Wiktoria Wilk: Od Poli do Polski (opowiadanie- Orle Pióro #4)

W otoczeniu zimnych ścian, które iluzorycznie ogrzewałyby wnętrze ciepłą słoneczną barwą – gdyby nie przebijająca miejscami trupia biel – na łóżku w kolorze turkusowym leży złotowłosa kruszynka. Lekko uchylone oczka osłonięte jeszcze gęstą firanką rzęs skrywają bystre jasnoniebieskie spojrzenie. Minęło kilka długich tygodni od kiedy widziały po raz ostatni promienie zachodzącego słońca lśniące pomiędzy zażółconymi liśćmi. Zadania nie ułatwia jaskrawe światło jarzeniówek, które odcieniem dodaje chłodu całemu wnętrzu. Jedno mrugnięcie w bok, na dziwne monotonnie pikające urządzenia i drugie, w stronę szeroko otwartych drzwi, w których właśnie pojawiła się pielęgniarka:
– Polu, spokojnie, wszystko już dobrze! – ton starszej kobiety był bardzo gorliwy, zupełnie nieuspokajający – Zaraz zawołam pana doktora i wszystko ci wyjaśni! Leż spokojnie!
Kobieta w bieli wydawała się lekko zaskoczona, wprawiła tym pięciolatkę w jeszcze większe zdziwienie i jak szybko się pojawiła tak zniknęła.
„A gdzie miałabym iść… Polu?! Co to znaczy…?” – niewytłumaczalne myśli huczały powodując ból w głowie dziewczynki. Młode serduszko biło coraz szybciej, a z każdą sekundą otoczenie wywoływało coraz większą dezorientację i niepokój. Kawalkadę uczuć przerwało wejście sędziwego staruszka, którego ubiór zlewał się w całość z depczącą mu po piętach pielęgniarką.
– Poluś, tak masz na imię Pola… – zaczął łagodnym tonem widząc zakłopotany wzrok dziecka – Właśnie wybudziłaś się ze śpiączki, w którą zapadłaś po wypadku.
– Jaaajaakim wyywyypadku…?! – Pola otwarła szerzej oczka, jednak szybko je przymknęła oszołomiona dużą ilością światła.
– Powolutku, wszystko ci opowiem. Jesteś Pola, masz pięć lat i znajdujesz się obecnie w szpitalu. Około osiem tygodni temu uległaś wypadkowi z udziałem dwóch samochodów i cudem ocalałaś. Na pewno nie pamiętasz teraz wielu rzeczy, ale część przypomnisz sobie z czasem. Jestem lekarzem i opiekuję się tobą od początku twojego pobytu. Pomożemy ci, tylko musisz nam zaufać i słuchać uważnie…

Odbyli niezliczone ilości rozmów, dzięki którym Pola wiedziała już, że znajduje się w mieście-stolicy o nazwie Awazsraw, w skrócie Awa oraz że to właśnie tutaj miały miejsce zdarzenia, które zaważyły na całym jej życiu. Było to pewnego jesiennego popołudnia, na głównej drodze prowadzącej do centrum. Z nieznanych przyczyn Pola znalazła się na środku ruchliwego skrzyżowania dokładnie w miejscu zderzenia czołowego dwóch aut. Nie wiadomo jak udało jej się przeżyć tak poważny wypadek oraz dlaczego znalazła się w tym miejscu o tym czasie, zupełnie sama. Podczas jej leczenia nikt nie przyszedł, nie pojawił się żaden zatroskany rodzic – z plotek wyniesiono hipotezę, że matka i ojciec wyjechali i prowadzą „lepsze życie” najpewniej w Ajcnarfii, a dziecko wymazali z pamięci. Pola nie płakała, gdyż była zbyt zagubiona oraz wciąż nie mogła przypomnieć sobie szczegółów swojego życia, w tym wyglądu twarzy rodziców. Ciężko tęsknić za kimś, kogo się nie pamięta, więc pomału zaczynała nowe, własne życie. Po dwóch tygodniach mogła wychodzić na spacery i w końcu rozejrzeć się po okolicy, której nie poznawała. Szare mury ciągnęły się w nieskończoność, a w maleńkich oczkach gmachy wydawały się ogromne i przerażające, jakby pozbawione duszy. Obrazu beznadziei dopełniały puste twarze przechodniów, których nie dziwił widok samotnie spacerującej dziewczynki – od dłuższego czasu ulice pełne były zaniedbanych i bezdomnych dzieci. Pola dotarła do szeregu dużych i długich budynków z niezliczoną ilością jednakowych okien oraz ścianach przyczerniałych od sadzy. Cała gama odcieni szarości i tylko brudnożółta piaskownica pośrodku osiedla odcinała się nietypową, choć wciąż niezbyt malowniczą barwą. Pola podeszła do niej z zaciekawieniem, bo zauważyła nikły cień znajdujący się obok. Jak się okazało, była to zardzewiała huśtawka – kształtem przypominała te z ilustracji wierszyków dla dzieci, które czytała jej pielęgniarka, jednak nie była ani przyjemnie czerwona ani radośnie zielona. Smętnie zwisająca lina zaplątana w kilku miejscach, najpewniej w czasie marnych prób ratowania placu zabaw, nie zachęcała do huśtania. Pola ostrożnie usiadła, chwyciła starą linę drobnymi rączkami i ile tylko miała sił w nogach odepchnęła się tak, jak widziała to w bajkach. Jednak w jej wydaniu było to krótkie bujanie, przecież nikt nie uczył jej co powinna robić. Pochłonięta nową formą spędzania czasu nie zauważyła z boku przyglądającej się kobiety.
– Uważaj, bo zrobisz sobie krzywdę i zaś przyjadą tu te… – urwała nie z powodu obawy przed używaniem przekleństw przy dzieciach, lecz zakrztuszenia się dymem papierosowym.
– Te? – zapytała z ciekawości Pola, nienauczona by nie rozmawiać z obcymi.
– Te na literkę „K!” moje dziecko! – mówiąc to znów zakrztusiła się dymem Popularnych.
– Kim Pani jest? – Pola przyjrzała się badawczo. Kobieta miała ziemistą cerę naznaczoną nielicznymi, lecz głębokimi zmarszczkami i bardzo szczupłą, wręcz chudą budowę ciała. Potrząsnęła prostymi, matowymi włosami w mysim kolorze zanosząc się od spazmatycznego śmiechu:
– Teraz już nikim! Byłam kimś! Zachciało się zmian… – trzęsącymi się palcami „ozdobionymi” zdartym czerwonym lakierem do paznokci wzięła kolejną dawkę nikotyny – Pracowałam w Fabryce Domów na Białołęce, dobrze mi się wiodło, partia o nas dbała…
– Co to jest partia? Nas? – dziewczynka nie mogła objąć, dopiero co wybudzonym ze zbyt długiego snu, rozumem tylu nowych pojęć.
– Aaaa… Nawet moje ulubione papierosy przestają produkować podobno… – mamrocząc pod nosem kobieta odeszła zostawiając Polę samej sobie z licznymi pytaniami.

Po kolejnych tygodniach pobytu w szpitalu i następnych spacerach oczy Poli dostrzegły zmiany, dotąd szare mury pokryła nowa elewacja i ludzie stali się jacyś bardziej barwni. Jednak poza wyglądem zewnętrznym w środku tkwiła jak drzazga wciąż ta bolesna dla niej samotność, uwierająca tym bardziej, że teraz już zupełnie nikt na nią nawet nie spojrzał. Kiedy podchodziła do ludzi, aby porozmawiać, patrzyli na nią ze zdziwieniem i kontynuowali rozmowy przez dziwne małe urządzenia zwane telefonami komórkowymi. Życie miasta nagle nabrało dla Poli zbyt szybkiego tempa, by się w nim połapać i jedyną radością było odkrywanie nowych placów zabaw, już mniej upiornych od tego pierwszego jednak wciąż tak samo pustych. Obserwowała ludzi o gładkich twarzach na świeżo pomalowanych ławkach i dziwiła się, czemu nie zauważają śpiewu ślicznego rudo-szarego kopciuszka tuż nad głową, wpatrzeni w błyszczące ekrany milczących przedmiotów. Zatęskniła odrobinkę za dawną szarością, gdy mogła przysłuchiwać się do woli pogaduszkom młodych dziewczyn w kawiarniach czy starszych panów przy szachach, a nawet narzekaniu dziwnej kobiety na placu zabaw. Teraz mimo zachwytu nad pięknem nowych parków nachodził ją smutek. Zawsze w trudnych chwilach łapała się jedynego wspomnienia, promieni słońca przebijających się wśród koron drzew. Spojrzała na nie znów tymi samymi oczami, bogatsza o nowe doświadczenia i zauważyła, że wspomnienie wydaje się dziwnie szczęśliwe w porównaniu z uczuciami, których doświadczyła próbując je zrekonstruować.
„No tak…” – pomyślała zwieszając główkę przyozdobioną kucykami – „Pewnie wtedy nie byłam sama!”. Teraz Pola była samiuteńka i choć próbowała kontaktu z ludźmi o różnym wyglądzie i nawet porozumiewających się obco brzmiącymi dla niej słowami, spotkała się z obojętnością. Raz zgubiła się w swoich wędrówkach i ze strachu po jej policzkach spłynęły łzy. Obok przechodzili młodzi panowie, ogoleni na łyso, w dziwnych wysokich butach i w jednakowych koszulkach z nieznanymi dla Poli postaciami oraz barwami narodowymi – te dziewczynka znała, ostatnio widywała je coraz częściej właśnie u młodych ludzi na ubraniach. Mężczyźni śmiali się i poklepywali po plecach, wyraźnie zadowoleni ze swojej sytuacji, albo i wystarczyło im do szczęścia ich własne towarzystwo? Śmiech szybko zmienił się w konsternację, gdy rzucili spojrzenie na przestraszoną Polę. Jako jedyni spojrzeli w jej stronę na dłużej niż mrugnięcie oka, ale wciąż bez słowa. Przeszli w milczeniu obok niej, po czym nie oglądając się za siebie zaczęli odchodzić szybkim krokiem, jakby zawstydzeni własnymi przejawami współczucia.
– Może powinniśmy zapytać tej małej czy wszystko okej… – usłyszała Pola drepcząca cichutko za nimi w bezpiecznej odległości.
– Eee tam, pewnie z „pięćset plus”, rodzice się bawią i zaraz sobie o niej przypomną. A tak w ogóle czytałeś mój wpis na forum?! Tak, tym! Siedzę całymi dniami i piszę komentarze, przez to nawet ostatnio nie zdążyłem oddać krwi! Zresztą za dużo miałem promili chyba hehe! A Ty co Wojtuś, obrońca nie dość, że murzynów hehe, znaczy czarnych Polaków, nie? To jeszcze za dzieci się bierzesz?! Idźże, idźże, w Narodowej Wielkiej Polsce nie będzie dla Ciebie miejsca! – recytował jednym tchem przerywanym głośnym śmiechem najbardziej krępy młodzieniec.
– Po prostu uważam, że powinniśmy coś zrobić w kwestiach społecznych i może zamiast znów o tym pisać po „elitarnych” – Wojtek, chłopak o niskiej i drobnej budowie ciała, zrobił ironiczny gest palcami – forach internetowych, zacząć od dziś, od siebie i od naszej okolicy!
– Zacznij od siebie i idź na siłownię! – gruby jegomość zarechotał – Ostatnio na fejsie to im pocisnąłem z tymi lasami całymi i jeszcze miałem naprawdę dobrą serię śmiesznych komentów na temat wiesz kogo? No tych z Organizacji Igrek! Żebyś widział lawinę wypowiedzi oburzonych… – Pola odpuściła dalsze słuchanie rozmowy, bo ani nie potrafiła jej zrozumieć ani nie okazała się pomocna w jej sytuacji. Usiadła na nowo postawionej ławeczce i zakryła twarz dłońmi, nie płacząc, ale próbując przypomnieć sobie drogę powrotną. Znów była samotna w wielkim świecie, tak samo jak w dniu wypadku – tym razem była bezpieczna, z każdej strony otoczona nowoczesnymi oszklonymi zabudowaniami. Tylko jej dusza nie wspomagana pomocą innych przyjaznych dusz czuła się skrzywdzona. Mała i zagubiona, pozostawiona bez opieki i perspektyw, że kiedykolwiek ktoś pomoże jej urosnąć na silną kobietę czy chociaż odnaleźć właściwą ścieżkę na rozdrożu.
Nasza Pola chciała być Wielką Polską, ale bez naszej pomocy została tylko małą Pol(s)ką.

Poniższe opowiadanie zajęło drugie miejsce w IV edycji konkursu Orle Pióro- nacjonalistyczna strona kultury– Wielka Polska. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.