Kultura
4.7

Mateusz Brymora: Drzazga z przeszłości (opowiadanie- Orle Pióro #1, 2050)

Wiosna nadeszła wcześnie tego roku. Pierwsze ciepłe dni i rozkwitająca zieleń potrafiły pozytywnie nastroić niemal każdego. Udzielało się to również Magdzie, kiedy po raz kolejny nie mogła znaleźć wolnego miejsca na parkingu przy centrali IPN na Wołoskiej. Tak to już jest, w stolicy kwitnie wszystko oprócz miejsc do parkowania, pomyślała. Od pewnego czasu skupiała się tylko na pracy, termin końcowy zbliżał się nieubłaganie. Wchodząc do biura zdążyła zauważyć wlepiony w nią wzrok kolegów. Ciepły dzień pozwalał na ubranie sukienki odsłaniającą trochę więcej niż zwykle. Pierwszą rzeczą po dotarciu do biurka było uruchomienie komputera. W oczekiwaniu na start systemu popatrzyła na kalendarz- 16 marca 2050. Mało czasu, a robota nagli. Musi uporać się z nią żeby zdążyć na rocznicę. Myślała że to będzie łatwy temat, Instytut dysponował masą dokumentów z tego okresu. Charakterystyka pracy sądownictwa w pierwszych 25 latach „wolności” po upadku komuny, nic prostszego. Nikt w tym czasie nie palił już akt, a przynajmniej nie na taką skalę jak po przejęciu władzy. Większość materiału była już gotowa, na koniec zostawiła sobie kilka perełek. Przygotowała parę spraw jako wisienki na torcie. Jednak ta historia nie dawała jej spokoju. Skąpo opisana, same konkrety i suche fakty. A przecież dotyczyła jednej z najgłośniejszych spraw tego okresu. Niby proces się odbył, kara zapadła a podsądny odpowiedział za swój czyn. Ale ta nagła zmiana sędziego, czy to była decyzja polityczna, czy gra o stołki? Sparzyła się na tym temacie, szukając informacji wielokrotnie dostawała odmowę. Wyglądało na to że niektórzy pracownicy sądu z tego okresu z jakiegoś powodu nie chcą o tym rozmawiać. To tylko kazało jej zwiększyć nacisk na poznanie tej historii. Czekając na załadowanie się plików marzyła jakie to byłoby proste, gdyby tak przenieść się w czasie do tych dni. Po prostu zamknąć oczy i poszybować w otchłań jak duch, żeby być naocznym świadkiem rzeczy które opisuje.

19 grudnia 2011.

Niepewnie prowadził swój samochód, mimo że trasę tą pokonywał niemal codziennie. Towarzyszył mu nieustający niepokój. Nawet proste zakupy były wyzwaniem, gdy musiał dwa razy dzwonić do żony z pytaniem co dokładnie miał kupić. Jego praca nie należała do gatunku tych bezstresowych. Mimo tego jeszcze do niedawna cieszył się względnym spokojem i lekkością bytu. Dzięki koneksjom rodzinnym studia były dla niego igraszką. Podobnie jak aplikacja i egzaminy zawodowe. Od niedawna był jednym z najbardziej poważanych sędziów, dostawał najciekawsze sprawy. Renomę zawdzięczał już samemu sobie. Przez ostatnie kilkanaście lat sędziowania wystarczyło wydać kilka wyroków, które zapewniły mu wdzięczność paru wpływowych osób. Nawet niektórych nie lubił, lecz wychodził z założenia że takie osoby stać na to żeby prawo było po ich stronie. Wolał wykorzystywać okazje niż dawać zarobić innym kolegom po fachu. Jednak przyszedł dzień, w którym wiele się mogło zmienić. Przewodniczył w sprawie bardzo medialnej, duże grono osób patrzyło mu na ręce. Przywykł raczej do spraw których media bały się na tyle, że się nie mieszały. Każdy chce żyć i zarabiać, pismaki rozumieją to aż nadto. Teraz było inaczej. Poważne zarzuty, miliony błysków fleszy w każdym miejscu związanym że sprawą, armia biegłych i specjalistów, twarda linia obrony i prokurator pamiętający ‚mord założycielski’. To nie są warunki sprzyjające nawet najmniejszemu odstępstwu od przepisów, tym bardziej dla człowieka który awanse zawdzięcza najmniej własnemu doświadczeniu i biegłości w sztuce.
W teorii sprawa jest banalna, przyklepać 25 lat za morderstwo. Można się jeszcze rozwodzić na temat wątku politycznego, podsycanej atmosfery nienawiści i motywu zemsty. Tyle w teorii. W praktyce mamy trzydziestolatka na ławie oskarżonych i dowody pozwalające na skazanie go w pierwszej rozprawie. Chłopcy z kryminalnej nie musieli go nawet specjalnie bić, wyłożył temat w miarę czytelnie. Nawet areszt przed rozprawą nie musiał trwać tych dziesięciu miesięcy, nic więcej nie powiedział ani w nic nie dał się dodatkowo wrobić. A taka sprawa aż się prosi o dodatkowe podteksty, zawsze może potem łaskawie element rządzący popatrzeć za gotowy oręż w walce z opozycją. No i wreszcie sam trup. Nie był to byle kto, a na pewno nie taka osoba której personalia nie wywołałyby emocji. Różnych emocji, od płaczu po wielkim człowieku aż po żądanie uhonorowania orderem osoby która go zabiła. Takie zjawiska są możliwe do zaobserwowania po śmierci jednego generała. Nawet jak był już schorowanym starcem, od którego nic nie zależało, a fotografował się z nim tylko szef mikroskopijnej partii wynalazków, bo już w żaden inny sposób nie umiał podnieść słupków sondażowych. Swego czasu ów generał wyklinany był przez większą cześć narodu. Najbardziej chyba na początku lat ’80, kiedy wypuścił wojsko na obywateli swojego kraju. Mimo wszystko okrągłostołowy szwindel zapewnił mu nietykalność, chociaż papierki na niego zachowały się od czasów drugiej wojny do dzisiaj. No i ten chłopak co go zastrzelił, nie krył się z tym że znalazł zemstę. Wychował się praktycznie bez ojca, który zginął podczas stanu wojennego. Matka prześladowana jest do dzisiaj, w podziękowaniu za działalność opozycyjną męża. Łatwego życia nie mieli. No i działanie w afekcie, chłopak ochraniał stację na którą podjechał generał z ochroniarzem. Można powiedzieć przewrotnie że miał przesrane, dostał kulkę w czoło gdy matka natura wezwała go na posiedzenie.
A pośrodku tego zamieszania musiał się znaleźć on. Nie pchał się już do sędziowania wielkich i głośnych spraw, wiedział że w tych najmniej monitorowanych może ugrać najwięcej. Najwięcej dla siebie ma się rozumieć. No cóż, po raz pierwszy od dłuższego czasu trzeba będzie się wykazać. Z pracy nie wyrzucą, ale media mogą narobić szumu. Inwestycja w łebskiego i dyskretnego doradcę powinna wystarczyć, samemu być czystym i dać innym zarobić.
Sprawa była trudna, ale teraz stała się mega trudna. Telefon od jednego z doradców premiera nawet go nie zdziwił. Szara eminencja z kręgów władzy, człowiek od brudnej roboty i dyskretnych rozwiązań. Nie żądał zbyt dużo, skazać na 25 lat i podkreślić rolę ‚mowy nienawiści’ wygłaszanej przez szefa największej partii opozycyjnej. Ale to był tylko wstęp do kłopotów. Zelektryzował go list w domowej skrzynce. A w nim zdjęcie młodej, na oko trzynastoletniej dziewczyny i krótki tekst. Bez zbędnego rozpisywania się i prób dramatyzowania. Kilka krótkich zdań, które dokładnie opisywały sytuację, w której jego usta znajdują się już tylko centymetr powyżej poziomu gówna. Wspomnienie, że dziewczyna ze zdjęcia miała zapewne przed sobą lepszą przyszłość niż brutalny gwałt i śmierć w leśnym zagajniku. Tekst zawierał również sugestię, że sprawa przyszłości pewnego sędziego i sądzonego przez niego chłopaka jest na tyle powiązana, że jak jeden pójdzie siedzieć to i drugi do niego dołączy. Wiadomo tylko który za kratkami będzie miał gorzej.
Ten czyn nieraz wracał do niego w koszmarach. Był młody, ale młodość nie znajdowała ujścia. Paskudna fizjonomia i charakter kanara nie podobały się płci przeciwnej. Niejednokrotnie wkurzał się, gdy koledzy wychodzili z dziewczynami z każdej imprezy, a tylko on samotnie musiał znosić upokorzenia. Podczas jednego z takich powrotów spotkał ją, młodą i samotną. Wszystko rozegrało się bardzo szybko, nikt zbytnio nie wnikał w alibi syna prokuratora. Sprawa przycichła, aż do dzisiaj. List nie pozostawiał złudzeń, ktoś wiedział o wiele za dużo. A może to tylko blef?
Nerwowym krokiem wszedł do swojego gabinetu. Na biurku wylądowała kolejna szara koperta, która przyszła dziś pocztą. Pod wpływem uderzenia wysunął się z niej wydruk. Wynik analizy DNA włosów znalezionych przy zwłokach trzynastoletniej dziewczynki. Wtedy takie testy wykonywało się pobieżnie, teraz charakteryzują się dużą dokładnością. Ten ktoś nie blefował, zrozumiał to aż za dobrze. Jasne też były kłopoty, których skutki złamałyby każdego. Dwa szybkie wdechy, otwarta szuflada. Chłodna lufa obijała się o zęby pod wpływem drgających dłoni. W jednej chwili wizja śledztwa, procesu, upokorzenia, relacji w mediach i w końcu więzienia wydała się tylko złym snem. Rozwiązaniem problemów mogła być kilkunastogramowa grudka ołowiu. Ta myśl jak narkotyk powoli go uspokajała, dawała uczucie błogiego spokoju. Na ułamek sekundy ustępowała tylko szaleństwu, przeplatanemu rozpaczliwym krzykiem wewnątrz umysłu żeby tego nie robił. Uczucie ulgi dominowało, wątpliwości powoli zanikały, w końcu przestał myśleć o zbrodni i karze, umysł się wyciszył, lewitował pośród oceanu ciszy. Huk i krwawa plama na ścianie obwieściły światu, że wakat na sędziego w tej sprawie właśnie się zwolnił.

Opowiadanie brało udział w I edycji konkursu literackiego Orle Pióro- nacjonalistyczna strona kultury. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.