Idea
3.2

Trzecia Droga: Nowy Nacjonalizm na nowe stulecie! 9 wyzwań dla Trzeciej Pozycji w Polsce i w Europie

Od Redakcji: Mamy dziś niezwykły zaszczyt zaprezentować Państwu kolejny tekst programowy naszego środowiska. „Nowy Nacjonalizm na nowe stulecie! 9 wyzwań dla Trzeciej Pozycji w Polsce i w Europie” to praca członków naszej redakcji, którzy dokonują przeglądu polskiej myśli nacjonalistycznej w dziewięciu kluczowych dla naszego istnienia tematach. Na samym szczycie, specjalnie dla Was zamieszczamy spis treści:

1. Nacjonalizm: Idea, Organizacja, Środowisko

2. Ustrój

3. Gospodarka

4. Kultura

5. Religia

6. Imigracja

7. Bezpieczeństwo

8. Polityka Zagraniczna

9. Trzecia Pozycja w Europie

********

Zimna Wojna była najdłużej trwającym okresem globalnej niepewności w dziejach całego świata. Był to jak do tej pory jedyny raz, kiedy to dwa antagonistycznie nastawione do siebie bloki polityczne i ideologiczne, w toku nierzadko krwawych i bezwzględnych machinacji- podzieliły pomiędzy siebie Europę, znacznie w ten sposób wzmacniając i poszerzając blizny i rany, wynikłe w sercach naszych społeczeństw z powodu trudnych czasów II wojny światowej. Dwa wielkie mocarstwa: Stany Zjednoczone i Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich szczelnie okopały się na zajętych uprzednio pozycjach i oddzieliły się od siebie tak zwaną żelazną kurtyną, raz po raz grożąc sobie nawzajem zbrojną interwencją, do której oczywiście jak dobrze wiemy, finalnie nigdy nie doszło. Gdy w 1991 roku, decyzją Rady Najwyższej ZSRR, formalnie rozwiązano sowieckiego molocha, wydawało się, że Zimna Wojna naprawdę odeszła; znajdując już na zawsze, całkowicie zasłużone dla siebie miejsce na przepastnym śmietniku historii.

Miejsce dwóch mocarstw- zajęło jedno. Z dwóch biegunów, pozostał jeden; jedno państwo i potęga, wokół której odtąd miały kręcić się losy wszystkich innych narodów, państw czy nawet całych kontynentów. Gdy w Białym Domu wzniesiono wysoko i dumnie, wzorzysty sztandar Pax Americana, nad którym słońce miało już nigdy nie zachodzić- ci wszyscy „banksterzy”, globaliści i liberałowie; wszelkiej maści „obywatele świata”, którymi tak mocno gardzimy- ustami swoich ideologów i kawiarnianych autorytetów, zakrzyknęli z całych sił: Oto nadszedł upragniony Koniec Historii! Miał on według nich zwiastować początek zupełnie nowej epoki niemającej dotąd swojego odpowiednika w dziejach świata- epoki ostatecznego pokoju, dobrobytu i stabilizacji, czasu już niczym nieskrępowanego gromadzenia bogactwa i prowadzenia bezproblemowych interesów ponad głowami zwykłych ludzi i granicami państw narodowych. Gdy w 1992 roku, w swojej książce pt. „Koniec historii i ostatni człowiek” pisał o tym Fukuyama, chwaląc pewnie siebie samego za ostrość i przenikliwość stawianych na papierze tez- nie mógł się bardziej mylić. Ci wszyscy, którzy byli wtedy przekonani, że mogą już w końcu, w spokoju odetchnąć- nie mogli być wtedy bardziej w błędzie.

Globalne tendencje, które stały za upadkiem Związku Radzieckiego i faktyczną transformacją układu międzynarodowego na przełomie wieków- nie wygasły i nie znikły wraz z odejściem Zimnej Wojny. Przeciwnie: jak to się obecnie powszechnie uważa: uległy one jedynie wzmocnieniu- doprowadzając do stopniowego przewartościowywania wszystkich, nawet najbardziej intymnych sfer życia każdego człowieka. Zaostrzenie się procesów globalizacyjnych, ekspansja technologii, robotyzacja pracy, upadek fundamentów etycznych, postęp postmodernistycznej antykultury, pogłębiająca się apatia społeczeństw i wzmocnienie państwowych instrumentów represji- związane z tym faktem zmiany są niezaprzeczalne. Tak więc historia w żadnym wypadku nie zakończyła się wraz ze słowami Fukuyamy, świat ani na chwilę nie przystanął w erze globalizacji i demoliberalizmu- zatrzymać się w niej mogli jedynie i to co najwyżej mentalnie, dwa typy ludzi: ci, którzy są na samym szczycie i decydują o tym, jak i w jaki sposób żyjemy, albo ci, którzy przeciwnie- wybrali jedynie powolną wegetację i trwanie w złudzeniu, jako wygodnym wytłumaczeniu dla zastanego przez nich stanu rzeczy i własnych ułomności.

Z przykrością należy nadmienić, że do tej drugiej kategorii niestety zaliczają się także sami nacjonaliści. Dlatego w tym szczególnym dniu, który rozpoczyna drugie stulecie niepodległości naszego kraju, prezentujemy Wam pracę powstałą wysiłkiem autorów związanych ze środowiskiem stowarzyszenia Trzecia Droga. Mamy nadzieję, że przyczyni się ona do uporządkowania pewnych podstawowych kwestii w naszym środowisku i wytyczy pole do dalszej dyskusji na tematy, tak bardzo kluczowe dla naszego funkcjonowania w dzisiejszej rzeczywistości.

Okoliczności, w jakich przyszło nam obecnie żyć- zmuszają nas wszystkich bez wyjątku, do stanowczego wyjścia ponad dotychczasowe, w dużej mierze wygodne i uproszczone schematy myślowe oraz z góry upatrzone pozycje: zarówno te ideologiczne, jak i polityczne. Najwyższy czas na to by to nowe pokolenie polskich nacjonalistów wzięło w końcu sprawy w swoje ręce i na bazie wspólnego wysiłku wykuło prawdziwie Nowy Nacjonalizm- nie kolejną modę, jakich to środowisko widziało już wiele, lecz rzeczywistą alternatywę- skrojoną w sam raz na miarę czasów, w jakie obecnie wkraczamy.


1. Nacjonalizm- Idea, Organizacja, Środowisko

Fakt istnienia nowych okoliczności- kluczowych dla właściwego organizowania aktywizmu nacjonalistycznego i funkcjonowania naszych środowisk w ramach struktury społecznej- jest w swej istocie faktem o naturze zdecydowanie obiektywnej. Kwestią nierozwiązaną w tym przypadku pozostaje jedynie pytanie o to jak zainteresowane tym strony były w stanie na przestrzeni lat się do niego ustosunkować.

W przypadku polskiego środowiska nacjonalistycznego- odpowiedź na nie może być tylko i wyłącznie: zdecydowanie negatywna.

Trzeba to jasno powiedzieć, że nacjonalizm w naszym kraju; nie formułując na początku tego wieku żadnego realistycznego programu zmiany zastanej przez siebie rzeczywistości politycznej i społecznej, czy choćby niezbędnego minimum, jakim byłaby w tamtym momencie- spójna i podzielana przez większość zaangażowanych myśl, która miałaby kierować wszystkimi naszymi działaniami- zwyczajnie przespał okres kluczowych przemian na świecie. Nasze organizacje są w dużej mierze słabe i skłócone ze sobą; zawieszone w próżni, bez przygotowanego planu na swoje istnienie, rozdarte pomiędzy efekciarstwem i sekciarstwem, które zbyt często i zbyt mocno nakłada im się na oczy, całkowicie przysłaniając rzeczywistość. Potencjał ludzi jest marnotrawiony: zarówno przez złe zarządzanie żywcem przeniesione ze schematów popularnych w ubiegłym stuleciu, jak i nieraz rozbudowaną do granic absurdu hierarchię oraz przesadzoną formalizację wewnątrzorganizacyjnego życia, która roli pozytywnej nie spełnia żadnej, a w rzeczywistości zbyt często staje się jedynie pożywką dla rozbuchanego ego wszelkiej maści karierowiczów i zwyczajnego kolesiostwa. To trwale zraża do nas ludzi, niejednokrotnie na długo skutecznie blokując dostęp dla nowych, wartościowych aktywistów. To wszystko razem tworzy iście patologiczną sytuację: w której forma naszych działań zaczyna przewyższać ich faktyczną treść, a coraz bardziej przypominające kolejną subkulturę środowisko- stale kręci się w kółko: będąc uosobieniem jedynie niekończących się wymówek i zgniłego marazmu. Patrząc na to w ten sposób, biorąc pod uwagę wszystkie wymienione powyżej kwestie- powiedzieć, że jako ruch jesteśmy bezbronni wobec wyzwań nowej rzeczywistości- to zdecydowanie jak nie powiedzieć nic.

Co w takim razie należy zrobić, by trwale odwrócić te tak zdecydowanie negatywne tendencje?

Trzecia Droga stoi na stanowisku, że tak potrzebne dla naszej społeczności zmiany, nie mogą być z sukcesem przeprowadzone w wyniku działania kolejnej, środowiskowej mody czy za pośrednictwem sukcesu tylko jednej organizacji lub stojącej za nią „wizji”. Według nas: ich dokonanie możliwe jest jedynie na drodze wykonania ciężkiej pracy wewnętrznej: wspólnego wysiłku ideowych członków naszej społeczności, który położyłby wreszcie jakikolwiek fundament pod budowę ruchu, odstającego od haniebnych projektów przeszłości. Jeśli Nowy Nacjonalizm ma na serio zakorzenić się w porządku społecznym Polski w drugim stuleciu niepodległości: musi być silny, wewnętrznie spójny, wolny od emocjonalności, bez kompleksów i kwestii kluczowych pozostawionych bez rozwiązania.

Podstawą wszelkiego aktywizmu jest Idea. To nie tylko rzeczywisty motor napędowy dla naszych aktywistów, lecz prawdziwy rdzeń i sedno naszych działań- naszego istnienia. Bez niej- obserwowaliśmy to już w naszym życiu nie raz- ludzie mogą tylko kręcić się wokół siebie, po omacku szukając w przestrzeni jakiegokolwiek punktu zaczepienia. Dla nas taką rolę odgrywa Trzecia Pozycja- jedyna obecnie istniejąca szkoła myślenia, która jest kompletna i której udało się z sukcesem połączyć siłę i szybkość młodości, z powagą i mądrością tradycji. W ten sposób uzyskano iście rewolucyjny światopogląd- dzięki któremu ludzie wciąż wiedzą nie tylko jak głośno krzyczeć i groźnie wyglądać, ale przede wszystkim: jak trwać i żyć w zgodności ze swoimi zasadami, wyciągając z każdej, nawet najbardziej niesprzyjającej dla siebie sytuacji: korzyść nie dla egoistycznie pojmowanego interesu organizacyjnego, lecz dla naszej, wspólnej dla wszystkich sprawy.

Idea- wyznawana sama dla siebie byłaby jednak zupełnie martwa. Dlatego wyciągamy z niej wnioski i przekładamy je bezpośrednio na zastaną przez nas rzeczywistość: aplikując ją na każdym, możliwym poziomie naszego zaangażowania: od pojedynczej jednostki, poprzez organizację i jej strukturę, relacje łączące ją z innymi, aż po środowisko rozumiane jako jedna całość. Nasza mentalność i może przede wszystkim brak kompleksów wobec kogokolwiek, sprawia, że to, co robimy w rzeczywistości, pomija nas samych, zrywa z mało chwalebną tradycją stawiania na pierwszym miejscu własnego ego, jest raczej nakierowane na rozwój i budowę fundamentów dla ogółu, całego środowiska. Formacja ideowa i polityczna, akcje socjalne, projekty i kontakty zagraniczne- to kwestie, które w najbliższych latach będą już przez nas jedynie pogłębiane- oczywiście w ramach konkretnego planu i jasno obranej strategii- akcja narodowo-radykalna trafiająca w próżnię jest tak samo martwa i zbyteczna- jak Idea wyznawana sama dla siebie.

Być może faktycznie; wielu z nas dziś stoi przed kluczowym momentem swojego życia. Być może specyfika czasów dzisiejszych, czasów wbrew pozorom bardzo gwałtownych i niepewnych- wymaga od nas podejmowania decyzji znacznie przewyższających odpowiedzialność, z jaką mieliśmy do tej pory do czynienia. Pewne jest to, że w obliczu rzeczywistych zmian cywilizacyjnych i globalnego postępu sił obiektywnie nam wrogich- nasz nacjonalizm, czy może przede wszystkim nasza mentalność i stosowane przez nas metody muszą ulec diametralnej zmianie.


2. Ustrój

Stosunek idei narodowej do ustroju państwa- zdecydowanie wyróżnia ją na tle innych koncepcji i światopoglądów. Przyczynkiem do tego jest uznanie istnienia gęstej sieci zależności pomiędzy jednostką, rodziną, zakładem pracy, narodem i państwem. Nacjonaliści mają więc tu niezwykle trudne zadanie: ponieważ muszą znaleźć dla swoich rozwiązań właściwe miejsce w każdym z tych obszarów.

Jeżeli można powiedzieć, że nacjonalizm ma w ogóle jakikolwiek dogmat to będzie nim stwierdzenie, że najbardziej doskonałą formą życia społecznego jest Naród. To właśnie tożsamość narodową należy uznać za tą najbardziej naturalną i niezwykłą siłę, która jest już na świecie obecna od stuleci, a której pomimo zaciekłego zwalczania jej przez przeróżne siły, wciąż nie udało się całkowicie wymazać. Nic nie łączy tak harmonijnie, tak dużej ilości osób- w, choć trudny do jednoznacznego zdefiniowania- ogólnie akceptowalny sposób. Jeśli faktycznie uznamy, że Naród stanowi epicentrum wszystkich stosunków społecznych i przyjmiemy to za naczelną zasadę w naszych rozważaniach- to uda nam się wtedy stworzyć ustrój, który w swym działaniu nie będzie naruszał wolności i potrzeb jego pojedynczych członków.

Podstawą Narodu jest instytucja rodziny, poprzez którą nie tylko utrwala on tożsamość narodową wśród swoich członków, ale czerpie też z niej tradycje i wartości. Jest to więc związek zależny od siebie- niosący za sobą realną korzyść dla obu tych struktur. W związku z tym; rodzina jako strażnik wartości narodowych i wychowawca kolejnych pokoleń musi zostać objęta specjalną ochroną instytucji wyższego rzędu.

Również jednostka w swojej całej ambicji, musi mieć zapewnioną możliwość działania dla Narodu, budowania jego wielkości i współuczestnictwa w niej, a przy tym spełniania własnych celów i pragnień.

Nie można w tym miejscu pominąć tematu zakładu pracy. Jest to miejsce, w którym człowiek spędza większość swojego czasu; zdobywa umiejętności, a także przykłada się w bezpośredni sposób do budowania gospodarki narodowej, a także, a może raczej przede wszystkim- utrzymuje on swoją rodzinę.

Oderwanie rodziny, jednostki czy nawet zakładu pracy od życia społecznego jest więc szkodliwe dla Narodu. Nie budując naturalnego organizmu narodowego, rozdziera się go na kawałki, uniemożliwiając mu jego faktyczny rozwój. Skoro więc dotyczy to tak mocno Narodu, w jeszcze większym stopniu będzie odnosić się do jednostki, rodziny i gospodarki.

Ustrój państwa musi więc wziąć pod uwagę wszystkie te aspekty. W swoim fundamentalnym założeniu musi być dziełem Narodu- emanacją jego najwyższej woli, nie strukturą go antagonizującą. Tak więc nacjonalizm nigdy nie może zgodzić się na to, by Naród funkcjonował rozbity na „nas” i „ich”. Koniecznym jest więc wciągniecie jak największej części żywotnej tkanki narodowej do struktur państwa, tak by stało się ono w istocie tworem oddolnym, a nie narzuconym „z góry” układem. Takie postawienie sprawy wydaje się być jak najbardziej zgodne z naturalnymi dążeniami ambicjonalnymi jednostki, jak i całych, gospodarczych gałęzi kraju. Rządzący uzyskują zatem potrzebną im legitymizacje, dzięki rzeczywistemu i namacalnemu udziałowi Narodu w strukturze państwa.

Jest ona konieczna do kierowania polityką zagraniczną czy wojskową, gdyż silny Naród zobowiązuje państwo do sprawnego podejmowania decyzji, które będą w najwyższym możliwym stopniu odpowiadać jego interesom i bronić jego suwerenności. Konkludując tą zależność, musimy stwierdzić, że stan idealny w dziedzinie ustrojowej, zakłada konieczność istnienia suwerennego Narodu w stosunku do państwa i suwerennego państwa w stosunku do wszystkich instytucji międzynarodowych i innych krajów.

W oczywisty sposób na fundamenty koncepcji państwa narodowego składa się: samorządność, hierarchiczność i powszechność, które wspinając się ze sobą do góry, tworzą razem silny organ rządowy.

Nie możemy też pominąć kwestii gospodarki, która mogłaby uderzyć w instytucję rodziny; zmieniając ją w biuro księgowe chciwych jednostek. Dlatego państwo winno zaprosić kolejne gałęzie gospodarki do siebie, jednocześnie wymagając od nich poszanowania dla praw jednostki i rodziny.

Ustrój narodowy- mając na względzie chęć zaspokojenia wszystkich potrzeb i ambicji swoich członków, może i powinien stać się prawdziwą instytucją, która będzie stanowić rzeczywisty kręgosłup Narodu. Tak by mógł on się nie tylko skutecznie bronić, lecz także znacząco rozwinąć skrzydła.


3. Gospodarka

Gospodarka należy do grona najbardziej istotnych zagadnień, które jako Trzecia Droga pragniemy podejmować w swojej publicystyce i działalności. Wielu z naszych rodaków mogła doświadczyć na własnej skórze czasów realnego socjalizmu, transformacji ustrojowej opartej w dużej mierze na wyprzedaży rodzimych firm i uwłaszczeniu komunistycznej nomenklatury- po to, by w końcu stać się częścią bolesnej lekcji pod hasłem globalnego kapitalizmu.

Mając na uwadze doświadczenia ostatnich trzech dekad, uważamy za koniecznie wypracowanie spójnego i realistycznego spojrzenia na gospodarkę, postawienie fundamentalnych pytań, wokół których jak mamy nadzieję będzie toczyć się przyszła debata na ten temat.

Upowszechnienie własności oraz oddanie związanych z nią instrumentów w ręce Narodu- to jeden z najważniejszych celów nacjonalizmu, którego spełnienie doprowadzi do niezależności każdego obywatela. Idea narodowa zakłada, że suwerenność Narodu jest jego immanentną cechą, a swoboda podejmowania decyzji i możliwość jego samostanowienia jest nierozerwalnie związana z działaniami długofalowymi, oraz tymi najbardziej skutecznymi. Jednakże mamy świadomość, że deklarowana tu wolność i suwerenność, nie może się ograniczać jedynie do kwestii swobód obywatelskich, lecz mu dotykać każdej sfery, w tym także tej ekonomicznej.

W obecnej rzeczywistości wmawia się nam, że gospodarka jako taka jest skonstruowana w sposób bezdyskusyjnie dwubiegunowy. Powszechnie uważa się zatem, że w rozważaniach na temat kształtu systemu ekonomicznego w państwie, stoimy jedynie przed wyborem pomiędzy kapitalizmem a socjalizmem- wraz z ich różnymi odmianami i odcieniami. Obecnie- największym wyzwaniem dla współczesnych narodów staje się zagrożenie płynące z działalności podmiotów wymykających się spod jurysdykcji państwa, chodzi tu o tzw. Starcompanies (wielkie, ponadnarodowe korporacje). Pojęcie to- pojawia się coraz częściej w debatach ekonomicznych w Stanach Zjednoczonych, lecz w swoim charakterze jest ono tak samo wiele znaczące dla każdej gospodarki uczestniczącej w globalnym kapitalizmie. Doszliśmy do tego momentu w dziejach, kiedy to wielkie korporacje są więcej warte od gospodarek całych krajów, jak choćby Polski.

Jako alternatywa dla wyżej wymienionych systemów i zagrożeń- powstała idea dystrybucjonizmu. Opiera się ona na społecznym nauczaniu Kościoła Katolickiego, które jest przedstawione między innymi: w encyklice Leona XII „Rerum Novarum”, oraz w encyklice Piusa XI „Quadragesimo Anno”, oraz w pracach innych duchownych, takich jak np. Sługa Boży kardynał Stefan Wyszyński. Jednakże za formalnych twórców dystrybucjonizmu uznaje się dwóch angielskich pisarzy: G. K Chestertona i H. Belloca. W Polsce przedstawicielem tego prądu myślowego był Adam Doboszyński, który dał temu wyraz na kartach swojej pierwszej pracy pt. „Gospodarka narodowa” i w późniejszej: „Ekonomia Miłosierdzia”.

W praktyce: dystrybucjonizm polega na rzeczywistej dekoncentracji kapitału, przemysłu i ziemi, które to miałyby być przekazane w ręce rodzin, ze względu na konieczność ich utrzymania, oraz ze względu na to, że to właśnie one stanowią podstawową komórkę Narodu. Powodem takiego podejścia do sprawy jest oczywisty fakt, że człowiek mający ziemię na własność- podchodzi do niej zupełnie lepiej, niż jakby miał na niej wykonywać pracę dla kogoś innego. Świetnie ujął to sam Chesterton, który stwierdził, że: „Najemnik ucieka, ponieważ jest najemnikiem, ale to dobry pasterz odda życie za swe owce”. Każdy z zawodów byłby skupiony w samorządnych cechach, ponieważ jak trafnie zauważył Doboszyński: „Ludzie pracujący w tym samym zawodzeni, najtrafniej ocenią postępowanie swojego kolegi i pohamują go- jeśli zaczną się wyłamywać z kodeksu obyczajów przyjętych w danym zawodzie. Kodeksy: Boski i karny są zbyt dalekie i zbyt ogólnikowe dla codziennej pracy zawodowej: krawiec, lekarz, górnik, inżynier, rolnik czy monter potrzebują praktycznych przepisów i reguł, których sędzią i stróżem może być tylko korporacja zawodowa. Ona to utrzymuje jednostkę w silnych karbach moralnych; ona pilnuje zawodowego honoru i dyscypliny, nakłada kary i udziela odznaczeń”. Takie postawienie sprawy hamowałoby monopolizację rynku przez niektóre podmioty. Natomiast w ręku państwa znalazłyby się tylko przedsiębiorstwa o charakterze strategicznym.

Największymi wzywaniami przyszłości dla nas, stanie się: kolejna rewolucja technologiczna, coraz ostrzejszy spór gospodarczy i polityczny pomiędzy przodującymi mocarstwami na świecie i wreszcie pomysły mające na celu poszerzenie zakresu partycypacji ludzi we wzroście gospodarczym poprzez instrument dochodu gwarantowanego.

Zasadnym zatem zdaje się pytanie, czy nacjonalizm jest w ogóle w stanie zaproponować jakąkolwiek pozytywną odpowiedź dla tych problemów?

Trzecia Droga uznaje dystrybucjonizm za kluczowy aspekt swojej tożsamości ideowej. Jednakże jesteśmy też zdania, że droga do jego osiągnięcia może w swej istocie biec na różne sposoby, dlatego według nas po drodze warto korzystać z mechanizmów, mających na celu doprowadzenie do jak najszerszego uwłaszczenia Polaków i zmniejszenia nierówności dochodowych w społeczeństwie.

Jednym z instrumentów, który może pozwolić na realizację postulatu wolności gospodarczej jest mądra polityka podatkowa. Nie zamykając się w mentalnych szufladkach doktrynalnego podejścia do wyższości podatków dochodowych nad obrotowymi- warto poprowadzić w tym miejscu pogłębioną analizę współczesnych systemów gospodarczych. Doprowadzi nas ona do jednego pytania: jaką rolę powinno odegrać państwo w świecie, gdzie kapitalizacja największych korporacji niejednokrotnie przewyższa wartości gospodarek narodowych.

Wiele całkiem rozsądnych głosów w środowiskach akademickich, publicystycznych, czy biznesowych wskazuje na konieczność przyznania obywatelom dochodu gwarantowanego. Inni zaś wskazują na programy społeczne i regresywną politykę podatkową, jako rozwiązanie dla pogłębiających się nierówności dochodowych. Wreszcie pojawiają się wezwania do zlikwidowania podatku dochodowego, który uważa się za grabież dokonaną na ludziach pracy i przedsiębiorcach.

Dyskusje te są bardzo ważne- jednak brakuje w nich zaakcentowania jednej, zasadniczej dla tego tematu idei, jaką jest wolność gospodarcza.

Tylko wolni ekonomicznie obywatele- będą w stanie dokonywać suwerennych wyborów w sferze publicznej, społecznej i politycznej. Stworzenie gospodarki opartej na małej, rodzinnej przedsiębiorczości- wraz z jednoczesnym zagwarantowaniem praw osób podejmujących zatrudnienie najemne, choćby poprzez system partycypacji w zyskach firm, spółek czy spółdzielni- jest kluczem do zbudowania prawdziwie wolnego społeczeństwa- co doprowadzi do wolności Narodu, który nie będzie musiał wtedy już dłużej liczyć na jałmużnę ze strony państwa czy korporacji.


4. Kultura

Od lat środowisko osób związanych z ideą polskiego, katolickiego nacjonalizmu, stara się przełamać impas, który zaistniał w sferze działalności kulturalnej. Wraz z odejściem do lamusa subkultur ubiegłego wieku, w tej przestrzeni pozostała pustka. Działalnością, na którą warto zwrócić uwagę i która może stanowić wielką inspirację dla całego ruchu, są inicjatywy podejmowane w zakresie organizacji festiwalów muzycznych, które nie tylko spajają wspólnotę ludzi niepokornych, ale również starają się kształtować życiowe postawy zbieżne z wyznawanym światopoglądem. To, wraz z działalnością niezależnych artystów, jest jednak kroplą w morzu potrzeb. Podstawowym błędem w rozważaniach na temat kultury jest dzielenie ludzi na twórców i odbiorców, co niejako deprecjonuje tych drugich, podczas gdy stanowią oni nie tylko wsparcie dla artystów, ale również impuls i inspirację do działania. Warto również zauważyć, że twórcy rzadko podejmują próby kształtowania odbiorców i przekazywania im bardziej wysublimowanych treści, co do których istnieje obawa, że nie spotkają się z dobrym przyjęciem. Współpraca pomiędzy twórcami a „konsumentami treści” powinna dążyć do nieustannego rozwoju i poszerzenia spektrum odbiorców, tak by treści znajdujące się w przekazie mogły kształtować coraz więcej osób.

By kultura nacjonalistyczna stała się czymś więcej niż tylko subkulturą, konieczna jest zmiana w kształtowanym przekazie. Pod popularnym hasłem „kontrkultury” skrywają się bowiem niemal wyłącznie treści negatywne i kontestujące, a promowane postawy zawsze znajdują się w opozycji do głównego nurtu i systemu, co stanowi ich istotę. Oczywistym jest, dlaczego się tak dzieje, warto również pamiętać o tym, że konstruktywny przekaz musi mieć do zaproponowania także pewne wartości pozytywne, które nie tylko mają potencjał by stać się bardziej popularnymi, lecz dodatkowo mogą przynosić lepszy rezultat w rywalizacji z systemem, w myśl zasady „zło dobrem zwyciężaj”. Kultura tworzona i kultywowana przez polskich narodowców musi nie może być kierowana tylko do nich samych, ponieważ staje się wtedy jedynie czymś podrzędnym – sub. Przekaz, kreowany przez twórców, powinien być nie tylko afirmatywny, ale również awangardowy, wyzwolony ze schematów, poszukujący nowych dróg rozwoju. Nieustanne poszukiwanie nowych form stanowić może impuls do rozwoju sztuki, która swoją atrakcyjnością mogłaby zbliżyć ludzi do narodowego systemu wartości i idei.

Działalność kulturalną i artystyczną w większym stopniu powinny wspierać organizacje i stowarzyszenia, które w tym celu powinny korzystać ze wszystkich możliwych (nie wyłączając tych systemowych), środków. Umożliwienie spotkania z artystą, przedstawienie jego prac, związana z tym dyskusja czy organizacja koncertu, który nie będzie tylko okazją do bezrefleksyjnej zabawy, może okazać się dużo korzystniejsze w skutkach niż organizowanie kolejnych pikiet i manifestacji, na które przychodzą i tak głównie osoby już związane ze środowiskiem. Należy przy tym pamiętać, że nie istnieje twórczość niezależna finansowo i każdy artysta powinien otrzymać godziwą zapłatę za swoją pracę. Dlatego też tak ważne jest uświadomienie sobie, że niemożliwy jest rozwój, zwłaszcza tej gałęzi naszego aktywizmu, bez wsparcia różnego rodzaju fundacji, stowarzyszeń i finansowania przez społeczność.


5. Religia

Trudno nie zauważyć ostatnimi czasy, że Kościół Katolicki przeżywa ciężki kryzys. I nie jest to kwestia pięciu czy dziesięciu poprzednich lat. Wbrew pozorom postawienie diagnozy na ten temat wcale nie jest jakoś szczególnie trudne -nowotworem wpychającym powoli, lecz nieubłaganie Kościół Katolicki do grobu jest modernizm.

Należy zadać sobie pytanie o to co właściwie kryje się pod tym, kojarzącym się bardziej ze sztuką czy architekturą słowie i dlaczego uważam go za najistotniejszy (na pewno niejedyny!) powód wzmiankowanego wyżej kryzysu. Postawa filozoficzno-teologiczna zwana modernizmem katolickim (niektórzy uznają przymiotnik katolicki w tym kontekście za wybitnie nie na miejscu, jak postaram się później wykazać całkowicie słusznie) zakłada między innymi, że dogmaty mają wartość jedynie historyczną i ich sensowność jest uwarunkowana upływem czasu. Nie przypadkowo św. Pius X poświęca całą encyklikę Pascendi Dominici Gregis wypunktowaniu i potępieniu błędów modernistycznych. Piszę on między innymi:

„(…) zwolenników błędów należy dziś szukać nie już wśród otwartych wrogów Kościoła, ale w samym Kościele: ukrywają się oni – że tak powiemy – w samym wnętrzu Kościoła; stąd też mogą być bardziej szkodliwi, bo są mniej dostrzegalni.’’

Nie przypadkowo też wspomniany papież nazywa modernizm „sumą wszystkich herezji”. Kierując się więc logiką „postępowych” myślicieli można uznać iż: skodyfikowanie prawdy wiary o istnieniu Trójcy Świętej i współistotności Chrystusa z Bogiem Ojcem w trakcie trwania Soboru Nicejskiego w roku 325 było potrzebne tylko w czasie formowania się „młodego” chrześcijaństwa- dziś może mieć jedynie walor poznawczy.

Jakże blisko współczesnym liberałom katolickim do dzisiejszych lewaków – dogmaty są jak płeć – stanowią jedynie konstrukt społeczny. Widać wtedy jasno, że obie sprawy w tym przypadku wyrastają z jednego rdzenia. Idąc dalej liberalizm stał się bardzo bliski protestantyzmowi poprzez stricte racjonalną, krytyczną analizę Pisma Świętego, odrzucenie nadprzyrodzoności cudów lub przypisanie ich jedynie fantazji autora.

Mógłby ktoś zapytać, czy ponad stuletni pogląd filozoficzno-teologiczny ma rzeczywiście jakikolwiek wpływ na najstarszą instytucje świata wraz z jej ponad miliardową liczbą wiernych. Owszem ma! I to ogromny. Nie chcę w tym miejscu rozwijać zanadto tej kwestii, znalezieni wielu obszernych i dogłębnych analiz nie będzie żadnym problemem. Dobrym przykładem może być wypaczenie idei ekumenizmu, która u swych podstaw dobra została posunięta do granic absurdu. Zamiast tradycyjnych uczynków miłosierdzia typu grzeszących upominać czy wątpiącym dobrze radzić mówi się teraz ‘nieważne w co wierzysz i do jakiego kościoła chodzisz, bylebyś był dobrym człowiekiem. Trudno się więc dziwić, że wielu ludzi, szczególnie młodych zamiast żyć na co dzień wskazaniami „jednego świętego, powszechnego i apostolskiego” kościoła wybiera życie poza kościołem lub szuka ukojenia sumienia we wszelakich wspólnotach protestanckich. Wszak ci ostatni i muzykę mają bardziej żywiołową i mniej rygorystyczne normy moralne, a i spowiadać się w zasadzie nie trzeba.

Jak więc starałem się powyżej wykazać: kryzys instytucjonalny Kościoła zaczął się niejako „od głowy” na skutek osłabienia jego rdzenia ideowego poprzez modernizm i liberalizm- co z kolei otworzyło drogę do działania dla wielu innych sił, których nie sposób ani zliczyć ani nazwać. Czy to jednak sprawia, że Jego przesłanie powinno zostać przez nas zignorowane?

Według nas: odpowiedź na to pytanie powinna być zdecydowanie oczywista. Będąc wiernymi wykładni katolickiego nacjonalizmu, uważamy, że człowiek jako jednostka- może w pełni przeżyć swoje życie i uwolnić posiadany przez siebie potencjał jedynie w ramach lojalnej służby danej zbiorowości. Zbiorowością najwyższego typu, najbardziej doskonałą, która występuje w życiu doczesnym jest Naród- wspólnota ludzi, których łączy wspólne pochodzenie, kultura, język, cywilizacja i historia. Służba jej- nie powinna być traktowana jako cel sam w sobie, jest ona środkiem do osiągnięcia celu wyższego rzędu, jakim jest zbawienie. Dla nas to dwie, wzajemnie uzupełniające się sprawy. W przypadku Kościoła Katolickiego- nie chodzi o hierarchię, nie stoimy przy tej wierze ze względu na jakąkolwiek osobę, która występuje w jej imieniu- stoimy przy niej ze względu na zespół uniwersalnych zasad, jaki ona za sobą niesie, stoimy przy niej ze względu na tego niezwykłego Ducha, który zbudował wielkość cywilizacyjną Europy i nadał sens naszemu istnieniu. Jesteśmy katolikami- bo uważamy, że katolicyzm niesie za sobą prawdę, dla której warto poświęcić wszystko- nawet samego siebie.

W awangardzie systemu od zawsze w pierwszej kolejności szedł przede wszystkim materializm. Przemiana ludzi w zwyczajne trybiki w wielkiej machinie gospodarczej- zakończy się sukcesem tylko i wyłącznie pod warunkiem, uprzedniego wyrugowania z nich przejawów jakiejkolwiek duchowości i skłonności do myślenia o rzeczach wyższych i ważniejszych. Patrząc na naszą sytuację w ten sposób- zupełnie naturalnie zatem największym wrogiem Systemu staje się katolicyzm. Dlatego nie wyobrażamy sobie tego, by odłączyć go od naszej idei, nie powodując przy tym jej wcześniejszego upadku czy wykoślawienia.


6. Imigracja

Nasz kontynent ma szeroką historię ścierania się z różnego rodzaju zagrożeniami. W VIII wieku poradziliśmy sobie z muzułmanami na półwyspie Iberyjskim i zatrzymaliśmy ich pochód w głąb Europy. Przetrzymaliśmy: najazdy mongolskie, epidemię czarnej śmierci, wojny religijne, rewolucje. Wiele z naszych państw: przeżyło tu swoje wzloty i upadki. Przeżyliśmy obie, bratobójcze wojny światowe; nazizm i komunizm. Byliśmy swoistym centrum świata. Dziś jednak: jesteśmy słabi, nasza siła z dnia na dzień, stale niestety maleje. Powodów takiego zjawiska jest wiele: liberalizm, kapitalizm, dewiacje, sprzedajna i zwyczajnie słaba kasta polityczna. W tym miejscu chciałbym jednak się zająć innego rodzaju zjawiskiem, które łączy w swojej istocie wszystkie powyższe zagrożenia. Mam na myśli: migrację. Kryzys migracyjny rozpoczął się w 2015 roku i niemalże od razu poddał w wątpliwość sprawność europejskich struktur zarządzania i system bezpieczeństwa. Miało to niezwykle istotny skutek- doprowadzając do pewnego rodzaju przewartościowania na europejskiej scenie politycznej, którego skutki możemy doświadczać aż do dzisiaj.

Przypomnijmy odrobinę to jak to wtedy wyglądało: ówczesny rząd Polski chcąc się przypodobać Pani Merkel zgodził się na początek przyjąć 6-7 tysięcy „uchodźców” z Afryki i Bliskiego Wschodu. Spotkało się to z oczywistą reakcją środowiska narodowego, które jasno przeciwko temu zaprotestowano. Oczywiście: nie pierwszy raz w historii naszego aktywizmu, na tym całym zamieszaniu skorzystaliśmy nie my- lecz inna partia, która wplatając ten wątek w swoją kampanię wyborczą objęła władzę w wyborach w roku 2015 roku. Z jednej strony: trudno się ludziom dziwić, wszak łatwo manipulować masami w sytuacji utrzymującego się strachu i zagrożenia. Zamachy, poszerzająca się psychoza, gwałty, napaści, antybiały rasizm- to wszystko choć działo się daleko od naszych granic, mocno wpływało na nasze postrzeganie.

Od tego momentu minęło już parę lat, a okres ten okazał się wystarczający by ukazać nam w pełni ile tak naprawdę znaczą deklaracje polskiego rządu w sprawie imigracji. W maju 2018 roku oświadczono, że Polska przyjęła już trzy tysiące muzułmańskich imigrantów. Dochodzą do tego uchodźcy ze Wschodu, pracownicy najemni i kontraktowi z Indii, Nepalu i innych dalekich miejsc. Całość pokazuje nam jedno: nie jest ważne jak mocno, po raz kolejny oszukano obywateli, fakt faktem, że jako nacjonaliści mamy obecnie poważny problem, wobec którego musimy zająć zdecydowane i jasne stanowisko.

To co wydaje nam się tutaj zupełnie oczywiste, co jednak wymaga podkreślenia- masowa migracja nie została wywołana, nie zaistniała z powodów kulturowych czy politycznych. Patrząc na historię: można łatwo zauważyć, że jej rodowód jest czysto ekonomiczny. Właściciele wielkich biznesów; finansowi magnaci z krajów zachodnich, pragnąc znaleźć dostęp do taniej siły roboczej wymusili na rządzących zmiany w prawie, otwierające szerzej granice dla obcych nam kulturowo ludzi. W ten sposób otworzono prawdziwą puszkę Pandory, z której skutkami musimy się borykać się do dzisiaj. Ma to odbicie także w obecnym dyskursie w Polsce, gdzie najwięcej głosów dotyczących konieczności otwarcia rynku na obcokrajowców, pada ze środowisk powiązanych z wielkim kapitałem, które widzą w tym najłatwiejszy sposób na zwiększenie osiąganych przez siebie zysków, przy jednoczesnym obniżeniu wkładu własnego.

Jednak problem migracji to nie tylko kwestie natury ekonomicznej. Wszystko się rozgrywa tu o kontrolę nad tym zjawiskiem, która jak pokazuje nam przykład państw Zachodu, działa tylko do pewnego i często bardzo krótkotrwałego momentu. Lawinowy przyrost ludności obcej kulturowo w państwie, przy słabości jego aparatu, powoduje naturalne problemy z porządkiem społecznym. W miarę upływu czasu, grupy te wobec kulturowego nieprzystosowania się do warunków panujących w naszych państwach, naturalnie zaczynają się izolować; tworząc w ten sposób pewnego rodzaju getta, które w skrajnych wypadkach niejako „wyjmują” spod prawa całe dzielnice w największych , europejskich miastach! To stanowi otwarte pole do popisu dla rozwoju wszelkiego rodzaju religijnych radykalizmów, terroryzmu i przestępczości zorganizowanej. Doprowadza do sytuacji, w której rdzenni mieszkańcy boją się wyjść po ciemku na ulicę: zwykli Europejczycy są napadani przez zbrojne bandy, a kobiety (i nie tylko) gwałcone. Nie jest to świat jakiego chcemy- dlatego charakter problematyki związanej z tymi kwestiami, jeszcze dokładniej opiszą moi koledzy w następnych rozdziałach.

Co w takim razie należy zrobić? Trzecia Droga, podobnie jak w przypadku innych tego typu tematów, stoi na stanowisko, że kwestia imigracji- wymaga przede wszystkim rozsądnego rozróżnienia pojęć obowiązujących na ten temat w debacie publicznej. Imigrant, migrant, migrant ekonomiczny, uchodźca- te cztery rzeczowniki w rzeczywistości są nazwami innych zjawisk, które wymagają odpowiednio innego sposobu postępowania. To co oczywiste: nienaruszalnym punktem programowym nacjonalizmu jest dbałość o interes Narodu- czy niekontrolowana imigracja obcych nam kulturowo elementów jest dla niego korzystna? Odpowiedź w tym miejscu jest oczywista. Dodatkowo: tak zwany porządek miłosierdzia wyznacza nam kierunek postępowania w tej sytuacji, nakazując przede wszystkim troskę o najbliższych członków naszej wspólnoty- zrywając przy tym ze zgubnym zjawiskiem „ratowania całego świata”. Nie jest możliwe w obecnym świecie- całkowite zahamowanie przepływu ludzi pomiędzy państwami, czy wyzerowanie procesu migracji, ale ostatnia praktyka pokazuje, że istnieje możliwość wprowadzenia odpowiednich, rozsądnych regulacji prawnych, które potrafią zniwelować te problemy. Właśnie tę drogę pragniemy rozwijać w dalszych pracach, które będą publikowane przez nasze środowisko.


7. Bezpieczeństwo

Bezpieczeństwo jest jednym z najważniejszych elementów życia człowieka i stoi u samych podstaw jego hierarchii potrzeb. Wkraczając w drugie stulecie niepodległości Polski, mając na względzie charakter zmieniającego się świata, uważamy, że należy dokładnie przeanalizować ten termin i zdefiniować związane z nim problemy i wyzwania, jakie stoją przed nacjonalistami w tej dziedzinie.

Jak możemy przeczytać w słowniku Bezpieczeństwa Narodowego: „Bezpieczeństwo to teoria i praktyka zapewniania możliwości przetrwania i realizacji własnych interesów przez dany podmiot, w szczególności poprzez wykorzystywanie szans (okoliczności sprzyjających), podejmowanie wyzwań, redukowanie ryzyk oraz przeciwdziałanie (zapobieganie i przeciwstawianie się) wszelkiego rodzaju zagrożeniom dla podmiotu i jego interesów”

Bezpieczeństwo wewnętrzne jest jednym z najbardziej istotnych czynników, który obejmuje swoim zakresem praktycznie wszystkie aspekty życia społecznego wewnątrz państwa. Według badania CBOS przeprowadzonego w 2017, 89% z nich twierdzi, że w Polsce żyje się bezpiecznie. Jest to jeden z najwyższych wyników od 1989 roku. Warto jednak potraktować te badania ze sporą dozą ostrożności, gdyż jak wiadomo poziom bezpieczeństwa w kraju, rozkłada się nierównomiernie. Co możemy zaproponować na tym polu? Na pewno ogromnym złudzeniem byłoby twierdzić, że całościowe zaostrzenie prawa w jakimkolwiek stopniu rozwiąże nasze problemy. Zaczynając od ostatnio głośnego tematu- uważamy, że wszystkie zawody opierające się na kontakcie z dziećmi, powinny być w przypadku gwałtu czy pedofilii traktowane jednakowo surowo, a osoby biorące udział w zatajeniu lub ukrywaniu tego typu przestępstw powinny odnosić kary z górnej części Kodeksu Karnego. Mając świadomość niewydolności systemu więziennictwa, uważamy, że powinno się częściej stosować dozór elektroniczny za pierwsze przestępstwo przeciwko mieniu, bezpieczeństwu w komunikacji, dorzucając surowszą karę za już kolejne przewinienia.

Dzięki temu zmniejszymy koszt utrzymania więzień. Powstałe w ten sposób oszczędności będziemy w stanie przekazać najbardziej potrzebującym gałęziom systemu bezpieczeństwa wewnętrznego:

-szybkość działań organów ścigania,

-szkolenia, sprzęt, uposażenia,

-usprawnienie systemu sądownictwa.

Kolejnym tematem jaki należy tutaj poruszyć jest dostępność do broni i prawo do obrony swojego życia i mienia. Uważamy, że o ile to pierwsze jest podstawowym prawem człowieka- to jednak nie byłoby korzystne żywcem przenieść do Polski rozwiązania ze Stanów Zjednoczonych. Należałoby jednak znacznie przyspieszyć ten proces, usuwając istniejące bariery administracyjne, przy zachowaniu wymaganych obostrzeń i włączyć tę kwestię do tematu prawa do obrony, które teraz w aktualnym stanie prawnym, podlega w głównej mierze interpretacji sędziego prowadzącego sprawę. Z tematem bezpieczeństwa wewnętrznego i obecnych wyzwań w tym zakresie łączy się w sposób nierozerwalny zagadnienie terroryzmu.

Nawet jeśli temat ten jeszcze nie dotyczy naszego kraju, to charakter tego zagadnienia sprawia, że powinien być on obecny w naszej debacie publicznej już teraz. Dlatego punktem w naszym programie musi być postulat realnej współpracy operacyjnej z państwami arabskimi, które z uwagi na swoje położenie, mają najlepsze informacje wywiadowcze na temat organizacji terrorystycznych i ich planów dotyczących ataków w Europie. Z zagadnieniem imigracji- w większej mierze jeszcze wiąże się zagadnienie konfliktów religijnych i zwykła przestępczość zorganizowana, która już teraz zupełnie nieskrępowanie rozwija się na terenach imigranckich gett. Państwo musi wypracować jasny sposób postępowania w tym zakresie, ponieważ bez niego naraża na szwank swoje własne społeczeństwo.

Nie tylko historia, lecz nawet podstawowa analiza faktów, uczy nas, że wyjątkowe położenie naszego kraju na styku dwóch części Europy- sprawia, że bardziej niż inni jesteśmy narażeni na niebezpieczeństwo ze strony państw ościennych. Choć dzisiaj zdaje się, że zagrożenia natury militarnej nie są już tak bliskie- to mimo wszystko nie można nam popaść w złudne przeświadczenie o własnym bezpieczeństwie i potencjale w tym zakresie. Jako nacjonaliści: jesteśmy zdecydowanie przeciwni uzależnieniu od NATO- ponieważ jest to sojusz, który państwa poza Stanami Zjednoczonymi, traktuje jak pomniejszy protektorat. Za niezwykle niepokojące należy uznać fakt stacjonowania na naszych ziemiach amerykańskich wojsk- co niestety jedynie podkreśla smutną praktykę wasalizacji naszego kraju przez kolejne, następujące po sobie polityczne „elity”. Nasze wojsko zdaje się być obecnie w opłakanej kondycji- a zmiany przeprowadzane przez obecną ekipę są jedynie kosmetyczne. Widać to na przykładzie reformy systemu dowodzenia Sił Zbrojnych, którego sedno w zasadzie sprowadza się do przepychanek kompetencyjnych pomiędzy Ministrem Obrony a prezydentem. Wojska Obrony Terytorialnej, których powstanie było niewątpliwie dobrym pomysłem, zostały dziś nadmiernie upolitycznione, co wpływa negatywnie na rozwój tej formacji w terenie.

Przemiany zwiastujące swoim nadejściem kompletnie nowe czasy, które zostały już dokładnie opisane przez moich przedmówców w poprzednich częściach tej pracy- wpływają także bezpośrednio na przedstawiany przeze mnie aspekt bezpieczeństwa. Pojęcia wojny hybrydowej, wojny asymetrycznej, cyberwojny i prywatyzacji wojny są pojęciami kompletnie nowymi, o charakterystyce, w znacznym stopniu wykraczającej nie tylko poza wiedzę i możliwości części analityków i ekspertów, lecz także europejskich elit politycznych, które reagują na nie ze sporym opóźnieniem, z wielkim trudem dostosowując się do zmiennych warunków pola walki XXI wieku. Wymaga to tym bardziej szczególnego wysiłku od nas, by możliwie wszechstronnie przygotować się do czekających na nas wyzwań i trudności.


8. Polityka Zagraniczna

Polityka zagraniczna w swojej najgłębszej istocie jest najcięższym i zarazem najbardziej bezwzględnym rodzajem prowadzonej przez człowieka polityki. Wiąże się to z tym, że w podstawowej wersji jest ona w dużej mierze wolna od ideologicznych wskazań i wartości etycznych, mając za zadanie dwa kluczowe dla siebie cele. To jest: reprezentowanie interesów Narodu poza granicami państwa, oraz zapewnienie mu bezpieczeństwa i niezależności od zewnętrznych czynników decyzyjnych. Z uwagi na to, że należą one także do tak zwanych celów egzystencjalnych (kluczowych, fundamentalnych) państwa- ich wypełnienie ma pierwszeństwo nie tylko przed innymi celami rządzących, lecz także stoi lub powinno stać ponad realizacją kwestii związanych z innymi rodzajami polityki, jeśli te stoją ze sobą w sprzeczności. Stwierdzenie to choć dla niektórych czytelników może wydać się w tym miejscu kontrowersyjne- nie jest niczym więcej jak tylko logicznym wnioskiem płynącym z tego co już na łamach tej pracy wspominano wielokrotnie. Naród dla nas jest najbardziej doskonałą zbiorowością ludzi na ziemi, ustrój narodowy jest po to by zapewnić jego udział w strukturze państwa, a państwo ma zagwarantować jego przetrwanie i niezależność wszelkimi możliwymi drogami. Do tych ostatnich jak nie trudno się domyślić: należy prowadzona w rzeczywisty i konsekwentny sposób polityka zagraniczna.

Smutny wniosek płynący z analizy faktów dostępnych nam z ostatnich 29 lat- wskazuje na to, że Polska jako państwo do tej pory, nie prowadziło na większą skalę niczego co by można było uznać za podmiotowo realizowaną politykę zagraniczną. Dlaczego? Wytłumaczeń może być w tym miejscu całkiem sporo. Być może w przeciągu prawie trzydziestu lat: nie posiadano wystarczających możliwości czy niezbędnych ku temu zasobów, równie prawdopodobny- i piszemy to w tym miejscu zupełnie bez ironicznie- może być brak sprzyjających okoliczności. Nie jest naszym celem tutaj, głównie z uwagi na rzeczywiste skomplikowanie powyższej materii, formułowanie jakichkolwiek kategorycznych stwierdzeń. Za to faktem jest np. to że III RP jak do tej pory nie wykorzystała w żaden sposób możliwości płynących z naszego zasiadania w gronie niestałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ. Poczyniono znaczne postępy na kierunku euroatlantyckim, zaniedbując przy tym inne- uzależniając nasze bezpieczeństwo od kaprysu waszyngtońskiej administracji, która po następnych wyborach może odwołać wszystkie wcześniejsze ustalenia jednym ruchem ręki- bo imperiom tak wolno, a w tym zestawieniu to my jesteśmy na znacząco słabszej pozycji. Zbierając wszystkie te powyższe kwestie razem: całkiem uprawiony wydaje się nam w tym temacie wniosek, że brak faktycznej polityki zagranicznej nie wiąże się z jakiegoś rodzaju tajnym spiskiem, lecz najzwyczajniej w świecie jest on wypadkową braku rzeczywistej elity politycznej w naszym kraju. Zamiast prawdziwych decydentów wysokiej jakości, mamy jedynie naprzemiennie zmieniających się klientów zagranicznych ośrodków. Zwyczajnych pożytecznych idiotów- tak bardzo zapatrzonych w inne, większe państwa, że aż nie nie tylko nie zdolnych do zadbania o polski interes, lecz nawet nie zdolni do jego właściwego wyznaczenia i zdefiniowania.

Podobnie jak w przypadku innych omawianych w tej pracy tematów- także w kwestii polityki zagranicznej środowisko polskich nacjonalistów nie było w stanie do tej pory wypracować razem jakiejś konkretnej wizji. O ile w tym przypadku można to jeszcze zrozumieć, wszak trudno w obecnej sytuacji merytorycznie dyskutować na tematy tak bardzo odległe od naszej codziennej rzeczywistości- to jednak należy przyznać, że zmiana dynamiki wydarzeń międzynarodowych- zmusza nas do podjęcia pracy także nad tą kwestią. Nie wystarczy już więcej wspomnieć o „Europie Wolnych Narodów”, która dziś może być co najwyżej pewnego rodzaju ideową ramą, czy o „Europie braterskich Białych Narodów”- mocno karykaturalnej wizji odbijającej naszą subkulturową naiwność i tak powszechne wśród nas myślenie życzeniowe. Zatem jedyną godną wspomnienia w tym miejscu zdaje się być koncepcja Międzymorza. Choć jej początki w naszym środowisku datuje się na czasy II Rzeczpospolitej gdzie wzięła się z refleksji nad sytuacją dziejową w jakiej znalazł się nasz kraj, dziś jest znana głównie w postaci promowanej przez ukraiński ruch Azow- jako blok państw rozciągający się od Morza Bałtyckiego, po morze Adriatyckie i Czarne. Pomysł ten choć może wydawać się nam pociągający- z uwagi na iluzoryczną możliwość stworzenia przeciwwagi dla wrogich nam ośrodków- jest według nas niemożliwy do zrealizowania. Ukraina jako de facto państwo upadłe- czy też niezdolne do niezależnej działalności na arenie międzynarodowej, nie tylko nie może być zwornikiem takiego bloku- lecz jej obecność w nim, wobec obecnego układu politycznego- oznaczałaby automatyczne związanie takiego Międzymorza ze Stanami Zjednoczonymi- czego w zasadzie nie kryją nawet sami pomysłodawcy. Nie trudno zauważyć jak sprzeczne byłoby tu z postulatami Trzeciej Pozycji. Nasze wątpliwości względem tej koncepcji tyczą się też państw bałtyckich- których położenie kładło by na nich główny ciężar utrzymania spoistości całego bloku, a które występując nawet w pewnego rodzaju sojuszu- nie są w stanie tego zrealizować. Na koniec- ostatecznym przykładem zdaję się być w tym miejscu analiza historyczna, która pokazuje, że państwa mające tworzyć Międzymorze- współpracowały ze sobą jedynie w czasach pokoju i prosperity- rozrywając łączące je więzi na rzecz silniejszych podmiotów w sytuacji zagrożenia.

Jak zatem powinniśmy podejść do tego tematu? Co oczywiste- zdajemy sobie sprawę w tym miejscu, że kwestia wyłożenia kompleksowego programu polityki zagranicznej- znacznie przekroczyłaby ramy tego opracowania. Z resztą nie jest to tutaj naszym celem: chcemy jedynie swoim wysiłkiem zdefiniować pewnego rodzaju nienaruszalne podstawy- punkty wyjścia do dalszej dyskusji na te tematy w naszym środowisku.

Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że kwestia całkowitego wyłożenia skutecznego programu polityki zagranicznej- stanowczo przekroczyłaby ramy tego opracowania. Z resztą nie jest to naszym celem- chcemy jedynie zdefiniować nienaruszalne podstawy do dalszej dyskusji w tym temacie.

Co jest w tym miejscu absolutnie fundamentalne? Zdajemy sobie z tego sprawę, że musi istnieć pewnego rodzaju mechanizm współpracy pomiędzy państwami na naszym kontynencie- jeśli Europa i nasze zasady mają przetrwać w coraz bardziej globalizującym się świecie. Oczywiście- roli tej nie jest w stanie spełnić Unia Europejska- z uwagi na jej strukturalną niewydolność i antynarodowe podstawy. Fakt uznania związku losu naszego państwa z losem kontynentu- nie oznacza jednak, że Polska nie może aktywnie działać na rzecz wzmocnienia swojej pozycji. Wręcz przeciwnie: wydaje się to dla nas oczywiste, zwłaszcza jeśli wrócimy do tego, że państwo ma obowiązek zapewnić ochronę dla interesów swojego Narodu za granicą. Podstawą do spełnienia takich okoliczności- musi być odbudowa polskiego potencjału poprzez powrót do prowadzenia polityki wielowektorowej. Obejmuje ona wzmocnienie relacji z grupą Wyszehradzką (ze względu na silne związki natury ekonomicznej i strategiczne położenie dla urzeczywistnienia koncepcji Nowego Jedwabnego Szlaku), zwrócenie się w kierunku Bałkanów (gdzie istnieje spora luka do wykorzystania przez Polskę), powrót na Bliski Wschód (który wciąż przez następne lata będzie kluczowym obszarem dla światowej polityki, a który ze względu na kontakty naszego kraju jeszcze z poprzedniej epoki- może zostać przez nas skutecznie wykorzystany).

Bez względu na nasze obecne położenie- nacjonalizm nie może kapitulować przed przyjęciem na siebie odpowiedzialności- bez względu na to czego ona tak naprawdę dotyczy. Polityka zagraniczna, choć zdaje się tak bardzo odległa od naszej rzeczywistości- jest jednym z kluczowych obszarów funkcjonowania państwa i właśnie dlatego musi się stać przedmiotem nie tylko naszego zainteresowania, lecz także wzmożonej pracy.


9. Trzecia Pozycja w Europie

To co rozumiemy tutaj pod pojęciem Trzeciej Pozycji- awangardy narodowego-radykalizmu, narodziło się w latach 70 ubiegłego wieku we Włoszech; w ogniu ulicznych walk i twórczego fermentu ideowego wśród młodych nacjonalistów. Od tego czasu- światopogląd ten znacznie się rozwinął, wychodząc swoim zasięgiem nie tylko poza granice Włoch- lecz także poza granice naszego kontynentu; inspirując rzesze ludzi do walki o swoje narody.

Gabriele Adinolfi powiedział, że Trzecia Pozycja zrodziła się między innymi na gruncie refleksji, która wskazywała na brak możliwości skutecznej reakcji na rodzące się zagrożenia- bez przejścia na wyższy, międzynarodowy poziom naszej walki. W związku z tym uznajemy projekty międzynarodowe za jak najbardziej równoprawną część naszego aktywizmu.

Takie podejście z wielu względów nie powinno nikogo dziwić. Z jednej strony- nie ulega wątpliwości, że ogrom zagrożeń dla bezpieczeństwa naszych narodów- zaczyna z dnia na dzień przybierać coraz bardziej transgraniczny charakter. Konsolidacja unijnych instytucji władzy, ekspansja międzynarodowego kapitalizmu, wzmacniające się wpływy propagandy gender i LGBT- te zjawiska stanowią egzystencjalne zagrożenie dla naszej cywilizacji- toteż nic dziwnego, że sytuacja wymaga od nas wyjścia ponad historyczne zaszłości i prymitywny rewizjonizm i zbudowania mostów, których utrzymanie w dobie rozwoju technologii i szybkiego przekazu jest łatwiejsze niż kiedykolwiek. Z drugiej strony: to nie jest tak, że nacjonaliści są w jakiś sposób zaszczepieni na otaczającą nas rzeczywistość. A ta bezlitośnie to wykorzystuje i zdaje się krok po kroku nas punktować, zabierając cenne możliwości. Widać to zwłaszcza na Zachodzie, gdzie w wielu miejscach zwyczajny brak jakiegokolwiek wykształcenia i zgubna fascynacja zagranicznymi prądami- spycha nasze organizacje w otchłań bylejakości. Wszędzie tam gdzie forma ustępuje treści, gdzie ładny wizerunek wyprzedza pomysł, a emocje zasłaniają strategię: nacjonaliści stają się dziećmi do bicia- kolejnymi naiwnymi pionkami w nieswojej grze, którzy sami siebie wpychają w ideowe i intelektualne getto.

Dlatego uważamy, że jakakolwiek sensowna i głębsza współpraca zagraniczna pomiędzy europejskimi nacjonalistami- powinna być w pierwszej kolejności oparta na gruncie ideowym. Nie ulega wątpliwości, że jest to pole, na którym jak pokazują ostatnie wypadki na kontynencie- wciąż mamy jeszcze niestety wiele do zrobienia. Nasze grupy, organizacje i partie polityczne- bez względu na typ i charakter swoich działań, potrzebują konkretnej podbudowy ideowej i intelektualnej- bez której nie są w stanie skutecznie odpowiadać na czekające ich wyzwania i poruszać w meandrach konkretnej sytuacji politycznej. Istnieje więc w tym zakresie; namacalnie dostrzegalna próżnia- Trzecia Pozycja pragnie na powrót ją w tym zakresie wypełnić, a my jako jako przedstawiciele jej polskiego środowiska, będziemy w tym na pewno aktywnie uczestniczyć, poprzez różnego rodzaju projekty, jak np. pierwszy tego typu, europejski magazyn nacjonalistyczny The Spear.

Dopiero po załataniu dziur i nieścisłości na tym polu- możemy się zwrócić w stronę bardziej poważnych kwestii, leżących na styku aktywizmu i polityki. Koordynacja wysiłków różnych grup, z różnych krajów, zwłaszcza w przypadku poważniejszych wydarzeń i projektów, patrząc na to zagadnienie z punktu widzenia filozofii organizacyjnej- wydaje się jak najbardziej logiczna. Oznacza jednak konieczność pogodzenia ze sobą różnych interesów, mentalności oraz sposobów myślenia. Taki fakt nakłada na nas konieczność dążenia do stworzenia zinstytucjonalizowanej formy kontaktów zagranicznych- byłby to znaczący krok do ustabilizowania i wzmocnienia mechanizmów wymiany wiedzy i informacji pomiędzy czołowymi przedstawicielami naszego środowiska w całej Europie.

Działając w Polsce; żyjąc w niej i walcząc- naturalnym jest, że przede wszystkim jesteśmy zakorzenieni w jej rzeczywistości- tu lokalnie. Jednakże musimy też zrozumieć, że bycie nacjonalistami, nakłada na nas odpowiedzialność, która wykracza daleko poza granicę tylko naszego kraju. Odpowiedzialność za to co się dzieje w Europie i w innych krajach, gdzie są ludzie którzy wyznają tak drogie nam ideały.

Tym jest właśnie Trzecia Pozycja. To program walki globalnej, światopogląd rewolucyjny i rzeczywista strategia zmiany zastanej przez nas rzeczywistości. To awangarda radykalnego nacjonalizmu, która wraca dziś na europejskie salony.

Autorzy pracy: Dawid Kaczmarek, Bartosz Biernat, Piotr Zych, Filip Paluch, Sławomir Strzelec, Stefan Tempes, Mateusz Iwański, Michał Szymański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.