Z Baszty Karczmarzy I

*Po wschodniej stronie muru okalającego pradawny gród Kraka, tam gdzie teraz wznosi się Teatr Słowackiego, przed wiekami stała Baszta Karczmarzy. Dziwne to było miejsce w murze, który ochraniał miasto przed wrogimi najazdami. Ze wszystkich zawodów, którymi trudniono się w mieście, to właśnie Karczmarzom została powierzona ochrona wschodniej części miasta. Wśród ludu mawiano, że Karczmarz jest jak ksiądz, potrafi otworzyć w człowieku najbardziej skrywane wspomnienia i emocje. Bano się ich, a i żyć bez nich nie umiano. Bractwo karczmarzy owiane było ciemną tajemnicą, gmin powtarzał między sobą, że starożytnej receptury na wywar krakowskich trunków, strzeże skamieniały smok co to niegdyś swe legowisko miał w zamkowym wzgórzu. Bardziej naiwni twierdzą, że wykradł ją samemu diabłu pewien mistrz imieniem Cervisiam , zanim jeszcze dzielnice kraju zrosły się jak członki Świętego Stanisława.  Od tamtych wydarzeń minęły wieki, minął i wiek XIX w którym postępowe barbarzyństwo podniosło swą zaciśniętą pięść na wznoszące się ku Bogu na niebie, miejskie umocnienia. Pradawne Bractwo Karczmarzy jednak przetrwało do dziś kontynuując swe tradycje w śródmiejskich podziemiach.

Rok Pański 2014, to był dziwny rok. Różne znaki na ziemi i niebie, zwiastowały nadchodzący katastrofę. Żurawie nad pasmami bieszczadzkich szczytów sunęły na południe, prędzej niż zwykle. Pewnego dnia powietrze złamał jesienny chłód i dokładnie jak w kalendarzu zaczęła się jesień. Zimne wiatry przyniosły ze sobą  zarazę. Nie czas zastanawiać się nad tym czy epidemię przywiały powiewy ze wschody czy z zachodu, z północy czy południa. Choroba rzuciła się na umysły obywateli kraju nad Wisłą. Jedni poczęli wykrzykiwać nieartykułowalne dźwięki, zraszając ulice całkiem dobrym piwem. Mówiono, że w tym złocistym trunku czai się pierwiastek prawdziwego zła. Drudzy zaś w te pędy zaczęli opróżniać sklepowe półki by upajać się w imię wyższych celów. Społeczeństwo ogarnął istny szał konsumpcji, jedni piwo opróżniali w ulicznych studzienkach kanalizacyjnych, drudzy wlewali je w swoje sarmackie gardła.

A w ten czas Ryży Książę, który dotychczas trzymał swe królestwo w ryzach, udawał się z podróżą na zachód. Miał tam objąć bardzo zaszczytną funkcję oscylującą pomiędzy pensją rosyjskiego cara, odpowiedzialnością i powagą brytyjskiego lorda i decyzyjnością dworcowego pucybuta. Ryży Książę nie pozostawił jednak królestwa samopas. Władzę najwyższą sprawował w ten czas Deo gratias Rex Poloniae Jego Królewska Mość Bronisław Gołowąs, a władzę na dworze pełniła książęca ciotka z Kopaczów. Kobieta pomimo swych niewątpliwych wdzięków jak na lata, które ją owiały, nie potrafiła załagodzić sporu w książęcej rodzinie. A tam dwaj bracia Króla, darli szaty o najlepsze dziwki we dworze. Nie pomagały rozmowy i reprymendy. Nie docierały do nich słowa rozwagi, a po wyjeździe Ryżego Księcia, całkiem już puściły im hamulce. Mimo, iż ciotka Ewa podarowała jednemu z nich bardzo prominentne księstwo, które można porównać tylko do oprawy wdowiej księżnej Salomei, atmosfera pokazywała że walka jeszcze się nie zakończyła. Z owego księstwa musiano usunąć imić Radka z Sikory gdyż piastując swą funkcję zdradzał niebezpieczne ciągoty do chłopców, zwłaszcza tych o karnacji bardziej egzotycznej. Mówiono, iż wzdychał do pewnego Negro zza oceanu, choć ich relacje z dnia na dzień nabierały szorstkości. Postanowiono osadzić Radka na funkcji dozorcy książęcego zamtuzu . Nie zbyt podobał mu się zaszczyt lupanara, jednak obdarzony przez siły wyższe nadzwyczajną cierpliwością i wyrachowaniem, postanowił spokojnie czekać na swój czas, a dworskie plotki niosły, że miał nie lada plany.

Rodzinne waśnie nie były niestety jedynymi problemami na dworze. Raz po raz niepokój na sejmikach wzbudzało stronnictwo Niewysokiego Rycerza. On sam choć od królewskiego rodu różnił się niewiele, w przeszłości potrafił snuć logiczne plany na przyszłość królestwa. Jednak po tragicznej śmierci swego brata postradał zmysłu i popadłszy w starcze błazeństwa już jeno tylko lud z miast i wsi do siebie zrażał, blokując miejsce dla bardziej rzeczowych stronników. O nim jednak pozwólcie meum carissimi, opowiem następnym razem.

herb

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.