Adam Busse: Poszukując Wiary (opowiadanie)

Syria. Okolice miasta Homs. Miasta opustoszałego wskutek krwawej wojny, jaką globalizm wypowiedział niepodległemu państwu i rządowi Baszara al-Asada. Miasta, z którego uciekło lub zostało wypędzonych ponad pięćdziesiąt tysięcy chrześcijan, w obawie przed nowymi porządkami, jakie na zdobytych przez siebie terenach zaprowadzają terroryści w mundurach Państwa Islamskiego. Tam, na potężnym, 650-metrowym uskoku, w górach Dżabal an-Nusajrija, pośród palącego słońca, burz piaskowych, wojennej zawieruchy i wybuchów bomb, pocisków artyleryjskich oraz co dzień grających salw karabinów maszynowych, trwa dumnie słynna Twierdza Rycerzy. Zwie się ona Crac des Chevaliers. Kurdowie nazywają ten zamek również Hisn al-Akrad, czyli Twierdza Kurdów. Pamięta ów potężny zamek jeszcze czasy Wypraw Krzyżowych. Zbudowany w A.D. 1031 na zlecenie emira Aleppo, w trakcie Pierwszej Krucjaty został zdobyty przez wojska Rajmunda z Tuluzy w A.D. 1099, jednak krzyżowcy nie zajęli go na trwałe, opuścili go maszerując dalej w kierunku Świętego Miasta Jeruzalem. Drugi raz Twierdzę Rycerzy zajęli Krzyżowcy pod wodzą Tankreda jedenaście lat później. W A.D. 1142 hrabia Trypolisu, Rajmund II, oddał go Zakonowi Maltańskiemu w posiadanie, zakonowi, który później rozbuduje zamek w stylu gotyckim, dobuduje kościół, salę rycerską, kilka wież i wzmocni zamek, umocnienia i część centralną, noszącą wymiary 110 na 60 metrów. Twierdza ta była dość długo w europejskich rękach, aż do A.D. 1271, gdy 200 rycerzy maltańskich przez miesiąc broniło zamku Crac des Chevaliers, po czym ze względu na słabość liczebną i niknące nadzieje na przybycie europejskich ochotników musiało się poddać przed armią sułtana z dynastii Mameluków, Bajbarsa, który słynął z bezprzykładnego okrucieństwa. Po odejściu Krzyżowców zamek ostatecznie został zamieszkany przez miejscową ludność, a dzisiaj jest na liście UNESCO, a od czasów rozpoczęcia działań wojennych w Syrii figuruje jako jeden z zabytków zagrożonych zniszczeniami wojennymi.

***

Michał, młody 23-letni student, narodowy rewolucjonista i zarazem wyznawca Tradycji, nie mógł się nadziwić pięknu tego zamku. Wzniesiona na uskoku o powierzchni dwóch i pół hektara, wysokości 650 metrów nad poziomem morza, osi podłużnej liczącej 220 metrów i poprzecznej – 135 metrów. Otoczona dwoma potężnymi murami o grubości sześciu metrów, wzmocniona półokrągłymi basztami. Dostępna początkowo przez most zwodzony, później zastąpiony kładką. Polak szedł dalej, przeszedł przez kładkę w głąb zamku. Poszedł na stronę południową, tam znalazł się w Sali Grubych Kolumn, w jej głębi znajdowały się refektarz i sale kuchenne. Później udał się do Wielkiej Sali Rycerskiej, o wymiarach dwadzieścia siedem na siedem i pół metra. Następnie udał się na dach Sali 120 Metrów, tam gdzie dachem był górny taras, skąd był widok na trzy najwyższe wieże, górujące nad resztą twierdzy, mające być w założeniu ostatnim miejscem obrony. Poszedł i wspiął się na szczyt jednej z tychże wież, i usiadł, i przez długą chwilę zadumany otworzył Brewiarz. Był to czas Wielkiego Postu, więc zaczął z oczami wzniesionymi wysoko do Nieba śpiewać Stabat Mater Dolorosa. Po bardzo długiej modlitwie, trwającej około godziny, zszedł z wieży i udał się na dalsze zwiedzanie. Poszedł do kaplicy wbudowanej w mury zamkowe, a dalej – na jej wysokości góruje imponująca Sala 120 Metrów, wyposażona w studnię i piec do wypiekania chleba. Zatrzymał się w kaplicy i uklęknął. Pogrążony w bardzo długiej, zdającej się nie mieć końca, modlitwie, rozmyślał nie o swojej przyszłości, której dla siebie nie widział w tym współczesnym świecie, któremu dawno temu wypowiedział wojnę. Rozmyślał o swoich troskach, które przenosiły się z niego na troskę o przyszłość Wiary, o dziedzictwo Białej Europy, a dopiero na końcu – o swoich ziemskich sprawach. Długo rozmyślał, aż do zachodu Słońca. Po zachodzie Słońca gromko zaśpiewał pieśń, której od czasu zakończenia krucjat nie śpiewano w tej części świata – zaintonował:

– Crucem sanctam subiit,
Qui infernum confregit,
Accinctus est potentia,
Surrexit die tertia, Alleluja.
Lapidem quem reprobaverunt
Aedeficantes factus est
Caput anguli, Alleluja.

***

Po zaintonowaniu pieśni Templariuszy objawił się Michałowi w tej kaplicy w ułamku sekundy jego imiennik, ubrany w czerwone i złote szaty, oplecione napierśnikiem z czystego złota, silne, rzemienne sandały, o wielkich białych skrzydłach jak pawie rozkładające na postrach wrogom swoje pióropusze, włosach upiętych w książęcy diadem oraz uzbrojony w ognisty miecz, od którego mocy bije wielki gorąc. Tak, młodemu i zdumionemu Polakowi ukazał się Archanioł Michał (którego imię brzmi „Któż jak Bóg?”) dowódca Wojska Niebieskiego, Księciem Królestwa Bożego, dawcą wielu łask, pomocy i wsparcia w chwilach szczególnych ucisków ludzi przez szatana. On jest strażnikiem Bramy Królestwa, a wg innych przekazów wraz z Archaniołem Gabrielem asystuje przy tronie Najwyższego Króla. Teraz zaś stoi przed swoim klęczącym w kaplicy imiennikiem gdzieś w dalekiej Syrii. Tam, gdzie toczy się wojna, bramy Nieba są codziennie bombardowane dziesiątkami, setkami, tysiącami modlitw odmawianych przez wojsko, ochotników walczących z ISIS oraz kurdyjskich, syryjskich, irackich, palestyńskich i arabskich chrześcijan, którzy giną w egzekucjach wykonywanych na tyle sposobów, że nawet sam diabeł by zadrgnął na widok terrorystów. Tam Michał poszukiwał samego siebie, odkrywał z dnia na dzień Prawdę, on, zwykły pielgrzym zafascynowany historią Kościoła, Krucjatami, Tradycją i tym wszystkim, co jest dzisiaj odsuwane na bok, a Wiara jest obiektem kpin, drwin i publicznego ostracyzmu tam, w Europie. W Europie, która po 1945 roku, zaczadzona przez demoliberalizm, nie stawiła bezwzględnego oporu fali liberalizmu, hedonizmu, kultu dolara i bachanaliów oraz kulturowego marksizmu, a czego skutki dzisiaj ponosi. Wielu ludzi mówi dzisiaj, że Europy już nikt nie uratuje. Bzdura, bo cóż innego, jak wojujący, bezkompromisowy Katolicyzm oraz odrodzenie rewolucyjnego nacjonalizmu, są w stanie stawić bezwzględny, stanowczy opór falom imigrantów, dyktatowi poprawności politycznej, walce z religią oraz moralnej dekadencji? Kto inny poza nacjonalistami, walczącymi katolikami jest bowiem w stanie walczyć? Ludzie ładnie strojący się do kościoła, ale po kościele nieżyjący po Bożemu? Młodzież oazowa brzdąkająca na gitarach, tańcząca i oddająca się medytacjom nad Pismem Świętym, i nie mieszająca idei? Część hierarchów kościelnych, która odpowiada za szereg patologii we współczesnym Kościele – pedofilię, układy z politykami, materializm i walkę z nacjonalizmem? Moderniści dążący do niszczenia Tradycji?

***

Na te pytania Michał poszukiwał odpowiedzi właśnie pielgrzymując na Bliskim Wschodzie. To tam, jak myślał pielgrzym, na Bliskim Wschodzie i w Afryce odradza się Tradycja i z biegiem czasu musi rozlać swoje zdroje twardej Wiary na resztę całego świata, bowiem cały świat musi się każdego dnia przygotowywać na powtórne przyjście Zbawiciela.
Objawienie trwało bardzo krótko, po 10 minutach wymiany wzajemnych spojrzeń Michał zamknął oczy i pogrążył się w bardzo długiej zadumie. Po tym, jak otworzył oczy, Archanioła już nie było. Był on sam w kaplicy. Minęło od przybycia do twierdzy już kilka godzin, wychodząc z niej zauważono na tle świecącego miliardami gwiazd bezchmurnego nieba kilka białych smug, przecinających niebo. Czy jest to jakiś znak dla Michała? Może jakaś zesłana przepowiednia jego życia? A może to nie smugi, tylko bomby z samolotów bądź pociski artyleryjskie przecięły horyzont? Bądź też jakiś znak nadejścia Paruzji? Albo czas poddania przez Pana Boga młodego pielgrzyma próbie? Nie wzruszyło to Michała, który najwidoczniej był wzorem starożytnych ascetów zatopiony w wiecznej modlitwie. Przed powrotem do Polski postanowił odmówić modlitwę do św. Michała Archanioła, bowiem miał złe przeczucia, co do czystości duszy, którą notorycznie atakował szatan, zatem tuż przed wyjazdem klęknął na piasku pustynnym, wzniósł oczy wysoko do Nieba i recytował:

– Sancte Michael Archangele,
Defende nos in proelio;
Contra nequitiam et insidias diaboli esto praesidium.
Imperet illi Deus, supplices deprecamur:
Tuque, Princeps militiae Caelestis,
Satanam aliosque spiritus malignios,
Qui ad perditionem animarum pervagantur in mundo,
Divina virtute in infernum detrude.
Amen.

1 comment

Get RSS Feed

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.