Orle Pióro- nacjonalistyczna strona kultury. Edycja 3, kategoria: historia (poezja)

Prezentujemy wiersze nadesłane w ramach 3 edycji konkursu Orle Pióro- nacjonalistyczna strona kultury w kategorii ”historia”. Jury wybrało trzy najlepsze opowiadania. Reszta opowiadań jest publikowana w kolejności przypadkowej.

Miejsce 1: Michał Bubula „Gryps”:

Ponury, ciemny loch,
więzienne cztery ściany.
Golgota to straceńców los,
niewola, udręka i kajdany.

Wojennej zawieruchy szlaki zawiłe,
przerwał świst oprawczych batów.
To żywotu ostatnie chwile,
już słychać kroki katów.

Chcieli odebrać do życia wolę,
z godności ludzkiej ich obedrzeć,
zdusić opór w piekielnych kratach,
z powierzchni ziemi zetrzeć!

Pozostał po nich tylko gryps,
ostatnie słowa, żarliwa myśl!
Lecz idee będą wiecznie trwać,
do walki o Naród potomnych rwać!

Choć ciało pokryte bliznami,
a śmierć się wokół szerzy,
honoru swego nikt nie splamił,
nikt ich woli walki nie uśmierzy!

Nie żałują poświęconych dni,
żołnierska rzecz, za Polskę zginąć.
Ile mogli, tyle krwi przelali,
teraz myślami są z rodziną.

Wybacz mi żono, wybacz jedyna,
że Ojczyznę tak mocno ukochałem.
Przekaż dzieciom wiarę naszą, ideały,
niech przysporzą Polsce chwały!

Pozostał po nich tylko gryps,
ostatnie słowa, żarliwa myśl!
Lecz idee będą wiecznie trwać,
do walki o Naród potomnych rwać!

Pochowani w grobach nieznanych,
wymazani z historii i wyklęci.
Niezłomni wojownicy oddziałów leśnych,
cześć i chwała ich pamięci!

Słychać umarłych niemy krzyk,
to Apel Poległych dziś rozbrzmiewa!
Dumni, wdzięczni formujemy szyk,
wolności iskra nam cel rozlśniewa!

Biały feniks wzlata wzwyż,
z popiołów powstał orzeł i korona złota.
W szponach dzierży miecz i krzyż,
nadchodzi Wielka Polska Narodowa!

miejsce 2: Stefan Gardyński „Wielka lawina paszkwilstwa…”:

Wielka lawina paszkwilstwa i potok zakłamanej prasy
Spływa po dziś dzień: z ust wrednych, czerwonych ptaszysk
W zielone hale, Król umarł, a w pamięci żyje
Nie zmienią wcale obrazu ryki kolaboranckich syren
Są tym głośniejsze, czym prawda gęściej na jaw wychodzi
Więc płodzą jak zahipnotyzowani, akty terroru, lokalnej grozy
Bezrefleksyjnie kłamią, wręcz z wypiekami na twarzy
W gazetce premia będzie – znów któryś prawdę podważył
Najsampierw przytoczę zagranie – bezczelne, a dzisiaj na topie:
Żydów mordował – lecz hola! Jeszcze nie palił ich w szopie
Nie ma tu nic do rzeczy, że z Niezłomnymi zaciekle walczyli
Umyka waga tego, że ubeckim mundurem południe splamili
Stanowczo za mało – Polak krzywdy Żyda przecież nie pojmie
Więc teraz gwałciciel, on nawet kobiety traktował zbrojnie!
Ciągle słabo im idzie, niechże pamiętnik jego cytują
A, że nie on napisał? Chyba jesteś przeciwko tym zbójom?!
Przyszło wsparcie zza gór – jakież oni podnoszą wrzaski!
Towarzystwo Amnezji Agresji, kółeczko wzajemnej adoracji
Bo jako trzeci okupant, liczyli na ziemie tutejsze
A nasz Bohater tak powziął, że w halnym puści ich wietrze
Starajcie się bardziej, męty lewackie, a nadto tchórzliwe
Rzut oka na wasz rodowód – a będzie dopiero krzykliwie.

miejsce 3: Anonim „Ofiara”:

Gdy wchodziłeś na salę, nie witano Cię narodowym pozdrowieniem
Choć zasiadłeś na podium, najwyższym miejscu, gdzie barbarzyńca
Oddał Ci najwyższy hołd.

Byłeś winny – czystych rąk i czystego sumienia
Które jak drzazga uwierało Twoich oprawców
Tego nie mogli Ci wybaczyć

Nie błagałeś o litość, musiałeś zginąć złożony w ofierze
Na Ołtarzu Ojczyzny, zgnębionej w katowniach.
Gdzie z krwi rodziła się świętość.

W skrytości sińców, w ciszy wyrywanych ze stawów palców
Wołało Twoje serce o miłości najwyższej
Czyż nie czułeś słodkiego posmaku w ustach pełnych krwi
Gdy przyszło Ci umrzeć?

Twój pomnik nie z brązu, nie ze spiżu lecz
Z krwi, bólu i połamanych kości
Ze słów spisanych, które wołających przez ciąg pokoleń
Wielki Naród!

Pozostałe wiersze:

Michał Szczyrba „Katyński Anioł”:

Katyński anioł
zamknął ich w swych ramionach
przytulił
nie gasząc snów i marzeń
Rozbłysła nadzieja
wysoko nad dołami
pełnymi krwii niewinnej
dusz pięknych

Katyński anioł
wezwał ich wyżej
wysłuchał szczerych lęków
niezłomnych bohaterów
Wysłaniec niebios
obmył boskim deszczem
ich stopy
Podniósł z przepaści
opadające twarze
które wpięły się korzeniami
w nieludzką ziemię

Katyński anioł
zabiera nieme witraże
kwietniowej świątyni lasu
w ramiona
przezroczystych krzyży
niebiańskiego lądu wieczności

/pamięci zgładzonym w Katyniu’40/

Jan Kuśmierczyk „Tragedia niemiecka”:

Obiecywał nam tak wiele – myśmy wierzyli
Wydał wojnę wrogiej nacji – myśmy walczyli
Lecz dziś nie ma go wśród nas, zostaliśmy sami
Odszedł tak jak tchórz, umknął przed gończymi psami

Dziś wszyscy stajemy tu naprzeciw nawale
Złączeni celem, kumple i dawni rywale
Jeszcze wczoraj do Piekła się wyprawialiśmy
Dziś Piekło we własnym domu powitaliśmy

W maju dzieci myślą już o Słońcu lata
A nie o bombach, gwałtach i uśmiechu kata
Wiemy już, ileśmy zła czynili na Wschodzie
Zwycięzcy wezmą odwet, nas zabiorą łodzie

Staną studenci, robotnicy i żołnierze
Staną kobiety, dzieci, sędziwi rycerze
„Ta walka nie za Berlin, nawet nie za Rzeszę
To walka dla matek, którym synów nie wskrzeszę”

Marzenia nasze, które miały trwać tysiąc lat
Przetrwały dziesięć, nim pogrzebał je podły świat
Lecz ci, którzy wierzyli w słowa szaleńca
Dziś muszą w smutku przybrać postać straceńca

Michał Karpiński „Hissatsu”: 

Synowie Kraju Kwitnącej Wiśni, to dla Was nastał dzisiejszy dzień
Synowie Kraju Kwitnącej Wiśni, to Wy zmienicie historii bieg
Synowie Ojców i Matek, porzućcie dziś przeszłości dni
Dzięki Wam jutro nastać może lepszy świt

W blasku Słońca błyszczy Mitsubishi, które dla Was jak tanto
Brońcie kraju dzielnie, w romansie będąc tylko z prawdą
Sake przed lotem w jedną stronę, a w myślach przodków czyny
Dumnie stąpajcie po ścieżkach raju, który widzicie zza szyby

Płonie już Hornet i Bunker Hill, Wielkiego Brata narzędzia
Który nasyła ludzi na siebie niczym zwierzęta
Strażnicy! Boski wiatr śmiertelny wiersz dla Was pisze
Oddajcie się tej poezji w ramiona, usłyszcie błogą ciszę

To już się dokonało, a z oczu bliskich lecą łzy
To łzy smutku i dumy, bo tak postąpił japoński syn
Jednakże żyją oni do dziś, ich dusze pływają wraz z wiatrem
Wśród drzew i ptaków, napełniając w łodziach żagle

Grzegorz Ćwik „Nadzieja”:

Tak nagle, że zaskoczyła wszystkich
Prócz Jednego
Z grobowca niepamięci zmartwychwstała
Polska roku osiemnastego

Potem mówili, że wybuchła
Nadzieją i przypadkiem
Tyle płonnych oczekiwań
I planów jakże potężnych
Tyleż bólu, krwi i biedy

Ledwie Orzeł
Pod czujnym Ziuka okiem
Z gniazda w lot tak zapomniany się wzbił
A już go piekielna siła
Na ziemię ściągnęła
Na ziemię Radzymina, Warszawy i Komarowa
Lecz i to przetrwał
I zwyciężył

A gdy pył opadł i rubieże okrzepły
I wolność obietnice swe spełnić miała
Moc dziejowa, niepojęta
Kolory jęła z firmamentu życia
Coraz bardziej wydzierać
I szarość tylko się na końcu ostała
Szarość biedy
Szarość ubóstwa
Szarość bezrobocia i beznadziei
Przeklęta polska szarość

Potem była wojna, która zmieniła wszystko
A świat po niej był już inny i Polska inna
Nadzieje tylko te same
Może teraz? W końcu? Może ci nowi?…
Plany znów wielkie, ogromne, na całe lata liczone
Lecz cóż po planach gdy Soso na Kremlu fajkę tytoniem nabija
I spokojnie mapę Europy ogląda
Co coraz bardziej czerwona

Lecz rzecz ciekawa a pouczająca
Gdy gęba pełna haseł
O robotniku i chłopie
To i robotnik z chłopem zaczynają w nie wierzyć
A od towarzyszy konkretów czekają

Każda zima się kończy, a po niej odwilż nastaje
Tam i zima błędów, wypaczeń topnieć zaczęła
A ze śniegiem po ulicy znów poczęła nadzieja płynąć
Z nią krew i łzy
I echo się po tych ulicach niosło
„Wiesław! Wiesław!”
Jedno imię, miliony gardeł, ta sama nadzieja
Że ta walka, ta bieda, każde wyrzeczenie
To nie na marne, bo lepsze jutro już za progiem
Drzwi tylko starczy otworzyć
I Polska znów będzie Polską
Zupełnie jakby wcześniej nie była

Odwilż jak odwilż, minęła szybko
Krew i nadzieje wsiąkły w stare ulice
Co wiele już pamiętały
Potem inne miesiące nastały
Był grudzień, potem sierpień i znów grudzień
Tak samo szare
Goryczy i beznadziei pełne
Niczym kielich, do którego za dużo nalano

Lecz wszystko ma swój koniec
Tak i szarość też się skończyła
A wraz z nią cała epoka
I cóż rzec mogę?
Że nadzieje te same co zawsze?
A ludzie po prostu chcieli żyć po ludzku
W końcu!
Po szarości, wojnie i znów szarości
Nareszcie miało być normalnie
Przecież to tak niewiele,
Chyba im się należy?

Historia kołem się toczy
Ciężkim, twardym, stalowym
To samo poprzedza to samo
A co było, lubi się powtarzać
Znów i znów
Tak jak i wcześniej
Nadzieje wiatr rozwiał
Niczym proch i pył
Kolejny już raz!
Zamiast pełnych brzuchów – oczy puste głodem
Zamiast dostatku – bieda, bieda, po trzykroć bieda
Jak trzeci raz zawiedzione nadzieje
Jak trzy miliony od ziemi oderwanych,
Zmuszonych na obcej ziemi żyć

I tak minął orła gniazdu ten cudowny wiek
Wiek podróży, odkryć, nadziei
Wiek rozczarowania i biedy
Strachu przed marzeniami
By znów ich historii zew
Nie rozwiał na proch i pył

Jakiż sens w tym dziejowy?
W ciągłej tej bez-nadziei?
Czy marzyć mamy przestać, aby
Rozczarowań bólu oszczędzić?

Lecz cóż to sto lat!
Gdy Naród nasz po dziesięciokroć dłużej
Historią kroczy!
I choć wiek ten ciężki niczym grom
I rozpaczy pełen
To nowe stulecie przed nami
Nowych lat sto i tysiąc!
Nowa przyszłość i wyzwania nowe
Zaś to co za nami, niech dla nas najsroższym nauczycielem
Niech nas uczy
Jak iść i zwyciężać
A nadzieje nie w rozpacz i porażkę przeklęta obrócić
Lecz nauczyć się tego co tak ciężkie
Zwyciężać!

Tysiąc lat za nami!
Jakże cofnąć się mamy!
Nadzieje odrzucić, walki zaniechać?
Z jakiego powodu?
Bo historii wiatr nie zawsze wiał
W nasz biały żagiel?
Nauka to dla nas li tylko i przestroga
Tym silniejsi bądźmy
Porażek i zakrętów świadomi

Nowa nadziejo!
Wreszcie spełniona
Nowa nadziejo!
Co mrok rozjaśnia niczym jutrzenka noc czarną
Nowa nadziejo!
Tobie służymy i za ciebie walczymy
Nowa nadziejo!
Pozostaniemy ci wierni
Choćby nawet burz tysiące
Drogę nam przecięło
To nieulękli będziemy
Idei na zawsze wierni
Nowa nadzieja – na horyzoncie
Zwycięstwo – w sercu
Dla tych co byli i będą
Dla nas samych
Dla Polski

Monika Dębek „Powstańcu warszawski”:

W Powstańczym Dywizjonie się znalazłeś,
chociaż się tego nie spodziewałeś.
Ze strachu potem się oblałeś,
A wielki lęk w oczach miałeś.
Warszawa została zniszczona
i z ziemią całkowicie zrównana.
Kula armatnia serce Ci przeszyła.
Większego bólu w życiu nie zaznałeś,
Wyzwolona Warszawa przed śmiercią Ci się śniła.
O wolnej Ojczyźnie marzyłeś,
Chociaż wolności nie doświadczyłeś,
Zwycięstwa się nie doczekałeś.
Pamiętaj jednak…
Twoi potomkowie są Ci wdzięczni…
A Warszawa swoim pięknem świeci.

Wiktoria Wilk „Poruseństwo”:

Był mroźny lutowy dzień,
Gdy górale ścięli cesarskiego orła w pień.
Krakowian wspomóc chcieli,
Księża wiarę w patriotyzm im tchnęli.
Kosy naostrzyli i broń zagrabili,
A wierne żony, siostry, matki im pobłogosławiły.
Lecz sąsiedzi nieroztropni,
Austriackim fortelom wierzyć skłonni.
Czarny Dunajec już się burzy,
Na horyzoncie gwałt i pożoga się chmurzy.
Już na alarm biją,
Bagnetami i kosami powstańców rozbiją.
Wtem zemsty zapragnęli,
Dymem grożąc do wsi sąsiadów przybiegli.
Powstanie w zarodku zdławili,
Austriacy dla przestrachu szubienicę postawili.
To zdrada godna bicza,
św. Jan Nepomucen nie zwróci ku nim oblicza.
Buntownicy w ciężkie kajdany okuci,
Przez czarnodunajeckich semitów opluci.
Powstańcy więzieni umęczeni,
Do Boga swoje modły wznieśli.
Śmierci wyglądali jak zbawienia,
Lecz w dwa lata zaznają uwolnienia.
Góralom krakowianie wiwatują,
Z całym narodem wspólnotę nareszcie czują.
Ku pamięci w dolinie skała postawiona,
Bo jak skała była odwaga dzielnych Chochołowian.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.