Z Baszty Karczmarzy II

Regnum Poloniae mimo swych wewnętrznych sporów posiadało wielu bohaterów, były to jednostki wybitne, rycerze którzy całym swym orszakiem cnót, potrafili spoić Naród tak by ten stał się jednością. Dziś opowieść o jednym z nich, zwykłym chłopcu z gminu, który dzięki wytrwałości i walce znany jest jako ten, który obalił rządy dwugłowego czerwonego smoka. Posłuchajcie opowieści o Wąsatym Rycerzu!

Wąsaty Rycerz był z pewnością postacią legendarną, a może nawet w pewnym czasie postrzeganą jako bohaterską. Wszakże gminowi niewiele trzeba by z łajdaka uczynić świętego. Po wsiach mówiono, że przed dwudziestu laty ten prosty chłopak, któremu bliżej było wtedy do przydomka Bezwąsy niźli Wąsaty, zabił dwugłowego czerwonego smoka. Miał tego dokonać za pomocą nie lada fortelu, nie pomagały wszakże zbrojne wyprawy przeciwko bestii, strajki, protesty i petycje do Króla. Wąsaty Rycerz, z zawodu technik monter elektryk, który ponoć z dzieciństwie sikał do kropielnicy, postanowił podrzucić gadzinie Owieczkę Trojańską, to jest zwierza z zaszytym w brzuchu azbestem, zgniłymi śliwkami i obligacjami skarbu państwa. Straszna to była broń, która pokonała czerwonego gada. Po pożarciu trojańskiej owieczki smoczysko rozerwane zostało na 460 części! Każda z części choć sama w sobie nie mogła stanowić jedności i jako taka funkcjonować, rozsiana została w kraju nad Wisłą, zatruwając swym czerwonym jadem wszystko w obrębie czego się znalazła. Wybitni medycy i magowie usystematyzowali podział cząstek kreatury twierdząc, iż 460 smoczych części łączy się z w większe jednostki organizacyjne zwane klubami, te zaś współtworzą większy system zwany partią, gdyż każda z nich odpowiada konkretnej partii smoczego cielska. Zatem sukces młodego wówczas Rycerza ciężko uznać nawet za połowiczny. Niektórzy wędrowni dziadowie powiadali, że chłopak wszedł w konszachty z gadem i jeno realizował jego plan. Nagrodą za to miała być królewska korona i rządy w całym kraju. Trudno byłoby oprzeć się takiej pokusie!

Przeszło dwadzieścia lat po tych wydarzeniach niemłody już Wąsaty Rycerz nie mógł poradzić sobie z goryczą porażki, którą poniósł później, stając w szranki z Kwaśnym Olkiem.  Mimo, iż zdobył zgodnie ze smoczą obietnicą królewską koronę, to jego niskie usposobienie ducha nie pozwoliło mu utrzymać jej długo. Walkę o królestwo przegrał gdyż w żyłach jego rywala płynęła gorąca krew czerwonych rodów, te zaś zawsze dbały o swoje wpływy w królestwie.  Nosząc w sobie urazę porażki, Wąsaty Rycerz sam postanowił stworzyć legendę opiewającą swoje dokonania. Sukces stworzonej przez niego opowieści o tym jak zwyciężył smoka musiał zaskoczyć również i jego samego. Spotkania z duchownymi wszystkich religii świata, wręczanie nagród swego imienia, komentowanie sytuacji królestwa z pozycji autorytetu – to nie mało jak na zwykłego wąsacza, który przeto przed paru jeszcze laty zajmował się jeno montażem kabli.  I choć ciężkie czasy nie oszczędzały nawet jego (ponoć zmuszony był odwołać doroczny bal notabli organizowany w swojej posiadłości), to wciąż mógł liczyć na to, iż znajdą się ludzie którzy zechcą nakręcić o nim film czy program. Nie doczekał się tylko ciągle opery opowiadającej o jego dziełach. Jednak kraj nasz moi przyjaciele, potrafi doceniać bohaterów. Z pewnością niejeden pomnik ku czci jego powstanie, jeśli tylko opuści nasz łez padół. A pozwalam sobie przypomnieć wam, meum carissimi, tą postać, gdyż znów po świecie rozsiane zostały jej apele o pokój, dobrobyt i wzajemna braterską miłość.
I nawet ukraińskie plemię uhonorowane zostało najwyższym odznaczeniem jakie zna współczesny świat – nagrodą Jego imienia! To dopiero nobilitacja… Plotki dworskie niosą, że jego rozkazu posłano na wschód sokoła z listem, do panującego w Zimnogrodzie Włodzimierza Groźnego, któremu po tym wydarzeniu lud wiejski nadał przydomek „Bojaźliwy”. Kolejny raz Królestwo może spać spokojnie.

 

herb

„Z baszty karczmarza” to cykl tekstów przygotowanych przez jednego z naszych redaktorów – Filipa Palucha. Z dużą dawką humoru oraz w charakterystyczny dla siebie sposób, zręcznie rozprawi się z poruszającymi Polaków tematami, zarówno dotyczącymi polityki jak i spraw społecznych. Zapraszamy do lektury. 

*Po wschodniej stronie muru okalającego pradawny gród Kraka, tam gdzie teraz wznosi się Teatr Słowackiego, przed wiekami stała Baszta Karczmarzy. Dziwne to było miejsce w murze, który ochraniał miasto przed wrogimi najazdami. Ze wszystkich zawodów, którymi trudniono się w mieście, to właśnie Karczmarzom została powierzona ochrona wschodniej części miasta. Wśród ludu mawiano, że Karczmarz jest jak ksiądz, potrafi otworzyć w człowieku najbardziej skrywane wspomnienia i emocje. Bano się ich, a i żyć bez nich nie umiano. Bractwo karczmarzy owiane było ciemną tajemnicą, gmin powtarzał między sobą, że starożytnej receptury na wywar krakowskich trunków, strzeże skamieniały smok co to niegdyś swe legowisko miał w zamkowym wzgórzu. Bardziej naiwni twierdzą, że wykradł ją samemu diabłu pewien mistrz imieniem Cervisiam , zanim jeszcze dzielnice kraju zrosły się jak członki Świętego Stanisława.  Od tamtych wydarzeń minęły wieki, minął i wiek XIX w którym postępowe barbarzyństwo podniosło swą zaciśniętą pięść na wznoszące się ku Bogu na niebie, miejskie umocnienia. Pradawne Bractwo Karczmarzy jednak przetrwało do dziś kontynuując swe tradycje w śródmiejskich podziemiach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.