie da się zweryfikować eksperymentalnie.

Czynnik Rasy

Nie ulega również wątpliwości, że rasy ludzkie różnią się znacznie wyglądem fizycznym, podatnością na określone choroby i przeciętną zdolnością intelektualną. Istnieją przesłanki że różnią się one również organizacją układu nerwowego, a prawdopodobnie także instynktem moralnym. Byłoby cudem gdyby tak nie było ponieważ jak wiadomo trzy pierwotne rasy były odrębne i oddzielne, gdy inteligentni ludzie po raz pierwszy pojawili się na tej planecie. I tak pozostało do tej pory. Różnice są tak wyraźne i stabilne że zwolennicy ewolucji biologicznej za coraz to bardziej konieczne uważają wysunięcie postulatu że różnice te występowały już w ramach gatunków, które poprzedziły pojawienie się homo sapiens.

To że takie różnice istnieją, jest bez wątpienia godne ubolewania. Podobnie godne ubolewania jest to, że każdy kiedyś umrze. Są też ludzie którzy uważają, że godne ubolewania jest to, że istnieją różnice – zarówno anatomiczne, jak i duchowe – między mężczyznami i kobietami. Mimo to żadna ilość kłamstw planowo rozsiewanych przez „liberałów”, ani też żadna liczba wyroków wydanych przez Earla Warrena i jego Sąd Najwyższy nie zmienią w najmniejszym chociażby stopniu praw natury.

Jest w tej chwili wiele rzeczy, których nie wiemy na temat genetyki – zarówno w sprawach jednostkowych, jak i rasowych – a te niejasności prowadzą do dokonywania bardzo różnych szacunków względnej ważności biologicznie określonych czynników i kulturowych koncepcji w rozwoju cywilizacji. Jedyne, czego staram się tutaj dowieść, to tego, że wysoce nieprawdopodobnym jest, jakoby czynniki biologiczne nie miały żadnego w ogóle wpływu na genezę i życie cywilizacji. W kwestiach, na które czynniki te mają wpływ, teoria Spenglera jest wadliwa i prawdopodobnie wprowadza w błąd.

Wnikliwy Wgląd

Można dodać kilka pomniejszych punktów do trzech powyższych zastrzeżeń, one same już wystarczą do wykazania, że historiozoficzne poglądy Spenglera nie mogą być uznane za pewne. Jest to jednak ujęcie w słowa wielkiej myśli filozoficznej, która stawia pytania najwyższej wagi i poszerza sposób, w jaki postrzegamy historyczny ciąg przyczynowo – skutkowy. Żaden student historii nie potrzebował Spenglera, żeby wiedzieć, że upadek wiary religijnej osłabia moralne spoiwa, które umożliwiają istnienie cywilizowanego społeczeństwa. Jednak wywód Spenglera wykazujący, że taki upadek zdawał się już mieć miejsce w określonym momencie rozwoju wielu zasadniczo różnych cywilizacji (z rzecz jasna, fundamentalnie odmiennymi religiami) dostarcza nam danych, które musimy brać pod uwagę, gdy próbujemy ustalić przyczyny wspomnianego upadku. A spostrzeżenie Spenglera, że po takim kryzysie następuje gwałtowne ożywienie wiary religijnej, jest równie istotne.

Choć Spengler mógł mylić się w pewnych sprawach, to umożliwił nam on dokonanie wnikliwego wglądu w naszą własną kulturę. Jego zdaniem jednak prawdopodobnie zaczęliśmy uznawać powstanie naszej wspaniałej technologii za wynik kalkulacji czysto ekonomicznych lub dążenia do wytwarzania większej ilości produktów przy zużyciu tańszych środków. Zdaje mi się jednak, że pokazał nam on, że nasza technologia ma głębsze znaczenie; że dla nas – ludzi cywilizacji Zachodu – jest ona odpowiedzią na określoną, tkwiącą w nas duchową potrzebę, i że czerpiemy z jej triumfów satysfakcję analogiczną do tej, którą czerpiemy z pięknej muzyki lub pięknej sztuki.

Spengler – ponad wszystko – zmusił nas do poszukiwań odpowiedzi na pytania dotyczące natury cywilizacji, oraz  do tego, byśmy zadali pytanie sobie samym: przy użyciu jakich środków mamy – jeśli jest to w ogóle możliwe – naprawić i utrzymywać długie wały, które są jedynym, co chroni nas przed ogromnym i burzliwym oceanem wiecznego barbarzyństwa. Za to Spenglerowi dogłębny szacunek będzie się należał.

Źródło: Institute for Historical Review

Powyższe tłumaczenie jest własnością portalu 3droga.pl. Kopiowanie i modyfikowanie go bez zgody Redakcji Portalu jest zabronione.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.