Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Filip Paluch: Mniej niż drogowskaz

Postawiono przede mną niezwykle ciężkie zadanie napisania tekstu wstępnego, otwierającego dział kulturalny w niniejszym czasopiśmie. Jest to zadanie o tyle niebezpieczne, że pozwala rościć sobie prawo do odpowiedzenia na następujące pytanie: w którym kierunku powinna zmierzać twórczość środowiska nacjonalistycznego w Polsce. Jeśli w jakikolwiek konkretny sposób postaramy się odpowiedzieć a to pytanie, narazimy się na śmieszność i zgrzeszymy bezczelnością wobec złożoności ludzkiej twórczości. By choć w niewielkim, bezpiecznym stopniu poruszyć ten temat, postaram się poszukać odpowiedzi na inne pytanie, mianowicie co powinno być fundamentem, na którym mogłaby się oprzeć sztuka tożsamościowa.

Sformułowania „sztuka tożsamościowa” używam nie bez przyczyny, bowiem słowa „narodowa” lub „nacjonalistyczna” nacechowane są obciążeniem każdego pojęcia politycznego, niezwykle ograniczając Twórcę i czyniąc z niego rzemieślnika w służbie abstrakcyjnej ideologii lub politycznej potrzeby chwili. Pojęcie identytaryzmu, tożsamościowości, jest nie tylko o wiele szersze, ale również zwraca uwagę na człowieka jako podmiot w kulturze, poszukując źródła jego osobowej tożsamości, która łączy się z duchowym ciałem szerszej wspólnoty. Identytaryzm widzę jako nowe tchnienie w europejskie ruchu narodowe, które pozwala zachować twórczość i podmiotowość człowieka w nurcie określonych poglądów politycznych, strącając z piedestału wychwalane cnoty Politycznego Żołnierza, który spala się w pył na ołtarzu wspólnoty. Nie wolno się jednak przy tym łudzić, że myśl francuska może jeszcze kiedykolwiek wydać cokolwiek przełomowego w swojej świeżości.

Kultura sama w sobie, czy też myśl o współtworzeniu jej rozgałęzień, nigdy nie jest dostateczną wartością mogącą stać u fundamentu procesu twórczego. Proces ten zresztą byłby kłamliwy, gdyby w swojej istocie był zwykłą pracą rzemieślnika, pozbawioną elementu duchowego. Być może dlatego tak ciężko zdefiniować, które owoce kultury zaliczyć można do tożsamościowego nurtu twórczości, zaś które pozostają poza jej obrębem. Wątpliwości nie budzą prace odwołujące się do przeszłości, te jednak nie mogą stanowić rdzenia naszego nurtu, gdyż ponownie spychają go do roli archiwalnego depozytu przeszłych wartości. Kto myśli, że skutecznym sposobem kształtowania cnót we współczesnym społeczeństwie jest gloryfikowanie przeszłości i przywoływanie jej jako przykładu, myli się przynajmniej częściowo. Nie ulega wątpliwości, że sentymenty jakimi darzy się sienkiewiczowską trylogię, czy niezliczone opowieści o żołnierzu polskim, wywierają wpływ na to jak pojmujemy honor, bohaterskość i poświęcenie. W tym tkwi jednak problem, gdyż niełatwo odnieść wzory bohaterstwa, poświęcenia i zachowania honorowego, osadzone w konkretnej przestrzeni przeszłości, do problemów współczesności. Wyidealizowana opowieść o tym co było, bez względu jakim środkiem twórczym jest ona przekazana, nie może choćby w części odpowiedzieć na nurtujące nas zagadnienia teraźniejszości. „Pieśń o małym rycerzu” nie daje nam odpowiedzi jak zachować się w wypadku problemów spotykających nas każdego dnia, które nie znajdują odpowiedniego miejsca w nacechowanej patosem twórczości środowiska. Dojść można do oczywistej konkluzji, że twórczość tożsamościowa, by być żywa i świeża, musi być twórczością zaangażowaną, osadzoną w teraźniejszości i starającą się nie tyle podać rozwiązania, ile próbować zrozumieć złożoność sytuacji, które spotykają nas w dzisiejszym świecie, a przy których rozregulowane kompasy sumień nie potrafią wskazać właściwych kierunków. Należy więc odrzucić przeszłość na rzecz dnia dzisiejszego. Zachować do niej szacunek i traktować jako źródło inspiracji, nigdy jednak nie widzieć w niej niczego więcej niż mitologii, gdyż tym stała się w obecnej narracji społecznej. Mitologia jest jednym z najpiękniejszych wytworów ludzkiej myśli, trudno jednak na jej przykładzie oczekiwać, że przeciętny odbiorca odnajdzie odbicie swojej sytuacji życiowej w obrazie pożerającego własne dzieci Saturna czy też poświęcającej swoje życie na ołtarzu Ojczyzny Danuty Siedzikówny „Inki”.

Twórca zatem powinien być jak najbardziej osadzony w rzeczywistości, z szacunkiem czerpać z przeszłości i jednocześnie z nadzieją i obawą patrzeć w przyszłość. Co więcej, owoc jego twórczości powinien być emanacją jego przeżyć, wykwitem jego samego. Tylko wtedy może być w swojej istocie autentyczny, a więc i interesujący dla samego odbiorcy. Niezgrabnie czerpiąc z Alchemii Słowa Parandowskiego, można zaryzykować również stwierdzenie, że Twórca, którego wysiłki obliczone są tylko na krótką chwilę, na wzrastającą popularność danego tematu ( vide Żołnierze Wyklęci), nie zakładając, że jego dzieło może przetrwać pokolenia, niezdolny jest do stworzenia niczego wybitnego. Jego praca przestaje być długo dojrzewającym owocem, a staje się jedynie produktem obliczonym na jak najmniejsze koszta i jak największy zysk. Większość z książek, rzeźb, artykułów grafik itd., które powstają w nurcie tożsamościowym, nie przetrwa próby roku lub paru miesięcy, nie znaczy to wcale, że są bezużyteczne i bezwartościowe. Pragnę wierzyć, że każdy wytwór ludzkiej twórczości jest wartością dodaną, nawet jeśli służy jedynie w sposób terapeutyczny jego Twórcy. Niemądrym jest pisanie do szuflady, gdyż pozbawia Twórcę krytyki odbiorców, która choćby szorstka, jest najskuteczniejszym sposobem samodoskonalenia.

Każdy proces twórczy wymaga drogowskazu, którym powinny być wartości uniwersalne i ponadczasowe, jednocześnie najbardziej pierwotne. Dlatego też uważam, że dla Twórcy nie ma drogowskazu bardziej idealnego od triady Prawdy, Dobra i Piękna. Z tych wartości wyprowadzić można zarówno złożone systemy filozoficzne, jak i dać odpowiedź na pytania wynikające z prozy życia. To z tych nawzajem przenikających się wartości powinniśmy czerpać pełnymi garściami i także te wartości znaleźć możemy w ponadczasowych arcydziełach. Sztuka zaangażowana ukazać może prawdę o trudach codziennego życia i skłonić odbiorcę do znalezienia w nim swojego własnego piękna, które sprawi, że chmury choć trochę się rozstąpią. Nie jest naszą rolą nieść pocieszenie tym, którzy zwątpili, ale uświadomić im, że ich problemy często nie są odosobnione, oni zaś nie Być Twórcą zaangażowanym to znaczy widzieć więcej także, a może przede wszystkim, w kategoriach społecznych. Nie dawać odpowiedzi – dla każdego jest inna, ale nauczyć jak jej szukać.

Nieco inne zagadnienie stanowi twórczość osadzona twardo w realiach walki ideowej. Jesteśmy ruchem u podstaw którego stoi radykalizm obliczony na ostateczne i bezkompromisowe zwycięstwo. Być może zbyt rzadko staramy się ukazać prawdę, a zbyt często wskazujemy na fałsz wśród naszych przeciwników. Negatywny przekaz nastawiony jest bowiem na konsolidację i przetrwanie środowiska w którym funkcjonuje, nie zaś na jego poszerzenie i marsz na przód. Błędem by było jednak powiedzieć, że przekaz negatywny nie jest on potrzebny, że nie pokazuje prawdy o naszej frustracji i zdeterminowaniu, że nie dąży do obalenia kłamstwa na rzecz prawdy. Do tego też nurtu należy rozwijająca się grafika internetowa i wszystkie jej wytwory w mediach społecznościowych. Grafika komputerowa jest w ogóle nurtem, który nie tylko pozostaje najbardziej żywy, ale także jest owocny i wciąż się rozwija. Obrażanie się na kulturę obrazkową i nawoływanie do przejścia w kierunku kultury wysokiej cuchnie stęchlizną. Kultura wysoka rzadko bywała nośnikiem frustracji ludzi, którzy mechanizmy władzy wiedzieli jako mechanizmy opresji. Mam nadzieję, że nikt się nie zbulwersuje jeśli powiem, że to rap stał się krzykiem wykluczonego getta, a nie muzyka operowa. To uliczne graffiti krzyczało z murów, kiedy wysublimowani milczeli. Każdy wyraz buntu wyrażanego w sposób artystyczny musi być u swojego początku jak najbardziej prymitywny w formie, ponieważ to co jest prymitywne i impulsywne jest najbardziej autentyczne. Radykalne odrzucenie zgnilizny świata nie powinno jednak nigdy przesłaniać wartości, które konstytuują nas samych. Prawda. Dobro. Piękno. Z nich można wyprowadzić miłość do Boga i Ojczyzny, poświęcenie dla najbliższych, przyrodzoną godność osoby ludzkiej i postawę, która nie zna fałszywych kompromisów.

Kierując się tak wzniosłymi wartościami należy pamiętać by samemu nie stać się wyniosłym. Do każdej treści powinniśmy dopasowywać pasującą do niej formę. Wartości, które chcemy by przeniknęły naszą sztukę muszą być naszymi codziennymi wartościami. Sztuka zaś powinna być emanacją, najwyższym wykwitem Twórcy na jaki go stać w danym momencie życia. Przede wszystkim powinniśmy wciąż próbować, nigdy się nie poddawać, podwyższać sobie cele, udoskonalać samych siebie i swoją twórczość. Na łamach naszego pisma pewnie nie znajdziecie arcydzieł lecz pełzające starania, które zakończyły się z różnym skutkiem, ale po to jest to pismo: byśmy nie bali się próbować i stawiać sobie wyzwań. Byśmy nie bali się konstruktywnej krytyki, która może nas pchnąć ku wielkości. Ten wielki wysiłek gdzieś trzeba zacząć. Zachęcamy Was byście zaczęli go tu – jako czytelnicy i twórcy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.