Trzecia Droga

Portal Nacjonalistyczny

Sandra Błażejewska: Nacjonalista a historia. Czy da się stworzyć nacjonalistyczną perspektywę historyczną?

Jako nacjonaliści niejednokrotnie podkreślaliśmy jak ważna jest rola historii w budowaniu tożsamości narodu. W ciągu ostatniej dekady, jak nigdy w dziejach powojennego nacjonalizmu, nie mówiliśmy tak często o istocie tożsamości, która jest fundamentem funkcjonowania każdego pojedynczego człowieka, rodziny i narodu. Wpływ na poruszanie tej tematyki niezaprzeczalnie miała sytuacja geopolityczna, w której znalazła się Polska: pogłębienie integracji z Unią Europejską, natężenie liberalnych prądów politycznych i obyczajowych w okresie sprawowania władzy przez koalicję Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego czy wreszcie kryzys migracyjny, z którym zmaga się obecnie Europa Zachodnia. Kwestionowanie autorytetu historii przez upojone globalizmem i kosmopolityzmem elity intelektualne i polityczne – nie tylko Polski – ostatniej dekady wywołało niespodziewaną przez nie reakcję w postaci zmobilizowania się sił konserwatywnych i nacjonalistycznych, które głośno i konsekwentnie odwoływały się do tzw. tradycyjnych wartości, w tym m.in. historii.

To właśnie nacjonaliści wyciągnęli z mroków historii postać rotmistrza Witolda Pileckiego czy Danuty Siedzikówny „Inki”. Jednak zerwali ze zwyczajem upamiętniania postaci historycznych przez organizację nudnych apeli, których uczestnicy niemrawo mówią wykuty na pamięć tekst. Postanowili wyprowadzić historię na ulicę. Od około 2010-2011 roku coraz częściej organizowali dynamiczne przemarsze podczas których skandowali patriotyczne hasła mające upamiętnić bohaterów (choć, szczerze mówiąc, tamte marsze były też pewną formą protestu wobec polityki ówczesnych władz państwa). Po ich zakończeniu często następowało spotkanie połączone z wizytą żyjącego jeszcze weterana, zawodowego historyka czy też prelekcja przygotowana przez samych działaczy różnych narodowych organizacji. Takie spotkania, choć zachowywały właściwą sobie powagę, miały o wiele bardziej przystępną formę przekazywania wiedzy przeciętnym ludziom niż sztampowe akademie i apele, które były właściwie jedyną formą upamiętnienia historii przez blisko dwie pierwsze dekady III RP. Nie należy zapominać o aktywności nacjonalistów w postaci wyszukiwania i odwiedzania żyjących jeszcze (często zapomnianych) osób, które nie tak dawno walczyły za Polskę. Zaczęto spisywać ich wspomnienia oraz nagrywać wywiady z ich udziałem, a następnie publikować w internecie. Wykorzystując nowe media (szczególnie społecznościowe) można było dotrzeć do o wiele szerszego grona odbiorców niż podczas tradycyjnych spotkań. Użytkownicy internetu mogli odnieść wrażenie, że świadkowie historii są na wyciągnięcie ich ręki – a co więcej – oni sami, jako współcześni, mogą wziąć udział w jej przywoływaniu. Coraz popularniejsze stało się kwestowanie przez grupy młodzieży na rzecz renowacji powstańczych mogił czy budowy pomnika odnoszącego się do historii Polski. Swoich miłośników zaczęły też coraz bardziej zyskiwać grupy rekonstrukcyjne, w które chętnie angażowali się nacjonaliści. Z czasem zaowocowało to zwiększeniem liczby osób, które zaczęły interesować się historią.

Kolejnym krokiem było przełamanie pewnego stereotypu zamykającego historię w szkolnej salce czy w muzealnej gablocie. Nacjonaliści pokazali, że historia może być elementem dnia codziennego współczesnego człowieka, składową jego tożsamości, której wcale nie trzeba się wstydzić. (Było to także działanie prowadzone na przekór władzy, która próbowała przekonać naród o tym, że m.in. dzięki wsparciu finansowemu z UE żyje w dobrobycie i potrzebne jest pogłębienie integracji, kiedy coraz większej liczbie Polaków doskwierało obniżenie standardów życia, którzy coraz chętniej decydowali się na emigrację, nie mogąc znaleźć w ojczyźnie godziwego zatrudnienia. Starano się przy tym pokazać, że historia i tożsamość są tylko niepotrzebnymi barierami utrudniającymi współpracę z krajami Unii. Jednak Polacy obserwowali kolejno kryzys strefy euro, wybuch wojny na Ukrainie, a w końcu i kryzys imigracyjny. Idący za tymi zjawiskami niepokój, brak stabilności oraz rozczarowanie wynikające z niewykorzystania szans na rozwój gospodarczy na arenie międzynarodowej i krajowej, skłaniało ich do zwrócenia się ku wartościom uważanymi dziś za konserwatywne – m.in. rodzinie, narodowi i podjęciu się pracy w pierwszej rzędzie właśnie na ich rzecz. Zauważali też powiększający się dystans pomiędzy zwykłymi ludźmi a elitami, które demonstracyjnie potrafiły pokazać niezrozumienie problemów tych pierwszych i swoje oderwanie od rzeczywistości). Zaczęto produkować tzw. odzież patriotyczną (zaznaczając, że jest produkcji polskiej), która znajdywała wielu nabywców ani trochę nie krępujących się zakładać jej na siebie. Rocznice różnych wydarzeń historycznych zaczęły ubarwiać grupy rekonstrukcyjne. Pojawiły się również różne przedmioty zawierające patriotyczną symbolikę.

To właśnie dzięki wysiłkom wiele osób dowiedziało się o często tragicznych losach Żołnierzach Wyklętych, Narodowe Siły Zbrojne przestało uznawać za reakcyjnych bandytów, a młodzież dostrzegła w bohaterach Powstania Warszawskiego w gruncie rzeczy niewiele różniących się od nich młodych ludzi, którzy 70 lat temu nie bali się chwycić za karabin i walczyć za Polskę.

To udało się dzięki nacjonalistom.

Tyle i aż tyle.

Przeciętny Kowalski kojarzy nas przede wszystkim właśnie z historią. Z tą tezą mógłby się zgodzić właściwie każdy nacjonalista. Śmiem twierdzić, że jest w grubym błędzie. Przeciętny Kowalski kojarzy nas z czymś, co dzisiaj nazywane jest promocją historii. Z historią sensu stricte niestety mamy mało wspólnego.

Przyznaję się, że już na samym wstępie tego artykułu powinnam wyjaśnić czym jest historia. Jednak zważając na swobodny charakter tego eseju, pozwolę sobie na wyjaśnienie dopiero teraz. Historia to nauka, która zajmuje się badaniem przeszłości, a w znaczeniu ścisłym badaniem działań i wytworów ludzkich od czasu powstania pisma. Osobą zajmującą się historią jest historyk, który poprzez krytyczną interpretację źródeł historycznych i zdarzeń minionych, dociera do faktów, które układa w formie narracji. Całokształt pracy historyka to historiografia, czyli opis dziejów.

Narracja i historiografia to słowa – klucze. O ile udało nam się narzucić w powszechnym odbiorze naszą, tudzież przyczynić się do popularności konserwatywnej lub prawicowej narracji historycznej, to nie stworzyliśmy własnej historiografii. To, że historię Polski postrzega się obecnie przede wszystkim jako walkę o wolność, o niepodległość, a państwo narodowe jako cel, któremu warto poświęcić życie jest m.in. naszą zasługą. Sprzyja temu fakt, że w naszym kraju nie ma rodziny, która nie zostałaby doświadczoną historią przez wielkie „H”. Dzięki obcowaniu z członkami naszych rodzin i ich opowieściom, wiemy ile nasi przodkowie wycierpieli podczas zaborów, dwóch wojen światowych, w okresie PRL-u – i nie czarujmy się – wielu z nich zostało też dotkniętych ubóstwem doby II RP. To właśnie dzięki tym czynnikom udało się wykształcić najpopularniejszą obecnie narrację historyczną, w której podkreślane są tragedie jakie spadły na Polaków ze strony zewnętrznych wrogów i ile musieli dokonać, by odeprzeć, a przynajmniej zminimalizować cierpienia, jakie ich dotknęły. Po okresie PRL-u, który wiązał się z częściowym zamknięciem na świat Polski, lubimy podkreślać ile dla Europy i świata wnieśli nasi rodacy.

Jednakże narzucenie prawicowej narracji historycznej wcale nie było trudne. Zniechęcenie do lewicy, które towarzyszy większości Polaków po doświadczeniu PRL-u, tylko temu sprzyjało. Ponadto w latach 90. pojawiła się możliwość nieskrępowanego prowadzenia badań naukowych, które to pozwoliły rzucić nowe światło na fałszowaną i cenzurowaną przez poprzedni ustrój historię. Wystarczyło wykorzystać możliwości i sytuację w kraju, szczególnie tę po 2010 roku, o czym była mowa już wcześniej, co nie było szczególnie trudne. Rozwojowi prawicowej narracji historycznej sprzyjał fakt, że niewielu liberałów i lewicowców odwoływało się do samej historii jako wartości i dla większości z nich nie stanowiła ona przedmiotu większego zainteresowania.

Tak, stworzyliśmy narracji, ale nie stworzyliśmy historiografii, czyli zwartego opisu dziejów. Potrafimy krzyczeć na marszach „precz z komuną”, „raz sierpem, raz młotem, w czerwoną hołotę”, „Cześć i Chwała Bohaterom”, zapalić znicz na grobach bohaterów II wojny światowej, dyskutować o podobieństwach i różnicach starej i młodej endecji czy rozwlekać się na temat działalności Żołnierzy Wyklętych. Jednakże w gruncie rzeczy nie potrafimy o nich nic poważnego opartego o naukowe standardy. Jeśli przyjrzymy się nacjonalistycznej działalności związanej z promocją historii, to okaże się, że zamyka się ona tylko w XX wieku. I to nawet nie całym. Historyczne tematy podejmowane przez nacjonalistów zamykają się na mniej więcej 1963 roku, w którym to zginął najdłużej ukrywający się żołnierz podziemia antykomunistycznego – Józef Franczak „Lalek”. W kółko wałkujemy dzieje polskiego nacjonalizmu (szczególnie w okresie II RP), wojnę polsko – bolszewicką, II wojną światową z naciskiem na powstanie warszawskie, Żołnierzy Wyklętych, czasem zahaczamy o stan wojenny… i nic poza tym. Nie jest dziwne to, że podjęliśmy się akurat tych tematów – przez wiele lat dzieje polskiego nacjonalizmu czy Żołnierzy Wyklętych były po prostu przemilczane lub zakłamane. Chcieliśmy wypełnić czarną dziurę. Niestety – zostaliśmy przez nią pochłonięci.

Trzeba zrobić wszystko, by móc wyjść poza XX wiek, a konkretniej jego pierwszą połowę. W naszym dyskursie praktycznie nieobecny jest chociażby tak ważny dla dziejów Polski okres PRL-u czy czas transformacji ustrojowej. Bez dogłębnego zrozumienia i analizy tej części historii, nie możemy myśleć o naszym rozwoju czy zajmowaniu poważniejszej pozycji w życiu społeczno-politycznym Polski. PRL to nie tylko działania aparatu bezpieczeństwa państwa wymierzone w podziemie niepodległościowe, ale też gospodarka, ustrój, prawodawstwo, polityka, stosunki międzynarodowe, życie społeczno-kulturalne milionów zwykłych Polaków. Niejednokrotnie głosiliśmy, że nacjonalizm dotyczy każdego członka narodu oraz to, że nasza idea ma przenikać PRL to także „Solidarność”, której spuścizna wciąż dominuje w głównym nurcie współczesnej polskiej polityki. Dlaczego w naszych działaniach i publicystyce w ogóle nie odnosimy się do tak ważnego ruchu społecznego? Dlaczego do tej pory nie pokusiliśmy się o przygotowanie własnej narracji i oceny dotyczącej „S” dokonanej z naszego punktu widzenia? Nie mówiąc już o analizie transformacji ustrojowej przełomu lat 80 i 90. XX wieku i blisko trzech dekadach III RP. Czyżby nie interesowała nas najbliższa historia? Bez jej zrozumienia, nie zrozumiemy siebie samych, nie pojmiemy sensu naszych działań i nie wzbijemy się na kolejne poziomy w naszej działalności.

Tak, powiedzmy to sobie głośno i szczerze: dzieje PRL-u i III RP u nas po prostu leżą. Praktycznie nie potrafimy powiedzieć o nich nic poza tym, że „PRL był zły, bo Polska była uzależniona od ZSRR, no i był u nas komunizm, a III RP też nie jest państwem naszych marzeń, bo funkcjonariusze poprzedniego reżimu nie zostali rozliczeni”. Jednakże sprawa ma się o wiele gorzej ze znajomością średniowiecznej czy nowożytnej historii Polski. Niewiele lepiej jest z okresem zaborów. Szczycimy się tym, że lepiej znamy dzieje naszego kraju od przeciętnego Polaka, a praktycznie nic nie potrafimy powiedzieć o Piastach, Jagiellonach, nie wspominając już o królach elekcyjnych czy różnych stronnictwach polskiej Wielkiej Emigracji. Nie potrafimy również powiedzieć niczego konkretnego o różnych aspektach polityki władców Rzeczpospolitej Obojga Narodów, nie mówiąc już o tym, że nie mamy żadnej wiedzy na temat gospodarki tamtego okresu czy życia przeciętnych mieszkańców.

Jako polscy nacjonaliści odwołujemy się do historii Polski. Jest to naturalne i ze wszech miar zrozumiałe. Jednakże głęboko karygodne jest to, że w naszym umiłowaniu historii praktycznie nie poruszamy tematów związanych z historią powszechną. Polska nie jest i nigdy nie była osamotnioną wyspą pośród innych państw. Procesy, które zachodziły w Polsce były skorelowane z tymi, jakie miały miejsce w innych państwach. Jedynie czasem, któryś z nacjonalistów napisze krótki artykuł o Żelaznej Gwardii Michała Archanioła, Francisco Franco czy Antonio Salazarze, jednak właściwie nikt z nas, poza nielicznymi wyjątkami (chociażby Jakubem Siemiątkowskim badającym dzieje Ukrainy czy Patrykiem Płokitą zgłębiającym historię Irlandii) nie bada historii innych krajów.

Jeżeli chcemy stać się elitą przez wielkie „E”, do której miana aspirujemy, musimy stworzyć własną historiografię, własny opis dziejów, starać się stworzyć nacjonalistyczną perspektywę spojrzenia na historię. Musimy wydostać się z dwudziestowiecznego więzienia, w którym sami się zamknęliśmy i nie potrafimy się wydostać. Nie możemy nazywać się nacjonalistami, jeśli nie będziemy umieli nic opowiedzieć o średniowieczu, nowożytności czy XIX wieku. Jeśli nie rozłożymy odpowiednio akcentów w naszej historiografii, nie możemy nazywać siebie nacjonalistami, a tym bardziej elitą, do miana której pretendujemy. Wielu z nas marzy o współpracy z nacjonalistami z innych krajów oraz o stosunkach międzynarodowych, jakie będziemy prowadzić, jeśli kiedyś w przyszłości dojdziemy do władzy. Jak mamy prowadzić dialog z zagranicznymi nacjonalistami i innymi krajami, jeśli nie będziemy znać ich historii, która przekłada się na uwarunkowania kulturowe, mentalność narodu, gospodarkę i politykę? Brak znajomości tej podstawy będzie oznaczał nie tyle brak szacunku w stosunku do naszych rozmówców, ale może też przyczynić się do różnych niepowodzeń na płaszczyźnie politycznej.

Możemy odwrócić ten stan rzeczy. Nie jest jeszcze za późno. Musimy jednak mieć na uwadze, że tworzona przez nas historiografia musi opierać się na solidnych metodologicznych podstawach i operować naukowym językiem. Tworząc historiografię musimy być oczytani, maksymalnie krytyczni wobec źródeł, precyzyjni i odważni. By stworzyć rzetelny opis dziejów trzeba być daleko od bieżącej polityki oraz starać się unikać niedopowiedzeń oraz wszystkich skrótów myślowych. W pamięci mam jedno ze spotkań na temat Narodowych Sił Zbrojnych, które miało miejsce latem 2017 roku w poznańskiej „Reducie”. Prelegent – oczywiście zdeklarowany nacjonalista – na pytanie ze strony publiczności o miejsce żołnierzy podziemia narodowego w PRL-u odpowiedział: „PRL tworzyli komuniści, więc ich tępili, wiecie jak było”. O ile w naszym środowisku myśl ta jest całkowicie czytelna, to jest ona absolutnie nie do przyjęcia w kręgach naukowych. Historia to nauka, która wymaga na każde pytanie zbudowanej na dogłębnej analizie, precyzyjnej odpowiedzi. Odpowiedź udzielona przez skądinąd lubianego przeze mnie znajomego nie miała żadnych podstaw, by zostać kiedykolwiek uznaną w środowiskach uniwersyteckich. Niestety, na podobnej zasadzie funkcjonuje większość obecnej narracji historycznej, którą stworzyli rodzimi nacjonaliści, więc nie należy dziwić się temu, że spora część zawodowych historyków co najmniej nieufnie podchodzi do zagadnień związanych chociażby z NSZ czy współczesnym ruchem nacjonalistycznym, który uważa za intelektualnie miałki.

W szeregach polskich organizacji nacjonalistycznych jest wielu historyków lub studentów historii. Mamy więc świetne warunki do stworzenia nacjonalistycznej historiografii. Zamiast przeznaczać ogrom sił na kolejny marsz, można porządnie przestudiować niedotknięte przez nas dotychczas zagadnienia z historii i spróbować stworzyć profesjonalną nacjonalistyczną perspektywę. Praktycznie jeszcze żaden z młodych adeptów Klio nie podjął się próby kompleksowego zbadania chociażby „Solidarności” czy pierwszych dwóch dekad III RP, nie wspominając o bardziej odległych epokach. Ciekawym z nacjonalistycznego punktu widzenia byłoby rzetelne zbadanie np. rewolucji 1905 roku (problem nieporuszania tego wydarzenia przez współczesną historiografię dostrzegł lewicowy historyk, prof. Piotr Laskowski w wywiadzie dla „Przeglądu”: „Takim wydarzeniem jest np. rewolucja 1905 r., której dzisiejsza polityka historyczna nie umie zagospodarować, nawet w wymiarze PPS-owskim, niepodległościowym. W 1905 r. ujawniła się z wielką intensywnością sprawcza, niebywale różnorodna społeczna wielość niepoddająca się żadnemu hierarchicznemu zarządzaniu. Ta rewolucja była wydarzeniem całościowym, lecz zarazem w każdym miejscu – w Warszawie, Łodzi, Białymstoku, Siedlcach, Żelechowie – miała swoisty przebieg.”)1 , sytuacji mniejszości narodowych w II RP, dziewiętnastowiecznych emancypacyjnych ruchów kobiecych, położenia chłopów przed i po uwłaszczeniu w Królestwie Kongresowym, zaborze austriackim i pruskim, insurekcji kościuszkowskiej, kultury doby sarmatyzmu i jej oddziaływania na inne kraje czy postrzegania Rzeczypospolitej Obojga Narodów przez obcokrajowców. To tylko propozycje – problemów do gruntownej analizy jest naprawdę wiele. Nasz naród tak naprawdę jeszcze nie wie, jakie my – młode pokolenie Polaków – mamy spojrzenie na przeszłość naszej Ojczyzny.

W kręgach nacjonalistycznych dominują osoby, które naukowo zgłębiają dzieje szeroko rozumianego obozu narodowego bądź historii politycznej. Nie ma tym w nic złego ani dziwnego. Jednakże wiele pożytku – zarówno dla samego historyka, jak i naszego środowiska – przyniósłby historyk, który specjalizowałby się w innej gałęzi historii. Historia kultury, gospodarki, społeczna, gospodarki, wojskowości, nauki, idei, a nawet metodologia czy historia historiografii, czy wiele innych jej odłamów są wciąż przez nas niezagospodarowane. Zajmowanie się jedną z powyższych gałęzi przyniosłoby tylko uznanie i prestiż nie tylko dla samego historyka, ale też dla całego środowiska nacjonalistycznego, które przestałoby się tylko kojarzyć z wybranymi tematami z historii. Można też rozwinąć całkiem nieźle wykorzystywaną przez nacjonalistów oral historyhistorię mówioną, bazującą na osobistych przeżyciach świadka lub uczestnika danego wydarzenia, zachowując wobec niej krytycyzm podobnie jak do każdego innego źródła historycznego.

Przed nami stoi prawdziwe wyzwanie, do którego należy solidnie się przyłożyć, by zostać poważnie potraktowanym i by następnie móc zrobić wszystko, by stworzona przez nas historiografia stała się na tyle popularna, co nasza narracja. Trzeba pamiętać, że na pierwszy rzut oka niezainteresowany historią obóz liberalno-lewicowy coraz częściej zauważa dominację prawicowej narracji. Próbuje ją przełamać partia Razem, która co jakiś czas na swoich, cieszących się niemałym zainteresowaniem grafikach, przypomina postacie związane z tzw. polską lewicową niepodległościową. W różnych miastach Polski powstają Szlaki Kobiet, dzięki które przybliżają postacie dawnych sufrażystek i emancypantek, najczęściej związanych z lewicą. Rosnące w siłę feministki na swoich zgromadzeniach odwołują się do swoich idolek z przełomu XIX i XX wieku, które walczyły o prawa kobiet. W historiografii popularność powoli zdobywa herstoria, czyli dokonywana z perspektywy feministycznej, ze szczególnym uwzględnieniem dziejowej roli kobiet. W polskim Internecie działa już nawet Archiwum Historii Kobiet, dzięki któremu można poznać biogramy zasłużonych dla historii przedstawicielek płci pięknej. Książki traktujące historię z lewicowego punktu widzenia wydaje Krytyka Polityczna. Istotne problemy związane z prawicową narracją historyczną dostrzegają utytułowani historycy jak np. profesor Wojciech Burszta: „Po 1989 roku pojawiła się w Polsce polityka historyczna, która zaczęła promować określonych bohaterów, a pozbawiać znaczenia innych. W „odstawkę” – z oczywistych względów – poszedł panteon historycznych herosów PRL. Ale nie tylko. Zapomniano również o polskich socjalistach czy pozytywistach, którzy zamiast walki proponowali pracę organiczną, u podstaw. (…). Patriotyzm młodych nie jest on oparty na rzetelnej wiedzy dotyczącej dziejów Polski, ale na mitologii historycznej. Jest bezkompromisowy i bardzo selektywny względem tych elementów polskiej historii, które chce pielęgnować. Często też przybiera postać popnacjonalizmu, jak choćby w wypadku powstania warszawskiego, które na dobre weszło w obieg popkultury.2”. Pewien schematyzm popularnie obecnie narracji historycznej zauważa też profesor filozofii Andrzej Leder w wywiadzie dla Newsweeka: „Trzeba pamiętać, że w połowie XIX w. ogromna większość Polaków była w stanie poddaństwa, który można porównać do niewolnictwa. Obszar dumy, która wynikałaby z tej emancypacji, jest kompletnie niezagospodarowany. Brak jest dobrej narracji, która by opowiedziała o tych wydarzeniach.3(…) Historia Polski to jest historia klasy ziemiańskiej. Jeśli w Muzeum Powstania Warszawskiego reforma rolna po 1944 r. jest przedstawiana jako forma bolszewickiego ucisku, to trudno o lepszy przykład, że nadal jest ona pisana z pozycji dworów i klasy inteligencko-ziemiańskiej. Dopóki nie powstanie, a moim zdaniem o to będzie się toczyć stawka w najbliższych latach, spójna opowieść, która przedstawi historię Polski z pozycji dokonującej się emancypacji polskiego społeczeństwa z materialnego ucisku do nowoczesności, to będziemy cały czas tkwili w tym ziemiańsko-martyrologicznym zespole wyobrażeń.4

Przytoczone wypowiedzi, jakkolwiek przykre dla środowiska nacjonalistycznego, są bardzo celne. Potrafiliśmy stworzyć popnacjonalizm, modę na patriotyzm, ale nie stworzyliśmy już żadnej poważniejszej historiograficznej refleksji. Wiele sympatyzujących z nami osób historię zna tylko pobieżnie. Niektóre tematy odrzucamy z góry jako niegodne nacjonalisty. To błąd. Przyznam, że całkowicie niezrozumiałe jest dla mnie to, że do tej pory nikt z nacjonalistów nie zajął się przytoczonymi wyżej problemami emancypacji społeczeństwa. Proces emancypacji wiąże się z powstaniem nowoczesnego narodu i zyskaniem świadomości narodowej przez szerokie warstwy społeczeństwa. Nacjonalizm to nie tylko politycy, ziemianie i inteligenci, ale również chłopi, którzy jeszcze do niedawna stanowili największą grupę społeczną. Dlaczego by nie pokusić się o napisanie historii chłopów z perspektywy nacjonalistycznej? Równie ciekawe może być zbadanie przez nacjonalistę przemian społeczno-gospodarczych, jakie nastąpiły w Polsce w okresie stalinizmu. Profesor Leder trafnie zauważa, że w najbliższych latach będzie toczyć się wojna o kształt narracji i historiografii. W bitwie tej wygrywa jak na razie konserwatywno-prawicowa narracja, na ogół powiązana ze środowiskami Prawa i Sprawiedliwości, jednak obóz liberalno-lewicowy nie ma zamiaru pozostać dłużnym. Jestem niemalże pewna, że lada chwila powstaną publikacje naukowe kładące nacisk na procesy demokratyzujące, równościowe oraz na pozbawioną wykluczenia wspólnotowość. Naszą rolę jest ubiec te dwa przeciwstawne sobie obozy, wbić w nie klin i zaproponować własną wersję historiografii zachowując cały warsztat naukowy historyka. W nacjonalistycznych szeregach są osoby, które są w stanie podołać temu zadaniu. Wystarczy tylko chcieć się przełamać.

1 Przegląd, 3 sierpnia 2015

Narzucono jedyną słuszną wizję historii

[stan na 20.12.2017]

2 http://strefahistorii.pl/article/3120-prof-wojciech-burszta-o-historii-mlodziez-malo-wie-i-zachwyca-sie-mitologia

[stan na 20.12.2017]

3 Newsweek, 8.10.2016, http://www.newsweek.pl/polska/prof-andrzej-leder-o-pis-kosciele-i-klasie-sredniej,artykuly,398264,1.html?utm_sourcefb&utm_medium=social&utm_campaign=fb_nw

[stan na 20.12.2017]

4 Newsweek, 9.10.2016 http://www.newsweek.pl/polska/andrzej-leder-dla-neweeka-jak-przeciwstawic-sie-prawicowej-narracji,artykuly,398272,1.html

[stan na 20.12.2017]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.