Trzecia Droga

Portal Nacjonalistyczny

„Etniczność musi pozostać jednym z decydujących fundamentów koncepcji Narodu”. Z Witoldem Dobrowolskim rozmawia Dawid Kaczmarek

Zanim przejdziemy do tematu naszej rozmowy, chciałem chwilę czasu poświęcić na omówienie listopada roku 2017 i tego co Wasze środowisko wtedy przygotowało. Po pierwsze: konferencja pod hasłem „Europa Przyszłości”, którą zorganizowaliście w Warszawie dzień przed Marszem Niepodległości. Mógłbyś nam powiedzieć coś więcej na temat tej inicjatywy? Jaki jej był główny cel? Czy prelegenci byli dobierani według jakiegoś określonego klucza ideowego? Inicjatywa zakończyła się sukcesem? Możemy spodziewać się kolejnych edycji w przyszłości?

To była już druga edycja konferencji „Europa Przyszłości” (poprzednia miała miejsce w kwietniu). Ideą przewodnią tej inicjatywy jest próba odpowiedzi na pytania o to jaki los czeka Europę w wymiarze ekonomicznym, kulturowym, etnicznym w świetle upadku Okcydentu, w jaki sposób nacjonaliści mają się odnaleźć w tej nowej rzeczywistości, która może nadejść i czy są w stanie zatrzymać trwający rozkład cywilizacyjny. „Europa przyszłości” w założeniu ma charakter międzynarodowy i zakłada wymianę myśli nacjonalistów europejskich. W listopadowej edycji wśród prelegentów byli obecni rosyjscy etnonacjonaliści, ukraińska działaczka Korpusu Narodowego, przedstawiciel estońskiego nurtu Nowego Nacjonalizmu, a nawet Amerykanin ze środowiska Alternatywnej Prawicy. Jak oczywiście wiesz o konferencji było bardzo głośno w mediach ze względu na zaproszenie na udział w niej czołowego działacza amerykańskiej sceny Alt-Right Richarda Spencera, który ostatecznie nie pojawił się ze względu na silną presję różnych środowisk na rząd (co ciekawe głównie żydowskich, które rozpoczęły tą nagonkę). Ze względu na poglądy Spencera, który raczej sympatyzuje z Rosją Putina i jest pod pewnym względem pod wpływem Dugina, szybko rozpoczęto piętnowanie nas, organizatorów jako V kolumny rosyjskiej w Polsce. Co zabawniejsze równocześnie atakowano nas jako „banderowców” za zapraszanie ukraińskich nacjonalistów. Sama inicjatywa okazała się sukcesem, który zaskoczył nas samych, aż 160 osób przybyło z całej Polski by przed marszem wziąć udział w tym metapolitycznym wydarzeniu. Wśród nich było również wielu gości zza granicy, Czesi, Litwini, Niemcy, Szwedzi, Hiszpanie i inni. Z każdą konferencją mamy coraz więcej doświadczenia organizacyjnego, które chcemy wykorzystywać w kolejnych konferencjach i edycjach „Europy Przyszłości”. Już teraz mogę zapowiedzieć, że w okolicach 1 maja w Warszawie przy okazji marszu będzie organizowana przez nas konferencja podejmująca tematy gospodarcze, pracownicze i społeczne, na którą serdecznie zapraszam.

Po drugie: Czarny Blok zorganizowany już bezpośrednio na Marszu Niepodległości. Z tego miejsca, pomimo pewnych różnic, muszę bardzo pogratulować dopięcia na ostatni guzik organizacyjnych kwestii z nim związanych, bo to naprawdę zrobiło na mnie w Warszawie spore wrażenie. Jednak skąd w ogóle wziął się ten pomysł? Co chcieliście za jego pośrednictwem pokazać? I wreszcie pytanie, które pewnie już wiele razy było Wam zadawane, ale jest ważne także dla profilu naszej gazety: tak więc co dalej z Czarnym Blokiem? Co planujecie zrobić z potencjałem jaki narodził się na fali tego wydarzenia?

Dzięki! To był wspólny wysiłek grup szturmowych i autonomicznych, bez zjednoczenia się i przeprowadzenia tej inicjatywy razem nie byłoby to możliwe. Pomysł pojawił się z dosyć prostej przyczyny. Odkąd władzę przejęło Prawo i Sprawiedliwość, zakończyły się tradycyjne niemal zamieszki podczas Marszów Niepodległości. Bunt społeczny, na którym wyrósł Marsz został ostatecznie zagospodarowany przez PiS. Organizatorzy stali się niezdecydowani i bierni, wielokrotnie z naszej strony staraliśmy się w jakiś sposób naciskać na nich, by wykorzystali brak ulicznych walk i rozpoczęli organizację wielu około-marszowych inicjatyw promujących nacjonalizm. Podobne naciski istniały także w samym środowisku organizatorów, ale wszyscy byliśmy ignorowani, zaś Marsz stał się już tylko wyłącznie spacerem z punktu A do punktu B i na dodatek zaczął tracić już ostatki charakteru nacjonalistycznego. Ledwie parę lat temu Marsz organizatorzy promowali paleniem tęczy, a obecnie obawiają się już nawet nazywania w materiałach promocyjnych tej imprezy „narodową”, teraz to już tylko manifestacja „patriotyczna”. Dla nas jako nacjonalistów zatracenie tego charakteru i brak nawet prób wykorzystania potencjału Marszu było nie do pomyślenia, wielu z nas było zaangażowanych mocno w organizację Marszu w poprzednich latach. Autonomiczni Nacjonaliści stanowili bardzo dużą część Marszu Niepodległości w 2009 roku w Warszawie, a w kolejnych dwóch latach byli jednym z głównych ogniw chroniących Marsz przed antyfaszystowskimi bojówkarzami. To oni też w 2014 roku na Błoniach Stadionu Narodowego odpierali ataki policji, która zaatakowała zwykłych manifestantów bez żadnego powodu. Usłyszeli wtedy od jednego z organizatorów ze sceny, że są ćwierćmózgami. Ze względu na tą stagnację i ugrzecznianie Marszu środowiska szturmowe i autonomiczne postanowiły zorganizować Czarną Kolumnę, która miała przywrócić manifestacji pierwotny charakter i wykorzystać udział wielu zwykłych manifestantów do promocji radykalnego nacjonalizmu. Przed rozpoczęciem się Marszu rozdano w tłumie kilkaset ulotek dotyczących Szturmowców, oraz odkłamywania mitów na temat radykalnego nacjonalizmu i jego symboliki . Czarna Kolumna przemaszerowała z hasłami paneuropejskimi, by podkreślić wspólny wysiłek nacjonalistów z całej Europy w ochronie swojego dziedzictwa, kultury, historii, tożsamości jak i etniczności. Warto wspomnieć na bardzo liczne pozytywne reakcje współmanifestantów. Wiele starszych jak i młodych osób podchodziło do czarnego bloku, by pogratulować haseł na transparentach, członkowie Straży Marszu gratulowali inicjatywy. Czarna Kolumna okazała się być konieczna. Co dalej z Czarnym Blokiem? Chcemy przede wszystkim uniknąć działania „od marszu do marszu”, które stało się pewnym syndromem w szeroko pojętym środowisku. Na tą chwilę skupiamy się więc na organizacji inicjatyw i aktywizmu w najbliższych miesiącach, a przed nami jest naprawdę dużo pracy jak i pewnej zdrowej presji w wyniku sukcesu Czarnej Kolumny.

Jak pewnie się domyślać, nie bez przyczyny zacząłem od tematu Marszu Niepodległości i Czarnego Bloku. Transparenty jakie mieliście tam spowodowały wiele kontrowersji w mediach na całym świecie; a ich obecność przyczyniła się do powrotu nieśmiertelnej dyskusji w naszym środowisku nt. Rasy i tożsamości. Jej właśnie chciałem poświęcić ten wywiad. Na samym początku; proszę powiedz w jaki sposób reprezentowane przez Ciebie środowisko w ogóle definiuje pojęcie „rasy”? Jakie znaczenie jej przypisujecie? Jak należy rozumieć lansowane przez Was pojęcie: „etnonacjonalizmu”?

Podejmując temat pojęcia rasy trzeba wpierw zaznaczyć fakt istnienia cenzury politycznej, jaka funkcjonuje w środowiskach naukowych podejmujących ten temat. Nie mam na myśli patologii, która rozwija się np. w Północnej Ameryce gdzie samo pojęcie rasy znika z opracowań naukowych, a przodujące są prace udowadniające dosłownie brak istnienia różnic rasowych. „Ras nie ma, jest tylko rasizm!” mieli szokować społeczeństwo zachodni genetycy we wrześniu zeszłego roku. Chodzi o zaniknięcie całej gałęzi nauki zwanej antropologią fizyczną, zajmującą się różnicami fizycznymi między rasami, bardzo popularną przed wojną także w Polsce i praktykowaną przez wielu naukowców do lat 60-tych, także w PRL (obecnie w sposób ograniczony jest stosowana w archeologii). Antropologia fizyczna została jednak wykorzystana przez III Rzeszę w sposób pseudonaukowy i polityczny, co doprowadziło do skompromitowania całej gałęzi nauki, tak jak II Wojny Światowa miała skompromitować nie tyle nacjonalizm, a całą prawicę która przyjęła stanowisko defensywne po 1945. Pozbawieni dzisiaj tej mającej ogromny potencjał dziedziny i otoczeni cenzurą w środowiskach naukowych, na wiele pytań związanych z rasą nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć. Pozostaje obecnie jedynie dziedzina genetyki i badań nad haplogrupami, a więc nad wspólnym pochodzeniem etnicznym. Ta zarysowuje widoczny bardzo podział pochodzenia Europejczyków względem grup etnicznych zamieszkujących wokół Europy. Czym jest dla nas rasa? Jest to pochodzenie biologiczne, stan biopsychiczny, jeden z głównych elementów przynależności do danego narodu, kręgu kulturowego i duchowego. Tak też rozumiemy etnonacjonalizm. Rasa, czy pochodzenie nie jest najważniejszym i jedynym elementem przynależności do narodu, lecz pozostaje jednym z jego fundamentów jak kwestia kulturowa, metafizyczna, tradycjonalistyczna. Bez jednego z tych elementów cała układanka się rozpada. Dlatego na klasyczne już pytanie o możliwość dopuszczenia przedstawicieli innych ras jak np. Murzynów do stania się Polakami odpowiadamy negatywnie. Oczywiście pojawia się wielu złośliwych stwierdzających o tym, że przecież do rasy białej zaliczają się ludy bliskowschodnie, lub że ktoś posiada domieszkę krwi niemieckiej, czeskiej i czy to go pozbawia możliwości bycia Polakiem? Rzeczywiście biała rasa nie ogranicza się jedynie do Europejczyków, lecz jest faktem istnienie typów rasowych charakterystycznych wyłącznie dla Europy. Są one wytworem tysięcy lat ewolucji i właśnie dlatego należą równie dobrze do naszego dziedzictwa jak nasza historia i tradycja i tak samo warto je chronić przed próbami inżynierii społecznej, której skutkiem może być wymazanie innych ras na rzecz mieszańców. Pośród samych Europejczyków płynność narodowa jest o wiele łatwiejsza właśnie ze względu na wspólne pochodzenie i wspólne typy rasowe. Dlatego łatwiej będzie się człowiekowi pochodzenia niemieckiego zaadoptować w polskiej kulturze, aniżeli czarnoskóremu o innej mentalności z totalnie odmiennego kręgu kulturowego.

Jak w taki sposób rozumiana „rasa” wiąże się zatem z pojęciem „cywilizacji”? W jakiej relacji do niej pozostaje termin: „tożsamości”? Jaki macie stosunek do obecnej cywilizacji europejskiej? Jaką ją definiujecie? Jak warunkujecie możliwość przynależności do europejskiego kręgu cywilizacyjnego? Jak odnosicie się do koncepcji związanych z koniecznością przywrócenia do życia tak zwanej Cywilizacji Łacińskiej?

Tutaj trzeba zwrócić uwagę na pewną kwestię. Gdy biała rasa, a konkretnie Europejczycy stworzyli imperia kolonialne narzucili równocześnie swoją kulturę, system polityczny, często również religię i tradycję innym rasom, które przez to znalazły się pod wpływem europejskiej cywilizacji. Wynikło z tego przejęcie mentalności, wielu zachowań, zwyczajów od Europejczyków, które doprowadziły nierzadko do zabijania członków własnego ludu, by narzucić im zachodni sposób życia. Do takiego ekstremalnego zwalczania tradycji dochodziło przykładowo w Japonii. Pojawiały się również sytuacje, gdy w XIX wieku Indianie porzucali własne zwyczaje starając się kulturowo upodobnić możliwie do białych, dalej czarnoskórzy w północnych stanach, gdzie nie obowiązywało niewolnictwo żyli niemal jak biali studiując, pracując, współtworząc europejską, anglosaską w tamtym przypadku kulturę. A biali obywatele i czarni niewolnicy na południu w ramach swoich społeczności tworzyli kulturę znacznie odmienną. Tak więc tam gdzie sięgała władza i cywilizacyjny wpływ Europejczyków, tam mieliśmy do czynienia z kręgiem kultury europejskiej. Narzuconej, często bardzo powierzchownej, ale jednak. Równocześnie nikt „ucywilizowanego” Indianina, czy czarnoskórego, bez względu na to jak by nie chciał odciąć się od swoich korzeni nie nazwałby Europejczykiem czy białym. Łatwo się domyślić, że w codziennym życiu stale im o tym przypominano. Tak więc nie było problemu by przedstawiciel innej rasy współtworzył kulturę europejską, rozwijał ją, był po prostu jej częścią, jednak już jej twórczym fundamentem -Europejczykiem nigdy nie był. Jest to ważne zwłaszcza dziś w obliczu katastrofy demograficznej i kryzysu imigracyjnego.

No właśnie. Jeśli chodzi o Europę to nie ulega żadnej wątpliwości, że jesteśmy obecnie świadkami jej ogromnego kryzysu. Jaka jest Wasza diagnoza w tej sprawie? Co leży u jego podstaw? Erozja systemu wartości? Brak niewzruszonego fundamentu etycznego? Czy może właśnie zamęt i nieuporządkowanie w kwestiach etnicznych?

Wydaje się że wszystko o czym wspomniałeś jest tu przyczyną. Kierunek Europy w stronę totalnego zatracenia rozpoczął się wraz upadkiem Berlina w 1945 roku, gdy wpływy demoliberalne i komunistyczne zdominowały kontynent. Do tego momentu można mówić o niemal równej rywalizacji nurtów nacjonalistycznego, komunistycznego i liberalnego między sobą, która to miała się zakończyć nową epoką w dziejach Europy. III Rzesza czy Włochy Mussoliniego miały szanse stać się swoistym fundamentem i patronem nowych dziejów. Jednak nadzieje zostały przekreślone wraz z atakiem armii Hitlera na Polskę, sojuszem III Rzeszy z ZSRR i ogromem zbrodni dokonanych na naszym i innych białych narodach przez hitlerowców. Patronem został więc liberalizm i komunizm, z czego ten drugi przegrał z tym pierwszym, ale już na polu głównie ekonomicznym i to znacznie później. Faszyzm, nacjonalizm zostały w powszechnej opinii skompromitowane ludobójstwem dokonanym przez hitlerowców, idąc dalej również prawica jako taka, o czym wcześniej wspominałem, znalazła się trwale na pozycjach defensywnych względem liberałów. Historię napisali zwycięzcy, więc nie było mowy o tym, żeby demokracja amerykańska stała się trwale skompromitowaną ze względu na mające zaledwie kilkadziesiąt lat wcześniej ludobójstwo amerykańskiego wojska na Filipińczykach. Liberalizm nie został skompromitowany, mimo że liberałowie w Rumunii byli katami własnego narodu. Nie wspominając o masowych zbrodniach aliantów podczas samej II Wojny Światowej jak i zbrodniach ich czerwonych sojuszników. Ta defensywa prawicy na Zachodzie i spustoszenie do jakiego doprowadził komunizm niszcząc całe pokolenia, doprowadziła do powolnej zapaści. Wraz z upadkiem nacjonalizmów charakter etniczny zaczął tracić na znaczeniu, Europa Zachodnia stała się pod względem politycznym głównym naprawiaczem własnych „zbrodni”, o czym świadczyć miała niedługo po wojnie rozpoczęto pospieszna i nieprzemyślana dekolonizacja Afryki, która na stałe zdestabilizowała ten kontynent. W Europie kapitaliści zaczęli ściągać odmiennych etnicznie i kulturowo pracowników, którzy stawali się tanią siłą roboczą. To były pierwsze pokolenia imigrantów na Zachodzie, którzy rzeczywiście przyswajali kulturę europejską, ich potomkowie mieli dopiero ją odrzucić w wyniku wyobcowania. Samo chrześcijaństwo ucierpiało również. Walka z Kościołem i wiernymi w państwach Żelaznej Kurtyny z jednej strony, z drugiej strony Kościół Katolicki przyjął pozycję defensywną biorąc przykład z prawicy politycznej i tym samym rozpoczęła się stopniowa marginalizacja religii w życiu politycznym jak i codziennym, co za tym idzie ucierpiała moralność Europejczyków. Dawne mity, czasy heroicznej chwały, imperiów, dominacji Europejczyków na świecie, krucjaty w obronie chrześcijaństwa stały się oficjalnie powodem do wstydu. Syndrom nieustannego wstydu i chęci naprawy „zbrodni” wobec innych ras doprowadzał stopniowo do coraz większych patologii. W XX wieku było to faworyzowanie czarnoskórych marksistów w Rodezji i RPA, a w momencie czystek etnicznych na białych odwracanie wzroku, a obecnie otwarte wspieranie masowej imigracji do Europy wraz z akceptowaniem wszelkich zachowań „skrzywdzonych przez Europejczyków” imigrantów. Te wszystkie wymienione rzeczy, rewolucja kulturalna 1968 roku i idący za nią marksizm kulturowy, zatracanie tożsamości, kultury europejskiej, tradycji i europejskiego ducha widoczne już we wszystkich możliwych dziedzinach są wynikiem przegranej rywalizacji nacjonalizmu z liberalizmem i komunizmem.

Jak podchodzicie do tematu napływu na kontynent europejskich imigrantów pochodzących spoza europejskiego kręgu kulturowego? Czy uważacie że do pewnego stopnia jest to proces planowany i celowo spełniający interesy jakiejś konkretnej grupy? Czy może jest to po prostu pewnego rodzaju zjawisko związane z rozwinięciem się tendencji społeczno-politycznych, co do których jako nacjonaliści musimy po prostu wypracować jakieś określone podejście?

Uważamy że trwający od lat napływ imigrantów obcych kulturowo i etnicznie do Europy jest niczym innym jak cichym ludobójstwem Europejczyków. W obliczu tragicznej demografii białych tą tendencję można rozpatrywać wyłącznie jako celową podmianę etniczną Europejczyków na obcych. Żyjemy w przełomowych czasach, gdy jeszcze mamy czas na to by się przed nią bronić, jednak jeśli nie dojdzie do drastycznych zmian jeszcze za naszego życia, może być za późno. Widzimy że na naszych oczach Biała Europa stała się już niemal utopią, białymi pozostaje tylko część państw Europy. Zachód już ugiął się pod masową imigracją, miliony kolorowych mają duże perspektywy zdominowania tamtejszych społeczeństw w ciągu wieku. Ocalenie Europy jako całości z całym jej dorobkiem, tradycją, tożsamością zdaje się być już poza zasięgiem. Bez ekstremalnych metod i nade wszystko przebudzenia się Europejczyków możemy być pewni że to co nam znane, pierwiastek europejski na Zachodzie zostanie zastąpione. Pytanie pozostaje czym? Na pewno masowa imigracja spełnia interes grup liberałów i kapitalistów. Z jednej strony to na nich będą głosowali nowi kolorowi obywatele zastępujący rdzennych, z drugiej strony widzimy to już w parlamencie UE, gdzie dochodzi do otwartych aktów wrogości wobec idei państw narodowych, a międzynarodowe korporacje bezwstydnie posiadają w nim własnych niewybieralnych przedstawicieli narzucających wszystkich obywatelom UE, a więc 500 milionom ludzi, wolę kierowaną zyskiem. Równocześnie kulturowi marksiści, nowa lewica na podstawie inżynierii społecznej dąży dosłownie po trupach ofiar zamachów terrorystycznych i etnicznych starć do budowy multikulturalnej utopii. Jako nacjonaliści musimy wypracować w tej kwestii jasne stanowisko i cele. Odrzucić wszelkie kompromisy w sprawach imigrantów i nie godzić się na żadną ich liczbę. Wydawałoby się że Prawo i Sprawiedliwość zablokowało liczby narzuconych imigrantów Polsce przez UE, ale w rzeczywistości nie robią nic by powstrzymać i tak rosnącą liczbę imigrantów z Bliskiego Wschodu i Azji ściąganych przez polskich pracodawców i międzynarodowe korporacje. Musimy przeciwdziałać temu w każdy możliwy sposób, równocześnie podnosząc bardzo silnie kwestie społeczne i ekonomiczne. Dążenie do obrony Polski i Europy przed imigrantami to jedno, musimy zwracać uwagę na zapewnienie godnego życia Polakom. Kryzys demograficzny jest kwestią którą polscy nacjonaliści powinni zajmować się najsilniej. Dlatego wstydem jest, że projekt 500+ wyszedł ze strony środowisk skompromitowanej prawicy, a nie ze strony nacjonalistów mających być przecież najbliżej społeczeństwa.

Jakie jest Wasze podejście w stosunku do szeroko pojętego świata Islamu? Czy ze względu na bezsprzeczny fakt należenia do innego kręgu kulturowego/rasowego uważacie go za jednoznacznie negatywny i wrogi naszym staraniom a także szeroko rozumianej cywilizacji europejskiej? Czy może jednak dostrzegacie pewne wspólne płaszczyzny ideowe i możliwości osiągnięcia porozumienia pomiędzy tymi dwoma (jakby to się wydawało przeciwstawnymi sobie jakościami)?

Dalecy jesteśmy od islamofobii i wszelkiej prymitywnej, emocjonalnej krytyki świata Islamu. Uważamy to za szkodliwe i niegodne nacjonalisty. Wielokrotnie jako Szturmowcy wypowiadaliśmy się pochlebnie o ruchach radykalnie islamskich zarówno szyickich jak Hezbollah, czy sunnickich jak Hamas. Z sympatią spoglądamy na sprawę palestyńską, a także na Iran, który jest przecież Republiką Islamską. Możemy dyskutować oczywiście, czy islam w pewnej zeuropeizowanej formie jak np. wśród Tatarów jest częścią naszego kręgu cywilizacyjnego i kultury, jednakże gdy już mowa jest o masowej imigracji z Afryki i Bliskiego Wschodu odpowiedź jest oczywista. Stopniowa islamizacja w zachodniej Europie jak i w Rosji w wyniku imigracji jest faktem. Pustkę po cofającym się coraz mocniej chrześcijaństwie zastępuje Islam i nie powinno być to zaskoczeniem. Człowiek z natury jest istotą duchową, religijną, pragnącą utożsamiać się z wielkimi ideami. Jednak w momencie społeczeństw zdominowanych przez bezideową papkę Islam staje się często nawet dla białych alternatywą. To potomkowie pierwszych afrykańskich i bliskowschodnich imigrantów we Francji zaczęli masowo nawracać się na islam czując się wyobcowanym w multikulturowych potworach jakimi się stały dawne potęgi europejskie. Tak więc religijną walkę Islamu z chrześcijaństwem obecnie bezsprzecznie wygrywa w Europie Islam, Kościół Katolicki pod rządami obecnych hierarchów nie ma szans na odrodzenie religii katolickiej. Dlatego jako Europejczycy musimy w takim obliczu tworzyć własne alternatywy, jeśli nie ma możliwości oparcia na religii chrześcijańskiej należy się oprzeć na wielkich ideach narodowych i paneuropejskich. Islam dla nas nie jest alternatywą, jest on obcy naszej cywilizacji i kulturze, która w przeszłości wchodziła z nim wielokrotnie w konflikty. Uległość byłaby klęską. Dlatego należy zwalczać imigrację i idące za nią patologie. Równocześnie prymitywne uderzanie w islam, gdy równocześnie imigranci islamscy jak i chrześcijańscy z Bliskiego Wschodu niewiele się różnią między sobą swoich zachowaniem, mentalnością jak i dokonywanymi przez siebie przestępstwami pozostawić należy środowiskom tak zwanym gimbo-patriotycznym. Tym bardziej gdy de facto nie tyle Islam w Europie, czy imigranci są wrogiem. Wrogiem są demoliberałowie, którzy ich do Europy sprowadzili krzywdząc zarówno ich jak i rdzennych Europejczyków. Jako zwolennicy separatyzmu rasowego uważamy, że rdzenni mieszkańcy Bliskiego Wschodu powinni żyć i funkcjonować w swoim kręgu kulturowym. To jedyna droga do harmonii między naszymi cywilizacjami.

Jak już wspomniałem na samym początku, Czarny Blok i związane z nim późniejsze kontrowersje sprawiły, że w naszym środowisku na nowo rozgorzała dyskusja na temat spraw związanych z tożsamością narodową oraz z wymaganiami, które jej dotyczą. Jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Co dokładnie stoi za etniczną koncepcją Narodu, którą promuje Wasze środowisko? Jak definiujecie ten etniczny, czy też rasowy „komponent” (warunek uznania?) narodowości?

Nie powiedziałbym, że rozgorzała dyskusja. Zamiast dyskusji mieliśmy do czynienia z próbą zamknięcia ust drugiej stronie i zwalczania etnicznego pojmowania narodu w środowisku narodowym. Deklaracje części organizatorów Marszu Niepodległości, atak na Mateusza Pławskiego z Młodzieży Wszechpolskiej, a w końcu antyrasistowska deklaracja nie pozostawiają co do tego złudzeń. Jedyne co osiągnięto to kolejne kompromitacje środowisk narodowych i nieudana próba zafałszowania przedwojennej tradycji narodowej. Nam to nie zaszkodziło, a podziały w środowisku w tej kwestii się jeszcze bardziej umocniły. Nasz etniczna koncepcja Narodu jest stosunkowo prosta. Jak wspomniałem już wcześniej, żeby przynależeć do narodu należy spełniać kilka warunków, kulturowy, duchowy, tożsamościowy, jak i etniczny. W przypadku Polaków jak narodu europejskiego jest więc oczywiste, że Polak musi więc być etnicznie Europejczykiem. Tak jak Kenijczyk nie zostanie Polakiem, tak i Polak nigdy nie zostanie Japończykiem. Krew jest więc jednym z fundamentów do przynależności do innego ludu.

Postulat dotyczący tego by pochodzenie było istotnym warunkiem uznawania polskiej narodowości wydaje się być jak najbardziej słuszny i myślę że jest on do zaakceptowania dla znacznej większości polskich nacjonalistów. Jednak z drugiej strony warto zadać pytanie: co w sytuacji gdy dana osoba posiada przodków, którzy byli członkami innej wspólnoty narodowej europejskiej (sytuacja w przypadku Polski bardzo częsta), lub poza europejskiej (wbrew pozorom takie sytuacje też się w Europie zdarzają). Czy w takiej sytuacji dana osoba jest pozbawiona prawa do uznania swojej polskości? Wszak warunek dotyczący pochodzenia (krwi) nie jest w stu procentach zachowany. Jak należy postąpić w takim przypadku? Jak do tego podchodzi Wasze środowisko?

Jak również wcześniej wspomniałem, między narodami europejskimi ze względu na wspólny korzeń jak i wspólny kręg kulturowy łatwiejsza jest płynność narodowa. Jest to widoczne przykładowo w zachodniej Ukrainie, gdzie bardzo wielu Ukraińców wywodzi się z polskich rodzin. Tak też ze względu na wspólne typy rasowe Europejczyków trudno przecież odgadnąć wprost z jakiego narodu się wywodzi inny Europejczyk. Czasem poznamy kobietę po urodzie słowiańskiej, Szweda po charakterystycznych cechach Nordyka itd. ale w większości przypadków będzie to bardzo trudne. Gdy zaś mamy do czynienia z kimś pochodzącym spoza Europy natychmiast widzimy różnice fizyczne, które sprawiają że traktujemy taką osobę jako gościa, intruza, lub obcego. Oczywiście najbardziej kontrowersyjnym tematem w środowisku jest sytuacja osoby w takiej wychowanej w kulturze europejskiej, które urodziły się w wyniku związków mieszanych. Czy taka osoba będzie Polakiem? Po pierwsze należy zadać sobie pytanie czy taka osoba jest przez innych uznawana za Polaka, za Europejczyka? Czy pojawiają się już tym momencie głębokie różnice zdań? Jeśli tak to już pojawia się problem. Taka czarnoskóra osoba będzie postrzegana również jako obca z samego wyglądu jako rdzenny Afrykańczyk. Oczywiście pod spełnieniem pewnych warunków taka osoba może mieć polskie obywatelstwo, utożsamiać się więc z polskim państwem, działać na jego rzecz i wspierać polski naród. Uznanie jednak takiej osoby za Polaka jest przekroczeniem pewnej granicy, która 100 lat temu nie miałaby znaczenia, ale w obecnej chwili gdy mamy do czynienia z cichym ludobójstwem Europejczyków i tragiczną sytuacją demograficzną nie możemy sobie pozwolić pod żadnym pozorem na przesuwanie granic definicji narodowości, inaczej sami kopiemy sobie grób. W takiej sytuacji nie możemy również tolerować mieszanych związków i zdawać sobie sprawę, że rodzice dzieci mieszanych robią w rzeczywistości własnym dzieciom ogromną krzywdę. Nie będą mogły one utożsamiać się w pełni ani z grupą etniczną matki ani ojca, równocześnie będą się czuły zawsze w jakiś sposób wyobcowane w polskim społeczeństwie. Idąc jeszcze dalej – dzieci z mieszanych związków są dużo bardziej narażone na choroby genetyczne, co potwierdzają poważne badania naukowe. Na podstawie wydarzeń związanych z Marszem Niepodległości mogliśmy być również świadkami sytuacji, gdy prawicowe portale zaczęły wręcz rywalizować w uznawaniu Murzynów za Polaków. Zaczęło się od Bawera Aondo-Akaa a skończyło się na czarnoskórym turyście, który w samych szortach przypadkowo znalazł się na obchodach Powstania Warszawskiego. Było to ewidentnym dowodem na to, że raz przekroczoną granicę będzie się przesuwało dalej.

Jeśli jednak mielibyśmy dyskutować nad celowością wprowadzania etnicznej koncepcji Narodu w polskich warunkach to drugą całkiem rozsądną koncepcją w tym temacie wydaje się dla nas kulturowa koncepcja narodu (konstrukty takie jak obywatelska koncepcja narodu nigdy nie były brane pod uwagę w naszym środowisku), która definiuje członków wspólnoty narodowej poprzez przede wszystkim ich pewnego rodzaju łączność kulturową, etyczną i cywilizacyjną. Jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Jak byście odpowiedzieli na zarzuty dotyczące tego że w zasadzie nie jest możliwe wyznaczyć biologiczną definicję Polaka, która w Waszej publicystyce wydaje się być utożsamiona w sposób jednoznaczny z koncepcją etniczną?

Tak naprawdę my wcale nie wprowadzamy etnicznej koncepcji Narodu na polskie warunki. Takie koncepcje były popularne już przed wojną pośród przedstawicieli zarówno endecji jak i narodowych-radykałów. Popławski, Mosdorf, Reutt otwarcie czynnik etniczny przyjmowali jako równy kulturowemu i równie decydujący. Sam Dmowski nie ignorował tej tematyki i pisał o różnicach biologicznych, rasowych, psychicznych między narodami europejskimi. Jako Szturmowcy od początku zakładaliśmy konkretną linię ideologiczną, czyli czegoś czego brak nawet największym organizacjom nacjonalistycznym w Polsce. Musieliśmy więc również odnieść się do koncepcji Narodu, a z racji tego że z jednej strony ideologię Nacjonalizmu Szturmowego, którą rozwijamy uważamy za bezpośrednią kontynuację narodowego-radykalizmu, to odwołaliśmy się między innymi do koncepcji etnicznych RNR-Falangi. Z drugiej strony w obliczu wspomnianego już wcześniej kryzysu imigracyjnego i demograficznego nie ma możliwości zaakceptowania przez nas innej definicji. Etniczność musi pozostać jednym z decydujących fundamentów koncepcji Narodu. Próby forsowania innych koncepcji ignorujących tak ważny element jak etniczny nie można rozpatrywać inaczej niż pierwszego ideologicznego kroku w stronę kapitulacje wobec marksizmu kulturowego.

Bez względu na to czy ktoś się zgadza ze stanowiskiem Waszego środowiska w omawianych przez nas tutaj tematach, czy też nie to jednak uważamy że jakikolwiek rozwój ideowy i intelektualny i tak jest zjawiskiem jak najbardziej pozytywnym i trzeba go wspierać w każdy możliwy sposób. Z uwagi na to chciałem zapytać: czy planujecie może jakieś nowe inicjatywy w celu dalszego, szerszego propagowania swojego sposobu myślenia? Możemy się spodziewać np. jakiś konferencji w tym temacie? Czy może jednak póki co zostajecie przy publicystyce, za pośrednictwem zinów i portali internetowych?

Oczywiście. Fundamentem obok naszej działalności stricte społecznej jest działalność metapolityczna. Dlatego można się spodziewać z naszej strony szeregu różnych inicjatyw podczas których będziemy promować Nacjonalizm Szturmowy. Mamy w planach konferencje, spotkania kulturalne, szkolenia ideologiczne, a także debaty na wzór Waszego klubu dyskusyjnego w Krakowie, który jest świetną inicjatywą, wartą rozwijania.

Dziękuje za wywiad. Z całą pewnością ta rozmowa była niezwykle interesująca, zarówno dla mnie jak i dla naszych czytelników. W ramach utrwalonego zwyczaju, ostatnie słowa w tym wywiadzie należą do Ciebie:

Również dziękuję. Chciałbym pozdrowić wszystkich czytelników i równocześnie zachęcić do codziennej aktywności. Trenujmy, czytajmy, rozwijajmy się duchowo, fizycznie, intelektualnie. Przekuwajmy słowa w czyny. Prezentujmy nasze idee godnie. Każdy nacjonalista który żyje i funkcjonuje w ten sposób jest w obecnych czasach na wagę złota. Żyjemy w przełomowych czasach i to od nas zależy czy będziemy w stanie zmienić kierunek dziejów i jak nas osądzą przyszłe pokolenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.