Adam Bednarczyk „Dobij mnie, Europo. Wspomnienia z wojny bałkańskiej” (recenzja)

Adam Bednarczyk (ur. 1965) był działaczem Federacji Młodzieży Walczącej w okresie „Solidarności” i stanu wojennego, w Krakowie. Brał udział w małym sabotażu, drukował bibułę, organizował struktury FMW poza Krakowem. W 1992 roku wyjechał do Bośni jako dziennikarz, później zaciągnął się do armii chorwackiej (walczył w plutonie zwiadowczo – dywersyjnym DIV). W 1997 roku spisał wspomnienia, które ukazały się pod tytułem Dobij mnie, Europo. Wspomnienia z wojny bałkańskiej. W tym okresie był uważany przez Wojskowe Służby Informacyjne za podejrzanego, ponieważ funkcjonariusze WSI przesłuchiwali jego rodzinę celem zdobycia informacji nt. pobytu Bednarczyka w Bośni. Był podejrzany również w związku ze sprawą Gumisia. W 2015 roku ukazało się trzecie wydanie książki. Obecnie pracuje jako metaloplastyk, mieszka w Krakowie.

***

Wojna w Jugosławii, bombardowania Belgradu i Nowego Sadu w 1999 roku przez lotnictwo NATO, ostrzeliwanie przez serbską artylerię Dubrownika i innych miast chorwackich, bitwy o Laslov i Vukovar, oblężenie Sarajewa, mordy, zbrodnie wojenne w Bośni, trwający od 1999 roku konflikt serbsko – albański o Kosowo. To pokazuje, iż Półwysep Bałkański jest cały czas wielką beczką prochu, która może wybuchnąć z równą albo jeszcze większą siłą. Konflikt z lat 1991 – 1995 był także bratobójczą wojną między nacjonalistami z całej Europy, walczącymi przeciw sobie w chorwackich i serbskich mundurach. Na Bałkanach walczyli także Polacy. Jednym z nich jest dziennikarz z Krakowa, Adam Bednarczyk, który zawarł swój udział w wojnie w wyżej wymienionej książce, wydanej w trzech wydaniach w latach 1997 – 2015. Trzy wydania wspomnień z wojny na Bałkanach różnią się okładką, obwolutą i ilością stron, w porównaniu z pierwszym, wydanym w 1997 roku, to trzecie wydanie jest bardziej obszerne, zawiera posłowie, komentarz mjr M. Zimnego, uczestnika misji ONZ w Jugosławii, wkładkę z licznymi fotografiami Bednarczyka oraz czarno – białe zdjęcia umieszczone w tekście. Poza tym, w pierwszym wydaniu z 1997 roku Adam Bednarczyk nie wspomina o tym, iż walczył w chorwackich szeregach z wyżej podanych powodów. Powyższa książka została wydana w ramach serii „Kondotierzy”, której celem jest pokazanie polskich kondotierów walczących w konfliktach zbrojnych na świecie.

***

Książka Adama Bednarczyka opisuje wojnę w sposób realistyczny, nie naukowy, stąd nie zawiera przypisów odnoszących się do obszernych materiałów źródłowych, opracowań naukowych, informacji prasowych z mediów ogólnoświatowych ani odnośników do poprzednich wersji wspomnień. Przypisy zawierają w tym wydaniu krótkie wyjaśnienia nazw i topografii miejscowości, na których terenie toczyła się wojna, oraz skrótów niektórych terminów. Oprócz nich można odnaleźć tłumaczone na język polski wyrazy, zwroty, zdania i pieśni z języka chorwackiego, co dla osoby słabo znającej chorwacki jest bardzo pomocne w lekturze, ponieważ pomaga zrozumieć znaczenie i sens m.in. śpiewanych przez chorwackich żołnierzy pieśni.
Wojnę autor opisał z trzech perspektyw. Pierwszą z nich była perspektywa zwykłego człowieka, który biorąc udział w wojnie widział naocznie ogrom zniszczenia, jakie niesie za sobą każda wojna domowa. Zniszczone domy, podziurawione od kul i śladów pocisków budynki, leje powstałe wskutek wybuchów bomb, popękane drogi od ciężaru opon jeepów, ambulansów, pojazdów opancerzonych oraz gąsienic czołgów, głód, nędza i niedola cywilów uciekających z terenów zajętych przez serbskie wojsko i oddziały paramilitarne Arkana, i Seselja. Wszystko to wywarło na Adamie tragiczne wrażenie, którego nie zapomni on raczej do końca życia. To kontrastowało jednak z chorwacką obyczajowością, której symbolem były organizowane wesela, radość z okazji narodzin dziecka, ślubu i związane z tym opijanie zdrowia, pieczenie prosiaka na ogniu, śpiewanie pieśni przez ochotników z DIV oraz szacunek, jakim cywile darzyli chorwackich żołnierzy, co świadczy o bardzo dobrej integracji i chęci dzielenia wspólnej doli i niedoli przez towarzyszy broni. Druga perspektywa była, jak na wojaka przystało, wojskowa. Mimo, iż Bednarczyk – jako dziennikarz – został przyjęty początkowo dość chłodno przez żołnierzy i nie rozumiał ich mentalności, to po dziewięciu miesiącach służby czuł się wśród nich jak swój, towarzysz broni, czego symbolem był wzajemny smutek spowodowany tym, iż Adam musiał wrócić do Polski, by opisać swoje wspomnienia. Opisuje w swojej książce ze szczegółami przebieg akcji militarnych, wyposażenie, uzbrojenie, sytuację żywnościową, logistyczną i mieszkaniową chorwackich ochotników. Trzecia perspektywa była dziennikarska, jednak Adam nie chciał być typowym dziennikarzem jak wszyscy, chciał dotrzeć do wnętrza tej wojny, poznać zwykłych żołnierzy, ludzi i ich kulturę, wejść w ich uczucia, co tylko owocuje in plus tej książce. Również warto przywołać franciszkanina – spowiednika, który po wyznaniu Adama, że jest dziennikarzem, powiedział mu: „Ty pisz, że tu bronią ziemi, bronią przed gwałtem, śmiercią, złoczyńcami. Walczą w obronie wiary katolickiej. Spójrz na te kobiety. One się tutaj urodziły, uprawiały tę ziemię, rodziły i wychowywały dzieci, które teraz ich bronią. Bronią wiary…” To, jak i słowa dedykacji dla poległych za wolność i honor, pozwala stwierdzić, iż dla Bednarczyka chorwacka wojna o niepodległość była tą samą wojną, jak polskie powstania narodowe i rewolucje europejskie XIX wieku, w których brali udział polscy ochotnicy. Wojną o honor i wolność europejskiego narodu, w tym wypadku chorwackiego.

***

Książka w warstwie fabularnej obfituje nie tylko w barwne opisy żołnierskiego życia, ale i w dramatyczne wydarzenia. Autor wspomnień brał udział w walkach na pierwszej linii frontu, ramię w ramię z towarzyszami z oddziału zwiadowczego, strzelał z broni palnej, uzbrajał miny, brał udział w akcjach, zwiadach i dywersji. Nie budzi więc wątpliwości charakter, w jakim Adam Bednarczyk brał udział w tych walkach: „Czy jestem dziennikarzem, czy już nie? Przecież mam broń w rękach i nie zawahałbym się ani chwili by jej użyć, żeby zabić, ratując tym własne życie.” Wartym uwagi wątkiem w tej powieści jest również wątek romantyczny, mianowicie romans Polaka z dziewiętnastoletnią Chorwatką, Vesną (zwaną Wiosenką). Początkowa znajomość przerodziła się w związek miłosny, który mógłby najczęściej zakończyć się happy endem, jednak tak się nie zakończyła. Po ostatnich chwilach i pocałunkach nigdy więcej Adam i Vesna się nie spotkali. Występują również – jak na wojenną historię przystało – tragedie, największą z nich dla Adama była strata przyjaciół z oddziału, Żbunjariego i Alexa, która odcisnęła poważne piętno na jego życiu.
Bednarczyk ostro skrytykował hipokryzję ONZ, która nie tylko pozostała bierna wobec tragedii Bałkanów, ale nawet była skłonna na niej się wzbogacić:

„Patrząc przez lornetkę zauważyłem pewien szczegół. Na jednym z podwórek zamalowywano zieloną farbą biały transporter opancerzony.
– Spójrz, Iki! Podałem mu lornetkę.
– No i co, jakiś dowódca ONZ zrobił interes – odpowiedział bez emocji.
– O tym również chcesz napisać? Odezwał się Cupo.
– Tak.
– Nikt ci w to nie uwierzy, ale jeśli już chcesz, to napisz też o tych sześćdziesięciu sowietach z UNPROFOR-u, którzy wraz ze sprzętem przeszli na serbską stronę.
– Gdzie to było?
– Nie wiem dokładnie, gdzieś w centralnej Bośni, chyba pod Sarajewem. W radio słyszałem.
– Może to była propaganda?
– To, co widzisz, to też propaganda?”
Bardzo mocno dostało się też Tadeuszowi Mazowieckiemu, wówczas pełniącemu w Jugosławii misję specjalnego wysłannika ONZ:
„- Co sądzisz o misjach Mazowieckiego? – spytałem któregoś wieczora przy szklaneczce wybornego wina.
– Nic nowego nie wnoszą, poza tym, co wszyscy w ONZ wiedzą. Propaganda dla tłumu – zaśmiał się, po czym patrzył mi głęboko w oczy.
(…)
– Ale o samym Mazowieckim?
– Głupio naiwny. Dał się w to wrobić. Myślał, że może dla tych ludzi coś zrobić. Ale chyba już się opamiętał, zrozumiał, że jest tylko pionkiem na szachownicy, bo o nowych misjach ucichło.
– Czyim pionkiem?
– Technokratów z ONZ, którzy go wysłali, by mieszkańcy Europy mieli spokojne sumienie. Również, aby ktoś z zewnątrz zasugerował, że nie tylko Serbowie popełniają zbrodnie wojenne. Ma to na celu usprawiedliwienie militarnej bezczynności. A najdziwniejsze jest to, że Mazowiecki zajmuje się tym, nie mając zielonego pojęcia o wojnie.”
Autor książki bronił zagranicznych ochotników, którzy walczyli o niepodległość Chorwacji, a byli przez świat uznawani za najemników i płatnych morderców: „Śmiesznym mogłoby się wydawać, że walczący tam obcokrajowcy byli najemnikami. Czy równowartość kilkuset marek miesięcznie, to była pobudka, dla której Kanadyjczyk, Niemiec czy Australijczyk miałby narażać się i ginąć? Wszyscy, których spotkałem, byli ideowcami lub ludźmi żądnymi wrażeń i przygód (…). Byli najmniejszą armią świata, armią ludzi wolnych, walczących tam gdzie chcieli. Po stronie, gdzie wskazywało im serce i sumienie.” Równie sceptycznie odnosi się do kreowania medialnego wizerunku prochorwackich ochotników jako na faszystów, sojuszników ustaszy etc., co też powinno zwracać nam uwagę na to, jak do dzisiaj demoliberalne media kreują polski nacjonalizm jako ideologię szowinizmu, rasizmu i antysemityzmu, próbując wykorzeniać poczucie dumy narodowej, co Bednarczyk opisuje na przykładzie nagonki, jaką wówczas wywołano na ochotników z HOS i Czarnego Legionu, czyli nacjonalistycznych formacji paramilitarnych, walczących po stronie chorwackiej: „Wśród ‘panterek’ wyróżniali się chłopcy z Czarnej Legii. Nosili czarne uniformy. Była to grupa kultywująca stare, ustaszowskie tradycje. Wydawało się dziwne, dlaczego Europa robi tyle niepotrzebnego szumu wokół nielicznej garstki narodowców z HOS i Czarnej Legii. Byli chorwackimi patriotami tak jak inni. (…). Z wieloma ich poglądami można się było nie zgadzać, ale nie można im było zarzucić braku odwagi i poświęcenia dla kraju. (…).
– Czy jeśli widzisz współczesnego Japończyka, Niemca czy Włocha, to patrzysz na niego jak na faszystę? Na pewno nie – mówił tonem nauczyciela. – A to, że na słowo Chorwat, pierwszym skojarzeniem dla Europejczyka ma być ustasza, to kreują media – tłumaczył.”

***

Wspomnienia Adama Bednarczyka wliczają się w kanon awanturniczych powieści. Jednak jest ona bardzo wartościowa. Każdemu, kto interesuje się wojną na Bałkanach w latach 90. XX wieku, polecam do niej zajrzeć. Liczne szczegóły dotyczące realiów miejsca i czasu, opis działań wojennych, żołnierskiego życia, ludzkich dramatów, niepewności jutra, chwile oderwania się od szarej, wojennej codzienności, i bohaterstwo chorwackich żołnierzy walczących o niepodległość swojego kraju są opisane. Nie brakuje tutaj krytyki pod adresem ONZ, UNPROFOR, zachodnich dziennikarzy oraz wszelkich „wielkich tego świata”, wszak nie wnieśli żadnego wkładu w nawet skuteczną próbę pogodzenia zwaśnionych stron konfliktu i byli jedynie biernymi obserwatorami tragedii, jaką przeżywali Serbowie, Chorwaci i Bośniacy walcząc przeciw sobie na ziemiach, które razem zamieszkiwali od wielu lat. Czyta się ją jak powieść awanturniczą, z tym zaznaczeniem, iż historie opisywane przez polskiego dziennikarza miały miejsce naprawdę, w trakcie wojny w Jugosławii, nie było to science-fiction. Język jest bardzo przystępny, realistyczny. Akcja toczy się chronologicznie, od początku wyprawy do Bośni, która miała trwać jedynie kilka tygodni, po powrót autora książki do Krakowa.
Czytanie tejże lektury zaś osobiście odradzam tym, którzy lubują się w czytaniu wydawanych przez medialnych celebrytów kolejnych biografii, poradników modowych, żywieniowych i pogodowych, zachwycają się pikantnymi szczegółami z ich życia, nie mają za grosz duchowej refleksji o tym, dokąd dąży dzisiejszy świat i zamiast stawiać pytania czekają, aż kolejny telewizyjny ekspert udzieli im odpowiedzi. Powieść Bednarczyka jest właśnie powieścią, która zadaje pytania, a odpowiedzi niech udzieli każdy, kto przeczyta tę powieść.

Adam Busse

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.