Alessandro Bruno: Trump zaostrza kurs wobec Iranu. Dlaczego?

Od Redakcji: Dziś mamy przyjemność przedstawić Wam artykuł podany w trochę innej formie niż robimy to zazwyczaj. Niemniej jednak, jak co środę, dotyka on aktualnych i niezwykle ważnych problemów polityki zagranicznej. Donald Trump, dopiero od niedawna sprawujący funkcję prezydenta Stanów Zjednoczonych, dał się poznać już ze swoich „odważnych” (a może jednak bardziej będzie pasować tu określenie „impertynenckich”) działań po za granicami USA. Do najbardziej elektryzujących międzynarodową opinię publiczną, należy radykalne, przynajmniej w stosunku do działań swojego poprzednika, zaostrzenie kursu wobec Iranu. Dlaczego? Amerykańskich motywów nie zrozumiemy bez bliższego przyjrzenia się samemu Iranowi i to do tego właśnie zaprasza nas włoski analityk Alessandro Bruno:

Większość członków międzynarodowej społeczności ze sporą ulgą i wdzięcznością powitało podpisanie umowy „nuklearnej” pomiędzy Iranem a krajami grupy zwanej: „5+1”. Przeciwko temu paktowi wystąpiły tylko władze Izraela, Arabii Saudyjskiej i nowa amerykańska administracja, na czele z samym Trumpem, która od samego początku dość mocno krytykowała to porozumienie. Porozumienie to, podpisane przez stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ (Francja, Chiny, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone i Rosja) plus Niemcy (stąd format grupy 5+1) według swoich zapisów nakładało ograniczenia na irański program wzbogacania uranu. W zamian za zgodę na takie ustępstwa, zgodzono się na złagodzenie i częściowe zniesienie gospodarczych i handlowych sankcji wobec Iranu. Iran odzyskał także 150 miliardów dolarów swoich własnych pieniędzy, zamrożonych przez Stany Zjednoczone jeszcze w 1979 roku, w ramach „kary” za wydarzenia związane z Rewolucją Islamską. Może i faktycznie irańskie porozumienie nuklearne nie jest w swoich zapisach zbytnio ambitne i można było je wynegocjować inaczej, jednak okazało się ono mieć olbrzymie znaczenie.

Jako jej bezpośredni skutek, wiele krajów, także USA, przywróciło z Iranem istnienie oficjalnych stosunków dyplomatycznych i handlowych. Nie przypadkowo przecież, Boeingowi udało się zawrzeć kontrakt warty 27 miliardów dolarów na dostarczenie samolotów dla Irańskich Linii Powietrznych. Trump jednak mimo wszystko, zaczął kwestionować całe to porozumienie, zaostrzając wzajemne stosunki polityczne pomiędzy USA i Iranem do rozmiarów, niewidzianych już na świecie od czasów gdy to  sam Ajatollah Chomeini stał na czele Iranu. Nie trudno zauważyć, że o ile Obama za swojego głównego wroga uważał Putina i Rosję, to Trump i jego otoczenie na to miejsce wybrało Iran.

Jednak, nie istnieje bardziej niezrozumiany kraj na Bliskim Wschodzie, niż Iran, dlatego jeśli rzeczywiście chcemy się dokładnie pochylić nad geopolitycznymi rozważaniami, musimy bliżej się przyjrzeć także jego samej historii.

Iran jest bardzo złożonym krajem, który z łatwością wymyka się zbytniemu generalizowaniu. To co musimy cały czas pamiętać, to że w Iranie przebiega linia bardzo głębokich podziałów. Iran jest Islamską Republiką, której prawodawstwo, w głównej mierze opiera się na Prawie Szariatu, jednak z drugiej strony jego szyickie elity uchodzą za najbardziej świeckie w całym rejonie Bliskiego Wschodu. Dzięki temu, że Iran musiał w jakiś sposób przetrwać nałożone na niego sankcje, wykształcono w kraju o wiele bardziej zróżnicowaną gospodarkę, niż jakiekolwiek rywalizujące z nim państwa Zatoki Perskiej. W przeciwieństwie do innych arabskich krajów, powstałych z popiołów Imperium Osmańskiego, dowolnie modyfikowanych przez europejskie mocarstwa kolonialne, Iran w przeciągu ostatnich 2000 lat zachował praktycznie w ogóle niezmienione granice. Jego najnowsza historia, jest zupełnie unikalna, jeśli porównamy ją z historii innych krajów Bliskiego Wschodu. Iran w ciągu ostatnich paru dekad, doświadczył bardzo szybkich i gwałtownych przemian. W 1979 roku, Iran stał się oficjalnie Republiką Islamską, jedną z zaledwie czterech istniejących na całym świecie, pozostałe trzy to Afganistan, Mauretania i Pakistan. Ale Iran to jedyna taka republika o charakterze szyickim, co samo w sobie jest niezwykłe i nawet trochę paradoksalne, ale z drugiej strony jest kluczowe do zrozumienia irańskich ambicji regionalnych i charakteru jego konfliktów z Arabią Saudyjską. Iran nie ewoluował w stronę Islamskiej Republiki. Zmiana ta nastąpiła co wiemy wszyscy, na drodze rewolucji. Zaraz po rosyjskiej, najbardziej gwałtownej rewolucji XX wieku, która w przeciągu roku rozbiła monarchie Szacha i ustanowiony przez niego system. Zupełnie przewartościowała też istniejący układ polityczny. Szach Iranu do 1979 roku był kluczowym sojusznikiem USA w rejonie Bliskiego Wschodu. Rewolucja diametralnie odwróciła sytuacje. Zmieniła wszystko. To jest właśnie klucz do zrozumienia dzisiejszego Iranu i stojących przed nim wyzwań. Wyzwań ważnych szczególnie w kontekście tego, jak bardzo stale zaostrza swój kurs Trump i jego administracja.

Oficjalną religią Islamskiej Republiki Iranu jest co oczywiste Islam, chociaż inne wyznania są na jego terytorium raczej akceptowane (chrześcijaństwo, judaizm, Baha’ism i zoroastryzm). Mimo to, warto pamiętać, że dużo Irańczyków w ogóle nie praktykuje żadnej religii, zwłaszcza jeśli chodzi o ludzi mieszkających w samym Teheranie, czy w obrębie innych dużych miast. Staje się to szczególnie widoczne w przypadku kobiet, a zwłaszcza tych młodszych z nich, które próbują ciągle, w taki czy inni sposób, sprzeciwiać się islamskiemu „dress code”. To diametralnie inna rzeczywistość, od tej którą możemy zaobserwować w Arabii Saudyjskiej, gdzie działa policja obyczajowa, która pilnuje ścisłego przestrzegania zasad szariatu i dość surowo egzekwuje ona rozdział mężczyzn od kobiet w sferze publicznej. Kobiety w Iranie, noszą swoje chusty luźno, tak jak kobiety na Zachodzie ubierają szale, lubią malować paznokcie, malować się i w życiu prywatnym ubierają się tak samo jak kobiety w Toronto czy w Nowym Jorku.

Co z tego wynika? Iran jest krajem dwóch prędkości. I chociaż może faktycznie sfera polityczna jest jeszcze zdominowana przez konserwatystów trzymających się fundamentalnego podejścia i zasad, to w coraz większym stopniu, elita tego kraju kształci się już po za religijnymi ośrodkami. Co może w nadchodzących latach, okazać się dla jego losów bardzo kluczowe.

Komentarz: 

Nie chcielibyśmy teraz w tym miejscu po raz kolejny krytykować polityki zagranicznej Donalda Trumpa, ponieważ jest to temat na inny, znacznie większy i szerszy tekst, który co całkiem prawdopodobne, niedługo ukaże się na łamach naszego portalu. Bardziej zależałoby nam na zwróceniu uwagi na aspekty, tej całej historii, które Alessandro Bruno w swoich rozważaniach pominął, a które mogą się okazać kolejnym krokiem do zrozumienia tego co kryje się za tak radykalną zmianą na linii stosunków Waszyngton-Teheran. Tymi aspektami są Chiny i Rosja (choć w naszej opinii, raczej w mniejszym stopniu).

Znów Chiny? Tak znów i będziemy poruszać ten temat w tym miejscu jeszcze nie raz. Tydzień temu w komentarzu do tekstu Macauhub na temat afrykańskiej części koncepcji Nowego Jedwabnego Szlaku, wspominaliśmy o tym, że posiada ona też swój azjatycki etap. Jego fundamentem jest właśnie Iran. Dlaczego? Iran jako jedno z najbardziej stabilnych państw, oczywiście w rozumieniu bliskowschodnim (zwróćmy uwagę na np. ilość zamachów terrorystycznych, jakoś aparatu władzy, nastroje społeczne), posiadające dodatkowo bardzo zróżnicowaną gospodarkę o sporym potencjale, jest dla Chin o wiele bardziej wartościowym partnerem, niż na przykład kraje Zatoki Perskiej. Ewentualna agresja amerykańska w kierunku Iranu (niekoniecznie nawet militarna, przynajmniej na tym etapie) poskutkowała by zatrzymaniem lub chociaż czasowym spowolnieniem inwestycji związanych z „One Belt, One Road” co byłoby dość mocnym uderzeniem w Chiny, które swoją obecną pozycje mocarstwową zawdzięczają w głównej mierze potencjałowi gospodarczemu. Destabilizacja Iranu byłaby także dobrym sposobem na zatrzymanie rosyjskich postępów w Syrii (Iran jest jednym z sygnatariuszy porozumienia w Astanie) i wstępem do zrewidowania wytyczonej tam przez Putina rosyjskiej strefy wpływów.

Nie trudno więc zauważyć, że dla Amerykanów Iran stał się obecnie nie tylko łakomym kąskiem, ale geopolitycznym celem, od którego osiągnięcia może zależeć globalna pozycja Stanów Zjednoczonych. Nam pozostaje mieć tylko nadzieję, że Iran okaże się ciężkostrawnym daniem, na którym jankeski moloch połamie sobie zęby i zakończy swój żywot. Póki co taka sytuacja wydaje się być bliżej niż kiedykolwiek. 

Źródło: Geopolitical Monitor

Tytuł i komentarz: Redakcja 3droga.pl

Powyższe tłumaczenie jest własnością portalu 3droga.pl. Kopiowanie go i modyfikowanie bez zgody Redakcji tego portalu jest zabronione. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.