Kultura
3.7

Dawid Kaczmarek: Z Pamiętnika Szczura #5

Od ostatnich wydarzeń zrozumiałem, że to moje pisanie do Was naprawdę ma znaczenie. Wyszło na to że to pewnego rodzaju moja własna, osobista misja. Być może wy cały czas nie wiecie co robić, być może czekacie na odpowiedź; dlatego nie mogę Was zawieść. Nie chcę Was zawieść. W świecie w którym co raz bardziej wszystkim jest we wszystkich sprawach wszystko jedno, warto mieć coś takiego. Taką malutką nić która nas trzyma przy życiu. Coś osobistego i własnego. Przyrzeczenie, które skwapliwie wypełnia się dla innych. Obietnicę, która buduje nasz pomnik, którą spełnia się cierpliwie przez całe życie i nie chce się nic w zamian.  Często nam mówiono: „Bądź zawsze gotowy”. Szczur był zawsze na warcie, w każdej chwili swojego życia. Bez względu na to co się działo i gdzie w danym momencie przebywał. Jedność z otoczeniem. Jedność z naturą. Siła. Spokój. Opanowanie. I zimna głowa. Zwłaszcza teraz. Zwłaszcza po tym wszystkim. Ostatnie wydarzenia pokazały nam jak nie wiele trzeba by złamać nasz opór i wszystko zniszczyć. Jak trzeba myśleć. Zawsze wybiegać wiele ruchów na przód, niczego z góry nie zakładać i nie brać za pewnik. Jeśli chcieliśmy przetrwać, każdy z nas osobna, musiał zostać ogniskiem oporu.  Ostatnia linia musi być stabilna. Ponad wszystko. Ostatnia linia nie może się chwiać. Zawsze na straży. Nasza misja jest zbyt ważna. Porażka nie wchodzi w grę.  To się nie mogło nigdy więcej powtórzyć.

Starałem się ze wszystkich sił. Dawałem z siebie wszystko co mogłem. Moja siostra wracała powoli do zdrowia. Jej rany się goiły. To prawda. Jednak nie mogłem udawać że nie wiem jak wielkie spustoszenie w niej to wszystko uczyniło. Jak nagle z dnia na dzień gdy po raz pierwszy otworzyła oczy, stały się one puste. Tak jakby trochę bez wyrazu, a może trochę skryte pod zasłoną smutku. Nie. Nic nie mówiła. Nie była na mnie zła. Nie winiła mnie. Ale jednak, za każdym razem gdy płakała w nocy, ja płakałem razem z nią. Cicho. Tak żeby nikt nie widział. Bo to ja byłem za nią odpowiedzialny. To ja byłem odpowiedzialny za moich ludzi. To ja miałem być dla nich autorytetem. Drogowskazem. I nim byłem. Nie wiedziałem jak, nie wiedziałem jakim cudem, ale dawałem radę. Faktycznie dawałem radę. Pracowałem ponad miarę. Cały czas. Brałem wszystkie możliwe zadania i wykonywałem je. Co do joty. W stu procentach. Osiągałem sukces. Jednak nie miałem pomysłu co zrobić żeby się zatrzymać. Trwało to dalej i dalej. Ile dokładnie? Sam nie wiem. Jednak myślę, że już do tego doszliście i to zrozumieliście, że Szczury to tylko zwykli ludzie. Czujemy tak samo i tyle samo jesteśmy w stanie wytrzymać. A ja wtedy chyba właśnie, po prostu przestawałem dawać radę.

Najpierw pojawiły się koszmary. Zacząłem odtwarzać dzień w którym zaatakowano moją siostrę. Ciągle i ciągle. Na nowo widziałem to przed oczami. Co noc chciałem krzyczeć, ale nie mogłem. Dusiłem się. Tak przerażająco realistycznie. Bałem się tych snów właśnie dlatego, że nie mogłem nic zrobić. Tak to właśnie wyglądało. Potem już nie mogłem spać. Znowu strach? A może wstyd? Wstyd dlatego że byłem słaby. Bałem się, że ktoś zrozumie w jakim stanie jestem, że ktoś to odkryje. Więc teraz zacząłem żyć też nocami. A może już tylko wegetowałem? Ledwo, ledwo. Ostatkami sił. Łaziłem po nocach. Tak po prostu. Przed siebie. Żeby zająć czymś myśli. Ulice po zniesieniu stanu wojennego były znacznie bezpieczniejsze, jednak to i tak było głupie. Głupie i niepotrzebne. Wbrew wszelkim zasadom jakimi się kierowaliśmy. Gdy ból był zbyt duży, niedługo potem doszedł do tego alkohol. Różne ilości. O różnej częstotliwości, z różnymi wymówkami, jednak zawsze z tym samym rezultatem. Teraz nie dość że wychodziłem w nocy sam, to jeszcze wychodziłem pijany. Beznadzieja. Nie wykończyła mnie Służba Bezpieczeństwa. Wykańczałem się sam.

W takim stanie byłem bezużyteczny. Dla sprawy i dla innych. Błędne koło. Koło którego nie potrafiłem przerwać. Zaczęli to zauważać też moi ludzie. Chronili mnie. Kryli przed innymi. Wtedy byłem im wdzięczny, ale to nie było dobre. Alkohol obniża koncentracje. Osłabia zmysły, zdecydowanie, zdolność do szybkiego podejmowania decyzji. Czyli wszystkie te cechy które decydowały o naszej przewadze. O naszej sile. O naszej wyjątkowości. Nawet nie chce mi się dokładnie mówić o tym co się stało. O tym co przeważyło. Nawaliłem. Sami wiecie przez co. Nie wiele brakowało, a jeden z moich chłopaków by nie wrócił. Prosta misja, zwykły spacerek, a mogło skończyć się tragedią. Nic bym z tym nie mógł zrobić. Tyle tylko, że przyjąłem kulkę która miała być dla niego. Przyjąłem ją na siebie. Misja zrealizowana. Rana niegroźna. Bardziej bolała mnie wtedy urażona duma. Świadomość że nawaliłem. I świadomość, że… chyba zaczynałem mieć problem. Chłopaki mnie opatrzyli i zanieśli do lokalu tymczasowego. Przykrywka. Standardowa procedura w takich sytuacjach. „Zbyt niebezpiecznie żeby iść dalej”. Leżałem w pokoju i nie mogłem wstać. Oni stali przed drzwiami. Rozmawiali. Niby szeptem. Ale wiedziałem że mówią o mnie. Nie wiedzieli co robić. Zaczynali wątpić. Nie mogłem mieć im tego za złe.

W pewnym momencie rozległ się stukot butów o posadzkę. Taki charakterystyczny. Chłopaki stanęli przed kimś na baczność. Zasalutowali, Robili tak tylko przede mną. Więc musiał być to ktoś ważny. Drzwi się otworzyły. Faktycznie, to był Szczur. Człowiek który wprowadzał mnie do Organizacji. Znał mnie odkąd pamiętam. Znał mnie jak nikt inny. Jak mój drugi ojciec. Spojrzał. Był zły. Wiedział. Wiedział nie tylko o tym jak zawiniłem. Wiedział o piciu, o tym całym bagnie w jakim byłem. Krzyczał. Szarpał mnie. Cały czas leciały mu łzy. Po prostu się o mnie bał. Tak mi się wydaje „Nie wiesz jakie to ważne? To co robimy?”- wiedziałem. „Narażasz się! Narażasz także swoich ludzi!”- do tego też samemu udało mi się  dojść. „Jesteś zbyt ważny, żebyśmy mogli Cię stracić”- a jeśli właśnie to mnie przygniatało? „Skoro o tym wszystkim wiesz to czemu zachowujesz się tak lekkomyślnie?”- nie odpowiedziałem. Spuściłem głowę. On mnie zrozumiał. Mimo wszystko. Wielka rzecz. Rzadko spotykana. „Wiesz co masz zrobić”- powiedział. Wiedziałem. Koniec z piciem. Nawet jeśli nie będzie łatwo.

Inni chcieli mi pomóc. To coś niesamowitego. Szczury opiekują się sobą nawzajem. To dla nas naturalne. Podstawa wszystkiego. Całego naszego działania. Naszego aktywizmu. Najpierw jesteśmy rodziną a dopiero potem organizacją. Chłopaki wytatuowali mi na dłoni duży czarny „X”. Powiedzieli mi, że w Starym Świecie to był znak silnych ludzi, którzy odrzucali używki. Wybierali życie w zgodzie z samym sobą. Teraz ja miałem na nowo wznieść w górę ich sztandar. Jeśli pijesz i nie cierpią z tego powodu inni ludzie albo twoje sprawy- to rób jak uważasz, działaj w zgodzie z sumieniem i z samym sobą. Jeśli wymyka Ci się to spod kontroli tak jak to wymknęło mi się i przejmuje nad Tobą władze. Wtedy skończ z tym raz na zawsze. Za każdym razem gdy jesteś pijany, wygrywa System. Za każdym razem gdy nie wykonujesz swoich obowiązków oddala się nasze zwycięstwo. Nietrzeźwy narażasz swoich ludzi.

Jak jesteś trzeźwy to jesteś dla nich niebezpieczny. Twoje Ciało to dynamit, który wysadzi System. Miej to na uwadze.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.