Kultura
4.8

Stefan Gardyński: „Twierdza Izrael” (recenzja)

Niechęć do państwa Izrael to rzecz powszechnie znana wśród rodzimych nacjonalistów. Jest ona orężem naszych ideowych oponentów, dzięki któremu mogą na nas wylewać pomyje z wiader oznaczonych plakietką „antysemityzm”. Awersja jednak nie bierze się z niczego, o czym część naszych kolegów i koleżanek zdaje się (niestety wciąż) zapominać, robiąc całemu środowisku opinię tępych pieniaczy. Z pomocą przychodzą jednak książki, które – o dziwo – można znaleźć na eksponowanych miejscach księgarnianych półek.

„Twierdza Izrael” Patricka Tylera, bo konkretnie o niej tu mowa, jest dość obszerną (568 stron) publikacją, lecz została napisana bardzo przystępnym językiem, co czyni ją wyjątkowo interesującą pozycją. Autor skupia się na historii najnowszej Izraela, a konkretnie od momentu utworzenia państwa żydowskiego po II Wojnie Światowej po początek XXI wieku. By jeszcze bardziej skonkretyzować zakres tematu warto przytoczyć podtytuł: „Zakulisowa historia elit wojskowych, które uparcie bronią się przed pokojem”. Widzimy zatem jak działa tamtejsza polityka wewnętrzna: przepychanki między lewicą a prawicą, umiejętne granie na nastrojach społecznych oraz autorytet wojska/sabrów. W kwestii relacji międzynarodowych warto zwrócić uwagę na to jaką rolę odegrały/odgrywają na Bliskim Wschodzie USA, Związek Sowiecki/Rosja, lecz także Francja czy Niemcy.

Z mojej perspektywy najciekawszymi momentami książki były te, w których opisane zostały konflikty Izraela z sąsiednimi państwami. Prowokacje graniczne, nieliczenie się z ofiarami cywilnymi, przeświadczenie o byciu predestynowanym do dzielenia i rządzenia w regionie, czy reakcje wojskowe niewspółmierne do sytuacji – to z pewnością coś, co powinno zostać poddane pod międzynarodowy ostracyzm, jednak kończy się jedynie na pokiwaniu palcem w stronę Jerozolimy. Osobnymi wątkami zasługującymi na uwagę są w szczególności: działalność izraelskich służb specjalnych oraz ciche państwowe starania w celu skonstruowania bomby atomowej i paniczny strach przed tym, by nikt inny w regionie nie posiadał takiej broni.

Nie zdradzając za dużo z treści książki, mogę z czystym sumieniem polecić tę pozycję do biblioteczki nacjonalistycznej. Szczególnie, że – kto jak kto – ale my nie lubimy sztucznie wykreowanych „świętych krów”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.