Stefan Gardyński: 2050 (opowiadanie- Orle Pióro #1, 2050)

–  Widzimy się jutro wieczorem, święto świętem ale ktoś remanent za kwiecień musi zrobić – rzuciła kierowniczka.
–  Nie no, bez jaj, miałem jutro wieczorem skoczyć na ognisko z Kasią… – pomyślał z goryczą Artur.
Nasz bohater to nacjonalista, a co najgorsze niesezonowy. Patrząc całkiem z boku jest to złe dla niego samego, gdyż zamiast spokojnego życia i ułudy wolności widzi swymi oczyma świat nieco inaczej, a w dodatku jego serce chce by walczył za to w co wierzy, choć rozum podpowiada zupełnie co innego.
–  Nie chciało się studiować, to teraz cierp Arturze tyrając za niecałe 1400zł z hakiem w sieci handlowej – myślał nasz bohater obsługując kolejnego klienta.
Miał dość specyficzne jak na jego czasy i rówieśników podejście do kwestii studiów. Kiedyś je zrobi, ale w kierunku, który go interesuje i dla samego siebie, a nie po to, żeby mieć papierek na umiejętność klepania w Wordzie i Excelu. Uważał, że wykształcenie nie idzie w parze z mądrością, a kontakt z ludźmi podczas wykonywania swoich obowiązków kasjera tylko go w tym utwierdzał. Śmiał się do swoich kolegów i koleżanek z pracy, że wchodzący do sklepu menel zwiastuje bezproblemowe zakupy – bo wie po co przyszedł i ma wyliczone co do grosza ile kosztuje alpaga z najniższej półki. Z kolei modnie ubrana, wykształcona w Wyższej Szkole Bierek Wodnych paniusia , traktująca obsługę sklepową jak swoich parobków – będzie kręci
się pół godziny po sklepie szukając dwóch rzeczy, a na koniec wykłócać się przy kasie, że cena mleczka sojowego powinna być niższa o czterdzieści groszy.
–  To fakt, powinna być niższa, akurat ta pinda, o której mówisz miała rację – rzuciła Anka, jedna z koleżanek-kasjerek.
–  Wiem o tym, ale to kierowniczka kazała zostawić starą cenę na półce, bo przecież kończył się termin ważności, a sprzedać trzeba – dopowiedział Marcin, który często pracował na jednej zmianie z Arturem.

Nasz bohater wracał do domu po pracy, przy okazji rozkleił parę nacjonalistycznych wlepek. Mimo dwudziestupięciu lat na karku dalej bawił się w takie – jak to określali jego koledzy – gówniarskie głupoty. Różnica była taka, że kilka lat wcześniej naklejał wszędzie gdzie się dało, a teraz starał się to robić tak, aby nie denerwować zbytnio ludzi – czyli zostawiał swoje ślady raczej na latarniach niż szybach sklepowych.
–  Hehe, antysystem ale na 50% bo trochę jednak koegzystencja – zaśmiał się pod nosem Artur.
Na nieodległym przystanku autobusowym czekała już grupa prekariuszy, dojeżdżająca do pracy z podmiejskich wiosek.

Artur po przyjściu do domu jak zwykle dał buzi Kasi, przebrał się w nieco luźniejsze ciuchy i zaczął przeglądać półkę z płytami.
–  Co by tu zarzucić po tak drażniącym dniu…?
Półka nie oferowała zbyt wielkiego wyboru, leżało na niej raptem kilkanaście „cedeków” – parę z gatunku Rock Against Communism i trochę polskiego rapu, raczej niskonakładowego. Wymowa mocno antysystemowa i kontestująca obecną rzeczywistość . Rapu patriotycznego raczej nie słuchał, może parę piosenek, które wpadły mu kiedyś w ucho. Czasem Artur zastanawiał się po co mu w ogóle te płyty, ale w końcu obiecał sobie, że mimo nienajlepszego zaplecza finansowego będzie starał się na miarę swoich możliwości wspierać ludzi, którzy w jego mniemaniu prezentowali coś ciekawszego niż odbite od kalki „hity” lecące w radiu i telewizji.
–  Dzisiaj leniwie, zarzucę sobie jednak lekturę – jego kroki skierowały się do szafki, w której znajdowała się spora biblioteczka.
Artur zawsze miał coś do czytania bo zwykle połowa z kupionych książek nie była przez niego nawet ruszona. Kupował za jednym zamachem jedenaście – czytał trzy. Potem wertował jeszcze kilka i kolejne zamówienie – wszak wyszły nowe pozycje, które go interesowały. Brakowało czasu, a może chęci znalezienia czasu na zapoznanie się z każdą?
–  Ta będzie idealna na dziś – pomyślał Artur, wyciągając cieniutką książeczkę.
Zdecydował się na jedną z broszurek klasyków myśli narodowo-radykalnej okresu międzywojnia. Zastanawiające, że potrafił kilkudziesięciostronicową lekturę rozwlekać na parę dni, a zdecydowanie większych gabarytów powieść o NSZ pochłonął w dwie noce.

Nazajutrz nasz bohater zaliczył małą scysję z szefową. Nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni. Artur pracował w obecnym miejscu ledwie parę tygodni, razem z dwoma innymi osobami zarabiał najmniej z załogi. Większość inkasowała niedużo więcej, ale cieszyła się z tego.
Stuk, stuk, stuk, stuk.
–  Oho – pomyślał nasz bohater – znów idzie dyrygentka.
–  Słuchaj Artur, jest taka sprawa. Mamy te chipsy na promocji, pasuje, żebyś je wyciągnął i posegregował. Te po upływie terminu ważności daj do przodu żeby szybciej zeszły.
–  Oj, dobierze się wam w końcu ktoś za to do dupy.
–  O takie rzeczy to ty się już nie martw, zajmij się swoim zadaniem.
Artur nienawidził takich sytuacji. Wiedział, że ten proceder nie dotyczy wyłącznie wielkich sieci handlowych, ale wzbudzało to w nim pogardę. Zagraniczny koncern, uśmiechnięta rodzina na wielkim billboardzie i chłam, który trzeba upchnąć klientom żeby centrala była zadowolona z wyników. Inaczej znowu byłyby zwolnienia, rotacje personelu, przysyłanie jakichś imbecyli, którzy przeprowadzaliby z pracownikami zbiorowe pogadanki na temat wydajności i ekonomii. Chciał splunąć ale dotarło do niego, że to nie jest najlepsze miejsce i moment. Mimo krótkiego stażu, Artur zdążył już zostać wśród załogi radykałem. Nie krył się ze swoimi poglądami, a inni pracownicy często przyznawali mu rację w dyskusjach na bieżące tematy społeczno-polityczne, dodając jednak krótkie „sam świata nie zmienisz”.

Artur tej nocy nie mógł zasnąć, nie pomogły mu w tym nawet dwa piwa, które wypił przed pójściem do łóżka. Piwa polskie – nasz bohater starał się także wspierać rodzime mniejsze browary, mimo, że zawsze musiał dołożyć do butelki parę groszy więcej. W dodatku „koncernówki” przestały mu smakować, czuł posmak jakby zmieszano spirytus z wodą i dodano w gratisie smaku piwa. Ten patriotyzm alkoholowy wychodził mu w sumie na dobre, dzięki niemu ograniczył ilość spożywanych trunków…
–  Kurwa!
–  Co…? – rzuciła pogrążona w półśnie Kasia.
–  Dlaczego ludzie dostosowują się do systemu? Dlaczego nie walczą o swoje? Dlaczego z góry podchodzą do wszystkiego na „nie”? Dlaczego boją się zmian i wolą pogrążać się w marazmie i szarości kolejnych dni? Cała historia świata to nieustanne przemiany, a ludziom dzisiaj wydaje się, że złapali Pana Boga za nogi bo mają sklepy pełne produktów. Co najlepsze, w wielu przypadkach kupują to co muszą, a nie to chcą bo ich nie stać…
–  Kochanie… Ale po co się tym zadręczasz, przecież nie mamy na to wpływu. Po prostu róbmy swoje, żyjmy po swojemu – ucięła Arturowy monolog Kasia.
–  Ludzie walczą i umierają za swoje ideały a pani chce tylko spać! – roześmiał się Artur.
Niemniej jednak, niedługo chrapali już oboje.

Kilka dni później, przy sklepowej kasie miała miejsce kolejna awanturka z przełożoną. Zaczęło się od tego, że od paru dni w pracy nie pojawiała się Anka, jedna z kasjerek. Zaciekawiło to Artura.
–  Kierowniczko, a z Anką co się dzieje?
–  Przecież pracowaliście niejednokrotnie na tej samej zmianie więc sam powinieneś wiedzieć. Nie masz do niej numeru telefonu czy ci się po prostu zbytnio nudzi? – odpowiedziała przełożona.
Przez chwilę w Arturze przepychały się między sobą dwa uczucia – złość z powodu bezczelnej odpowiedzi szefowej i poczucie winy. Faktycznie jako personel byli mało zgrani, każdy przychodził tylko odbębnić pracę i do domu. Kiedyś jeden z kolegów zaproponował wspólnego grilla, ale większość nie była zainteresowana, tłumacząc się brakiem czasu lub innymi, ważniejszymi zajęciami. W końcu Artur odpowiedział:
–  Posłuchaj… Grzecznie zapytałem więc oczekuję grzecznej odpowiedzi. Jesteś naszą przełożoną więc zwracam się w pierwszej kolejności do ciebie. Udzielisz mi odpowiedzi czy nie?
–  Anka już tu nie pracuje, a ty sobie lepiej uważaj. Rób tak dalej to dołączysz do koleżanki.

Artur idąc na przystanek wystukał numer do Anki.
–  Cześć Aniu, co u ciebie?
–  A cześć, chyba w porządku, a u ciebie Artur?
–  Spiąłem się dzisiaj z kierowniczką, nie chciała mi powiedzieć czemu Cię nie widuję w pracy.
–  Wiesz, że chciałam iść na macierzyński… Powiedziała mi, że nie ma problemu, ale żebym się nie zdziwiła, jak po powrocie nie będzie dla mnie miejsca bo „mogę już nie spełniać oczekiwań firmy”.
–  Cooo? Jakich, kuźwa, oczekiwań? Co to za nowomowa?
–  Daj spokój Artur, damy sobie z mężem radę. To drugie dziecko, a koledzy Zbyszka chcą go ściągnąć na Wyspy bo tam zarobi więcej jako spawacz. Może wyjedziemy wszyscy, ponoć dużo łatwiej, zresztą wiesz jak jest.
–  To jest chore…
–  Niestety, taki świat. Jak ty to mówiłeś zawsze na przerwach do nas? Darwinizm społeczny? Hehe.
–  Coś w tym stylu… Dzięki, że mi powiedziałaś… Nie przeszkadzam w takim razie, trzymajcie się ciepło!
–  Dzięki za telefon Artur, ty także.

Parę nocy później nasz bohater leżąc w łóżku ze słuchawkami na uszach ponownie rozmyślał nad otaczającą go rzeczywistością.
–  Kurwa!
–  No co żeś znowu wymyślił…? Nie możesz spać? – rzuciła rozkojarzona Kasia.
–  Powiedz mi Skarbie… Co to jest pasja? Co to jest idea? Co to jest fanatyzm? – Artur odłożył słuchawki wraz z telefonem, nakręcając się na rozmowę.
–  Słuchaj… Nie jestem chodzącym słownikiem PWN… Jest jakaś druga w nocy… Chcesz rozkminiać to śmiało, ale ja chciała bym się wyspać, wiesz?
–  No ale powiedz mi, jak ty to definiujesz?
–  Ojej… No poświęcasz się czemuś, wierzysz w to, samodoskonalisz się w tym kierunku bo to twoje życie, tak? Coś jeszcze?
–  Życie, a nie dodatek do życia? Jesteś pewna?
–  Dodatek to chyba hobby. Tak właśnie myślę półśpiąca o drugiej w nocy.
–  To czemu z tych wszystkich ideowców, fanatyków i tak dalej, zostało nas ledwie kilku? I to takich, którym bliżej do trzydziestki… Jak coś może się komuś znudzić po paru latach ot tak? Przecież ci ludzie narażali się za sprawę, ryzykowali zdrowiem, konsekwencjami prawnymi, ostracyzmem społecznym…
–  Nie wiem, może sam ich zapytaj?
–  Jest pewien problem. Gardzę ludźmi, którzy wszystko co kochali przekreślili w minutę. Chcą mieć karierę i spokój to niech mają, ale w swoim cukierkowym świecie, z dala ode mnie.
–  Mówił ci ktoś, że masz ciężki charakter?
–  Ty mówiłaś. A jednak wciąż tu jesteś!
–  A może pojechalibyśmy gdzieś na weekend? Potrzebujesz odpoczynku…
–  Zapomnij, uśmiecha się do mnie stanowisko numer trzy, zeswatała nas za darmo pani kierownik imprezy.
–  Przecież miałeś mieć wolne…
–  Będę miał, daj mi jeszcze trochę czasu.

Artur przyszedł do pracy nieco niewyspany i przygnębiony, ale niedługo później znacznie poprawił mu się humor.
–  Marcin, co to za koszulka? – rzucił na przerwie do kolegi.
–  Sam zobacz – odparł pytany, rozpinając zamek w bluzie.
–  Bądź jak oni, nie podawaj wrogom dłoni – wyrecytował głośno Artur.
–  Fajna?
–  Jasne, że tak. Nie przypuszczałem, że interesujesz się NSZ.
–  Nie no, wiesz… Trochę czytałem na jakimś profilu fejsbukowym, ale nie jakoś szczególnie. W każdym razie solidne ciuchy i na czasie.
–  Na czasie?
–  W sensie, że modne. Wiesz, każdy może pokazać, że jest patriotą, kiedyś tego nie było.
Artur skończył przerwę szybciej niż reszta załogi. Uznał, że mimo wszystko nie wypada parsknąć śmiechem prosto w twarz rozmówcy.
–  Rzeczpospolita Koszulkowa – pomyślał w duchu, kręcąc głową.

Tego samego dnia wywiązała się jeszcze jedna ciekawa rozmowa.
–  Widzieliście wczoraj w telewizji jaką furą podjechała ta restauratorka?
–  Noo, ona to odniosła w życiu sukces…
–  Sukces? – wtrącił Artur.
–  Ma kupę kasy i wszyscy ją znają!
–  I jeszcze jak szmaci ten personel w telewizji, można się pośmiać przynajmniej.
–  Co jest w tym zabawnego? –spytał Artur.
–  Chyba jej nie zazdrościsz?
–  Nie. Powiedz mi czy lubisz jak szefowa jeździ po tobie jak po burej suce? – nasz bohater kontynuował serię pytań.
–  No nie lubię, ale to w telewizji jest akurat fajne, poza tym nie porównuj naszej kierowniczki do takiej gwiazdy…
–  Gratuluję autorytetów – uciął Artur.
–  Za to twoim jest pewnie Hitler – rzucił pod nosem Marcin.

Kilka dni później w pracy nastąpił nagły zwrot akcji. Zaraz po wejściu na zaplecze, Artur został ściągnięty wzrokiem przez kierowniczkę.
–  Zapraszam do mnie na rozmowę w cztery oczy – rzuciła szorstko przełożona.
Lekko zaskoczony Artur rzucił plecak pod szafkę na ubrania i pomaszerował za kierowniczką do jej ciasnego pseudogabinetu.
–  Siadaj.
–  Dziękuję.
–  Będę szczera. Doszły mnie słuchy, że wprowadzasz szkodliwą atmosferę w pracy i masz zły wpływ na pozostałych pracowników.
–  Słucham? – oczy Artura zrobiły się jak pięciozłotówki.
–  Wygłaszasz niewybredne komentarze pod adresem naszej firmy oraz atakujesz mnie i moje metody zarządzania zasobami ludzkimi.
–  A uważasz, że jesteś w porządku wobec swoich podwładnych? – odparł Artur.
–  Nie tobie to oceniać. Gdybyś był na moim miejscu to patrzyłbyś inaczej.
–  Nie sądzę – na twarzy Artura pojawił się ironiczny uśmiech.
–  No tak, słyszałam też o twoich dziwacznych poglądach ale przymykałam na to oko. Do czasu. Idziesz na zwolnienie za porozumieniem stron czy załatwiamy to w mniej kurtuazyjny sposób?

Artur spokojnie pozbierał wszystkie swoje rzeczy i zmierzał do wyjścia, mijając po drodze sklepową załogę.
–  I się doigrałeś… – rzucił Marcin, wyciągając przy tym rękę na pożegnanie.
–  Bądź jak oni, nie podawaj dłoni – odpowiedział Artur uśmiechając się.
–  Wrogom? Masz mnie za wroga?
–  Konfidentom.
–  Przez ciebie mogło pół personelu polecieć! Parę osób już podburzyłeś swoim głupim gadaniem, trzeba było nie siać fermentu. Wszyscy wiemy jak tu jest, ale ważne, żeby w ogóle była praca.

Artur nie lubił nie mieć planu B. Wracając do domu, wstąpił jeszcze do kilku miejsc, które zanotował w głowie jako warte sprawdzenia „jakby co”. Wieczorem, leżąc w łóżku czytał książkę z gatunku antyutopii. Przerwała mu Kasia:
–  Skarbie, czy jutro masz jeszcze wolne?
–  Tak, zaczynam dopiero pojutrze.
–  Wybierzmy się w końcu gdzieś, może nad wodę… Ma być ładna pogoda…
–  Żaden problem. Tak sobie liczę, że kurier to będzie moja piąta praca w ciągu ostatnich dwóch lat, nieźle co?
–  Będziesz miał chociaż bardzo bogate CV.
–  Ja się żadnej pracy nie boję, za to nienawidzę wyzutych z ludzkich odruchów wytworów kapitalizmu.
–  A co z działalnością narodową? Mówiłeś, że brakuje ci czasu na pisanie opowiadania…
–  Skrobnę coś dzisiaj wieczorem – zamyślił się przez chwilę Artur – może o Polsce 2050zł brutto…

Opowiadanie brało udział w I edycji konkursu literackiego Orle Pióro- nacjonalistyczna strona kultury.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.