Trzecia Droga

Portal Nacjonalistyczny

„Jestem Polakiem”. Z Bawerem Aondoo-Akka rozmawia Filip Paluch

Bawer Aondo-Akka, teolog, chestertonista, aktywista pro life. Studiował na Uniwersytecie Papieskim w Krakowie gdzie obronił pracę doktorską „Realizacja naturalnej i nadprzyrodzonej roli i misji osób niepełnosprawnych w Kościele i społeczeństwie.

– Identyfikujesz się jako Krakus?

– Tak, urodziłem się w Krakowie 32 lata temu i zawsze z Krakowem byłem związany. Przez pewien okres czasu mieszkałem w Wieliczce, ale to w tutaj chodziłem do szkoły podstawowej, gimnazjum i liceum, a także na studia. Kocham to miasto, choć wielu może się wydawać, że to wyrażenie wyjałowione, puste nic nie znaczące pojęcie, ale dla mnie ma to znaczenie również duchowe. Chodząc po Starym Mieście widzę budynki, które mają po tysiąc lat i czuję całą tę historię i tradycję Polski. To jest w Krakowie cudowne, że nigdy, nawet w okresie zaborów, nie oderwał się kulturowo i duchowo od Polski. Chcę tu mieszkać do końca życia.

Bawerze, o ile się nie mylę, poznaliśmy się trzy lata temu na I Konferencji Gospodarczej im. Adama Doboszyńskiego w Krakowie w 2015 r. Nie miałeś wtedy żadnych obaw żeby uczestniczyć w wydarzeniu organizowanym przez nacjonalistów?

– Nie! Żadnych obaw! Szczególnie, że już wcześniej byłem na spotkaniu Obozu Narodowo-Radykalnego. Mój przyjaciel kiedy usłyszał, że chcę iść na konferencję powiedział „-Bawer! Oni czarnych nie lubią!”, ja jednak uważałem że trzeba to zobaczyć z bliska i samemu się przekonać, bo to co usłyszy się w mediach często jest nieprawdziwe. Zawsze staram się sprawdzać informacje, szczególnie takie, które mówią o kimś źle. Chesterton też słyszał od swoich przyjaciół, że katolicyzm jest wstrętny, że to paskudni papiści, ale on postanowił się nad tym zastanowić, zadać pytanie – dlaczego ten Kościół jest tak atakowany? To doprowadziło go do rozumowego poznania prawdy o Kościele i przekonania się, że jest on inny niż w opowieściach jego przyjaciół i pozostałych Anglików. Dzięki temu się nawrócił. To może niezbyt trafione porównanie, ale chodzi o metodę – żeby badać zawsze, na ile się da, dany temat. Wypracowywać swoją własną opinię. Zresztą przecież zarówno ONR czy Trzecia Droga, czy nacjonaliści, to nie jest temat zamknięty. Oceniać można piłsudczyków z dwudziestolecia międzywojennego, czy też Endecję, bo to już historia zamknięta. Ale jeśli ja coś powiem niesprawdzonego o Trzeciej Drodze czy ONR, to ja tych ludzi mogę zranić. To jest żywy ruch, dlatego czuję się w obowiązku takie rzeczy badać dogłębniej. Kiedy byłem na Konferencji Monarchistycznej też nic złego mi się nie stało. Na początku ludzie, owszem, filtrowali mnie wzrokiem i ja wiem czemu. Pewnie sobie pomyśleli: „kurczę, może to ktoś z Wyborczej?”. Potem ich zapytałem o mój kolor skóry, co o tym myślą i oni mi odpowiedzieli, że nie widzą w tym żadnego problemu, bo dla nich polskość to nie kolor skóry. Był tam tez Pan Jerzy Boży, bardzo miło to wspominam. Ale wniosek jest jeden: zawsze trzeba samemu zgłębiać temat, albo przez czytanie, albo – jeszcze lepiej, przez spotkanie, fizyczne spotkanie z drugim człowiekiem. Dlatego nie bałem się przyjść na Konferencję Gospodarczą im. Adama Doboszyńskiego. Zresztą skoro wiedziałem, że będą tam ludzie, dla których autorytetem jest Adam Doboszyński, który przyjaźnił się przecież z G. K Chestertonem, to muszą się na nich wzorować. Chesterton był zawsze przyjacielem zwykłego człowieka, ja staram się go w tym naśladować. Jeśli ktoś ma za idola Marksa, to będzie postępował jak on: będzie antysemitą, eugenikiem itd. Ktoś kto ma za idola Chestertona będzie się starał na nim wzorować. Będzie antyeugenikiem, patriotą, będzie szlachetnym człowiekiem kochającym zwykłych ludzi. Dlatego się nie bałem.

– Dzięki temu spotkaniu nawiązaliśmy ze sobą kontakt, co pozwoliło na zaproszenie Cię, w roli gościa, na Nacjonalistyczny Klub Dyskusyjny, z prelekcją o myśli G.K Chestertona. Uważasz siebie za chestertoniestę?

– Tak, oczywiście, uważam się za chestertonistę, choć wiele mi brakuje do takich znawców tematu jak np. Maciej Wąs, który był prelegentem na ostatnie Waszej konferencji. Uważam się za pasjonata i staram się zgłębiać tą myśl, propagować ją i nią żyć. Bo czym innym jest mówić i myśleć o idei, a czym innym jest żyć ideami, o których mówisz, myślisz i które masz w sercu.

– Jak wiesz, Twoja obecność na NKD była powodem wielu niepochlebnych komentarzy. Organizatorom zarzucano ocieplanie wizerunku i wyrzeczenie się idei nacjonalistycznej. Jak wtedy to odbierałeś?

– Mówiąc szczerze, nie zrobiło to na mnie wrażenia. Przecież w około 40 mln narodzie pojawi się niemalże zawsze grupka osób, która będzie miała poglądy nielogiczne i niekonsekwentne. Poglądy, które nie przystają do rzeczywistości. Nie ruszyło mnie to, aczkolwiek kiedy w sieci pojawiły się komentarze o mojej przepięknej małżonce, to dopiero wtedy poczułem się dotknięty.

– Jesteś Polakiem?

– Tak. Jestem Polakiem.

– Co to dla Ciebie znaczy?

– Bycie Polakiem to w istocie dwie sprawy. Po pierwsze istotny jest bierny patriotyzm. Kiedy do mnie zadzwoniłeś w sprawie wywiadu, zacząłem się zastanawiać nad tym czym jest polskość i patriotyzm. Co to w ogóle znaczy dla mnie bycie biernym patriotą? Dla mnie to taka osoba, która płaci podatki, dba o otoczenie, czy jak próbują nam niektórzy wmówić – sprząta po psich kupkach. To patriotyzm w wymiarze gospodarczym, dbanie o ekologiczny wymiar naszej Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej, ale może być też obecny ten element czynny patriotyzmu, co dla mnie oznacza kultywowanie pamięci o np. Żołnierzach Niezłomnych, choćby poprzez przypinki. Pamiętanie o naszych narodowych wieszczach, o Mickiewiczu, Kościuszce, Emilii Plater, całej naszej niepodległościowej tradycji. Ważne jest żeby to pokazywać, choćby w rocznice wybuchu Powstania Warszawskiego, być obecnym na uroczystościach, okazywać swój patriotyzm w sieci. Czynny patriotyzm to jest coś głębszego, obecność na pochodach, marszach, prelekcjach czy spotkaniach z kombatantami. Jedynym z takich elementów jest dla mnie Marsz Niepodległości. Kultywowanie pamięci o tych ludziach i wydarzeniach w wymiarze czynnym. To że będziemy płacić podatki i sprzątać psie kupki, to nie wystarczy. Tak robią wszyscy, nawet turyści, studenci z Erasmusa. Oni też płacą podatki, kupują polskie produkty, też są uczciwi i dbają o ekologię, niektórzy nawet bardziej niż my! Ale czy to oznacza, że są oni patriotami polskimi? Oczywiście, że nie. Dlatego tak ważny jest ten element czynny – uczenie się kultury polskiej, czucie z nią łączności, uważanie jej za swoją. Bardzo cenię kulturę angielską, byłem w Zjednoczonym Królestwie kilka razy, ale ostatecznie jest ona dla mnie obca, co nie znaczy, że zła.

– Porozmawiajmy o pojęciu nowoczesnego narodu. Funkcjonuje wiele koncepcji na to czym jest „naród”. Począwszy od koncepcji obywatelskie, oznaczającej, że do wspólnoty zostaje się włączonym przez decyzję administracyjną, po koncepcje etniczne rasowe, skończywszy na pojmowaniu narodu przez kulturę i tożsamość. Wyróżnia się pojęcie pentagramu narodowościowego, który składa się z pięciu elementów: logos (język, którym się posługujemu i to jak przez niego postrzegamy świat), genos ( wspólni przodkowie i krew), ethos (system wartości, etyka), epos (wspólna historia i pamięć) i topos (przestrzeń geograficzna, krajobraz i jego wpływ). Która z tych koncepcji jest Ci najbliższa, który czynnik sądzisz, że jest decydujący?

– To niezwykle ważny temat, szczególnie dzisiaj i w końcu zaczynamy go poważnie traktować. Sądzę, że ten pentagram pojęć przedstawia sumę najistotniejszych czynników, z których każdy jest ważny, choć mniej akcentował bym ten wymiar genetyki. Jestem mulatem, ktoś mógłby mi zarzucić – i tak się niestety dzieje, że nie jestem Polakiem, bo mój tata pochodził z Nigerii. Co z tego, że ja mieszkałem od urodzenia w Polsce, w Krakowie, i nigdy nie byłem w Afryce. Przyjąłem kulturę polską jako swoją, chociaż ciężko mi nawet mówić, że ją przyjąłem, przecież się w niej urodziłem i wychowałem. Urodziłem się w kulturze polskiej, uważam ja za swoją i jestem Polakiem. Nie akcentuję tego aspektu genetycznego, ale staram się zrozumieć ataki na mnie, ponieważ prościej jest człowiekowi zrozumieć to czym jest Polska i polskość, jeśli zobaczy zdjęcia swoich przodków, którzy od pokoleń byli Polakami. Dzięki temu może bardziej zakorzenić się w polskości poprzez rodzinne tradycje. Poznałem ludzi, których przodkowie byli np. powstańcami styczniowymi i to powodowało u nich dumę. Tak samo jeśli ktoś mieszka na wsi i zajmuje się uprawą ziemi, może odwołać się do rodzinnych tradycji, do tego, że jego ojciec, dziadek i pradziadek także zajmowali się uprawą roli. Można powiedzieć, że to jest przaśne, z pewnością by tak powiedzieli lewicowcy i neobolszewia z partii Razem, że to jest zacofane, że teraz jest multikulturalizm, a Polska i te tradycje są przeżytkiem, że polskość to tylko papier. Dla mnie to coś głębszego. Papier jest mniej istotny, pierwsze dowody osobiste wymyślili zresztą Sowici, żeby inwigilować i kontrolować społeczeństwo. Wracając: łatwiej poznać wymiar duchowy Polski, jeśli mam przodków Polaków. Ale są przecież historyczne uwarunkowania naszego kraju, które powodują problem. Gdyby zrobić eksperyment i nałożyć na siebie zmieniające się granice Rzeczypospolitej, zobaczymy jak wielka to była plątanina. Gdzie tą etniczność, ten genos, wymiar genetyczny, znaleźć? Szczególnie w Europie Środkowej było tyle wojen, byliśmy pozbawieni swojego bytu państwowego przez zabory, ludzie się mieszali, zakładali rodziny. Jeśli by tylko uwzględniać element genetyczny, to rzeczywiście Pan Tusk, czy inne osoby niepochlebnie się wypowiadające o Polsce, byłyby bardziej Polakami niż ja. Dlatego dla mnie bliższy jest wymiar duchowy i kulturowy. To moja kultura, kultywuję ją, chcę żyć w Polsce i chcę dla niej pracować.

– Uczestniczyłeś w ostatnim Marszu niepodległości?

– Tak.

– Dlaczego?

– Ponieważ, uważam czynny patriotyzm za ważny. Można na wiele sposobów świętować niepodległość. 12 listopada zostałem zaproszony prze Ruch Światło i Życie na śpiewogranie patriotyczne, żebym wygłosił prelekcję. To jest jedna z możliwości: śpiewanie pieśni patriotycznych. Każdy naród to robi, w każdej epoce. Ludzie chcą być razem, to ma wymiar psychologiczny, łączenie się ze wspólnotą w społeczeństwie, ze współobywatelami, to ma też wymiar duchowy. Wszyscy jesteśmy ludźmi i tak jakby powiedział Chesterton, wszyscy możemy grać w grę zwaną narodami. To nie oznacza agresji wobec innych, tylko okazywanie sobie wzajemnie szacunku poprzez tradycję i kulturę. Kolejnym elementem są marsze. Kiedy byłem w programie Warto rozmawiać u Jana Pospieszalskiego, był taki człowiek, Murzyn, który mówił, że on tego nie rozumie, bo dla niego wywieszenie flagi w zupełności wystarcza. Taki pogląd to niezrozumienie kontekstu historycznego u nas. U nas wojna się nie skończyła w 1945, potem nie byliśmy wolni. Na golgocie wschodu straciliśmy dużą część naszej elity intelektualnej. Nazizm też nas wyniszczył i w okres powojenny wchodziliśmy bardzo poranieni. Jako mesjanista mówię, że to cud, iż przeżyliśmy jako Polacy. W życiu staram się być optymistą i to piękne, że mamy swój Marsz Niepodległości, którego nie powinniśmy negować. To coś dobrego, skoro ludzie młodzi, ale też osoby w różnym wieku, czarnoskórzy, Murzyni, Mulaci tacy jak ja, Azjaci, idą w tym marszu to powinno być powodem do radości. To jest działanie narodowotwórcze, konsolidujące wspólnotę. Nie zgadzam się z tym, że wywieszenie flagi wystarczy. Gdyby ktoś Amerykanowi powiedział, żeby nie szedł w swoim marszu, to by został wyśmiany. Marsze to bardzo ważny element zjednoczeniowy, kiedy wszyscy widzą, że Polska jest żywa, niepodległa i suwerenna. Dlatego mogę iść w Marszu Niepodległości, bo jest niepodległość. Trzeba to pokazywać, że jesteśmy Polakami i nie wstydzimy się tego. Jeśli ktoś pracuje cały rok, nie ma czasu by uczestniczyć w innych wydarzeniach, okazywać swojej dumy z bycia Polakiem i u niego patriotyzm ma wymiar bardziej bierny, to poprzez bycie na Marszu Niepodległości może czynnie pokazać swoją polskość. To, że na Marszu były jakieś mankamenty to jest normalne. To jest 60 tysięcy osób, tłum, w którym zawsze znajdzie się grupka osób o poglądach niebezpiecznych, nie przystających do rzeczywistości. Trzeba by było być naiwnym, żeby sądzić, że w takim tłumie nie znajdzie się żaden prowokator dążący do tego, by inni bali się patriotów i konserwatystów.

– Bawerze, w wywiadzie dla naszego pisma Witold Dobrowolski, jeden z liderów Szturmowców współorganizujących Czarny Blok na Marszu Niepodległości, mówił: „ czym jest dla nas rasa? Jest to pochodzenie biologiczne, stan biopsychiczny, jeden z głównych elementów przynależności do danego narodu, kręgu kulturowego i duchowego. Tak też rozumiemy etnonacjonalimzm.”

– Nie wiem jak rozumieć etnonacjonalizm. Nie jestem etnonacjonalistą, więc nie będę się o tym wypowiadał. Mogę się wypowiadać o polskości, bo jestem Polakiem, mogę mówić o patriotyzmie, bo jestem patriotą, będę się wypowiadał o konserwatyzmie, bo jestem konserwatystą. Odnośnie tych pojęć uważam, że elementem istotnym jest to w jakiej rodzinie się urodziłem, kim byli moim rodzice i dziadkowie, bo to pozwala człowiekowi się zakorzenić w tradycji i kulturze. To oczywiste, że jeżeli ktoś się wychował w rodzinie, w której nie było kultywowania historii, tradycji i kultury, to nie ma od dzieciństwa skąd czerpać tych wartości i tego dziedzictwa. Człowiek swojej ojczystej mowy uczy się od dziecka poprzez słuchanie, tak samo jest z polskością. Jeśli pewnych rzeczy nie wyniesiemy z domu, to później ciężko jest to nabyć, choć jest to możliwe. Nam Polakom ciężko jest mówić o jakiejś etniczności, czy „rasie polskiej”. W ogóle czym miałaby być „rasa polska” – nie ma czegoś takiego.

– Czy uraziły Cię hasła niesione w Czarnym Bloku?

– W pewnym wymiarze tak, ponieważ nie znoszę jak ktoś ogranicza i psuje piękną ideę, która łączy Polaków. Uważam, że nam jako Polakom konieczna jest, naprawdę konieczna, idea, która by scalała nas wszystkich. To nagląca potrzeba. Jesteśmy otoczeni przez wrogie siły, na wschodzie imperializm moskiewski i wielki sentyment Putina, który chciałby przywrócić wpływy ZSRRR, z drugiej zaś strony jest Bruksela, która zatruwa nas dehumanizacyjną ideologią gender, swoją biurokracją, która – tak jak mówił w Warszawie prezydent Trump, zabija wolność. Z trzeciej strony są banksterzy, spekulanci giełdowi, George Soros. Te trzy komponenty nienawidzą Polski jako takiej.

– Skoro jesteśmy już przy bieżącej sytuacji politycznej, powiedz, co sądzisz o tym co obecnie dzieje się w Polsce? Czy partia rządząca poprzez swoje działania nie skompromitowała haseł i przywróceniu chrześcijańskim wartościom należnego im miejsca?

– Oczywiście, że skompromitowała. Pytanie proste i odpowiedź banalna. Większym problemem jest odpowiedzieć na pytanie: dlaczego? Sądzę, że dr Jarosława Kaczyńskiego i starszyzny PiS-u nie interesuje bycie katolikami. Ich to po prostu nie interesuje. Bycie katolikiem to nie jest piknik u cioci Jadzi. Bycie katolikiem to ciąga walka, w której są elementy chwały, ale to głownie ciężka praca ze sobą i z innymi. Trzeba wyjść do innych i mówić im: stańcie w prawdzie! A stanięcie w prawdzie to często mówienie o eugenice, o zabijaniu nienarodzonych dzieci, o sprawie konwencji antyprzemocowej, która nic nie wnosi prócz chorej ideologii gender. Te sprawy mogą być papierkiem lakmusowym, który pokazuje czy naprawdę komuś chodzi o katolicyzm, o nauczanie Chrystusa. Czy może ktoś chciałby potraktować Kościół i wiarę instrumentalnie. O ile sądy i podatki można naprawić zawsze, ludzi można wymienić, kadry można wsadzić swoje, ale człowiekowi, który zostanie zamordowany życia nie da się przywrócić.

– Na zakończenie naszej rozmowy chciałem Ci zadać pytanie, które może będzie odbiegało od pozostałych treści, ale w mojej ocenie, jest niemniej ważne. W 2016 r. zdobyłeś nagrodę publiczności „Człowiek bez barier”. To czyni Cię trochę ambasadorem praw osób niepełnosprawnych – można tak powiedzieć?

– Tak, to było dla mnie szczególne wyróżnienie. Zostałem wyróżniony przez Stowarzyszenie Integracja, dodatkowo jestem ambasadorem konwencji ONZ o prawach osób z niepełnosprawnością. To jest dla mnie wielka nobilitacja i wiem, że ludzie z niepełnosprawnością pokładają we mnie swoje zaufanie, co mobilizuje mnie do pracy.

– Chciałem zapytać jak osobie niepełnosprawnej, poruszającej się na wózku, żyje się w Krakowie?

– Tutaj zaskoczę czytelników! Zawsze kiedy rozmawiam z osobami niepełnosprawnymi, to powtarzam, że moim zdaniem Kraków jest najlepszym miastem w Europie dla osób poruszających się na wózkach. Czasami nawet polecam swoim znajomym by przeprowadzili się do Krakowa, ponieważ tutaj, czego by nie mówić o naszych włodarzach i Panu Prezydencie, to trzeba przyznać, że dbają oni o składy tramwajów, autobusów, z których prawie wszystkie są już niskopodłogowe. Widać, że miasto i rady dzielnic interesują się chodnikami i całą infrastrukturą. Szczególnie okolice Rynku i Starego Miasta są dostosowane do naszych potrzeb. Kiedy byłem w Częstochowie, w Pradze, Brukseli , to miałem duże problemy. To nie są miasta, w których ktoś myśli o potrzebach osób z niepełnosprawnościami.

– Co samorząd i państwo mogłyby zrobić żeby osoby niepełnosprawne w Polsce miały większą swobodę rozwoju, dostępu do rynku pracy, czy choćby poruszania się?

– My jako Polacy jesteśmy w bardzo uprzywilejowanej sytuacji i to trzeba podkreślić. U nas prężnie działają NGO-sy, czyli trzeci sektor. Co jeszcze ważniejsze Święty Kościół Katolicki jest u nas mocny, dzięki Panu Bogu. To bardzo ważne. Odnośnie tego co można by zmienić, to sądzę, że należało by zlikwidować świadczenia socjalne. 90% osób z niepełnosprawnością nie powinno ich otrzymywać, chociaż wiem, że podniosłoby się niesamowite larum. Można też te świadczenia tak przerobić, żeby człowiek nie dostawał pieniędzy tylko dlatego, że jest niepełnosprawny. Tak jak pisał Chesterton w książce Eugenika i inne zło, że drugiego człowieka przed eugeniką może uratować tylko własność prywatna. Byłem wczoraj na warsztatach w Katolickim Stowarzyszenie Osób Niepełnosprawnych i Ich przyjaciół – KLIKA, i tam mówiłem o tym jak zagospodarować swoim wolnym czasem. W tym stowarzyszeniu osoby z niepełnosprawnością robią podpałki do grilla. To dystrybucjonizm w praktyce. Robiąc te podpałki te osoby zarabiają normalne pieniądze, dzięki temu nabywają własność prywatną. Ta praca pozwala poczuć się godnie, czuć że jest się potrzebny.

– Uważasz w takim razie, że osoby z niepełnosprawnością np. ruchową, byłyby w stanie utrzymać się tylko dzięki swojej pracy? Zupełnie bez świadczeń socjalnych?

– To ciekawe pytanie. Uważam, że system wsparcia powinien funkcjonować inaczej, bo oczywiście on jest konieczny. Nie powinno być jednak trak, że państwo daje pieniądze do ręki. Dostając przelew na konto, osoba z niepełnosprawnością nie ma nawet wrażenia, że to pieniądze są jej. Są, bo są. Znam mnóstwo osób z niepełnosprawnością, którym po prostu nie opłaca się pracować. Dostają 1200 zł za nic, to wola siedzieć i nic nie robić. To jest zabójcze i demoralizujące! Dlaczego ktoś ma dostawać pieniądze tylko dlatego, że jest niepełnosprawny? Rozumiem jak ktoś nie może pracować, jego niepełnosprawność mu to uniemożliwia. Natomiast jeżeli ktoś może, to powinien pracować. Św. Paweł mówił w Dziejach Apostolskich: Kto nie pracuje, niech tez nie je. System zabezpieczenia socjalnego mógłby funkcjonować na zasadzie bonów spożywczych, zapewniając rehabilitację i asystenta osoby niepełnosprawnej i nic ponadto. To lepsze niż dostawanie pieniędzy, ponieważ znam osoby z niepełnosprawnością, które kupują potem za to alkohol czy papierosy, a to są używki, na które powinni sobie sami zapracować. Ze świadczeniami socjalnymi jest też tak, że jeżeli państwo da pieniądze, to już może powiedzieć, że ma rączki czyste, że już nic nie musi. A pieniądze nie rozwiązują niczego, czasami wręcz odwrotnie.

– Wykonujesz jakąś pracę zarobkową?

– Tak, mam cztery prace na raz. Pracuje w Klubie Jagiellońskim, gdzie jestem asystentem redaktora naczelnego Pressje. Jestem koordynatorem w fundacji Pro Prawo do życia. Pracuje też w Katolickim Stowarzyszeniu osób Niepełnosprawnych i ich Przyjaciół – KLIKA. Prowadzę tam kursy np. jak na wolnym rynku zdobyć i utrzymać pracę. Jestem też zatrudniony w Stowarzyszeniu Integracja, gdzie pisze eseje dla miesięcznika Integracja. Nie pobieram świadczenia socjalnego.

– Dziękuje Ci bardzo za ta rozmowę. Ostatnie słowa należą do Ciebie.

– Bardzo dziękuję czytelnikom za przeczytanie tego wywiadu. Jestem zaszczycony, że mogłem z Tobą Filipie porozmawiać na tak istotne tematy. Chciałbym Państwa zachęcić do pomyślenia o swojej prywatnej relacji z naszą Najjaśniejszą Rzeczpospolitą. Warto się o nią troszczyć. Dziękuję uprzejmie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.